Mowa oczywiście o grobowcu Tadź Mahal w Agrze, jednym z siedmiu cudów świata, monumencie wpisanym na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Powstał on w czasach dominacji w Indiach władcy z muzułmańskiej dynastii Wielkich Mogołów – Ghijasa ad-Din Szahdżahana (1627–1658). W grobowcu-mauzoleum złożone zostało ciało ukochanej żony władcy – Mumtaz Mahal.

Problematyczny rodowód cudów

Budowla powstała specjalnie w celu upamiętnienia Mumtaz Mahal i stanowi niezwykłe dzieło architektoniczne z czasów Mogołów panujących w Indiach od XVI wieku po wiek XVIII. Z okresu tego pochodzi większość niezwykłych budowli oraz fortów powstałych w północnych Indiach i stanowiących wspaniałe dziedzictwo architektury i sztuki tamtego okresu. Dla zwolenników myślenia narodowego problemem stał się jednak już dawno rodowód tych zabytków. Wszystkie są przecież dziełem władców uznawanych przez indyjskich nacjonalistów za okupantów.

Z tego właśnie powodu politycy związani z ruchami narodowo-religijnymi, określanymi popularnie mianem hindutvy, od dawna mówili o potrzebie nowego spojrzenia na dzieje Indii. Zdaniem propagatorów myślenia w kategoriach bliskich nacjonalizmowi oraz religijnemu spojrzeniu na przeszłość, dotychczasowe opisy dziejów Indii skażone są niedocenianiem, a nawet zacieraniem hinduistycznego dziedzictwa kraju. Spojrzeniu temu miała towarzyszyć gloryfikacja okresu panowania w północnych Indiach dynastii Wielkich Mogołów oraz przecenianie wpływu okresu kolonialnego, związanego z Imperium Brytyjskim, na rozwój Indii.

Wedle propagatorów ideałów hindutvy oba te okresy, trwające w sumie kilkaset lat, były wyłącznie czasem rządów okupacyjnych. Ich zdaniem nie przyniosły Indiom niczego pozytywnego. Efektem owego kilkusetletniego poddaństwa było – powiadają zwolennicy hindutvy – zatarcie korzeni kulturowych i cywilizacyjnych Hindusów. A te związane miały być wyłącznie z hinduizmem oraz religią wedyjską.

Spisek przeciwko hinduskiej tożsamości

Świadome zacieranie hinduistycznej przeszłości Indii miało doprowadzić do zniszczenia tożsamości Hindusów i zastąpienia ich tradycją obcą. W grę wchodziło właśnie dziedzictwo muzułmańskie z epoki Wielkich Mogołów lub też kolonialne dziedzictwo Brytyjczyków, a szerzej Europejczyków.

Obserwator indyjskich procesów cywilizacyjnych i kulturowych bez trudu jednak zauważy, że dziedzictwo hinduistyczne ma się na ziemiach subkontynentu całkiem dobrze. Hinduiści stanowią około 80 procent mieszkańców Indii. Nietrudno zatem uznać, że powodem chęci rewidowania spojrzenia na dzieje Indii jest w rzeczywistości politycznie motywowana chęć tworzenia państwa jednej religii i jednej tradycji.

W państwie takim mniejszości etniczne, narodowe i kulturowe poddane są bezwzględnej dominacji większości. Troska o ochronę dawnego dziedzictwa cywilizacyjnego, kulturowego i religijnego jest jedynie pretekstem służącym ugruntowywaniu dominacji zwolenników myślenia narodowo-religijnego.

Wraz z dojściem w Indiach do władzy ugrupowań o dominancie narodowej rozpoczął się czas rewidowania historii, a nawet pisania dziejów Indii na nowo.

Modi pisze historię na nowo

Proces ten był nierozerwalnie związany z rosnącymi wpływami Indyjskiej Partii Ludowej (BJP), kierowanej przez obecnego premiera Indii Narendrę Modiego, a także Narodowego Stowarzyszenia Ochotników (Rashtriya Swayamsevak Sangh, RSS). RSS jest ugrupowaniem o charakterze paramilitarnym dążącym programowo do stworzenia narodu hinduskiego (hindu rashtra), którego życie zbiorowe, ale i życie jednostek, oparte będą na zasadach hinduizmu. Dla osiągnięcia tego celu zarówno BJP, jak i RSS wykorzystują aktywność polityczną, gospodarczą, a także społeczną, kulturalną i artystyczną. Przykładem wykorzystywania sztuki do celów propagandowych jest właśnie film „The Taj Story”.

Narracja jest stosunkowo prosta. Oto historia Tadź Mahalu została sfałszowana, wyrugowano z niej fakty wskazujące, iż mauzoleum z czasów Szahdżahana było wcześniej hinduistyczną świątynią boga Śiwy. A to oznacza, że starożytna przeszłość Hindusów została zawłaszczona przez muzułmańskich najeźdźców. Co prawda ani archeolodzy, ani historycy nie potwierdzają teorii o istnieniu w miejscu siedemnastowiecznego grobowca Mumtaz Mahal hinduistycznej świątyni Śiwy, ale dla twórców filmu miało to niewielkie znaczenie. Liczył się przekaz propagandowy wpisujący się w dzieje Indii kreowane przez RSS i BJP.

Kontrowersje, które ożywił film „The Taj Story”, zapoczątkowane zostały kilka lat temu, kiedy to pisarz i samozwańczy indyjski historyk Purushottam Nagesh Oak zaczął głosić tezę podważającą archeologiczne i historyczne badania na temat Tadź Mahalu. Jego wywody sprowadzały się do tezy, iż w miejscu obecnego mauzoleum istniała wcześniej świątynia Tejo Mahalaya poświęcona Śiwie.

Oak znany był również z głoszenia teorii, iż zarówno chrześcijaństwo, jak i islam wyrosły z hinduizmu i są skażonymi wersjami przekazu hinduistycznego. Teoria związana z mauzoleum Tadź Mahal była obalana wielokrotnie, zarówno przez oficjalną służbę archeologiczną Indii, jak i przez niezależnych badaczy. Mimo to stała się pożywką dla fabuły „The Taj Story”.

Uczenie historii na podstawie „Odysei”

Nie jest to żadna nowość w Indiach Narendry Modiego. Już w roku 2019 minister spraw wewnętrznych Amit Shah, wchodzący w skład rządu BJP, mówił: „Naszym obowiązkiem jest napisanie naszej historii”. Zgodnie przekazem propagowanym przez BJP ta dotychczasowa była fałszywa. Pisanie nowej wersji historii zaczęło się od podręczników dla uczniów indyjskich szkół.

Już kilka lat temu wykreślono z nich opisy panowania w Indiach dynastii Wielkich Mogołów, czyli okresu trwającego kilkaset lat. W zamian wprowadzono elementy historii mitologicznej zapisane na kartach staroindyjskich eposów „Ramajany” i „Mahabharaty”. To trochę tak, jakby w Europie uczyć historii na podstawie homerowskiej „Iliady” lub „Odysei”.

Pamiętam dyskusję sprzed kilku lat, prowadzoną na łamach narodowo nastawionych odłamów prasy indyjskiej: czy rzeczą zasadną jest, by oficjalni goście zagraniczni na zakończenie wizyt państwowych odwiedzali Agrę i zwiedzali Tadź Mahal. Publicyści z kręgu nacjonalistycznego pytali wówczas z gniewem, czy w Indiach nie ma godniejszych, czysto hinduistycznych zabytków, które mogliby odwiedzać oficjalni goście? Pytano również o zasadność używania obrazu Tadź Mahalu w folderach turystycznych. Ich zdaniem Indie mają wiele więcej do zaoferowania zagranicznym turystom, aniżeli mauzoleum w Agrze…

Poprawianie Gandhiego

W podręczniku do nauk politycznych usunięto akapity mówiące o niechęci Mahatmy Gandhiego do stosowania przemocy wobec przeciwników politycznych. Usunięto także informacje o zamordowaniu Gandhiego przez aktywistę RSS Nathurama Godsego w roku 1948. Pominięto również fakt, iż po tym morderstwie ówczesne władze Indii zakazały RSS-owi działalności. Organizacja ta wznowiła aktywność dopiero wiele lat później.

W podręcznikach historii nie ma również wiadomości o pogromach antymuzułmańskich w stanie Gudżarat. Premierem rządu stanowego Gudżaratu był w tamtych latach Narendra Modi. Krytycy tych wszystkich posunięć są zgodni, że ich celem jest całkowita hinduizacja Indii i pominięcie w historii kraju roli innych aniżeli hinduistyczne społeczności.

W działaniach, o których mowa, istotną rolę odgrywa nasilająca się w Indiach islamofobia. Muzułmanie to zdaniem indyjskich nacjonalistów żywioł podejrzany i jako taki jego rola w dziejach Indii nie powinna być nadmiernie eksponowana. „The Taj Story”, to nie jedyny przypadek, który otwarcie wpisuje się w antyislamską narrację.

Antymuzułmańska filmowa fala

Produkcja z roku 2023, zatytułowana „The Kerala Story”, to dramatyczna opowieść o rozkochiwaniu indyjskich dziewcząt przez muzułmańskich młodzieńców wyłącznie po, by zmusić je do porzucenia hinduizmu i przejścia na islam. Wedle filmu dziewczęta były następnie przerzucane na Bliskich Wschód i stawały się niewolnicami Państwa Islamskiego. Owszem były takie przypadki, ale film tworzył wrażenie, iż jest to masowa, zaplanowana akcja muzułmanów. Bez wątpienia przyczynił się do szerzenia w Indiach antyislamskich uprzedzeń.

Inny produkt propagandowej kinematografii indyjskiej to film „The Bengal Files” z września 2025 roku, wyreżyserowany przez Viveka Agnihotriego. Fabuła tego filmu sięga do dramatycznych wydarzeń z roku 1946, kiedy to jeszcze przed powstaniem Republiki Indii doszło do prawdziwych rzezi pomiędzy wyznawcami hinduizmu i islamu. Rzetelni badacze tamtych tragicznych wydarzeń rozkładają winę za dramat na obie strony konfliktu. Film „The Bengal Files” jest jednoznaczny – to muzułmanie byli wszystkiemu winni. Kolejny przykład budzenia islamofobii. Antymuzułmańskiej narracji, którą widać wyraźnie w działaniu indyjskich nacjonalistów.

Film spotkał się ze dezaprobatą indyjskiej krytyki filmowej, ale zyskał poparcie polityków skupionych wokół BJP i RSS. Wcześniejsze dzieło tego samego reżysera „The Kashmir Files”, określany również mianem historycznej propagandy, był promowany przez samego Narendrę Modiego. Został również uznany przez indyjskich krytyków filmowych za sprzyjający islamofobii.

Sypiące się ramy wielokulturowych Indii

Rewidowanie historii oraz pisanie jej na nowo pod dyktando indyjskich nacjonalistów nie ogranicza się wyłącznie do propagandowych filmów i zmian w szkolnych podręcznikach. To tylko przygotowanie do dalszych działań, których celem jest zastąpienie muzułmańskiego i europejskiego dziedzictwa subkontynentu wyłącznie tradycją i dziedzictwem hinduistycznym.

Przykładem konkretnej realizacji takich zamierzeń jest długa historia szesnastowiecznego meczetu Babri Masdźid (meczetu Babura) w Ajodhji. Został on zrujnowany przez nacjonalistyczne bojówki w roku 1992. Pretekstem było słabo udokumentowane przekonanie, iż budowla powstała w miejscu urodzin Ramy, uznawanego za inkarnację boga Wisznu oraz istniejącej tam niegdyś starożytnej świątyni hinduistycznej.

Władze BJP zapewniły, iż doprowadzą do budowy w tym miejscu hinduistycznego sanktuarium. I rzeczywiście – rok 2024 przyniósł zakończenie budowy świątyni Ramy na gruzach meczetu. Religijnego aktu konsekracji dokonał nie kto inny jak premier Indii Narendra Modi.