Co jakiś czas rozbłyskują takie gwiazdy. Ostatnią, świecąca długo jak na politycznego nowicjusza, był Szymon Hołownia. 

W ciągu ostatniego pół roku błyszczał niewątpliwie prezydent Karol Nawrocki. Dzięki swojej osobowości, świeżości, potężnemu zapleczu partii i gigantycznej pracy specjalistów od wizerunku. 

Rozgrywanie rządu, jakby miał większe kompetencje, niż ma, budowało jego ogólną siłę. Chłopak z osiedla rozgrywał Tuska. A skoro on może, to może każdy z nas – dzięki takiej narracji można się było z nim utożsamić, polubić go. 

Ostatnio charakterystyczny wyszczerzony uśmiech zwycięzcy nie pasuje jednak do Karola Nawrockiego. Złożyły się na to dwie niefortunne okoliczności. 

Po pierwsze – doświadczenie polityczne jego przeciwników z rządu. Ich blask także czasem słabnie. Ale mają lata praktyki, umiejętności i potrafią rozgrywać. 

Po drugie – polityczne słabości samego prezydenta, czyli niedoświadczenie oraz kadry. W jego otoczeniu są, oczywiście, osoby z doświadczeniem, ale i nie brak takich, które przejawiają głównie polityczne ambicje, jak szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomir Cenckiewicz. Historyk, badacz, z widocznymi wyraźnie sympatiami i antypatiami, autor budzących kontrowersje publikacji, ale nie klasyczny polityk.

Straszenie wojskiem

To właśnie Cenckiewicz powiedział w ostatni czwartek w radiu RMF, że jest dobra okazja do tego, by ci, którzy zawiesili obowiązkowy pobór do wojska, odwiesili go. 

Obowiązkowy pobór formalnie zawiesił Bogdan Klich w 2010 roku (oficjalnie – bo już wcześniej nie był organizowany), minister obrony w rządzie Donalda Tuska. Od tamtej pory sytuacja międzynarodowa uległa zmianie. Rosja prowadzi otwarcie agresywne działania i dyskusja na temat poboru jest uzasadniona. Dowódcy wojskowi przyznają, że biorą takie plany pod uwagę. Jednak politycznie temat jest bardzo ryzykowny. 

Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz odpowiedział Cenckiewiczowi, a za jego pośrednictwem Nawrockiemu, że skupia się na szkoleniach wojskowych i ćwiczeniach rezerwistów. Nie zaprzeczył przy tym, że trwa dyskusja o poborze, ale i nie powiedział, że należy go przywrócić. 

Nie pozwolił więc Cenckiewiczowi wepchnąć się w pułapkę tematu, który budzi ogromne emocje. A przedstawiciel prezydenta pozostawił wrażenie, że to pierwszy obywatel RP dąży do odwieszenia poboru. Z czego Nawrocki się tłumaczył, podkreślając, że zainteresowanie dobrowolną służbą wojskową jest duże. 

A to można przecież traktować jak sukces ministra obrony. A więc rządu. 

Jak to: oddać stare samoloty?

Kolejna gafa spowodowana słabością zaplecza, to temat samolotów bojowych dla Ukrainy. Minister obrony poinformował, że Polska przekaże Ukrainie myśliwce MiG-29, z których nasza armia nie będzie już korzystać. Szef kancelarii prezydenta Marcin Przydacz odpowiedział, że prezydent nie był na bieżąco informowany o tej sprawie, co następnie potwierdził sam Nawrocki. A potem szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jan Grabiec napisał na X, że w Belwederze panuje kompletny bałagan, bo od miesięcy jego „przedstawiciel uczestniczy w posiedzeniach Komitetu Bezpieczeństwa przy omawianiu przekazania Ukrainie kolejnej partii polskich MiG-ów”. 

Stare, nieprzydatne już w Polsce samoloty – w zamian za które mamy otrzymać od Ukraińców szkolenia dronowe – stały się dobrem, którego postanowił bronić publicznie prezydent. I to na konferencji prasowej, w trakcie zagranicznej wizyty.

Prezydencki minister może mieć swój przekaz, ale to prezydent się uśmiecha. Coraz mniej szczerze. 

Co ci zrobił pies?

Kolejny trudny temat – weto „łańcuchowe”. W tym wypadku sprawy skomplikowały się nie tylko ze względu na dobór współpracowników, ale i na umiejętności oraz doświadczenie drugiej strony. 

Przypomnijmy: prezydent zawetował ustawę, która zakazywałaby wiązania psów na łańcuchach. Zamiast tego można byłoby je trzymać w kojcach. Prezydent powołał się na to, że planowane wymiary kojców są za duże, co wiąże się z istotnymi kosztami. Zapowiedział więc własną ustawę, ale posypały się komentarze, że podpisując zakaz hodowli zwierząt futerkowych, Nawrocki nie chciał już bardziej narażać się wyborcom Konfederacji, o których względy zabiega od początku swojej kariery politycznej. 

Tylko że marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty ogłosił, że Sejm będzie głosował nad odrzuceniem prezydenckiego weta. „Zrzućmy łańcuchy” – nawołuje. Szanse na to są niewielkie, ale w międzyczasie Donald Tusk może zadawać budzące emocje pytania, „co ci zrobiły psy?”, i fotografować się ze swoimi czworonogami. Działa to tym bardziej, że za zakazem łańcuchów głosowali nawet posłowie PiS-u, w tym Jarosław Kaczyński.

Efekt weta i wywołanej nim batalii jest taki, że 56 procent ankietowanych (badanie Pollster dla „Super Expressu”) uważa, że prezydent powinien był bardziej bronić zwierząt. 

Dla Nawrockiego ta sytuacja była ryzykowna. Podpisując zakaz hodowli zwierząt na futra, wystąpił przeciw wpływowym hodowcom. To oni stali między innymi za wielkimi rolniczymi protestami prawie dwa lata temu. Obowiązek spuszczenia psów z łańcuchów miałyby osoby prywatne, mieszkańcy wsi, czyli wyborcy. Powszechna interpretacja decyzji Nawrockiego była taka, że nie chciał narażać się wszystkim.

Ale naraził się opinii publicznej. I pewnie udałoby się tego uniknąć, gdyby nie bardziej doświadczony przeciwnik, który z Nawrockiego zrobił oszalałą maszynę do wetowania, niszczącą wszystko, jak leci, nawet psy.

I to zaraz przed Świętami. 

Fałszywy przyjaciel Donald

Polityczne skutki weta w sprawie kryptowalut jeszcze się rozgrywają. Temat jest trudny, ale działa na wyobraźnię. Kryptowalutami, jak miał informować posłów premier w czasie zamkniętego posiedzenia Sejmu, Rosja płaci za dywersję i szpiegostwo. Premier próbował tak rozgrywać sytuacją, żeby pokazać niejasne motywy prezydenta, zagrażające bezpieczeństwu państwa. Nawet jeśli nie zyskał efektu tąpnięcia, to zostawił wrażenie, że coś tu nie gra.

Natomiast prawdziwy problem prezydent ma ze swoim idolem, Donaldem Trumpem. Kampania wyborcza oparta w części na podkreślaniu wzajemnej przyjaźni czy podtrzymywanie tego wrażenia podczas wizyty w Waszyngtonie okazały się ryzykowne. 

I chociaż to samo robi całe PiS, Nawrocki stał się twarzą polityki opartej na prezydencie USA, który otwarcie występuje przeciwko walczącej Ukrainie. 

To, że Rosja nam zagraża, nie jest już, przez dezinformację, powszechnie oczywiste. Nie jest też więc dla wszystkich jasne to, że układy Trumpa z Putinem są dla nas niebezpieczne. Jednak Trump działa tak brawurowo, że pozostawia coraz mniej złudzeń w swoim podejściu do europejskich sojuszników. 

I odważne „nie” dla prorosyjskiego Viktora Orbána nie zmieni faktu, że w krytycznym momencie Nawrocki będzie wciąż świętować pakt z przyjacielem Putina. Uśmiechu na zdjęciach z Trumpem nie da się wymazać. Nawet jeśli wtedy były one dla prezydenta politycznym sukcesem.

Minął czas – i aby dalej uśmiechać się tryumfalnie, Nawrocki potrzebuje czegoś więcej. Wkrótce się przekonamy, czy da radę.