
Patrzę na okładkę książki, o której mam napisać, i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że już ją mam na swojej półce. I to nie jedną! Okładki polskich wydań trzech zupełnie różnych książek są bowiem do siebie tak podobne, że nie sposób o tym nie wspomnieć. Pierwsza z nich to powieść hiszpańskiej prozaiczki Beatriz Serrano „Ogród rozpaczy ziemskich”. Na okładce kobieta jest przerzucona przez okienną ramę, jakby próbowała albo dostać się do pokoju, albo z niego uciec. I utknęła. Włosy zasłaniają twarz. Bohaterka, Marisa, mieszka w modnej dzielnicy Madrytu i wydaje się mieć wszystko: kreatywną pracę, przyjaciół i wygodne życie. Jednak za fasadą sukcesu kryje się głęboka samotność i narastająca depresja, która w końcu (uwaga! spoiler!) doprowadza kobietę do zaaranżowania poważnego wypadku, byle tylko nie musieć dalej funkcjonować w społeczeństwie i chodzić do pracy. Druga książka to kolejne już wydanie „Mojego roku relaksu i odpoczynku” Ottessy Moshfegh. Na okładce widzimy kobietę, która bezwładnie spada z fotela. Twarz zasłaniają jej włosy. Bohaterka powieści, młoda Amerykanka, jest piękna, świetnie wykształcona i zamożna. Na pierwszy rzut oka powinna być szczęśliwa, ale nie jest. To opowieść o niemożliwej do przezwyciężenia samotności i braku radości życia pomimo tego, że na pozór wszystkie okoliczności sprzyjają wygodnej przyszłości. I w końcu trzecia książka – zbiór opowiadań japońskiej pisarki Fumio Yamamoto. Na okładce znowu mamy bezwładną kobiecą postać, która tym razem leży na kanapie, nakrywając się nogami. Symptomatyczne, że nie widzimy twarzy kobiet na żadnej z tych trzech okładek. Czy wszystkie bohaterki, pochodzące z różnych części świata, w różnym wieku, o różnych doświadczeniach i marzeniach, łączy wspólne poczucie wypalenia i ogromna samotność?
Kobiece doświadczenie w japońskiej codzienności
Fumio Yamamoto była jedną z najciekawszych współczesnych japońskich pisarek, a jej twórczość – w Polsce praktycznie nieznana – stanowi ważny głos w literaturze feministycznej podejmującej temat kobiecej tożsamości i społecznych nierówności. Była autorką, która z niezwykłą przenikliwością potrafiła opisywać codzienność, a jednocześnie demaskować struktury opresji obecne w japońskim społeczeństwie.
Yamamoto urodziła się 13 listopada 1962 roku w Jokohamie jako Akemi Omura. Ukończyła ekonomię na Uniwersytecie Kanagawa, a zanim została pisarką, pracowała w firmie maklerskiej. Decyzja o porzuceniu stabilnej pracy na rzecz literatury była jednym z jej pierwszych aktów sprzeciwu wobec społecznych oczekiwań wobec kobiet w Japonii. Jej kariera literacka szybko nabrała tempa. W 1999 roku zdobyła Nagrodę Eiji Yoshikawy dla debiutujących autorów za powieść „Loveholic”, a później zbiór opowiadań „Planaria” – w polskim tłumaczeniu to wspomniane „Dylematy kobiet pracujących”, które właśnie ukazały się nakładem wydawnictwa W.A.B. – otrzymał prestiżową Nagrodę Naokiego. Zmarła 13 października 2021 roku na raka trzustki, pozostawiając po sobie bogaty dorobek i silny wpływ na japońską literaturę współczesną. Jej twórczość wyróżniała się połączeniem prostoty języka, humoru i ostrego społecznego komentarza. Krytycy często podkreślają, że Yamamoto nie była pisarką radykalną w formie, ale jej proza konsekwentnie odsłaniała nierówności i napięcia obecne w życiu kobiet w Japonii.
„Dylematy kobiet pracujących” sprzedały się w Kraju Kwitnącej Wiśni w ponad 450 tysiącach egzemplarzy i stały się feministycznym punktem odniesienia dla wielu japońskich czytelniczek. Zaledwie w pięciu opowiadaniach Yamamoto – analizując nierówności, presję społeczną i konflikty między rolami zawodowymi a prywatnymi – ukazuje kobiety, które próbują odnaleźć siebie w zawodowym świecie – świecie, który jednocześnie daje im szansę na niezależność i odbiera poczucie sprawczości. Mamy bohaterki, które pracują, bo chcą lub bo muszą, ale też takie, które nie pracują, bo nie muszą lub nie chcą. Ale praca zawodowa zawsze jest przyczyną rozterek. Autorka wykorzystuje krótką formę, by uchwycić momenty, w których codzienność pęka – a spod jej powierzchni wydobywają się emocje, pragnienia i konflikty, których bohaterki nie mogą lub nie potrafią wypowiedzieć wprost.
Mito, bohaterka opowiadania „Dylemat więźnia”, mówi na przykład o swoim paradoksalnym strachu przed sukcesem: „Rzeczywiście, bałam się, że jeśli zrobię karierę, Asoka mnie znienawidzi. Jeśli się pobierzemy, a moja praca nadal będzie głównym źródłem dochodu naszej rodziny, mój chłopak, który miał duże ambicje, w końcu poczuje się zraniony. Nie potrafiłam wyobrazić sobie życia ze słabszym od siebie i zranionym mężem. To ja chciałam na zawsze pozostać tą słabszą. On był starszy i mądrzejszy, więc powinien wziąć stery w swoje ręce, a ja powinnam tylko czuć się przy nim bezpiecznie” [s. 206]. Z drugiej strony mamy Katõ z tekstu „Tu i teraz”, która musi pracować na nocne zmiany w supermarkecie, by pomóc mężowi utrzymać rodzinę. Dla kobiety wyczerpujące nocki są jedyną możliwością zarobku, bo w dzień pracuje inaczej, niewidzialnie – opiekując się dziećmi, mężem, starą matką i niepełnosprawnym teściem. Ale i tak potrafi jeszcze wstać przed mężem, by zrobić mu lunch do pracy. „Nie czytałam książek, nic nie wiedziałam o wojnach w dalekich krajach. Jedyny kontakt ze światem zapewniały mi telewizja i czasopisma, ale nie miałam już czasu, żeby cokolwiek oglądać. Moje problemy sprowadzały się do dzieci, męża i rodziców. Dla siebie chciałam tylko trochę więcej pieniędzy i czasu, żeby się wyspać. Cóż złego jest w takim prostym życiu?” [s. 137]. Tylko czy naprawdę na tym powinno polegać proste życie?
Płynna tożsamość
Jednym z najważniejszych wątków tomu jest pokazanie, jak spełnianie oczekiwań społeczeństwa, nieustannie mierzona produktywność, staje się dla kobiet przestrzenią ciągłego negocjowania własnej tożsamości. Bardzo gorzkie w swej wymowie jest pierwsze opowiadanie zatytułowane „Wypławek”. Wypławek to wodne zwierzątko, które pocięte na kawałki, jest w stanie się zregenerować – z każdego kawałka powstają nowe wypławki. Bohaterka, Haruki, marzy, by być takim stworzeniem. Tuż przed dwudziestymi czwartymi urodzinami zdiagnozowano u niej raka piersi, pierś usunięto i zrekonstruowano, teraz jest w remisji, ale choroba zdefiniowała kobietę na nowo i nie potrafi już ona powrócić do dawnej siebie. „Może tożsamość to za duże słowo, ale to jedyna rzecz, która mnie definiuje. Nie mam żadnych szczególnych zdolności ani osiągnięć” – mówi o swoim raku [s. 46]. Nie znajduje przy tym wsparcia u rodziny i partnera, który ciągle zarzuca jej, że za często mówi o chorobie: „Naprawdę musisz z tym skończyć. Przestań ciągle wspominać o swojej chorobie, Run-chan. Stracisz wszystkich przyjaciół, jeśli nie zaczniesz tego kontrolować” [s. 9]. Kobieta tak bardzo się boi, że nie spełni oczekiwań innych, że robi wszystko, by ich zadowolić. Idzie nawet do pracy, do której wcale nie jest przekonana i której zwyczajnie nie chce. Jej relacje z chłopakiem również nie są zdrowe. Wyznaje: „Hyõ-chi mnie kochał. To była jedyna rzecz, która dodawała mi otuchy. Tylko dzięki temu udawało mi się prowadzić w miarę normalne życie. Gdyby nie jego wsparcie, z pewnością straciłabym grunt pod nogami i sprawiłabym jeszcze więcej – bo już sprawiałam dużo – kłopotów mojej rodzinie i wszystkim dookoła. A na koniec zniszczyłabym samą siebie” [s.10].
Haruki traktuje siebie jak problem, nie chce więc wchodzić w dodatkowe konflikty. Zmusza się nawet, by sypiać ze swoim partnerem, chociaż choroba pozbawiła ją popędu seksualnego i akceptacji własnego ciała. „Gdy mu odmawiałam, robił żałosną minę i zły humor nie opuszczał go tak długo, że już łatwiej było zgodzić się na seks i mieć to za sobą” [s. 14]. Bohaterka ucieka od problemów, łatwiej jej się podporządkować innym wbrew sobie niż skonfrontować ze sobą. Nie potrafi mówić o swoich potrzebach, bo nikt jej tego nie nauczył. Milczenie staje się więc nie tylko strategią przetrwania, lecz także źródłem wewnętrznego napięcia. Milczy, bo milczenie jest bezpieczne. Milczy, bo w japońskiej kulturze harmonia grupy jest ważniejsza niż indywidualne potrzeby.
Yamamoto pokazuje, że kobieta nigdy nie funkcjonuje w społecznej próżni. Jej decyzje – często przedstawiane jako indywidualne wybory – są w rzeczywistości (zwłaszcza w kulturze japońskiej) splecione z oczekiwaniami kulturowymi, presją ekonomiczną i normami dotyczącymi ról płciowych. Żyje między samorealizacją a obowiązkami domowymi, między aspiracjami a ograniczeniami strukturalnymi, między emancypacją a niewidzialnością. Zwłaszcza że to społeczne imaginarium przez dekady kształtowało – i nadal kształtuje – to, co kobiecie „wolno”, „wypada” lub co „powinna” robić. W japońskim kontekście kulturowym, gdzie harmonia grupy i powściągliwość są wysoko cenione, kobieta pracująca często musi negocjować własną tożsamość w sposób subtelny, niemal niewidoczny. Autorka pokazuje, że te negocjacje są jednak głęboko emocjonalne i nierzadko bolesne.
Z jednej strony, praca zawodowa daje im poczucie sprawczości, niezależności finansowej i możliwości rozwoju. Z drugiej – bywa źródłem obciążenia, oceniania, koniecznością ciągłego wykazywania się. To musi męczyć. Kobiety muszą bowiem mierzyć się z różnymi pytaniami: jak być jednocześnie „dobrą pracownicą” i „dobrą matką”? Jak nie rezygnować z ambicji, a jednocześnie nie zostać oskarżoną o egoizm? Jak budować własną podmiotowość w świecie, który wciąż oczekuje od nich dyspozycyjności i opiekuńczości? Jak zachować godność w środowisku, które często marginalizuje kobiece głosy? Jak nie zatracić siebie w rytmie obowiązków, które nie pozostawiają miejsca na odpoczynek czy refleksję? Może więc lepiej faktycznie zachować milczenie i dać się kierować innym?
Jedyny męski narrator w zbiorze – Makoto z opowiadania „Szczęśliwego jutra” – wprost mówi o tym, że każdy potrzebuje czasami kogoś, kto powie nam, co robimy źle i co mamy dalej robić. Łatwiej tak funkcjonować, niż mając wolny wybór. Gdy pracował w korporacji, robił tylko to, co mu kazano i nic więcej go nie obchodziło. Teraz, gdy sam jest swoim szefem, przeraża go odpowiedzialność za własne wybory. Tym bardziej, że „nie ma nic droższego niż to, co dostajemy za darmo” [s. 221].
Ciało wie lepiej
„Dylematy kobiet pracujących” nie pomijają także wymiaru cielesnego: zmęczenia, przebodźcowania, chorób, presji wyglądu, oczekiwań dotyczących „kobiecej” prezentacji w miejscu pracy. Ciało kobiety staje się polem, na którym odciskają się zarówno ekonomiczne, jak i kulturowe wymagania. Ciało jako pole napięć. Autorka subtelnie pokazuje, jak reaguje ono na presję: bezsennością, bólem, napięciem, ale też pragnieniem bliskości i odpoczynku. Ciało staje się jedyną przestrzenią, w której bohaterki mogą poczuć, że coś jest nie tak – zanim jeszcze uświadomią to sobie na poziomie emocjonalnym.
A ciało drugiego może być nie tylko elementem opresji (kolega z pracy zawozi współpracowniczkę do popularnego w Japonii tak zwanego hotelu miłości, czyli hotelu na godziny albo klient innej klepie ją w pupę w windzie itp.), ale i jednocześnie źródłem ukojenia. „Nie bez przyczyny o niektórych relacjach mówi się w Japoni skinship, więź skóry” [s. 80] – mówi Izumi z opowiadania zatytułowanego „Nago”, która po rozwodzie została bez pracy, bo pracowała w firmie męża. Ukojenia szuka w kawiarniach mangi i ramionach młodszego kochanka. Bierze „urlop” od codziennych obowiązków i tylko przyjaciółka dziwi się, jak można tak nic nie robić. Mito z „Dylematu więźnia” bliskości i ukojenia szuka w coraz to nowych męskich ciałach. To też jej rodzaj ucieczki od rzeczywistości. Nie chce wychodzić za mąż za mężczyznę, który jest od niej słabszy, zależny finansowo, a który zarzuca jej, że jako feministka powinna przecież chętnie go utrzymywać. Mito czuje, że chęć partnerstwa i równouprawnienia odbierana jest przez społeczeństwo jako egoizm i przerost ambicji.
Niewidzialna praca kobiet
Twórczość Fumio Yamamoto pozostaje stale aktualna, bo problemy, które opisywała – nierówności płci, presja społeczna, niewidzialna praca emocjonalna, brak wsparcia, wypalenie – są wciąż obecne zarówno w Japonii, jak i poza nią. Nie osądza, lecz obserwuje. I właśnie dzięki temu trafia w sedno: pokazuje, jak wiele emocji i konfliktów kryje się pod powierzchnią codziennych gestów. Yamamoto nie przedstawia swoich bohaterek ani jako ofiar ani jako heroin emancypacji. Są to zwykłe kobiety, które próbują odnaleźć równowagę między tym, czego chcą, a tym, czego się od nich oczekuje. Właśnie ta zwyczajność jest kluczem – autorka pokazuje, że dramaty kobiet nie rozgrywają się w wielkich gestach, lecz w drobnych, codziennych decyzjach. To łączy bohaterki trzech książek, o których wspomniałam na samym początku. Nie tylko samotność i potworne zmęczenie, ale i konieczność udowodnienia swojej wartości w męskim świecie, zmaganie się z poczuciem winy, przekonanie, że ich ambicje są postrzegane jako egoizm, odkrycie, że praca daje im wolność, ale odbiera energię i czas. Żadna z autorek, Yamamoto, Serrano i Moshfegh, nie ocenia wyborów swoich bohaterek. Zamiast tego pokazują, jak każda decyzja – nawet ta najmniejsza – staje się elementem większej układanki, w której kobieta musi stale negocjować swoją pozycję. Bo najważniejszy jest moment, w którym po raz pierwszy pozwala sobie pomyśleć: „chcę inaczej”. Nawet jeśli to „inaczej” wymaga roku urlopu od życia. Nawet jeśli to „inaczej” to marzenie o byciu wypławkiem. Nawet jeśli ten bunt polega tylko/aż na zabraniu roweru syna, by łatwiej dojeżdżać do pracy. „Chcę inaczej” stają się słowami najtrudniejszymi do wypowiedzenia.
Książka:
Fumio Yamamoto, „Dylematy kobiet pracujących”, tłum. Anna Horikoshi, wyd. W.A.B, Warszawa 2026.