Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Podwójne życie Godzilli....

Podwójne życie Godzilli. Recenzja filmu „Godzilla i Kong: Nowe imperium” oraz „Godzilla Minus One"

Jacek Murawski

Króla potworów w wieku siedemdziesięciu lat zamiast emerytury spotkała kolejna młodość. Dopiero co przypomniał o sobie w japońskim powojennym dramacie, by niewiele później wystąpić w amerykańskim blockbusterze. Jak różni się podejście do Godzilli w obu kulturach?

W tym roku japoński „Godzilla Minus One” zdobył pierwszego w dziejach serii Oscara, tymczasem po drugiej stronie oceanu „Godzilla i Kong: Nowe imperium” osiągnął najlepszy weekend otwarcia spośród filmów z 2024 roku, przebijając nawet drugą „Diunę”. W pierwszych dniach wyświetlania film zarobił 194 miliony dolarów – więcej niż wskazywały przewidywania rynku. Podczas gdy kino superbohaterskie dostaje zadyszki [1], a wiele kinowych blockbusterów 2023 roku okazała się porażkami finansowymi [2], Godzilla, tytułowany królem potworów, wciąż ma siłę przyciągania do siebie widzów. Wyniki MonsterVerse [3] nigdy nie były szczególnie spektakularne, bowiem żaden z 5 filmów z serii nie przekroczył granicy miliarda dolarów. Seria znalazła jednakże swoją niszę – najnowsze spotkanie Godzilli z Kongiem z pewnością na siebie zarobi – zwłaszcza że jest najtańszą z odsłon cyklu, kosztującą zaledwie 130 milionów dolarów. Okrojony budżet w tym przypadku wcale nie oznacza mniejszego rozmachu realizacyjnego filmu. „Nowe imperium” oferuje największą liczbę scen z potworami w serii MonsterVerse. Produkcja momentami przypomina przez to film animowany, bo znajdują się tutaj całe sekwencje, w których przez kilka minut na ekranie nie pojawia się żaden aktor ani element scenografii niewygenerowany komputerowo. Skojarzenia z kreskówką mogą towarzyszyć widzom podczas seansu także dlatego, że seria w ciągu dekady od premiery „Godzilli” [2014] przeszła potężną tonalną przemianę z quasi-realizmu w czysty eskapizm.

Drapieżnicy alfa

Fabuła „Nowego imperium” stanowi bezpośrednią kontynuację filmu „Godzilla vs. Kong”. Przy pierwszym spotkaniu monstra rywalizowały o tytuł drapieżnika alfa. Gigantyczny jaszczur udowodnił swoją wyższość, a i tak przekonał się, że potrzebna mu była pomoc, by pokonać wspólnego wroga w postaci Mechagodzilli. Od tego czasu mija kilka lat, w trakcie których obaj Tytani (jak w świecie przedstawionym zwie się monstra) koegzystują w pokoju. Godzilla włada na powierzchni, podczas gdy Kong zszedł do Pustej Ziemi – ekosystemu znajdującego się wewnątrz naszej planety. Niegdysiejszy mieszkaniec Wyspy Czaszki odczuwa jednak samotność, przez co wciąż szuka pobratymców. Gdy w końcu udaje mu się ich odnaleźć, okazuje się, że małpy wcale nie są nastawione przyjaźnie i stanowią kolejne zagrożenie dla ludzkości. Dawnym rywalom ponownie przychodzi połączyć siły.

Tytuł filmu może tworzyć mylne wrażenie, że oba potwory są dla fabuły równie ważne. Tak jednak nie jest, bo Adam Wingard, podobnie jak w poprzedniej odsłonie, więcej czasu ekranowego poświęca Kongowi. Jest to bohater o tyle wdzięczny dla filmowca, że jako humanoid posiada łatwo zrozumiałą dla widza gestykulację i mimikę. Aczkolwiek skupienie się na Pustej Ziemi, która jest pełna dziewiczej natury (w miejsce oddających skalę postaci budynków) oraz wprowadzenie licznych człekokształtnych, sprawia, że zniknął punkt odniesienia dla wielkości prezentowanych monstrów. Ponadto Wingard od poprzedniego filmu kreuje Tytanów na istoty zwinne i skoczne, choć w teorii ważą oni dziesiątki tysięcy ton. Miejscami film bardziej przypomina kolejną odsłonę „Planety małp” niż opowieść o gigantycznych potworach. 

Z „Nowego imperium” bez problemu dałoby się wyciąć Godzillę i nie miałoby to większego wpływu na przedstawianą historię. Fani króla potworów zdążyli policzyć już jego czas ekranowy – wynosi 8 minut, czyli najmniej w całym MonsterVerse. To o 2 minuty krócej niż w produkcji z 2014 roku – a należy pamiętać, że jej reżyser, Gareth Edwards, emulował „Szczęki” Stevena Spielberga, celowo ograniczając widoczność potwora, by zbudować napięcie. 

Dlaczego zatem rola Godzilli została zminimalizowana w MonsterVerse? Jak wspomniałem, w sytuacji, gdy postaci ludzkie schodzą na dalszy plan, Kong jest łatwiejszy do opowiadania fabuły samym obrazem. Być może za decyzją tą stoją jednak dodatkowe przyczyny. Pierwsze spotkanie obu potworów miało miejsce już w „King Kong kontra Godzilla” [1962], czyli trzeciej części cyklu Shōwa [4]. Choć Kong w japońskim filmie pochodził z wyspy na Pacyfiku, to traktowany był jako reprezentant Ameryki w pojedynku z rodzimym monstrum. Chociaż w USA powstają obecnie historie o obu potworach, to wielka małpa w dalszym ciągu dla amerykańskich widzów wypada bardziej swojsko. Warto także pamiętać, że warunki kontraktu pomiędzy wytwórniami Toho a Legendary Entertainment nie są jawne i nie wiadomo, jak długo jeszcze Godzilla będzie występować w amerykańskich filmach. Dlatego też rozwijanie protagonisty w postaci Konga pozwoli amerykańskiej wytwórni tworzyć dalsze produkcje z serii MonsterVerse bez udziału jaszczura. 

Jaszczur superbohater

A przecież to właśnie od Godzilli zaczęło się w 2014 roku MonsterVerse, czyli jedno z nielicznych wciąż dobrze prosperujących filmowych uniwersów. Jaszczura próbowano kilkukrotnie przenieść na grunt USA już od lat siedemdziesiątych, ale każdorazowo kończyło się to fiaskiem. Ostatecznie realizacji doczekał się projekt Rolanda Emmericha, którego ówczesne produkcje (jak „Dzień niepodległości”) świetnie się sprzedawały. Sęk w tym, że reżyser nie przepadał za królem potworów i do podpisania kontraktu skłoniło go jedynie wysokie wynagrodzenie [5]. Jego wersja „Godzilli” [1998] niemal w każdym aspekcie odbiegała od oryginału, przez co została zmiażdżona przez fanów i krytykę (która dopatrywała się w dziele kolejnego bezmyślnego monster movie). Dlatego też, pomimo wysokich przychodów, anulowano kolejne dwa filmy z planowanej trylogii. 

Na obecny powrót króla potworów duży wpływ miała decyzja studia Toho, podjęta dwadzieścia lat temu, po fiasku „Godzilli: Ostatniej wojny” [2004], czyli japońskiego projektu podsumowującego pięćdziesięciolecie serii. Pomimo większego budżetu i rozmachu niż w poprzednich filmach serii Millennium, zyski ze sprzedaży biletów były niesatysfakcjonujące. Na tej podstawie producent cyklu, Shogo Tomiyama, zdecydował, że po sześciu latach, w których Godzilla pojawiał się rokrocznie w kinach, nadszedł czas na przerwę. Bezterminowy urlop Króla potworów otworzył furtkę Amerykanom. Cztery lata po zakupie praw, amerykańskie studio Legendary Entertainment, w filmie „Godzilla” [2014]. przedstawiło wersję monstrum bliską jego pierwotnej inkarnacji, choć nie obyło się tu bez intrygujących reinterpretacji.

Przede wszystkim: niemal całkowicie zrezygnowano z kluczowego dla serii wątku nuklearnego. Tragiczna postać potwora powstała jako wspólne dzieło Tomoyukiego Tanaki (produkcja), Ishiro Hondy (reżyseria) i Eijiego Tsuburayi (efekty specjalne) i była oczywistą metaforą kataklizmu spowodowanego przez broń atomową. W pierwszym filmie z 1954 roku pojawiła się spekulacja, że Godzilla mści się na ludzkości, bo próby bomby wodorowej zniszczyły jego środowisko, a jego samego okrutnie okaleczyły. Stało się to kanonem dla większości następnych produkcji powstałych w Japonii. Jednak Amerykanie nie chcieli odwoływać się do własnego udziału w nuklearnej katastrofie. Stąd „Godzilla. Król potworów” [1956], czyli zamerykanizowana wersja filmu z 1954 roku z dodanymi scenami z aktorem Raymondem Burrem, w zdecydowanie mniejszym stopniu stawiał na politykę. Zminimalizowano tym samym antynuklearny przekaz odnoszący się do eksplozji w Hiroszimie i Nagasaki. Usunięto między innymi przestrogę z końca filmu wygłaszaną przez jedną z postaci, że dalsze testy broni atomowej mogą doprowadzić do pojawienia się kolejnego Godzilli. Warto przy okazji dodać, że pierwszy film w wersji oryginalnej został pokazany w USA dopiero w 2004 roku, więc całe pokolenia wychowały się na ugładzonym przekazie.

Podobne podejście zastosowano w MonsterVerse. Owszem, to promieniowanie sprawiło, że Tytan wybudził się ze snu, ale obyło się bez fizycznej krzywdy dla Godzilli. Atom przestał być grozą, a stał się wręcz siłą potwora. W sequelu, „Godzilla: Król potworów” [2019], pokazana jest kuriozalna sytuacja, w której Japończyk doktor Serizawa (nazwany tak samo jako protagonista oryginału) poświęca swoje życie, by doprowadzić do eksplozji nuklearnej łodzi podwodnej wskrzeszającej umierającego potwora.

Tym samym w początkach MonsterVerse nie ma mowy o konflikcie pomiędzy monstrum a ludzkością. W cyklu Legendary jaszczur stał się obrońcą planety, który zaatakuje każdego, kto stanowi zagrożenie dla równowagi ekosystemu. Zniszczone miasta są jedynie skutkiem ubocznym i elementem niezaprzątającym uwagi potwora; zyskał on status (anty)bohatera, któremu bliżej do protagonistów z gatunku superhero niż do koszmaru z oryginalnej wizji.

„Nowe imperium” nie dodaje do powyższej interpretacji niczego nowego, eksperymentując jedynie z wyglądem potwora i nadając mu różowy kolor grzebienia. Chociaż w filmie widzimy destrukcję aglomeracji, to ani przez chwilę nie wspomina się o potencjalnych ofiarach ludzkich. Zwrócenie uwagi na ten aspekt sprawiłoby, że ciężej byłoby mu kibicować w walkach z tymi „złymi” potworami. Rola Godzilli sprowadza się zatem do bycia ostateczną bronią ludzkości, czym przywodzi na myśl późniejsze filmy Shōwa z królem potworów broniącym planety przed kosmitami i innymi zagrożeniami, z którymi ludzie nie są w stanie sobie poradzić samodzielnie. (Tak było choćby w przypadku ataku trójgłowego złotego smoka – Króla Ghidory czy podwodnego bóstwa Seatopian – Megalona [6]). W tym schyłkowym okresie pierwszej serii wiele środków stylistycznych wynikało z próby przypodobania się dziecięcej widowni oraz permanentnego braku budżetu. Mniej poważny charakter miało również wspomniane wcześniej pierwsze spotkanie Godzilli z Kongiem z 1962 roku; mrok poprzednich filmów porzucono na rzecz komedii. Ishiro Honda w swoim obrazie postawił na satyrę i groteskę – pojedynek potworów był umowny i stanowił pretekst do walk pełnych gagów. Najnowsza odsłona MonsterVerse jest zdecydowanie bardziej na serio – owszem, dzieją się w niej rzeczy bezmyślne, ale nie są przejawem komedii (jak w „King Kong kontra Godzilla”) czy problemów z budżetem (jak w „Godzilla kontra Megalon”) tylko pociągniętej do granic absurdu widowiskowości. Połączenie powagi ludzkich bohaterów, którzy wygłaszają ekspozycyjne dialogi, z przegiętymi scenami akcji, przypomina wręcz ostatnie odsłony serii „Szybcy i wściekli”.

© 2024 Warner Bros. Entertainment Inc. All Rights Reserved.

Jaszczur polityczny

Stylistyka MonsterVerse silnie kontrastuje z obecnym powrotem Godzilli w jego ojczyźnie. Licencja udzielona wytwórni Legendary pozwala bowiem w dalszym ciągu tworzyć niezależne przygody potwora w Japonii. Toho, widząc sukces filmu Edwardsa z 2014 roku, już dwa lata później wypuściło do kin „Shin Godzillę” [2016]. Reżyserii podjął się Hideaki Anno, który wsławił się nowatorskim anime „Neon Genesis Evangelion”. Jego wizja króla potworów była dalece odmienna od amerykańskiej; postawił na swoistą satyrę polityczną, za cel obierając nieudolność japońskiego rządu wobec kryzysu. Tym samym Godzilla stał się metaforą tego, co się działo w kraju po katastrofie elektrowni w Fukushimie. Jednocześnie jaszczur uzyskał swoją najbardziej potworną wersję w historii – krwawiącą, cierpiącą i nieustannie mutującą w coraz to bardziej groteskowe formy. Obraz okazał się hitem na rynku lokalnym, stając się najlepiej zarabiającym filmem aktorskim w 2016 roku.

Jednakże prawdziwym hitem na skalę globalną został „Godzilla Minus One” [2023]. Dzieło Takashiego Yamazakiego szturmem podbiło serca widzów i recenzentów. Osadzony w powojennej rzeczywistości film tym razem odnosił się do odpowiedzialności Japonii za udział w ogólnoświatowym konflikcie. Reżyser nie stronił od politycznych motywów, aczkolwiek w rewizjonistycznym tonie ciężar odpowiedzialności przerzucony został na złe decyzje rządu, a nie na jednostki. „Minus One” prezentuje satysfakcjonujące sceny akcji, lecz przy braku innych monstrów, ich ciężar przeniesiony został na pojedynek Godzilli z cywilami. Wątki poświęcone ludzkim postaciom, będące zazwyczaj bolączką monster movies, tutaj nabrały pełnoprawnego wymiaru i stały się jednym z głównych elementów sukcesu produkcji Yamazakiego. Przy nikłej promocji „Minus One” nagle okazał się jedną z najważniejszych produkcji zeszłego roku [7]. 

Istotnym elementem promocji filmu okazał się jego budżet. Kosztujący równowartość około 10-12 milionów dolarów obraz zawstydzał rozbuchane produkcje z Hollywood. Oczywiście film ten i tak był drogi, jak na warunki kina japońskiego; jego sukces w znacznym stopniu wynikał z tego, że sam reżyser odpowiadał za prace nad CGI – dzięki jego jasnej wizji nie trwoniono pieniędzy na dokrętki. Niemniej, celebrująca siedemdziesięciolecie franczyzy produkcja (choć powstała w 69. rocznicę serii) przedstawia efekty specjalne na podobnym poziomie, co amerykańska konkurencja. I tak oto wytworzyła się osobna narracja wspomagająca film – oto bowiem godzillowy Dawid walczył z hollywoodzkim Goliatem. I zwyciężył. Pomimo swojego statusu ikony Godzilla nigdy wcześniej nie doczekał się nominacji do Oscara – w tym przypadku jednak takowa się pojawiła i przyniosła wygraną. 

Przesyt Godzillą?

Paradoksalnie, być może największym obecnie rywalem kinowym Godzilli jest… sam Godzilla. Sytuacja, w której w krótkim odstępie czasu wypuszczane są filmy przedstawiające różne inkarnacje tej samej postaci, jest dość wyjątkowa i trudna. Wystarczy wspomnieć tarcia, do jakich dochodzi na linii Disney–Sony odnośnie Spider-Mana. Z kolei w przypadku króla potworów doszło do swoistej konkurencji dwóch zupełnie różnych wizji. Japończycy zachowali powagę, stworzyli miejscami intymny obraz, w którym nie pojawia się żaden inny potwór, a i tak napięcie potrafi sięgać zenitu. Amerykanie zaproponowali tymczasem czysto rozrywkowy produkt z masą przeróżnych monstrów i akcją przeskakującą między różnymi wymiarami. Choć oba dzieła zasadniczo są nieporównywalne (między innymi ze względu na warunki i systemy produkcyjne, w jakich powstawały), zaczęto je ze sobą zestawiać. 

A jednak sytuacja obu produkcji pokazuje, że taka koegzystencja (niczym Konga i Godzilli) jest możliwa. Adam Wingard w rozmowie z Takeshim Yamazkim powiedział: „Możesz po prostu wziąć «Godzillę Minus One» i mój film «Godzilla i Kong: Nowe imperium» i te dwa obrazy nie mogłyby bardziej się od siebie różnić tonalnie. Myślę, że to właśnie jest fajne w Godzilli” [8]. Przyczyna sukcesu tkwi w owej różnorodności, która jednocześnie odnosi się do odmiennych aspektów dziedzictwa króla potworów. W Japonii, wzorem oryginału, Godzilla dalej potrafi budzić grozę i służyć za komentarz społeczny oraz polityczny do działań rządu. Tymczasem w USA kontynuowany jest kierunek serii zgodny z amerykańskim podejściem, gdzie Godzilla to głównie bohater walczący z innymi monstrami. Nie bez znaczenia jest też to, że „Nowe imperium” jest piątym filmem z serii, gdzie stawka wciąż musi rosnąć. Stąd też nacisk na rozrywkowe i często wręcz kampowe motywy znane z serii Shōwa. Przyszłość obu odsłon wciąż jest nieznana, ale pewne jest, że w tym swoistym pojedynku Godzilli z Godzillą wygrają widzowie, którzy dostaną jeszcze więcej potwornego kina.

Przypisy:

[1] W 2023 roku pojawiło się siedem filmów superbohaterskich. Tylko „Strażnicy Galaktyki: Volume 3” i „Spider-Man: Poprzez multiwersum” zarobiły powyżej 500 milionów dolarów. Jednocześnie konkurencyjne DC Extended Universe za sprawą „Shazam! Gniew bogów” i „Blue Beetle” osiągnęło dwa najgorsze wyniki w historii franczyzy.
[2] Najnowsze odsłony popularnych niegdyś franczyz „Mission Impossible” i „Szybcy i wściekli” przyniosły 100 milionów dolarów straty każda.
[3] MonsterVerse to franczyza multimedialna i wspólny wszechświat stworzony przez wytwórnię Legendary Entertainment. Występują w nim Godzilla i inne potwory Toho, Kong oraz oryginalne potwory. Na cykl składa m.in. pięć filmów kinowych: „Godzilla” [2004], „Kong: Wyspa czaszki” [2017], „Godzilla: Król potworów” [2019], „Godzilla vs. Kong” [2021] i „Godzilla i Kong: Nowe imperium” [2024].
[4] Tym pojęciem (wywodzącym się od czasu panowania cesarza Hirohito) określana jest pierwsza seria filmów z Godzillą powstałych pomiędzy 1954 a 1975 rokiem. Kolejne serie to Heisei, Millenium i obecna Reiwa.
[5] Roland Emmerich przyznał w wywiadzie dla The Hollywood Reporter: „Nie chciałem robić Godzilli. Ale zawarli ze mną umowę, o której wcześniej nie słyszano. Powiedziałem: «OK, podejdźmy do tego naprawdę radykalnie. Nie robię Godzilli z wielkim brzuszyskiem. Zrobię z niego jaszczurkę. To miało powiedzieć wszystkim, że nie mogę podjąć się realizacji tego filmu»” [tłum. własne]. Toho jednak zaakceptowało wszystkie odstępstwa i pomysły reżysera.
[6] „Godzilla kontra Megalon” [1973] szczególnie wpłynął na preferencje amerykańskich widzów. Ze względu na mały budżet i kiepską realizację, film ten uważany jest często za jedną z najgorszych produkcji z cyklu. Jednak w USA doczekał się on szerokiej dystrybucji kinowej, a następnie telewizyjnej; tym samym stał się w Ameryce jedną z najbardziej rozpoznawalnych pozycji ze studia Toho, wzmacniając zarazem kampowy wizerunek całości serii.
[7] Warto zaznaczyć, że Toho nie doszacowało jednak mocy swojej marki. Film „Godzilla Minus One” otrzymał jednego dystrybutora na rynek międzynarodowy przez co promocja w poszczególnych krajach kulała. W Polsce produkcję wyświetlano wyłącznie w wybranych kinach jednej z sieci multipleksów. Jednak marketing szeptany zadziałał w tym przypadku tak dobrze, że z planowanego trzydniowego pobytu na ekranach kin, czas wyświetlania filmu stopniowo wydłużano aż do ośmiu tygodni.
[8] Tłumaczenie własne z „Director on Director” na kanale IMAX.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 797

(16/2024)
16 kwietnia 2024

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj