Szanowni Państwo!
Po 16 latach niepraworządnego, działającego na wzór mafijny, antyeuropejskiego, a w ostatnim czasie prorosyjskiego kursu węgierski premier Viktor Orbán i jego partia Fidesz zostali odsunięci od władzy.
W wyborach parlamentarnych wygrała Tisza Pétera Magyara, zdobywając konstytucyjną większość w parlamencie. Jeszcze w niedzielę wieczorem, kiedy wyniki wciąż spływały z komisji wyborczych, Orbán pogratulował zwycięzcy.
Budapeszt wiwatował do późnej nocy, a liberalno-demokratyczna Europa odetchnęła. Stało się coś, co było już traktowane jako rzecz niemal niemożliwa. Utrwalona prawnie i strukturalnie populistyczna, przemocowa władza została obalona. W poprzednich wyborach w 2022 roku proporcje między opozycją, której twarzą był burmistrz Budapesztu Gergely Karácsony, a Fideszem były odwrotne niż teraz.
Historyczna szansa
Dlaczego cztery lata temu liberalno-demokratyczny, postępowy i niezwiązany nigdy z siłami antydemokratycznymi Karácsony nie zmobilizował Węgrów do głosowania za sobą tak, jak teraz Péter Magyar, który działał w Fideszu dwadzieścia lat, a wyzwanie Orbánowi rzucił dopiero w 2024 roku? Odpowiedzi jest wiele, ale kluczowe okazało się niezadowolenie Węgrów z wciąż spadającego poziomu życia, które właśnie teraz osiągnęło poziom motywujący do zmian.
Rządy Orbána są kolejnym dowodem na to, że reguły liberalno-demokratyczne nie służą tylko szczytnym, oderwanym od życia ideom. Państwo zawłaszczone przez partię nie może dobrze się rozwijać.
Oligarchizacja władzy, przemoc państwowa, uwłaszczenie instytucji oraz zagarnięcie publicznych pieniędzy prowadzą do zatrzymania rozwoju gospodarczego. Obywatele takiego państwa chcą żyć w takiej samej Europie, jak jej inni mieszkańcy. Zapowiedzi Pétera Magyara, że zejdą z antyeuropejskiego kursu, co pozwoli odblokować unijne środki, również przyczyniły się do jego wygranej.
Europa wita Węgry
Z punktu widzenia Polski ważne jest, na ile Magyar odejdzie od kursu prorosyjskiego. Dla obozu liberalno-demokratycznego ważne są jego relacje z europejską skrajną prawicą, która częściowo jest proeuropejska, ale w dużej części także prorosyjska.
Dla Węgier ważne jest, jak nieposiadająca parlamentarnego doświadczenia Tisza poradzi sobie ze sprawowaniem władzy.
Polski przykład przejęcia władzy po populistach pokazuje, że nie da się po prostu wrócić do liberalno-demokratycznych zasad.
Po pierwsze, populiści i ich hasła są wciąż silni. Trzeba więc rządzić tak, żeby nie obudzić potrzeby walnego głosowania na nich w kolejnych wyborach. Zwycięstwo Karola Nawrockiego w dużej mierze było efektem nieskuteczności rządu.
Po drugie, niepraworządna władza tak zabezpieczyła państwo, żeby zmiana większości parlamentarnej nie zagroziła dogłębnie jej strukturze. W Polsce populiści zaminowali prawnie państwowe instytucje. Na Węgrzech, gdzie działali dwa razy dłużej oraz z mocą większości konstytucyjnej, zawłaszczyli w pełni niemal każdy element państwa i gospodarki. Dotrzymanie obietnicy sprowadzenia kraju na drogę rozwoju może okazać się bardzo trudne. A to grozi rozczarowaniem.
Jednym z najważniejszych wyzwań dla Pétera Magyara będzie niedopuszczenie do powrotu Orbána do władzy. Z naszej perspektywy – powrót Węgier do Europy i zerwanie relacji z Rosją.
Koniec państwa mafijnego?
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” Jakub Bodziony rozmawia o znaczeniu tych wyborów i tej wygranej z Bálintem Magyarem, byłym węgierskim politykiem, socjologiem, autorem książki „Węgry. Anatomia państwa mafijnego. Czy taka przyszłość czeka Polskę?”, która ukazała się w Polsce w roku 2018.
„Stawka tych wyborów dla Viktora Orbána była zasadniczo inna niż dla kogoś takiego jak Jarosław Kaczyński. Kaczyński był autokratą, ale nie przestępcą. W jego przypadku pytanie brzmiało: czy będzie rządził, czy znajdzie się w opozycji. W przypadku Orbána jest inaczej. Węgry funkcjonują jako państwo mafijne — sprywatyzowana forma państwa pasożytniczego. W jego ramach partia, czyli polityczne przedsiębiorstwo, przejęła całe państwo i gospodarkę. Cały system działa jak organizacja przestępcza. Dla Orbána stawka jest więc egzystencjalna: albo pozostaje wszechwładnym przywódcą, albo traci władzę, immunitet, a może i wolność”, twierdzi.
Mateusz Mazzini pisze z kolei w korespondencji z Budapesztu: „Rządy Orbána miały być odpowiedzią na wszystkie niedociągnięcia liberalizmu czasów globalizacji i wolnego rynku. Zamiast tego zwiększyły nierówności i zniszczyły tkankę społeczną. Po 16 latach widać, że prawicowy populizm nie działa”.
Wybory na Węgrzech, mimo wszystkich zastrzeżeń co do trwałości zmiany i jej jakości, z pewnością są jednak historycznym przełomem. Zapraszam więc Państwa do czytania tekstów na ten temat. I innych tekstów z nowego numeru również.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin,
zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”