Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Krzyk drzew i...

Krzyk drzew i szepty dawnych dni. Recenzja książki „Willa, dziewczyna z lasu” Roberta Beatty’ego [KL dzieciom]

Karolina Stępień

„Willa, dziewczyna z lasu” to balansująca między epickim rozmachem i intymnym kontaktem z naturą niepokojąca, a zarazem kojąca historia, która baśniowo przekonuje, że jeden akt dobroci zagnieżdża się w umyśle i sercu mocniej niż nieskończona ilość niegodziwości.

Ile razy krytykować można w tekstach dla dzieci i młodzieży galopujący antropocentryzm, kontrastując obraz karczowników, budowniczych i zdobywców z figurą Innego, tylko pozornie od nas różnego, przekonującego, że „jesteśmy połączonym z sobą światem”? Powieść „Willa, dziewczyna z lasu” Roberta Beatty’ego (autora popularnej serii książek o Serafinie), która 10 lutego ukaże się w Polsce nakładem Wydawnictwa Literackiego w tłumaczeniu Łukasza Małeckiego, udowadnia, że takie historie wciąż – a może właśnie teraz bardziej niż kiedykolwiek – poruszają. O ile są dobrze opowiedziane.

Położone na granicy dzielącej Karolinę Północą i Tennessee Wielkie Góry Mgliste u progu XX wieku zdają się terenem nieustannych starć między Feiranami, podobnymi do ludzi nocnymi duchami, a „światłolubami”, z perspektywy tych pierwszych dzielącymi się na Czirokezów i białoskórych osadników, do których wkrótce dołączają także nowi przybysze, wyposażeni w machiny z żelaza.

Wydawałoby się, że taki kontekst w dość czytelny sposób rozkłada akcenty w powieści. A jednak, jeśli z bliska przyjrzeć się społeczności leśnych stworzeń, okazuje się, że ona sama trawiona jest problemami podobnymi do tych, z którymi zmaga się człowiek. Głucha Jama, niegdyś kwitnący i pełen wielobarwnych ptaków dom Feiran, ulega stratyfikacji – ci o lepszej pozycji zajmują górne partie legowiska, a pozostali kryją się w labiryncie, ciemnych tunelach znajdujących się tuż nad niedostępnymi, wilgotnymi głębinami skomplikowanego systemu pieczar. Wszystko wydaje się butwieć lub wysychać, a splatanie z otoczeniem – pierwotna moc nocnych duchów – nie oznacza już zjednoczenia z naturą, lecz umiejętność wkradania się w łaski potężnego władcy i pełną podstępów rywalizację z pozostałymi członkami klanu. Rodzi się więc oczywiste pytanie: który wróg stanowi większe niebezpieczeństwo, ten zewnętrzny, czy raczej wewnętrzny?

Nie ma żadnego „ja”, jest tylko „my”.

Willa, wychowywana przez babkę nastoletnia potomkini jednego z pradawnych feirańskich rodów, początkowo za wszelką cenę stara się dopasować do rzeczywistości, w której przyszło jej dorastać. Zgodnie z zasadą „nie ma żadnego «ja», jest tylko «my»”, promowaną przez padarana, lśniącego boga jej klanu, co noc wykrada się z Głuchej Jamy i razem z innymi łowcami-złodziejami łupi ludzkie osady, by odbudować dawną potęgę całego ludu. Z czasem dziewczynę dopada jednak szereg wątpliwości i w końcu seria przerażających odkryć zmusza ją do opuszczenia legowiska. Niespodziewanie Willa będzie musiała nie tylko na nowo nawiązać stłumioną więź z otaczającym ją lasem i jego magią, ale także skonfrontować się z reprezentantem osadników i wszystkimi stereotypami na temat człowieka, które do tej pory w sobie pielęgnowała.

Niezwykle poetycko opisywana jest ta odbudowywana relacja bohaterki z poza-ludzką przyrodą. Jej sposób komunikowania się z roślinami i zwierzętami za pomocą pradawnego języka, ale przede wszystkimi dotyku i wymiany energii, jest zagadkowy i zarazem niezwykle zmysłowy. Pozwala na harmonijne połączenie ciała, umysłu i duszy.

Sekretne królestwo leśnego ludu

Czasem mogłoby się wydawać, że – jak większość komercyjnych historii tego typu – pod pretekstem ekologicznie zorientowanego przekazu Beatty paradoksalnie reafirmuje antropocentryzm; jeden z niewielu jednoznacznie pozytywnych bohaterów gatunku ludzkiego ścina drzewa, poluje i je dziczyznę, a jego działania ostatecznie są usprawiedliwione i wpisane zostają w naturalny cykl przyrody, obok pszczół współpracujących dla dobra całego ula i drapieżności wilków: „każdy ma swój sposób na przetrwanie”. W przypadku tej powieści chciałabym jednak postrzegać to nie jako przyzwolenie na niszczenie środowiska naturalnego, ale jako szczególny rodzaj wyrozumiałości, która mimo wszystko nie wyklucza stanowczego stawiania konkretnych wymagań i konieczności ponoszenia odpowiedzialności, daje za to coś, czego obecnie zdajemy się potrzebować bardziej niż siły lub szczęścia – nadzieję.

To wyrozumiałość, która nie wynosi człowieka ponad inne gatunki; wręcz przeciwnie, wszystko stawia na równi, podobnie jak Willa spoglądająca na świat ze szczytu Wielkiej Góry. Albo smoki u Miłosza: „A jednak byliśmy do siebie tak podobni, / Że leniwe smoki przeciągające się w powietrzu / Musiały nas uważać za braci i siostry / Bawiących się zgodnie w słonecznym ogrodzie”.

Najmocniejszą stroną „Willi, dziewczyny z lasu” jest dla mnie właśnie brak ukazywania jednowymiarowej opozycji między dobrą wspólnotą, jej tradycjami i kontaktem z naturą, a złą jednostką, wymuszanym przez nią postępem i konstruowaną kulturą. Magia lasu jest tu równie potężna co magia zapisanych na papierze słów. A siła społeczności tkwi nie tylko w pamięci pokoleń, ale też w wolnej woli składających się na nią indywidualności.

Dlatego trochę szkoda, że ta niejednoznaczność w drugiej części powieści ustępuje niezwykle poruszającym co prawda, ale mimo wszystko przesadnie dosadnym i doskonale znanym obrazom karczowanego, „mordowanego” lasu, a następnie prometeizmu. Trudno nie odmówić im jednak kinematograficznej dynamiki i malarskości.

Jedyne, czego nam trzeba, to czas

Ostatecznie „Willa, dziewczyna z lasu” to balansująca między epickim rozmachem i intymnym kontaktem z naturą niepokojąca, a zarazem kojąca historia, która baśniowo przekonuje o tym, że pojedynczy akt dobroci zagnieżdża się w umyśle i sercu mocniej niż nieskończona ilość niegodziwości, mroku i przemocy. Poza zachęcaniem do buntu przeciwko zastanej rzeczywistości pokazuje także, że jedną ze wspaniałych lekcji, które ofiarowuje nam poza-ludzka przyroda, jest szacunek do czasu – należy się więc niespiesznie zastanawiać, pozwolić sobie na wahanie, czasem pogodzić się z czekaniem i nie walczyć z tym, czego nie można pokonać. Przede wszystkim jednak to opowieść niezwykle zielona; zielonością o wielu odcieniach.

 

Książka:

Robert Beatty, „Willa, dziewczyna z lasu”, przeł. Łukasz Małecki, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2021.

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 630

(5/2021)
2 lutego 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj