Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Kiedy kino przegrywa...

Kiedy kino przegrywa z książką. O książce „Czarny Młyn” Marcina Szczygielskiego i filmie Mariusza Paleja [KL dzieciom]v

Krzysztof Rybak, Karolina Stępień

„Czarny Młyn” Mariusza Paleja, choć estetycznie satysfakcjonujący, jawi się jako umacniający stereotypy genderowe melodramat, jak w krzywym zwierciadle wypaczający treść powieści Marcina Szczygielskiego, której jest luźną adaptacją.

Tegoroczna premiera filmu „Czarny Młyn” w reżyserii Mariusza Paleja wydaje się dobrą okazją do przyjrzenia się także literackiemu pierwowzorowi, który po raz pierwszy ukazał się na rynku wydawniczym w 2011 roku, a teraz powrócił w nowej – wzbogaconej fotosami z ekranizacji – odsłonie. Porównanie książkowego i filmowego „Czarnego Młyna” jest tym ciekawsze, że obie realizacje znacznie się od siebie różnią.

Tytułowy budynek to złowieszcza i monumentalna ruina znajdująca się przy wjeździe do małej, porzuconej przez większość niegdysiejszych mieszkańców wioski Młyny, położonej gdzieś między Warszawą a Poznaniem. Poza kilkoma pozostałymi na miejscu rodzinami, kilkunastoma królikami i trzema psami nie ma tu życia – ludzie przeprowadzili się do pobliskich miejscowości po tym, jak kombinat rolniczy przestał działać, a zwierzęta hodowlane z niewiadomych powodów wyginęły. Po tym ponurym krajobrazie snuje się kilkoro nastolatków, szukając rozrywek, które nie wymagałyby internetu, zasięg w Młynach jest bowiem bardzo słaby. Wakacyjną stagnację – opisywaną z punktu widzenia jedenastoletniego Iwa – młodym bohaterom przerywa seria dziwnych zdarzeń: zamknięte w klatkach króliki uciekają i biegną prosto pod koła mknących autostradą samochodów, a sprzęty elektroniczne znikają z domów. Zbierane przez przyjaciół poszlaki prowadzą do Czarnego Młyna, którego ramiona pewnej nocy niespodziewanie zaczynają się poruszać, po raz pierwszy od czasu, kiedy budynek spłonął w wielkim pożarze.

Iwo razem z przyjaciółmi postanawia wyjaśnić tajemnicze zdarzenia, które nawiedziły Młyny – bohaterowie mogą liczyć tylko na siebie, pewnego dnia do listy anomalii dołącza bowiem zniknięcie niemal wszystkich dorosłych (poza babką dwójki głównych bohaterów), których najmłodsi mieszkańcy muszą odnaleźć. W tej trudnej misji nieodzowna okazuje się siostra Iwa, Mela, ośmioletnia dziewczynka z niepełnosprawnością: choć do niedawna milczała, teraz przekazuje pozostałym niejasne, kluczowe wskazówki, dzięki czemu możliwe jest dotarcie do serca Czarnego Młyna i rozwiązanie jego tajemnicy.

Należy podkreślić, że powieść wiele zawdzięcza powszechnie docenianemu warsztatowi pisarskiemu Szczygielskiego. Co prawda trudno uwierzyć tu w pierwszoosobową narrację, gdy jedenastolatek – nawet niezwykle oczytany – opisuje rzeczywistość choćby takimi zdaniami: „Olbrzymi betonowy walec, ciemny jak bezksiężycowa noc, wyrastający z niemal bezkresnego pola żelastwa i kamieni, sprawia wrażenie, jakby pochylał się nad nami” [s. 55]. Być może uzasadnienie tej licentia poetica znajduje się w samym tekście, gdy Iwo zastanawia się nad obrazami sołtyski Młynów: „[…] ona umie namalować wszystko w taki sposób, żeby było widać, jakie jest w naszych myślach i uczuciach, a nie naprawdę” [s. 74]. Nie da się w każdym razie zaprzeczyć, że język i umiejętne operowanie schematami gatunkowymi literatury grozy budują wspaniały nastrój tej mrocznej i zarazem klimatycznej opowieści.

Szczygielski nieustannie wystawia odbiorcę na niezrozumiałe, a przez to budzące niepokój zdarzenia, co potęguje uczucie niesamowitości otaczającej Młyny. Autor operuje dźwiękami i kolorami w taki sposób, że już od pierwszych stron czytelnika pochłania atmosfera zapomnianych przez cywilizację Młynów, odciętych od świata przez „autostradę, las trakcji elektrycznych, mokradła z toksycznymi odpadami i wreszcie […] wypalony kombinat i Czarny Młyn” [s. 90]. Jak przystało na prawdziwą powieść grozy, każdy z rozdziałów kończy się zawieszeniem akcji, więc odbiorca nie może oderwać się od lektury choćby na chwilę. Silną motywacją czytelniczą jest też nagromadzenie tajemniczych i fantastycznych elementów, trudno więc porzucić opowieść bez dotarcia do ich genezy. Co ważne, zakończenie – choć nie w pełni szczęśliwe – nie rozczarowuje, a wręcz prowokuje do refleksji dotyczącej relacji międzyludzkich, przyjaźni i miłości. Niezwykle subtelnie oddany też został charakter głównego bohatera, jego wrażliwość, związane z nią lęki czy obawy, oraz złożona relacja z ojcem, który wyemigrował do Norwegii. Iwo to protagonista, któremu kibicujemy od samego początku.

W stosunku do utworu Szczygielskiego film został znacznie zmodyfikowany i niestety przegrywa z powieścią na wielu płaszczyznach. Na czwartej stronie okładki nowego wydania książki możemy przeczytać wypowiedź reżysera, który podkreśla wagę wątków społecznych w literackim pierwowzorze i fakt, że chciał się do nich odnieść w swojej produkcji. W ekranizacji akcent kładzie się jednak na inne, mniej złożone problemy, a jednym z głównych elementów fabuły ukazujących aktualne kwestie społeczne jest opieka nad małą Melą, która nie jest wstanie poruszać się samodzielnie i nie komunikuje się w typowy dla ośmioletniego dziecka sposób.

Twórcy adaptacji zdecydowali się także zmniejszyć liczbę bohaterów, eliminując jedną z dwóch nastoletnich protagonistek – cyniczną i błyskotliwą Justynę. W ekranizacji pojawia się natomiast Natalia: u Szczygielskiego jej postać, a także stosunek pozostałych członków ekipy wobec niej ewoluują – niepewna siebie, uważana za nieco infantylną, dziewczynka odnajduje w sobie hart ducha i w końcu zyskuje uznanie przyjaciół. Tymczasem w scenariuszu Magdaleny Nieć i Katarzyny Gacek Natalia jest wiecznie pochlipującą, obrażalską nastolatką, której działania chłopięcy bohaterowie komentują wytartymi i dziś bardzo kontrowersyjnymi frazesami, jak „dziewczyny są jakieś dziwne”, „dziewczyny ciągle płaczą” czy też – o zgrozo! – zachęcają przyjaciółkę do zdobycia się na odwagę słowami: „po prostu zapomnij, że jesteś dziewczyną”. Tego rodzaju kwestie oburzą zapewne nie tylko postępowych rodziców, ale też wiele młodych widzek – aż dziwne, że nikt na etapie produkcji nie poczynił refleksji na temat obrazu dziewczyńskości w filmie, zdominowanym przecież przez chłopców.

Powielanie genderowych stereotypów to najjaskrawsza ilustracja tego, w jaki sposób powieść Szczygielskiego została przełożona na wielki ekran – wszystko w filmie Paleja zdaje się bowiem karykaturalnie wyostrzone i uproszczone, odarte ze swojej subtelnej wielowymiarowości. Cierpi na tym obraz postaci kobiecych, osób starszych (zrezygnowano z postaci babki Iwa i Meli, ważnej w książce z kilku powodów), nieuprzywilejowanych czy z niepełnosprawnościami, a także relacji między dziećmi a dorosłymi, w adaptacji wyraźnie spolaryzowanymi. Konflikty międzypokoleniowe, na przykład między Iwem a jego mamą, oraz powiązania między lepiej i gorzej sytuowanymi sąsiadami są tu wyraźnie spłycone, a w finale znajdują swoje stereotypowe rozwiązanie.

Głębi brakuje także – jeśli nie przede wszystkim – głównemu wątkowi filmowej wersji fabuły „Czarnego Młyna”, którego konstrukcja przywodzi na myśl raczej scenariusz przeciętnej jakości gry RPG niż literacki pierwowzór. Związki przyczynowo-skutkowe są tu czasem mało czytelne, a motywacje bohaterów i konstrukcja antagonisty – niewiarygodne, jakby za wszystkim tym stało wielu twórców, działających pośpiesznie, w oparciu o bardzo ogólny przewodnik po świecie przedstawionym. W efekcie ostateczna rozgrywka, ukazująca choćby Marcina Dorocińskiego ciskającego kulami z lawy i zwiastującego przejęcie władzy nad światem głosem przepuszczonym przez syntezator mowy, wydaje się nie tyle epicka, co dość absurdalna (potwierdziły to zresztą reakcje nastoletniej publiczności, obecnej z nami na sali kinowej). Powieść Szczygielskiego oferowała bardziej subtelną wizję konfliktu rozgrywającego się w Młynach, którego rozwiązanie stanowiło wyzwanie dla nastoletnich bohaterów pozostawionych samym sobie. Mało przekonujące jest, wreszcie, jednoznacznie szczęśliwe zakończenie filmu, sugerujące, że pokonanie irracjonalnego Zła wiąże się też z załagodzeniem wszelkich sporów oraz z finansowym dobrobytem.

Choć scenariusz budzi wiele zastrzeżeń, to można dostrzec plusy ekranizacji, takie jak świetna gra aktorska, zarówno młodszych, jak i starszych członków obsady. W pamięć zapada zwłaszcza duet Iwo Wiciński i Magdalena Nieć: relacja między głównym bohaterem i jego matką jest złożona, co – mimo nieskładnego scenariusza – udało się świetnie pokazać. Napięcie między sfrustrowanym i rozczarowanym życiem synem a troskliwą i wiecznie zaniepokojoną matką widz odczuwa z pełną siłą. Równie udane są zdjęcia, choć powieściowe Młyny wydawały się znacznie bardziej przygnębiające niż mieniące się kolorami letnie miejsce akcji filmu, a także udźwiękowienie – zarówno nastrojowa muzyka, jak i niepokojące dźwięki wydawane przez Czarny Młyn świetnie budują napięcie.

„Czarny Młyn” w filmowej wersji zebrał do tej pory dużo pozytywnych recenzji i właściwie trudno się dziwić, skoro tak rzadko do polskich kin trafia rodzima produkcja przeznaczona dla dzieci lub młodzieży. Szkoda, że twórcy filmu – od scenarzystek po reżysera – nie oddali klimatu powieści, skupiając się na ekscytującej, pozbawionej głębi historii, jednocześnie epatując obrazami trudności ekonomiczno-społecznych, które uznać można za przesadnie sentymentalne. Najbardziej niezrozumiałe w 2021 roku wydaje się powielanie stereotypów genderowych, tak krzywdzących dla dziewczynek, które za kilka, kilkanaście lat będą musiały zmierzyć się ze zdominowanym przez mężczyzn światem dorosłych. Należy mieć nadzieję, że w polskim kinie dla młodego widza takie obrazy już się nie pojawią.

 

Książka:

Marcin Szczygielski, „Czarny Młyn”, Instytut Wydawniczy Latarnik, Warszawa 2021.

Film:

„Czarny Młyn”, reż. Mariusz Palej, Polska 2021.

Proponowany wiek odbiorcy: 10+

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 664

(39/2021)
28 września 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj