Tylko w przeciągu ostatnich miesięcy na jednym portalu mogliśmy przeczytać, że młodzi ludzie „garną się do wojska”, na drugim zaś, że „nie chcą bronić Ojczyzny”. Tam, gdzie jedni dostrzegają w społeczeństwie „gotowość na wyrzeczenia”, inni widzą tylko „strach, ucieczkę i erozję”.

Jako socjolożka obronności spędziłam ostatnie lata wielokryzysu, przedzierając się przez dane, wymieniając wiedzą z badaczami z regionu i rozmawiając z dziennikarzami. Te eksploracje doprowadziły mnie do przekonania, że za intensywną odbudową potencjału obronnego Polski nie idzie wzrost społecznej samowiedzy w tym temacie. Przeciwnie – wokół postaw Polaków narosło wiele uproszczeń oraz interpretacyjnych nadużyć. Warto więc parę rzeczy uporządkować. Oto 4 powszechne w Polsce mity dotyczące obronności i wyjaśnienie, co się pod nimi kryje.

1. Każde dane są równie dobre

Wskaźniki gotowości do obrony ojczyzny podawane w mediach różnią się między sobą nawet o kilkadziesiąt punktów procentowych. Czy gotowość do obrony kraju wyraża zaledwie 45 procent Polaków i czas wrócić do poboru, czy może aż 84 procent, więc można nie robić nic? Jak się okazuje, wpływ na widoczne rozbieżności mają przede wszystkim metodologia badań, kolejność pytań oraz ich brzmienie. Przykładowo, Gallup pyta Polaków o gotowość do walki za kraj, a Europejski Sondaż Wartości – o gotowość do walki w jego obronie. Jedne sondaże mówią o ataku na terytorium Polski, inne – o abstrakcyjnej „wojnie”. Te semantyczne różnice uruchamiają odmienne skojarzenia – to z oporem zbrojnym, to z cywilnym, to z wojną obronną, to z wojną sojuszy – przekładając się na różnice w odpowiedziach.

Okazuje się więc, że badanie badaniu nierówne. Wobec tego, zamiast budować analizy i rekomendacje wokół jednego wyniku, lepiej jest śledzić trendy. Te zaś pokazują, że choć gotowość do obrony spadła w Polsce od końca zimnej wojny, nadal jest dużo wyższa i stabilniejsza niż u sąsiadów z Grupy Wyszehradzkiej, choć też mniej powszechna i bardziej wrażliwa na polaryzację niż w państwach nordyckich.

2. Obrona to walka zbrojna

Alarmistyczny ton niektórych omówień sondaży wynika też z wąskiej, wojskocentrycznej perspektywy na obronność. Komentatorzy wieszczą erozję patriotyzmu, wskazując na mniejszościowe deklaracje gotowości wstąpienia do formacji (para)militarnych czy spory odsetek obywateli planujących przenosiny w bezpieczne miejsce w momencie wybuchu wojny. Także deklaracje prowadzenia w czasie kryzysu „życia jak dotąd” klasyfikowane są jako bierność. Co gorsza, dziennikarzom zdarza się też wnioskować o potencjale mobilizacyjnym armii, używając danych o gotowości obronnej całej populacji – a w tej przecież znajdują się także emeryci czy kobiety wychowujące dzieci.

Pesymistyczne interpretacje nie do końca jednak odpowiadają modelowi obrony przyjętemu w Polsce ani realiom wojny toczącej się w Ukrainie. Obrona powszechna nie oznacza bowiem, że każdy ma zostać żołnierzem lub przestać chodzić do pracy. Dla większości z nas konstytucyjny obowiązek obrony będzie raczej oznaczać wypełnienie przydziału mobilizacyjnego, udział w obronie cywilnej, działania wolontariackie czy kontynuowanie pracy zarobkowej. Jak bowiem szacują Ukraińcy, na żołd jednego żołnierza musi w ich realiach pracować aż sześciu cywilów.

Choć gotowość do walki zbrojnej nie jest w Polsce powszechna, to deklaracje dotyczące działań cywilnych są wysokie. W 2023 roku aż 85 procent ankietowanych CBOS zadeklarowało wsparcie obrony poza bezpośrednim obszarem walk. Choć często je pomijamy na rzecz oporu zbrojnego, powszechność cywilnych postaw proobronnych jest kluczowa dla społecznej odporności. W tym zakresie Polska ma na czym budować.

3. Spadek proobronności jest nieunikniony

Wojna w Ukrainie zapoczątkowała u nas falę refleksji nad tym, czy Polacy stali się już pacyfistami jak inni Europejczycy i czy wytrzymaliby trudy wojny jak „twardsi” Ukraińcy. Spadek proobronności postrzega się więc jako nieuniknioną konsekwencję europejskiej demokratyzacji. Wraz z ugruntowywaniem się liberalnej demokracji i wzrostem dobrobytu społeczeństwa mają odchodzić od wartości tradycyjnych i zorientowanych na przetrwanie na rzecz orientacji postmaterialistycznych, nakierowanych na samorealizację i wybór.

Faktycznie, socjolog Ronald Inglehart wskazywał, że gotowość do obrony spadła w świecie zachodnim w ostanich dekadach na skutek stopniowych przemian wartości. Jednak sprawa jest bardziej złożona. Przykładowo, państwa nordyckie z powodzeniem łączą sekularyzm i wartości emancypacyjne z silną proobronnością. Same zaś różnice w naszym regionie – na przykład dużo wyższa gotowość do obrony ojczyzny w Polsce niż na Słowacji – pokazują, że to nie sam „proces cywilizacyjny” determinuje postawy proobronne. Przeciwnie, państwa demokratyczne mogą je aktywnie kształtować.

4. Proobronność można łatwo modelować

Skoro jednak gotowość do obrony można kształtować, to czy nie wystarczy wzmocnić patriotyczną retorykę, dołożyć szkołom wycieczek na strzelnice i dosypać środków na szkolenia? Lub w wersji nieliberalnej – dorzucić do pieca wojny kulturowej, licząc, że mężczyźni nabiorą od tego cnót żołnierskich, a kobiety niewieścich?

Czynniki kształtujące gotowość do obrony są zakotwiczone w głębszych warunkach ekonomicznych i społecznych, a nie tylko w polityce proobronnej państwa. Innymi słowy – najlepsze szkolenia dla cywilów nie naprawią niskiego zaufania do instytucji państwa i służb mundurowych, a kampanie przeciw dezinformacji nie zdadzą się na wiele przy obecnym poziomie polaryzacji politycznej.

Badania ukazują też gotowość do obrony jako silnie zależną od kontekstu społecznego danego kraju. W niektórych warunkach lęk przed wojną działał demobilizująco, w innych pozwalał utrzymać gotowość. Zazwyczaj kobiety są mniej proobronne, jednak różnice między krajami są potężne. Czasem proobronność koreluje z prawicowymi poglądami, ale niekiedy to wyborcy lewicowi czy postępowi przejawiają ją częściej.

Choć wiele możemy zrobić na poziomie krajowym, na gotowość obronną może też wpływać kontekst międzynarodowy. We współczesnej Łotwie to jedność NATO jest bowiem według badaczy jednym z głównych czynników wzmacniających gotowość obywateli do poświęceń.

Nie powinniśmy się więc karmić złudnymi nadziejami, że w kwestii gotowości obronnej istnieją jakieś uniwersalne i proste recepty do skopiowania. Zamiast drogi na skróty i szybkich sondaży potrzebujemy raczej powtarzalnych, państwowych badań społecznych wysokiej jakości.

Silni wojskiem, słabi diagnozą

Pogłebionych badań jednak w Polsce brakuje, a urzędnicy państwowi zdają się nie mieć na nie apetytu. W przeciwieństwie do Estonii czy Finlandii Polska nie ma przecież ani specjalnego departamentu odpowiedzialnego za krzewienie gotowości do obrony w społeczeństwie, ani nawet corocznych badań MON-u monitorujących czynniki wpływające na postawy proobronne. Trudno oprzeć się wrażeniu, że raczej niż na kształtowaniu postaw społecznych, polscy włodarze wolą polegać na twardych wskaźnikach siły militarnej.

Tyle tylko, że oba te filary potrzebują siebie nawzajem. W 2019 roku think tank RAND Corporation zaproponował, by do standardowych wskaźników siły militarnej państw, takich jak liczebność wojsk, wydatki na armię, zdolność bojowa i potencjał technologiczny, dodać mniej uchwytny czynnik „woli walki”. Choć powstały model skupił się na łatwiej mierzalnym poziomie makro – woli walki wojska i instytucji rządowych – to zawiera też w sobie komponent społeczny. Jak pokazała Ukraina, której zachodni eksperci mylnie wieścili upadek w trzy dni, analizy potencjału militarnego bez społecznej woli walki mogą prowadzić do błędnych wniosków.

Wschodnia flanka UE i NATO nie miała do tej pory okazji sprawdzić swoich wskaźników gotowości obronnej w praktyce. Sondażowe deklaracje, formułowane często ad hoc, nie przekładają się natomiast bezpośrednio na zachowania w kryzysie. Obywatelskie postawy proobronne pełnią u nas póki co ważną funkcję odstraszania, komunikując determinację i nakłaniając nieprzyjaciela do wstrzemięźliwości. Prowadząc pogłębione badania społeczne i dbając o wysoką jakość medialnych analiz, możemy dołożyć swoją cegiełkę do tego, aby tak pozostało jak najdłużej.