close
 
close
Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Smutny film z...

Smutny film z radosnych kadrów. Recenzja filmu „Aftersun” w reżyserii Charlotte Wells

Agnieszka Sawala

„Aftersun” to więcej niż sentymentalna podróż: to próba przywrócenia i zrozumienia czasu, który zadecydował o relacji dojrzewającej córki i skrywającego zagubienie ojca.

Większość z nas rzadko sięga do rodzinnych albumów fotograficznych, a jeszcze rzadziej do starych nagrań wideo – z urodzin, wakacji, uroczystości rodzinnych. Jeśli już znajdziemy na to czas, przeglądamy je z nostalgią, próbując przywołać wspomnienia uchwyconych na nich szczęśliwych momentów dzieciństwa. Z wiekiem patrzymy na nie inaczej, dostrzegając nieodkryte dotychczas niuanse. Na przykład: jak szokująco młodo wyglądali nasi rodzice, jak dziwacznie się ubierali i czesali, jak zabawnie tańczyli na imieninach cioci, jacy byli w sobie zakochani… Zaczynamy nakładać na stare filmy i zdjęcia filtry naszych doświadczeń, składać wspomnienia niczym puzzle, na nowo odtwarzając kadry z przeszłości. 

Podobnie czyni Sophie – okołotrzydziestoletnia kobieta wspominająca wakacje z ojcem, który był wówczas w przybliżonym wieku. Jako jedenastoletnia dziewczynka (grana przez debiutującą Francescę Corio) Sophie na co dzień mieszkała wtedy z matką, wakacje z tatą były więc rzadkim czasem na wyłączność ich dwojga. Tego roku spędzili je w średniej klasy kurorcie w Turcji, dzieląc czas między leniuchowanie w hotelowym pokoiku a rozrywki oferowane przez kiczowaty ośrodek. Urlop dokumentowali za pomocą kamery VHS, nagrywając (pozornie) nieistotne scenki. Ujęcia te prowadzą narrację w filmie Charlotte Wells, oddając nostalgię, zagmatwanie i postrzępioną naturę wspomnień z dzieciństwa Sophie. 

Oglądając „Aftersun”, widzimy autentyczną, złożoną relację ojca i córki, zagubionego dorosłego człowieka i szczerego dziecka na krawędzi dojrzałości. Czujemy naturalną więź, miłość i czułość tych dwojga, jakbyśmy podglądali z ukrycia prawdziwą rodzinę na prawdziwych wakacjach.

Agnieszka Sawala

„Tender is the touch”

Pełnometrażowy debiut szkockiej reżyserki tylko z pozoru wydaje się sentymentalnym kinem obyczajowym. Widzimy młodego ojca, Caluma (Paul Mescal), który bardzo się stara zadbać o komfort dorastającej córki i być po prostu dobrym tatą – smarować balsamem z filtrem przeciwsłonecznym, pilnować, o której wraca do pokoju, podsunąć wartościową książkę czy nauczyć podstaw samoobrony. Ale też porozpieszczać ją, wygłupiać się, nurkować, grać w bilard i piłkę wodną. Pod złudzeniem beztroski i luzu Caluma kryje się jednak pewne napięcie. Początkowo wydawać by się mogło, że to zwykła nieporadność młodego ojca nieprzywykłego do kontaktów z coraz starszą już córką, powoli wkraczającą w dojrzałość. Jedenastolatka jest samodzielna, spostrzegawcza, zaciekawiona dorosłym życiem, które bacznie obserwuje na przykładach dość swobodnych zachowań gości kurortu. 

Źródło: Materiały prasowe dystrybutora M2 Films

Z czasem jednak dostrzegamy, że Calum próbuje skrzętnie ukrywać przed córką poważniejsze problemy. W rzadkich momentach samotności (gdy Sophie śpi lub spędza czas ze znajomymi z resortu) widzimy przygaszonego, smutnego lub nerwowego człowieka, którego coś gryzie. Ze strzępków nagrań i rozmów możemy wywnioskować, że nie wiedzie mu się najlepiej – tak finansowo, jak uczuciowo. Wydaje się wciąż kochać matkę dziewczynki, a przynajmniej darzyć ją ciepłymi uczuciami. Stroboskopowe flashbacki z dyskoteki, na których widzimy go tańczącego niczym w narkotykowym transie (reżyserka nie daje odpowiedzi na pytanie, skąd pochodzą te nieprzystające do reszty filmu, ostre za sprawą światła, atmosfery i wydźwięku urywki) stoją w kontrze do wizerunku ojca, jakiego poznajemy na wakacjach z córką: przygaszonego, zagubionego, poszukującego duchowej równowagi (nieudolnie ćwicząc tai-chi i czytając książki o medytacji). Calum sprawia wrażenie, jak gdyby próbował zmienić swoje wcześniejsze życie, w którym prawdopodobnie popełniał błędy młodości. Jak gdyby dręczyły go nieustanne wyrzuty sumienia i przytłaczał fakt, że nie jest tym, kim chciałby być. Kłóci się w nim natura wciąż młodego chłopaka, którego stać na beztroskę (ewidentnie nie przelewa mu się finansowo, ale zaszaleje i kupi zdecydowanie za drogi lokalny dywan) i odpowiedzialnego dorosłego, którym nie do końca potrafi być. Miota się wewnętrznie, co symbolicznie oddają jego zmagania z nawet drobnymi codziennymi czynnościami, które za sprawą gipsu na prawej ręce Caluma urastają do nadwyrężających cierpliwość wyzwań.

Długie, leniwe kadry, paralotnie sunące po niebie, bezruch, koncentracja na szczegółach i gestach, podkreślają intymność sytuacji, skupienie na doświadczaniu tu i teraz, kontemplację momentu. Jakby czas się zatrzymał (lub bohaterowie filmu bardzo chcieli, żeby się zatrzymał…).

Agnieszka Sawala

„Tender is my heart”

Ile z tych dylematów i niespójności dostrzega Sophie? Zdaje się, że dużo więcej niż spodziewa się jej tata. Ile z nich rozumie? To zależy – jedenastoletnia dziewczynka z wakacyjnych filmów wideo raczej od czasu do czasu przeczuwa, że coś jest nie tak, niż wie, co się dzieje z jej ojcem. I jak poważny jest jego stan (depresja?). Za to dorosła Sophie, która wspomina te być może ostatnie wakacje z tatą, widzi znacznie więcej. Nie uśmiecha się, nie rozczula na myśl o wspólnym, pozornie beztroskim czasie. Dziś zdaje się lepiej rozumieć stan Caluma. Być może przechodzi przez podobne trudności w życiu. O ich surrealistycznej symbiozie po latach świadczą sceny z rave-klubu, w których dorosła Sophie pojawia się obok tańczącego ojca – takiego samego, jakiego pamięta z dzieciństwa – bezskutecznie próbując zatrzymać jego szaleńczy amok.

Debiutem filmowym Charlotte Wells był krótkometrażowy „Tuesday” z 2015 roku: już ta wczesna produkcja porusza tematykę relacji córki z ojcem – tutaj jest on również fizycznie nieobecny (choć nie wiemy, czy na stałe, czy tymczasowo, ani z jakich powodów). Nieco starsza dziewczyna wspomina ojca poprzez przedmioty z nim związane – jego gitary, książki, ubrania. Oddziałują one na widza podobne jak strzępki obrazów, których pełny jest „Aftersun” – odbicia w lustrze, refleksy na blacie stolika czy na ekranie pokojowego telewizora. W obu filmach widzimy tylko wycinki rzeczywistości, z których sami musimy ułożyć sobie historię (niczym na podstawie zdjęć w pamiątkowym albumie). Reżyserka nie podaje jednoznacznych odpowiedzi ani konkluzji – pozostawia widzowi pole do własnej interpretacji, ale przez to zmusza do wykonania pracy intelektualnej. Przez to, choć oba filmy są wizualnie ciepłe i ogląda się je z sentymentem, nie należą one do najłatwiejszych.

Źródło: Materiały prasowe dystrybutora M2 Films

„Why can’t we give love one more chance?”

Mniej cierpliwych widzów może drażnić niespieszne tempo „akcji” w „Aftersun” (a w zasadzie jej brak). Długie, leniwe kadry, paralotnie sunące po niebie, bezruch, koncentracja na szczegółach i gestach, podkreślają intymność sytuacji, skupienie na doświadczaniu tu i teraz, kontemplację momentu. Jakby czas się zatrzymał (lub bohaterowie filmu bardzo chcieli, żeby się zatrzymał…). Podobny cel mają zapewne całkowicie pozbawione dźwięku fragmenty filmu – cisza podkreśla dramatyzm scen i budzi napięcie. Cała ścieżka dźwiękowa znakomicie komponuje z okolicznościami i atmosferą filmu – dzięki przebojom lat dziewięćdziesiątych, hitom takim jak na przykład „Macarena”, automatycznie przenosimy się w czasie i miejscu. Nieco tandetny repertuar tureckiego kurortu zostaje jednak zaburzony przez tak znaczące dla fabuły filmu utwory jak „Loosing My Religion” R.E.M. (który Sophie wykonuje podczas wieczoru karaoke), „Tender” Blur, do którego samotnie tańczy Calum, czy zamykające poruszająco zmodyfikowane „Under Pressure” Davida Bowiego i Queen. 

Ekipa filmowa zadbała także o spójność elementów wizualnych – na przykład desaturując kolory w retrostylu polaroidu, dopasowanym do schyłku ubiegłego wieku, czy chociażby przez sam pomysł użycia amatorskich, dalekich od idealnych nagrań starą kamerą wideo (najczęściej prowadzoną ręką dziecka). Na szczególne wyróżnienie zasługuje wybitne aktorstwo Paula Mescala i Frankie Corio – w zasadzie trudno tu mówić o grze aktorskiej. Oglądając „Aftersun”, widzimy autentyczną, złożoną relację ojca i córki, zagubionego dorosłego człowieka i szczerego dziecka na krawędzi dojrzałości. Czujemy naturalną więź, miłość i czułość tych dwojga, jakbyśmy podglądali z ukrycia prawdziwą rodzinę na prawdziwych wakacjach. 

Film został doceniony przez krytyków i obsypany branżowymi wyróżnieniami i nominacjami – w tym między innymi oscarową, BAFTA, Europejskiej Akademii Filmowej czy Gotham dla Paula Mescala za najlepsze aktorstwo pierwszoplanowe oraz szereg nagród i nominacji za reżyserię i scenariusz dla Wells. Doceniono także debiut młodziutkiej Frankie Corio, a także znakomite zdjęcia, montaż, muzykę i scenografię i inne. Nic w tym dziwnego – „Aftersun” jest dziełem wyjątkowym pod wieloma względami, wielowarstwowym, ale mistrzowsko spójnym, wymownym i poruszającym.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 736

(7/2023)
14 lutego 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj