Szanowni Państwo!

Święto niepodległości od lat kojarzy się z warszawskim mostem Poniatowskiego spowitym czerwonym dymem z rac. Chociaż tylko Warszawa jest zdominowana przez marsz narodowców, a w innych miastach świętuje się bardziej demokratycznie, to już kilka dni przed każdym 11 listopada media spekulują, który z ważnych polityków prawicy pójdzie, a który nie pójdzie w Marszu Niepodległości.

Tak jest i tym razem. Prawica, która sprywatyzowała w Polsce patriotyzm, wciąż stara się być jego dysponentką. Lider najsilniejszej prawicowej partii Jarosław Kaczyński i związany z jego obozem prezydent Karol Nawrocki zapowiedzieli udział w tegorocznym marszu narodowców. Po raz pierwszy prezydent pójdzie na czele Marszu Niepodległości. 

I choć symbole patriotyczne od kilku lat odbija z powodzeniem także strona liberalna, to właśnie narodowcy zdominowali współczesną Polskę.

Do nacjonalistycznych wartości odnoszą się ciepło politycy niemal wszystkich opcji (z wyjątkiem lewicy). Prawicowy populizm, w którym nacjonalizm odgrywa kluczową rolę, narzuca też trendy polityczne w całej Unii Europejskiej. Właśnie w takich okolicznościach świętujemy dziś patriotyczne święto niepodległości Polski.

Brońmy się, ale także przed słowami

Do tego dochodzi druga okoliczność – wojna, którą z Europą prowadzi Rosja. Militarnie w Ukrainie, jednak za pomocą skutecznej dezinformacji również na reszcie kontynentu. Centrum Mieroszewskiego opublikowało ostatnio raport pokazujący, jak rosyjska propaganda przedostaje się do literatury naukowej. A to przecież tylko wycinek jej działania. Dezinformację sieją farmy botów w mediach społecznościowych, politycy, dziennikarze na froncie walki światopoglądowej, często niezamierzenie. W efekcie można sobie wyobrazić czarny scenariusz, w którym Rosja atakuje Polskę, ale nie wszyscy są zgodni co do tego, że tak jest w rzeczywistości. 

Dzieje się tak mimo zaszczepionego przez wielopokoleniowe doświadczenia lęku o utratę państwowości, o czym pisze redaktor naczelny „Kultury Liberalnej” Jarosław Kuisz w książce „Strach o suwerenność. Nowa polska polityka”.

Akceptujemy wzrost wydatków na obronność, nawet kosztem ochrony zdrowia czy edukacji. Przestajemy jednak rozróżniać, kto korzysta na hasłach, które przyjmujemy za swoje. 

Na przykład na hasłach antyukraińskich, co pokazują badania, o których pisał w „Kulturze Liberalnej” Ben Stanley.

Czym jest niepodległość? Czym jest polskość?

Wielu analityków i polityków na Zachodzie mówi wprost o tym, że spodziewa się zbrojnego konfliktu z Rosją. Kraje szczególnie narażone na atak przygotowują się do obrony. Polska również. Święto niepodległości w tym kontekście obchodzi się wyjątkowo. To już nie jest tylko czas na świętowanie i beztroskie machanie chorągiewkami (zresztą Polacy nigdy nie byli w tym dobrzy). To czas na mobilizację, aby powstrzymać wrogie zamiary Kremla. Jednym z celów, które powinna postawić sobie Polska, jest „tarcza Chrobrego”, o której pisał Jarosław Kuisz – ochrona polskiego nieba. 

Przekonanie o konieczności zbrojeń jednoczy Polaków, mimo kłopotów z rozróżnieniem, kto nas wciąga w wojnę. A także mimo kłopotów z racjonalną oceną tego, jaki wpływ na polskie finanse mają mieszkający u nas Ukraińcy. I szerzej – inni imigranci.

A gdyby tak ci, którzy uczą się teraz języka polskiego, chcieli zostać Polakami? Czego musieliby się dowiedzieć i co zrozumieć. Inaczej mówiąc – czym jest polskość, której musieliby doświadczyć?

W nowym numerze „Kultury Liberalnej” Jarosław Kuisz pisze o polskości, posługując się perspektywą aspirującego do niej cudzoziemca.

„Choć część rodaków narzekanie na Polskę traktuje jak sport narodowy – ludziom uciekającym przed postimperialnym marazmem na Zachodzie, konfliktami zbrojnymi czy skrajną nędzą w innych częściach świata, nasz spokojny, względnie majętny kraj może się jawić jako miodem i mlekiem płynący” – pisze. Jak więc zostać stuprocentową Polką lub Polakiem? Jak zrozumieć polskość? Czy wystarczy nauczyć się świszczących głosek? Czy też zrozumienie języka jest wstępem do zrozumienia skomplikowanej tożsamości?

Kuisz widzi polskość opartą na czterech filarach. 

Pierwszy z nich to luźny stosunek do państwa i prawa będący wynikiem kulturowej podejrzliwości wobec własnych instytucji. Polacy nie ufają własnemu państwu, bo przez kilka pokoleń go nie mieli. 

Drugi filar polskości, czyli zbiorowa trauma pourazowa, sprawia, że najważniejszym punktem odniesienia Polaków nie jest pozytywne wspomnienie wcześniejszych wcieleń naszej państwowości, lecz pamięć o katastrofach. Współczesne sukcesy rozgrzebujemy więc w odniesieniach do Targowicy czy drugiej wojny światowej.

O pozostałych przeczytają Państwo w tekście „Cztery filary polskości. Krótki poradnik, jak zostać prawdziwą Polką lub Polakiem”.

Zapraszam do czytania tego i innych tekstów w nowym numerze,

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”