Debiutancka powieść Michała Witkowskiego jest dziś legendą. Jej pierwsze wydanie wyszło z autorskiej szafy na światło dnia w 2005 roku, czyli kilka epok temu. Dziś wiele osób, które o niej słyszały, ale jej nie czytały, nie do końca wie, co właściwie się w niej znajduje. W aktualnej pamięci zbiorowej funkcjonuje ona głównie jako pionierskie dzieło o życiu i losie polskich gejów, ale szczegóły obrazu tego życia trochę się już zatarły. Dlatego warto zauważyć, że gdyby Witkowski wydał „Lubiewo” dzisiaj, miałby gwarantowany potok zarzutów o homofobię i zinternalizowaną nienawiść. 

Bohaterowie „Lubiewa”, jeśli potraktować ich jako realne postacie, a nie jako figurki z egzotycznej baśni dla normalsów, wzbudzają raczej grozę niż sympatię. Pod powierzchnią świadomie zmanierowanej cynicznej ironii, będącej dominantą stylistyczną w całej lubiewskiej narracji, kryje się beznadziejna kondycja ludzi, których nikt nie chce uznać za bliźnich i których życie toczy się w na pół fantazmatycznej przestrzeni ich libertyńskich marzeń zderzanych co chwila z bardzo szorstką realnością. Gorycz tych obrazów trochę śmieszy, więcej tumani, ale najbardziej przestrasza.

Teraz zaistniała możliwość porównania „pierwszej polskiej powieści gejowskiej” (która miała co prawda kilka poprzedniczek jeszcze w schyłkowym peerelu i w latach transformacji, ale o nich pamiętają tylko fachowcy) z „pierwszą chińską powieścią gejowską”, której pierwodruk wydano w 1983 roku i która wprawdzie pochodzi z Tajwanu, a nie z Chin kontynentalnych, ale i w nich uznano ją za wybitną. Jest to powieść Pai Hsien-yunga, autora dziś niemal dziewięćdziesięcioletniego, w polskim przekładzie zatytułowana „Grzeszni chłopcy”. Od uwag o tytule zaczną się wrażenia recenzenckie.

Translatorskie schody 

To, jak ma się ów tytuł do słowa użytego przez autora w oryginale, tłumaczka objaśnia w posłowiu do swojego znakomicie wykreowanego w polszczyźnie przekładu. Przypomina on dokonany przez Marię Olejniczak-Skarsgård mistrzowski przekład powieści „Klub Koryncki”, którym wprowadzono do Polski w 1993 roku twórczość Alana Hollinghursta. I tak jak „Klub Koryncki” nie jest literalnym tłumaczeniem „The Swimming-Pool Library”, ponieważ „Biblioteka na pływalni” brzmiałaby unsexy, a wersja polska sugeruje tajemniczość i trudno uchwytny klimat perwersji, tak też tytuł „Grzeszni chłopcy”, figlarnie odkształcając utartą frazę „grzeczni chłopcy”, odsyła zarazem aluzyjnie do figury syna marnotrawnego, mającej z kolei pewien, aczkolwiek luźny związek z sensem chińskiego słowa figurującego w tytule powieści Pai Hsien-yunga. 

O tym, że sprawia ono problemy translatorskie, świadczą tytuły jej innych wersji językowych. Po angielsku nazywa się ona „Crystal Boys”, po włosku „Il maestro della notte”, a po niemiecku „Treffpunkt Lotossee”, czyli „Miejsce spotkań nad Jeziorem Lotosowym”. Słowo użyte w wersji oryginalnej oznacza (w poligamicznej kulturze dawnych Chin) synów pochodzących nie od pierwszej małżonki, lecz od konkubin mających niższy status w rodzinie, a problem polega na tym, że w kulturze chińskiej niesie ono ze sobą znacznie szersze konotacje niż na przykład nasz rodzimy „bękart” czy „nieprawy syn”. Krótko mówiąc, wygląda na to, że tytuły powieści z nurtu literatury gejowskiej nierzadko wymykają się łatwej jednoznaczności.

Opowieść mniejszości 

Pora powiedzieć coś o treści tego pięćsetstronicowego utworu. Najkrócej – jest to historia grupy nastoletnich męskich prostytutek rozgrywająca się w 1971 roku w Tajpej, stolicy Tajwanu rządzonego wtedy w mało demokratyczny sposób przez przeszło osiemdziesięcioletniego Czang Kaj-szeka. O polityce nie ma jednak w tej powieści ani słowa, podobnie jak o życiu społecznym toczącym się poza małą odizolowaną społecznością jej bohaterów. Należą do nich przede wszystkim narrator A-qing, spokojny, małomówny chłopak, obserwujący wydarzenia z dużym dystansem, oraz jego trzej najbliżsi kumple – naiwny Wu Min, niezgrabny Szczurek oraz pełen zalotnego szelmowskiego wdzięku Nefrycik. Zarówno oni, jak i kilkudziesięciu innych bywalców tajpejskiego parku (brylujących tam zwłaszcza po zmroku), pozostają pod pieczą Szefa Yanga, pełniącego wobec nich rolę zarówno sutenera, jak i mentora, a często też opiekuna ratującego ich z ciężkich tarapatów, w które nieustannie popadają. Ale nie sądźcie, że ta frywolna młodzież sama sobie wybrała taki los. 

Niemal wszyscy chłopcy trafiają do tajnego półświatka z niepełnych lub rozbitych rodzin, w których nie byli mile widziani, wielu z nich – w tym narrator – to dzieci odrzucone, wypędzone z domów rodzinnych i wyklęte przez swoich ojców, którym niosą hańbę. Ich wesołe, łotrzykowskie przygody, które Pai Hsien-yung (a raczej narrator A-qing) opisuje tak lekko, że nieuważny czytelnik może uznać „Grzesznych chłopców” za powieść rozrywkową, zaś jeśli jest wykształcony literaturoznawczo, to nawet pikarejską. 

Parkowe legendy

Te wesołe przygody dotyczą ludzi ciężko doświadczonych przez życie, mimo że większość z nich nie nauczyła się jeszcze dobrze w życiu odnajdywać. Postacie dorosłych mężczyzn pojawiające się w powieści są natomiast namalowane bardzo ciemnymi barwami. Przeważnie złamani na duchu, przeżywają wciąż na nowo swoje dramaty i tragedie, raczej nie mają nadziei, tkwią w osamotnieniu, szukając chwili zapomnienia w przygodnym płatnym seksie. W parku żywa jest legenda o chłopcu zwanym Feniks, który został tam kiedyś zamordowany ciosem noża prosto w serce przez zakochanego w nim bez pamięci Smoka, za to, że odszedł do innego. A-qing i jego towarzysze spotykają tego mordercę we własnej osobie właśnie jako złamanego swoim losem mężczyznę w średnim wieku. Wartość „Grzesznych chłopców” (a jest to duża wartość – otrzymujemy kawał świetnej literatury, o którym dotąd mało kto wiedział poza sinologami) polega między innymi na bardzo umiejętnym łączeniu rejestrów młodzieńczej, nieco bezmyślnej beztroski, z ciężarem życiowej dojrzałości.

Jaki ojciec, taki syn?

Zresztą młodzi bohaterowie również mają poważne zgryzoty. Wątkiem przewijającym się przez powieść od pierwszej do ostatniej strony są relacje ojcowsko-synowskie, które w kulturze chińskiej odgrywają fundamentalną rolę. Ponadto wiele postaci stworzonych przez Pai Hsien-yunga pochodzi z rodzin wojskowych, co ma zapewne związek z faktem, że on sam był synem generała Pai Chung-hsi, jednego z przywódców Kuomintangu. 

W świecie tej powieści syn przejawiający skłonności homoseksualne jest dla swojego ojca powodem hańby, nie tylko dlatego, że oddaje się bezwstydnym praktykom, ale przede wszystkim dlatego, że odbiera w ten sposób sens ojcowskim wysiłkom mającym na celu kontynuowanie porządku rodzinnego, a przez to również porządku świata. 

W „grzesznych chłopcach” tkwi z tego powodu nieuleczalne poczucie winy i straty. W poświęconej im powieści postacie matek są zawsze drugoplanowe i ukazywane na tych drugich planach przeważnie jako tępe umysłowo awanturnice i pijaczki. To ojcowie, mimo że brutalnie odtrącają swoich synów, są figurami budzącymi w nich szacunek i przywiązanie, podczas gdy matki, nawet akceptujące ich takimi, jakimi są, pozostają na marginesie. Dlatego zarówno A-qing, jak i Nefrycik obsesyjnie myślą o swoich nieobecnych ojcach. Freud nie miałby na Tajwanie wiele do roboty.

Gejowski Tajwan

Świat, a raczej półświatek tajpejskich gejów sprzed ponad pół wieku, jest przestrzenią zamkniętą przed niewtajemniczonymi. Kiedy Szef Yang, chcąc zapewnić swoim podopiecznym choćby namiastkę stabilności, otwiera lokal, w którym zatrudnia ich jako barmanów i kelnerów, miejsce to jest tak ukryte, że osoby postronne w ogóle go nie zauważają. Za to goście, którzy wiedzą, jak tam trafić, czują się u siebie. Ta sceneria bardzo przypomina obrazy z Europy i Stanów Zjednoczonych sprzed czasów homoemancypacji. Spotykają się tam ludzie ze wszystkich sfer społecznych, nędzarze i bogaci, szaraki i gwiazdy, potentaci i przegrani. Łączy ich wspólna gorzko-słodka tajemnica, która, niestety, w pewnym momencie zostaje naruszona. Ale po szczegóły odsyłam już do samej powieści.

Seks, niezależnie od jego odmian, kierunku przepływów pożądania i sposobów jego realizacji, nie jest obecnie przedmiotem żartów. Nie jest w dobrym tonie traktować go lekko. Cioty z Lubiewa, żyjące tylko nim i dla niego, zrozumiałyby to dobrze. Chłopcy z tajpejskiego parku na pewno też, mimo że jego uprawianie było dla nich źródłem utrzymania, a nie życiową pasją. Miejmy więc nadzieję, że mimo wszystko udało im się poukładać sobie życie.

Książka:

Pai Hsien-yung, „Grzeszni chłopcy”, tłum. Małgorzata Religa, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2026.