Perec nigdy nie napisał dwóch jednakowych książek, co jako najlepszy badacz własnej twórczości podkreślił w jednym z tekstów umieszczonych w zbiorze „Urodziłem się. Eseje” [1]. Głównym założeniem jego kariery była praca w możliwie największej liczbie struktur, rodzajów, stylów czy narracji. Jako członek grupy OuLiPo narzucał sobie rygory formalne – inspirowane matematycznymi prawidłami i teorią gier – które pozwalały mu rozszerzać granice pisania. „Mroczny sklepik. 124 sny” to autorska interpretacja tematu opowiadania snów, łącząca surrealistyczny zapis automatyczny z socjologicznym wykształceniem Pereca. W latach 1968–1972, kiedy powstawał, autor uczęszczał na seanse psychoanalityczne oraz rozstał się z dwoma ważnymi dla siebie kobietami, co wyraźnie odbija się w fabule snów. Chociaż w tomie znajdują się również wizje innych osób (trzy sny należą do przyjaciela Pereca, a jeden do jego żony), to całość składa się na autobiografię nocną twórcy, dopełnienie jego dziennego projektu. Pasja badania własnego życia nie zostawia przestrzeni na odpoczynek, a sny przynoszą kontynuację rozmyślań toczonych za dnia. Perec, podobnie jak Saint-Pol-Roux, przed pójściem spać mógł zawiesić na drzwiach sypialni tabliczkę z napisem: „Poeta pracuje”. U niego nie byłaby to jednak liryczna metafora, lecz prawda.

Forma klasyfikacji snów

Publikowanie mar sennych w czasach Pereca nie było niczym nowym. Twórcy tacy jak Walter Benjamin swoje sny spisywali po czasie, starając się nadać im atrakcyjną dramaturgicznie lub poetycko formę. Autor „Mrocznego sklepiku” miał inne podejście – wiernie zapisywał nocne twory swojego umysłu zaraz po przebudzeniu. Inaczej niż niemiecki filozof, nie analizował snów, nie poddawał ich teoretyzowaniu, tylko starał się wiernie przełożyć je na język literatury. Dzięki temu forma książki jest niejednorodna, ale też łatwa w odbiorze. Nawet przy bardziej rwanych zapiskach mamy do czynienia z opowieścią, a nie chaotycznym zestawem zdań. W przypadku OuLiPo nie ma zresztą miejsca na nieład – nawet w tym eksperymencie Perec nie odchodzi od prób katalogowania rzeczywistości. Sny porządkowane są przy pomocy chronologii i indeksu zawierającego ich najważniejsze motywy. W książce nie zastosowano numeracji stron, jedynie numerację snów, dzięki czemu końcowy zestaw pojęć i słów-kluczy jest w pełni wierny autorskiemu zamysłowi.

Przykładem kontroli nad nieuchwytną strukturą są też zasady transkrypcji snów, które Perec wykłada na początku publikacji, na przykład wcięcie akapitu oznaczające zmianę nastroju lub miejsca czy użycie kursywy sygnalizujące znaczący element snu. W posłowiu tłumacze powołują się na słowa autora, który twierdził, że sny przychodzą do niego z gotową formą zapisu, podziałem na akapity, a nawet znakami przystankowymi. Jednak mimo deklarowanej spontaniczności można przypuszczać, że zostały one przefiltrowane przez funkcjonujący na jawie umysł, o czym świadczą wspomniane reguły – szczególnie podwójne ukośniki, oznaczające przemilczane przez pisarza fragmenty. Ten paradoks podkreśla badaczka Marie Bonnot, która w konstrukcji „Mrocznego sklepiku” widzi próbę ujarzmienia chaosu snów przez formę [2]. Autorka podkreśla obecne w publikacji napięcie pomiędzy dwoma sprzecznymi tendencjami: próbą stworzenia wiarygodnej autobiografii nocnej, której ma służyć automatyczna transkrypcja, a sięganiem przez Pereca po oniryczną poetykę, zabawy językiem i obecność strukturyzujących reguł zapisu.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę na samą typografię. Twórca wielokrotnie sięga po podwójny zapis słowa, którego nie jest pewien, jak w przypadku snu nr 8:

„To z pewnością nie owa kobieta, która jest jeszcze bardziej wy straszbudz ona niż ja”.

Środek jest nie tylko intrygujący stylistycznie, ale przede wszystkim pozwala zachować autentyczność dopiero co rozbudzonej, wypełnionej lukami pamięci. Wybór pomiędzy dwoma możliwościami byłby rodzajem nieuczciwości, przetworzenia snu, a dzięki wariantywności Perecowi udaje się uniknąć zdrady. Przy zgłębianiu własnej biografii możliwe są eksperymenty z formą, ale już nie z treścią.

Ratowanie własnej biografii

Pierwszy zapisany w „Mrocznym sklepiku” sen pochodzi z maja 1968 roku:

„Bez dwóch zdań śnię i wiem, że bez dwóch zdań śnię, iż znajduję się w jakimś obozie. Oczywiście nie jest to prawdziwy obóz, to wyobrażenie obozu, sen o obozie, obóz-metafora, obóz, o którym wiem tylko, że jest swojskim obrazem. To tak, jakbym śnił w kółko ten sam sen, jakbym nigdy nie śnił o niczym innym, jakbym zawsze śnił tylko o tym właśnie obozie”.

Sen jest niezwykle znaczący, a motyw obozów będzie wielokrotnie powracać. Kontekst drugiej wojny światowej oraz utraty rodziców jest najważniejszym, stale obecnym w twórczości, aspektem biografii Pereca. Pisarz, urodzony w 1936 roku, w wieku kilku lat stracił ojca (zmarł z powodu obrażeń wojennych) i matkę (zginęła prawdopodobnie w Auschwitz) i wychował się u wujostwa. To właśnie ta utrata spowodowała, że zaczął tworzyć. Jak wskazuje Claude Burgelin, biograf autora, pisarstwo było dla Pereca sposobem na konstruowanie własnego życia i uratowanie go. Literatura to miejsce, które w przeciwieństwie do życia jest „trwałe” [3]. Narracje chronią przed przemijaniem, pozwalają zachować pamięć, a katalogowanie wprowadza ład w świat, który jest go zupełnie pozbawiony.

Trauma w snach autora jest wyraźna, jednak w powieściach reprezentuje ją nieobecność. „Zniknięcia”, najsłynniejszy dwudziestowieczny lipogram, to książka pozbawiona litery „e”. Brak jest tu nie tylko częścią formy – znika także główny bohater opowieści. Protagonista i przewodni wątek historii ginie w „W albo wspomnienie z dzieciństwa”. Książka, również tworzona w okresie, w którym Perec poddawał się psychoanalizie, jest próbą odnalezienia wspomnień. W pierwszym zdaniu powieści pisarz przyznaje, że nie pamięta nic z czasów dzieciństwa, a celem jego pisania jest odzyskanie własnej tożsamości. Ciekawą grą z odbiorcami jest imię bohatera „W”. Gaspard, kojarzące się z Kaspar, czyli imieniem Hausera, słynnej sieroty pozbawionej przeszłości, w której Perec dostrzegał własne alter ego.

Sny są dla Pereca nośnikiem pamięci, niedostępnej mu w codzienności. Jest to częściej pamięć kolektywna niż indywidualna, co łączy „Mroczny sklepik” z „Pamiętam że”. Drugi tytuł to zbiór 480, jak je określa Perec, „okruchów codzienności”, składających się na wspólne doświadczenie życia w danym czasie i miejscu (Francja, 1946–1961). Wspólna pamięć miała zastąpić pisarzowi własną. Jednocześnie, jako socjologa, interesowały go rzeczy i zjawiska ignorowane przez ludzi, a tym bardziej przez literaturę, mimo tego, że stanowiły znaczną część życia. Choć „Mroczny sklepik” jest zapisem pamięci intymnej, a „Pamiętam że” wspólnotowej, książki łączy podobny namysł nad doświadczeniem każdego aspektu życia (bez wartościowania) i próba ich klasyfikacji.

Socjolog i etnograf

Przy omawianiu „Mrocznego sklepiku” należy wspomnieć o jeszcze jednym kontekście – publikacji „Noce bez nocy i kilka dni bez dnia” Michela Leirisa, pisarza szczególnie cenionego przez Pereca. Nie ma wątpliwości, że wydana w 1961 roku książka była ważną inspiracją dla jego eksperymentu (co wskazuje również wspomniana już Bonnot).

Leiris, podobnie jak Perec, pisarstwo traktował przede wszystkim jako projekt autobiograficzny. Podróżnik i etnolog był dla siebie jednym z przedmiotów badań. „Noce bez nocy” to zbiór 107 snów spisanych od marca 1923 roku do listopada 1960 roku. Autor redagował je po latach, jednak język zapisu jest maksymalnie precyzyjny – co zapożyczył od niego Perec. Dla obu twórców spisywanie snów ma ten sam cel, określony we wstępie do tekstu Leirisa przez pisarza i teoretyka Maurice’a Blanchota:

„Dzisiaj, kiedy możemy przeczytać owe sny z czterdziestu lat w datowanym ciągu, w takiej postaci, w jakiej pozwoliły się precyzyjnie zapisać, ogarnia nas pokusa, żeby potraktować je jako dopełnienie życia, a nawet jako suplement planu opisania i zrozumienia samego siebie dzięki zapisowi, planu, który Michel Leiris niestrudzenie wypełnia” [4].

W obu przypadkach sny i ich zapis są przedłużeniem pracy twórczej, ale też doświadczenia terapii psychoanalitycznej. Co najważniejsze, sama Freudowska metoda nie została użyta ani przez Leirisa, ani przez Pereca, których interesuje mechaniczny zapis, sny same w sobie, a nie ich interpretacja i teoria. Drogę do samopoznania umożliwia surowość transkrypcji, konkretny język, daleki od stylizacji. Choć ścieżki twórcze pisarzy szły w różnych kierunkach – Leirisa w stronę podróży, a Pereca tego, co bliskie i codzienne – a ich stylistyka jest odmienna, to jednak w stosunku do autobiografizmu są podobni. Również Pereca, szczególnie w kontekście jego obsesji na punkcie pamięci, dotyczy zdanie, jakim Blanchot określa sny:

„W gotowości, z jaką pierzchają, pozostawiając za sobą ledwie smugę światła, kryje się być może jedyna prawda, jaką chciałyby nam wyjawić: w nich pamięć i zapomnienie wreszcie do siebie przystają” [5].

Sny opisane w „Mrocznym sklepiku” są właśnie tym – spoiwem między pamięcią a zapominaniem, między książkami Pereca ratującymi każdy okruch wspomnień a tymi skupionymi na braku. Nocna autobiografia jest elementem układanki, którego brakowało w puzzlach polskich tłumaczeń pisarza. Fragmentem niezbędnym do pełnego odczytania twórczości tak wielowymiarowego autora.

Przypisy:

[1] G. Perec, „Urodziłem się. Eseje”, tłum. M. Ławniczak, Kraków 2012, s. 11.

[2] M. Bonnot. „La Boutique obscure: une tentative d’épuisement du récit de rêve ?” [w:] „Relire Perec”, Rennes 2017, s. 271–283.

[3] C. Burgelin, „Georges Perec”, tłum. W. Brzozowski, Kraków 2014, s. 163.

[4] Maurice Blanchot, „Śnić, pisać” [w:] M. Leiris, „Noce bez nocy i kilka dni bez dnia”, tłum. A. Wasilewska, Gdańsk 2011, s. 5.

[5] Tamże, s. 13.

Książka:

Georges Perec, „Mroczny sklepik. 124 sny”, tłum. René Koelblen i Stanisław Waszak, wyd. Lokator, Kraków 2025.