Autor projektu: Piotr Depta-Kleśta licencja CC BY-SA 3.0.

Portret taty

W prostym tytule tej książki zamyka się sedno jej treści: Tata i ja. Opowieść o świecie małego dziecka, w którym to tata objaśnia rzeczywistość, oswaja, stoi na straży lęków, ale przede wszystkim jest przyjacielem i towarzyszem zabaw. 

Czteroletnia Maja jest bardzo ciekawa świata, ma swoje zainteresowania, upodobania, wie, co lubi, a czego nie, z dziecięcą otwartością komunikuje swoje potrzeby. Tata za nimi podąża i delikatnie wskazuje drogę. Jest oceanem cierpliwości i spokoju. Jak to małe dziecko, Maja realizuje jakiś pomysł, po czym w połowie zmienia zdanie, robi coś, ale wycofuje się na finiszu, bo efekt jest odmienny do wyobrażonego, zmienia nagle zdanie, zaczyna się bać, przestaje czegoś chcieć itd. A tata rozumie. Nie ma krytyki, połajanek, złoszczenia się. Jest pełna zrozumienia komunikacja i dużo, dużo bliskości.

 

Są też książki. I biblioteka jako oczywista oczywistość. „W domu skończyły się książki” – czytamy. Trzeba więc „zorganizować jakieś nowe”. Jak? Z biblioteki, ma się rozumieć. Maja otrzymuje własną kartę biblioteczną i po raz pierwszy sama wypożycza książki. Buszuje wśród regałów i szuka czegoś, co będzie odpowiedzią na jej zainteresowania. Tata jest tuż obok, proponuje, podsuwa, uczestniczy w wyborze. A Maja wyraża swój entuzjazm w rymowankach, bo tak ma w zwyczaju:

„Własny tajny kod:
jeden, jeden, jeden, jeden.
Pożyczyłam książek siedem!
A pożyczę jeszcze sto!”

Mnóstwo jest ciepła w tej książce. Nawet wtedy, gdy jej bohaterowie trzęsą się z zimna na mrozie. A może zwłaszcza wtedy? Bo kiedy Mai marzną policzki i nos, tata „zdejmuje rękawiczkę i ogrzewa twarz Mai swoją dużą, ciepłą dłonią”. 

To obrazek pięknego, szczerego ojcostwa i bliskościowej relacji z córką. Laurka, owszem, ale napisana (i namalowana – w równie ciepłych barwach, dynamiczną pogodną kreską przez Lisen Adbåge) bez ckliwości czy przerysowania. Uwagę zwraca trafne i z dużym wyczuciem oddane myślenie małego dziecka, które w warunkach niezakłóconego rozwoju stawia siebie w centrum; błyskotliwie i umiejętnie oddane emocje kilkulatka, jego procesy myślowe i postrzeganie: ten smutek, kiedy pod choinką nie ma już żadnych prezentów, wszystkie zostały otwarte i okazało się że nie ma tam tego jednego wymarzonego; oswajanie lęku przed ciemną piwnicą poprzez wyprawienie się tam razem z tatą, kiedy to można sobie powiedzieć, że tata trzyma mnie za rękę, bo sam też się trochę boi…

Książka:

Ulf Nilsson, „Tata i ja”, il. Lisen Adbåge, przeł. Agnieszka Stróżyk-Dembińska, wyd. Zakamarki, Poznań 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 3+

 

Portret rodzinnej (nie)pamięci

W książce „Zielona Dziewczynka” Anny Augustyniak też znajdujemy portret rodzinnych relacji, tym razem szerszy i dodatkowo sięgający w przeszłość. Osią opowieści jest choroba Alzheimera, na którą cierpi babcia Anna, ale wokół tego tematu kręgi zataczają inne rodzinne historie. Jedną z nich jest opowieść o utracie dziecka. Lula ginie w wypadku jako młoda dziewczyna, pozostawiając rodziców, siostry i brata. Życie toczy się dalej, ale utrata wrasta w rodzinną tkankę, bo „kiedy kogoś tracisz […] nie tracisz go raz. Tracisz go tysiące razy w ciągu każdego dnia. Tracisz to, w czym ten człowiek powinien uczestniczyć”. Gdy po latach umysł Anny zaczyna trawić Alzheimer, niemożność pamiętania o tej utracie staje się dla kobiety tak dotkliwa, że posuwa się ona do ryzykownych działań, by sobie przypomnieć (wchodzi na dach). Nagłe zniknięcie jej wnuczki Debory sprawia, że przeszłość miesza się z teraźniejszością. Do domu Anny zjeżdżają się wszyscy członkowie rodziny, a zaginięcie czterolatki jest okazją do szczerej rozmowy, refleksji, wspominania i zadecydowania o przyszłości.

 

Te dramatyczne zdarzenia obserwujemy oczami jedenastoletniej Nutki, która tego dnia dowiaduje się wiele nie tylko o swojej rodzinie, lecz także o sobie samej. W ciągu jednej doby przechodzi przemianę ze skoncentrowanego na sobie dziecka w świadomą wagi relacji rodzinnych nastolatkę, która znajduje w sobie dojrzałość do wzięcia odpowiedzialności za własne działania. Ku zaskoczeniu matki staje się też niejako pośredniczką między nią a babcią Anną, co pozwala kobietom domknąć relację, zanim nadejdzie całkowite zapomnienie.

W rzeczywistość tej narracji wsącza się realizm magiczny, gdy Nutka niczym Alicja wpada w głąb ciemnej jamy, podążając za tajemniczą tytułową Zieloną Dziewczynką. Z tym klimatem współgrają oniryczne ilustracje Kasi Augustyniak – jaskrawożółty lis, falujące łąki kwiatów, niebo przesłonięte różem ptasich skrzydeł. 

Książka:

Anna Augustyniak, „Zielona Dziewczynka, czyli popołudnie, którego nie było”, il. Kasia Augustyniak, wyd. Albus, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 12+

Portret rodzinnych finansów

Wybór trzeciej książki w tym zestawieniu może nieco dziwić – ze względu na utylitarny, nieliteracki charakter tej opowieści. Bo też i nie jestem entuzjastką książek samopomocowych, które służą tylko do przepracowania z dzieckiem jakiegoś zagadnienia i są swoistą „instrukcją obsługi”. Jednak książka Sylwii Bekier-Wojciechowskiej jest w tym segmencie wzorem dobrej praktyki. Po pierwsze tworzy ciekawy portret rodziny: tytułowego Julka, jego młodszej siostry Milusi, szczurka Ratki, rodziców i dziadka Stefana. Nie pomija też relacji rówieśniczych, koleżeńskich i przyjacielskich. Po drugie, ma ciekawą fabułę, wartką akcję i jest dobrze napisana. A po trzecie jest interesująca ilustracyjnie i edytorsko, a to nieoczywiste w takich publikacjach. Czarno-białe rysunki Agnieszki Pradelok są zabawne i przyjemne w odbiorze, czasem pełnią też funkcję dodatkową, kiedy stają się wyszukiwanką (gdzie jest Ratka?) albo swoistą infografiką (czym jest popyt, a czym podaż?).

 

 

Ośmioletni Julek zdobywa dzięki rozmowom z bliskimi podstawową wiedzę o finansach, wolnym rynku, emeryturach, kredytach. Wielu z tych zagadnień dotknie w praktyce, oszczędzając na wyścigówkę z otrzymywanej tygodniówki, pożyczając pieniądze koledze, planując drobne wydatki, robiąc zakupy w osiedlowym sklepiku. Jego rodzice nie uważają, że jest za mały, by uczestniczyć w rozmowach o finansach rodziny, nie odsuwają go od wspólnego planowania, stwierdzając, że „jeszcze będzie miał na to czas”, przeciwnie – włączają go do dyskusji i okazują zaufanie. Podobnie dziadek, choć zapewne wolałby w milczeniu posiedzieć z wnuczkiem na rybach, nie zbywa jego dociekliwych i zdroworozsądkowych pytań, na przykład o to, dlaczego w jednym sklepie ta sama rzecz kosztuje więcej, a w innym mniej. Przecież nawet dla ośmiolatka ma znaczenie, czy kupi swoje ulubione lody za sześć złotych w osiedlowym sklepiku, czy za dwanaście na stacji benzynowej!

Skoro mowa o mamonie, nie mogło w książce zabraknąć morału, nadal bardzo aktualnego [1], zawartego zgrabnie w ostatnim rozdziale, który pokazuje dziecku (i nie tylko jemu), jak łatwo ulec zachciankom i zgubić właściwą perspektywę, myląc to, co miło mieć z tym, co w życiu naprawdę ważne.

Przypis:

[1] Książka „Julek i dziura w budżecie” ukazała się po raz pierwszy w 2017 roku, nakładem wydawnictwa Mali Moi. 

Książka:

Sylwia Bekier-Wojciechowska, „Julek i dziura w budżecie”, il. Agnieszka Pradelok, wyd. Zielona Sowa, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 6+

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.