Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Na miejscu kobiet....

Na miejscu kobiet. Recenzja książki Eimear McBride „Coś nie tak. Kobiecość i wstręt”

Anna Augustyniak

Wizerunek kobiecości wykreowała kultura, tyle że nie okazała się ona kulturą wzbogacającą. Na dodatek wmówiła nam, kobietom, podejście do własnego ciała pełne poczucia winy, wstydu, a bywa, że i wzgardy.

Okładka książki Eimear McBride „Coś nie tak. Kobiecość i wstręt”

Esej to trudna forma, ale irlandzkiej pisarce Eimear McBride udało się skonstruować go tak, by utrzymać uwagę czytelników aż do końca książki, a to dzięki przytaczanym racjom, podbudowanym mnóstwem przykładów z naszej popkulturowej współczesności oraz akademickim cytatom. „Coś nie tak. Kobiecość i wstręt” jest strumieniem uświadomionej złości i zrywaniem zasłony z kultury, która zmusza kobiety do nieustannego podkreślania swojej atrakcyjności fizycznej, która równolegle sprawia, że jest ona postrzegana jako kawałek mięsa do skonsumowania, co wzbudza wobec niej pogardę. „Żadna kobieta – może z wyjątkiem zakonnicy – pisze McBride – nie ucieknie przed faktem, że jej jedyną szansą na zyskanie społecznej aprobaty jest ograniczanie własnej swobody i dostosowanie każdej decyzji do oczekiwań męskocentrycznej kultury i powiązanych z nią instytucji. A zatem to ona musi brać na siebie pełną odpowiedzialność za robienie z siebie mięsa”, czyli – dodajmy – za uczestniczenie w uprzedmiatawianiu własnego ciała. Jak więc mierzyć się z taką wizją kobiecości? I jak przeżyć w tym labiryncie szablonów, w społecznym treningu tresowania do posłuszeństwa, nie popadając w poczucie winy i pogardę wobec samej siebie?

„Coś nie tak. Kobiecość i wstręt” odnosi się nie tylko do stereotypów i zmagań ze zmieniającą się presją wobec tak zwanej marki kobiety dzisiejszej, ale opowiada o podwójnych standardach, różnych stadiach i tonach feminizmu, ruchu #MeToo. Nie unika też wątku wpływu Kościoła katolickiego i pornografii na urzeczowienie i opresję, która dotyka od najmłodszych lat dziewczynki zapewniane, że przemiana w mięso przyniesie im wymarzone szczęście. Na pytanie, co z tymi, które nie osiągną wyznaczonego i obowiązującego obecnie pułapu, autorka odpowiada: „Po prostu zostaną ostemplowane jako niewłaściwy rodzaj mięsa, którego z samej zasady nigdy nie czeka już żadna nagroda. Do tego worka wpadną lesbijki w wygodnych butach, kobiety z nadwagą, te starsze, te zapracowane, obojętne i te już zadowolone z siebie. Takim kobietom – a jest nas dużo – będzie się nieustannie przypominać o tym, jak niepożądanym i nieapetycznym są mięsem i w jak niewielkim stopniu ten przykry fakt rekompensują radości zmierzania przez życie bez wtłaczania w ciasne formy bardziej akceptowalnych wersji kobiecości”. Kobiety są zatem nadal obywatelkami drugiej kategorii, gorszą płcią, której publicznie można okazywać repulsję, upokarzać i je hejtować.

Temat „umięsawiania” medialnego (reklamy, filmy, media społecznościowe), który Eimear McBride porusza, nie jest zaskakującą nowością, innowacyjne staje się głośne mówienie o szkodliwości tego procesu, o zamienianiu kobiet w przedmioty do erotycznego użytku, dyscyplinowaniu ich ciał, odbieraniu im głosu i prawa do bycia bez poddawania ocenie, osądowi i kontroli wagi, rozmiaru, kształtu piersi, pochodzenia… Ktoś kto kontroluje, odrzuca ze wstrętem to, co nie spełnia aktualnie panujących wymogów. Nie kogoś, ale coś – czyjeś ciało. Obecnie cały przemysł modowy i kosmetyczny służy lansowaniu koncepcji chudego, nieowłosionego ciała, o nieskazitelnej skórze, w stroju trendy.

Jak w takim układzie kobiety mają protestować, jeśli ze wszystkich stron są atakowane i wręcz anektowane przez korzyści płynące z ustanowionego wizerunku? Jesteś inna, odbiegasz od założonego modelu, podważymy twoje poczucie własnej wartości i doprowadzimy do zapętlenia w schemacie myślenia: „Dlaczego się na to nie godzić – więcej: czemu nie łapać każdej szansy na zaprezentowanie się od tak mile widzianej mięsnej strony? To najbardziej pragmatyczne rozwiązanie: skoro i tak zostaniemy uprzedmiotowione, to równie dobrze można coś na tym ugrać. Przecież żadna porządna feministka nie ośmieli się nam tego zabronić, prawda?”. Bezrefleksyjne wchodzenie w utowarowienie, retuszowane i ujarzmiane strachem, czy uda się sprostać określonym wymogom kultury konsumpcyjnej, tylko wzmacniają mizoginię i seksizm. Dużo jeszcze mają do wywalczenia „porządne feministki”, inaczej nigdy nie odzyskamy prawa do wolności i decydowania o własnym ciele.

Eimear McBride zostawia nas z interesującym, ale i najmocniejszym pytaniem: „Ty, jako człowiek z krwi i kości, myślący i czujący, który nie chciałby nigdy zostać zamordowany ani zgwałcony, który nie chce doświadczać krzywdy ani poniżenia, który nie chce żyć w ciągłym lęku przed takim zagrożeniem wyłącznie ze względu na ciało, jakie zamieszkuje; człowiek, który nie chce być zmuszony do przygotowywania swoich córek do dzielenia tego samego losu w niekończącym się korowodzie cierpień, a synów do wiecznego poczucia, że są uwikłani w utrwalanie tego systemu – jeśli nie chcesz doświadczać tego wszystkiego, co zrobiłbyś na naszym miejscu, na miejscu kobiet?”.

Książka:

Eimear McBride, „Coś nie tak. Kobiecość i wstręt”, przeł. Aga Zano, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2022.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 719

(43/2022)
18 października 2022

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj