Bądź na bieżąco!

Zapisz się na newsletter
Kultury Liberalnej

Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Indyjskie służby zabijają cywilów bez konsekwencji

Krzysztof Renik

Indyjskie siły specjalne dokonały ostrzału samochodu przewożącego cywilów, zginęło kilkanaście osób. Funkcjonariusze nie poniosą jednak żadnej odpowiedzialności. Dlaczego? Pisze Krzysztof Renik.

Obserwatorzy życia publicznego Indii zdążyli przyzwyczaić się już do wydarzeń nadzwyczajnych. Wiele z nich wykracza poza kategorie opisujące życie w krajach demokratycznych. Tak też jest w przypadku tragicznego wydarzenia, do którego doszło w Nagaland, niewielkim stanie w północno-wschodnich Indiach graniczącym od wschodu z Birmą.

Służby działają bez ograniczeń

Indyjskie siły specjalne dokonały ostrzału półciężarówki przewożącej cywilnych pracowników jednej z kopalń w dystrykcie Mon. W wyniku niczym niesprowokowanego ostrzału kilkunastu górników zostało zabitych, a kilku trafiło do szpitala w stanie ciężkim.

Ta tragedia wywołała falę oburzenia wśród mieszkańców Nagalandu i sąsiednich regionów i wznowiła dyskusję na temat działań indyjskich służb specjalnych. Wydarzenie to dobrze ilustruje fakt, że na pewnych obszarach Indii przysługują im specjalne prawa. Określa je Armed Forces (Special Powers) Act (AFSPA) wprowadzony w roku 1958 i obowiązujący w kilku częściach kraju do dzisiaj.

Obszary, na których władze mogą egzekwować AFSPA określane są mianem niespokojnych. Dotyczy to tych terenów, w których działają ruchy uznane przez władze za separatystyczne, rebelianckie lub terrorystyczne. Na tych obszarach wojsko i policja mogą używać broni bez ograniczeń, mają prawo dokonywać rewizji i aresztowań bez żadnych nakazów. Kontrolują też prywatne zabudowania i mieszkania, mają też prawo do zatrzymywania i kontrolowania wszelkich pojazdów. W żadnym z tych przypadków nie ma obowiązku wyjaśniania powodów kontroli, rewizji, czy nawet aresztowania osobie, której takie działanie dotyczy.

Jednocześnie funkcjonariusze i wojskowi działający na podstawie AFSPA zwolnieni są z odpowiedzialności karnej za błędy i pomyłki, do których dojdzie w trakcie służby. Według organizacji – zarówno międzynarodowych, jak i indyjskich – strzegących praw człowieka, zapisy AFSPA niejednokrotnie stoją w sprzeczności z zasadami wolności obywatelskich i podstawowymi prawami człowieka gwarantowanymi przez konwencje międzynarodowe.

Historia drakońskiego prawa

AFSPA po raz pierwszy wprowadzono w Indiach w roku 1958 na terenie stanów Manipur oraz Asam, czyli na części terytorium tak zwanych Indii Północno-Wschodnich. W krótkim czasie prawodawstwo to zaczęto stosować jednak we wszystkich siedmiu stanach tego terytorium: Asam, Arunaczal Pradeś, Nagaland, Manipur, Mizoram, Tripura, Meghalaja. Władze tłumaczyły to koniecznością zwalczania ruchów uznanych za rebelianckie i separatystyczne.

Z podobnych powodów w roku 1983 AFSPA wprowadzono w stanie Pendżab i na terytorium związkowym Chandigarh. W tym okresie rosły w siłę ruchy separatystyczne wśród Sikhów, czyli społeczności większościowej w Pendżabie. Przepisy obowiązywały w tej części Indii przez czternaście lat i zniesione zostały dopiero w roku 1997. W 1990 roku prawo wprowadzono również w Dżammu i Kaszmirze. W tym przypadku powodem były antyindyjskie wystąpienia ludności muzułmańskiej w Kaszmirze, gdzie AFSPA obowiązuje do dzisiaj.

Odmienna tożsamość powodem niepokoi 

Indie Północno-Wschodnie to obszar połączony z resztą subkontynentu jedynie wąskim pasem indyjskiej ziemi wciśniętym pomiędzy granice z Bangladeszem od południa i Chinami od północy. W najszerszym miejscu pas ten ma jedynie kilkadziesiąt kilometrów. Już samo położenie geograficzne północno-wschodnich obszarów Indii sprawia, że są one w pewien sposób odcięte od reszty kraju. Na to nakładają się jeszcze uwarunkowania sąsiedzkie. Stan Arunaczal Pradeś graniczy z Tybetem, zdominowanym przez Chiny, Nagaland, Manipur, Mizoram z Mjanmą, zaś Tripura, Meghalaja i Asam z Bangladeszem. Ziemie Indii Północno-Wschodnich czują na karku oddech chińskiego ekspansjonizmu.

Co więcej, mieszkańcy Indii Północno-Wschodnich pod względem cywilizacyjnym, kulturowym i obyczajowym różnią się ogromnie od ludności subkontynentu indyjskiego. Ogromna część z nich wywodzi się z zupełnie innego pnia cywilizacyjnego. Nie należą oni do ludów indoeuropejskich ani drawidyjskich. Wywodzą się z odrębnych kulturowo społeczności tybeto-birmańskich. Poza tym znaczna część mieszkańców Indii Północno-Wschodnich to ludność identyfikująca się przede wszystkim z własnym plemieniem czy grupą plemion, a nie z cywilizacją czy kulturą indyjską. Wielokrotnie zdarzało się mi się słyszeć w Indiach z ust rdzennych mieszkańców Indii północno-wschodnich: „A cóż my mamy wspólnego z Hindusami?”.

Nieprzypadkowo w niewielkim stanie Nagaland, znanym niegdyś jako ojczyzna łowców głów, 90 procent ludności wyznaje współcześnie chrześcijaństwo. Mieszkańcy tego obszaru przyjęli to wyznanie jakby w opozycji do hinduizmu. Podkreślają w ten sposób swą odmienność od Hindusów. Zresztą to zaznaczanie własnej odrębności od wzorców indyjskich można zaobserwować także w aktywności kulturalnej, choćby w tradycji muzycznej regionu. W Nagalandzie młodzi ludzie grają albo swe tradycyjne kompozycje plemienne, albo kopiują wzorce brytyjskie, rzadko odwołując się do indyjskich tradycji. Stany takie jak Nagaland, Mizoram czy Meghalaja to kolebki indyjskiego rocka. A w Shilongu, stolicy stanu Meghalaja, odbywają się rockowe festiwale, zaś rocznica urodzin Boba Dylana jest muzycznym świętem tego miasta.

Społeczności, w których poczucie odmienności od Hindusów stanowi ważny element tożsamości, już od kilkudziesięciu lat są inkubatorem ruchów na rzecz autonomii lub wręcz pełnej suwerenności obszarów indyjskiego północnego-wschodu. Część tych ruchów działa na poziomie politycznym, inne obrały formę zbrojnej partyzantki i podjęły walkę z obecnością indyjskich sił militarnych i policyjnych na rodzimych ziemiach. Nie można wykluczyć, iż część z nich wspierana jest przez siły spoza Indii, dążące do oderwania tych ziem od New Delhi. Trzeba jednak pamiętać, że wsparcie takie trafia na podatny grunt wśród sporych grup ludności autochtonicznej, która stawia sobie często przywoływane już przeze mnie pytanie: „A co my mamy wspólnego z Hindusami?”.

Starcie słonia ze smokiem

Tereny te są obszarem rywalizacji indyjskiego słonia z chińskim smokiem. Z tego wynika panujące w New Delhi przekonanie, że utrzymywanie w mocy przepisów Armed Forces (Special Powers) Act jest konieczne dla zachowania integralności państwa. Władze, przyznając służbom nadzwyczajne uprawnienia, muszą jednak liczyć się z tym, że będą one nadużywane, tak jak to miało miejsce ostatnio w Nagalandzie, gdzie zabito kilkanaście niewinnych osób. Co nie mniej ważne, stany wyjątkowe mają zwykle to do siebie, że łatwiej je wprowadzić aniżeli odwołać. W Indiach Północno-Wschodnich AFSPA działa już od 63 lat.

 

Zdjęcie wykorzystane jako ikona wpisu: Indian Air Force, GODL-India, źródło: Wikimedia Commons;

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 676

(51/2021)
21 grudnia 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj