
Z okazji czterdziestej rocznicy katastrofy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu publikujemy wywiad na temat tego, jak zamknięta strefa wokół elektrowni przekształciła się w jeden z największych rezerwatów przyrody w Europie, jak podczas wojny stała się obszarem przygranicznym oraz dlaczego katastrofa czarnobylska wciąż pozostaje nieprzepracowaną traumą zbiorową. O tym wszystkim opowiada Kateryna Šavanová, biolożka, genetyczka i współautorka książki „Straszne, piękne i brzydkie w Czarnobylu. Od katastrofy do laboratorium”.
Oleksandr Kurylenko: Jak opisałaby pani dziś kluczowe długoterminowe skutki środowiskowe katastrofy czarnobylskiej, czterdzieści lat po tej tragedii?
Kateryna Šavanová: Powiem tak, takie pytania były aktualne jeszcze przy 35. rocznicy katastrofy. Cztery lata wyniszczającej wojny, która rozpoczęła się rosyjską inwazją, zmieniły wszystko. Strefa zamknięta zmieniła swój status. Wszystko, co powiem o odradzaniu się przyrody w rezerwacie, odnosi się do okresu sprzed lutego 2022 roku. Skutków wojny wciąż nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Teraz jest to granica, na której rozmieszczone jest wojsko, znajdują się tam okopy i umocnienia, a żołnierze robią wszystko, by uniemożliwić przeciwnikowi ponowne przejście przez ten teren.
Wszyscy pytają: „Tam przecież jest rezerwat, tam jest tak pięknie, prawda?”. Tak było kiedyś! Teraz konie Przewalskiego giną na minach lądowych. Naukowcy nie mają prawie żadnego dostępu, ponieważ mosty są zniszczone i można korzystać tylko z łodzi. Pomoc zapewnia wojsko, które przy okazji rozprowadza szczepionki przeciw wściekliźnie dla zwierząt.
Przed wybuchem wojny główny wniosek był następujący: przyroda w rezerwacie radzi sobie dobrze bez ingerencji człowieka. Teren powrócił do naturalnego stanu charakterystycznego dla Polesia. W 2016 roku utworzono Czarnobylski Radiacyjno-Ekologiczny Rezerwat Biosfery, a ponad dwie trzecie strefy zamkniętej objęto ochroną. Między ukraińskimi i białoruskimi rezerwatami przyrody istniał nawet wspólny korytarz migracyjny dla zwierząt – był to jeden z największych obszarów chronionych w Europie. W zeszłym roku został zamknięty.
Wpływ promieniowania na ekosystem jest niejednoznaczny. Na przykład kontrowersyjne badania dotyczące jego wpływu na ptaki zostały w dużej mierze podważone. W przypadku dużych ssaków nie można jeszcze wyciągać wniosków – minęło zbyt mało pokoleń, potrzebne jest kolejne sto lat obserwacji. Pełnowymiarowe badania monitoringowe nie były wystarczające nawet przed wojną. Teraz jest jeszcze gorzej – ludzie poszli do wojska lub wyjechali, a warunki w Czarnobylu są bardzo trudne.
Które kraje ucierpiały najbardziej? Dlaczego potrzebne są międzynarodowe badania? Czy promieniowanie nie zna granic?
Dokładnie tak – promieniowanie nie zna granic. Najbardziej dotknięte zostały Ukraina, Białoruś i Rosja. Epicentrum znajduje się na Ukrainie, w gęsto zaludnionym obszarze. Białoruś otrzymała mniej międzynarodowej pomocy, choć również tam znajduje się wiele skażonych terenów. Rezerwat przyrody na Białorusi utworzono już w 1988 roku, my natomiast musieliśmy czekać na to jeszcze dwadzieścia osiem lat. W Rosji skażony jest zachód kraju.
Te trzy państwa zdobyły unikalną wiedzę specjalistyczną w zakresie usuwania skutków katastrof jądrowych. Po Fukushimie Japonia natychmiast wysłała swoich specjalistów do Ukrainy.
Wracając jednak do promieniowania i granic – radionuklidy rozprzestrzeniły się po całej półkuli północnej, dlatego przy wsparciu finansowym ponad czterdziestu krajów zbudowano nowy stalowy sarkofag. Nie było to działanie charytatywne, lecz wynik świadomości wspólnego zagrożenia.
Jeszcze jeden fakt, o którym mało kto wie: do środowiska przedostało się jedynie około 4–5 procent materiałów zawierających paliwo jądrowe. Ponad 90 procent wciąż tam pozostaje. Trzeba je usunąć. Umożliwić to ma nowo zbudowany sarkofag, pod którym w ciągu stu lat powinien zostać bezpiecznie zdemontowany stary sarkofag, a pozostały materiał radioaktywny zutylizowany.
Co się teraz dzieje w Czarnobylu? Niedawno na przykład czytałem, że budują tam elektrownię słoneczną o mocy 2 MW…
Strefa czarnobylska to nie tylko rezerwat przyrody. Znajduje się tu także część przemysłowa: sama elektrownia jądrowa w Czarnobylu (Państwowe Specjalistyczne Przedsiębiorstwo Czarnobylska Elektrownia Jądrowa) jest zamknięta, ale wciąż funkcjonuje. Niewiele osób wie, że w 1986 roku elektrownia nie została zatrzymana – pierwszy blok wyłączono ostatecznie dopiero w 1996 roku, drugi w 1999 (w rzeczywistości nie działał od 1991 roku z powodu pożaru), a trzeci dopiero w grudniu 2000 roku. Następnie trwały prace zabezpieczające i budowa nowego stalowego sarkofagu. To największa ruchoma konstrukcja na świecie: została zbudowana obok starego sarkofagu i w 2016 roku przesunięta na miejsce po specjalnych torach. Istnieje nagranie pokazujące, jak przesuwa się milimetr po milimetrze – to naprawdę imponujące.
Jeśli chodzi o elektrownię słoneczną, mogę powiedzieć, że nie jest to pierwszy projekt odnawialnych źródeł energii w tym miejscu [na terenie strefy czarnobylskiej działa już elektrownia Solar Czarnobyl SPP o mocy 1 MW, nowa elektrownia słoneczna o mocy 0,8 MW, a planowana jest także budowa farmy wiatrowej – przyp. red.]. Faktem jest, że sama elektrownia musi stale pobierać energię elektryczną, aby utrzymywać działanie magazynów odpadów promieniotwórczych. Jest ich kilka: magazyny wypalonego paliwa jądrowego oraz składowiska odpadów radioaktywnych. Gdy elektrownia traci zasilanie, wszyscy są bardzo zaniepokojeni.
Czy taka liczba obiektów przemysłowych oznacza również liczną kadrę?
Oczywiście. W elektrowni jądrowej w Czarnobylu wciąż pracują tysiące ludzi: inżynierowie, elektrycy, kierowcy, ochroniarze, pracownicy stołówki. Są tam miejsca noclegowe. To pełnoprawny, choć specyficzny organizm. Prawdopodobnie elektryków jest tam więcej niż naukowców. Pracują tam także meteorolodzy – i mam o nich świetną historię. Jedna meteorolożka nie wyjechała stamtąd nawet po rosyjskiej inwazji, lecz codziennie dalej zbierała dane. Kiedy przyszli do niej Rosjanie, nakrzyczała na nich, że ma pracę i nikt nie polecił, by ją przerwała.
Znajduje się tam Państwowe Specjalistyczne Przedsiębiorstwo „Ekocentrum”, które prowadzi stały monitoring skażenia radiacyjnego – jeden z najlepszych tego typu systemów na świecie. Podczas okupacji zostało częściowo zniszczone, a obecnie jest odbudowywane przy wsparciu międzynarodowym. Na terenie strefy działa także Instytut Problemów Bezpieczeństwa Elektrowni Jądrowych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy oraz wydział naukowy rezerwatu przyrody.
Przejdźmy do wyobrażeń o Czarnobylu. Czy zmieniły się one jakoś na przestrzeni lat?
Podzielam opinię, że o Czarnobylu w Ukrainie wciąż tak naprawdę się nie mówiło. Ludzi ewakuowano „na trzy dni”, a już nigdy nie wrócili. To trauma, nad którą wielu się nie zastanawiało. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku mieszkańców Czarnobyla otaczała niebezpieczna aura – ludzie wstydzili się mówić, skąd pochodzą. Nawiasem mówiąc, to samo wydarzyło się w Japonii z osobami, które przeżyły Hiroszimę i Nagasaki. Szczególnie kobiety milczały, bały się, że nikt ich nie poślubi ze strachu przed promieniowaniem. Promieniowanie jest niewidzialne i to jest najbardziej przerażające – jak w filmach grozy: nie zombie, lecz atmosfera, w której boisz się czegoś, ale nie widzisz czego.
Potem przyszły lata dziewięćdziesiąte XX wieku, rozpad ZSRR, walka o przetrwanie i Czarnobyl zszedł na dalszy plan. Mówi się o nim w kwietniu i 14 grudnia, w Dniu Likwidatorów. Wciąż jest niewiele interpretacji artystycznych, brakuje książek i filmów. A temat nie jest zamknięty – Czarnobyl to największy rezerwat przyrody w Europie, nadal żyją i pracują tam ludzie.
Po 2022 roku paradygmat ponownie się zmienił. Ludzie, którzy zostali ewakuowani z Mariupola czy Chersonia, nagle zrozumieli, co znaczy wyjechać „na trzy dni” i już nie wrócić. Czarnobyl stał się dla nich bliższy i bardziej zrozumiały.
Temat Czarnobyla w sztuce pozostaje niejednoznaczny. Istnieje album „Sounds of Chornobyl”, kilka projektów, ale niemal wszystkie powstały z okazji rocznic katastrofy. Sztuka tak nie funkcjonuje.
Pojawiły się interesujące próby połączenia działań naukowców i artystów: artyści często powtarzali te same mity co wszyscy inni, a naukowcy musieli tłumaczyć, co naprawdę się dzieje. Mity o Czarnobylu są wyjątkowo żywe i za pośrednictwem sztuki rozprzestrzeniają się jeszcze bardziej. Uważamy za naszą misję rozmawiać z artystami i pomagać im patrzeć dokładniej. Tym bardziej, że region Polesia sam w sobie jest mocno zmitologizowany – ze swoimi bajkami i wyjątkowym krajobrazem.
Wraz z koleżanką napisałyśmy nową popularnonaukową książkę o Czarnobylu („Straszne, piękne i brzydkie w Czarnobylu. Od katastrofy do laboratorium”). Trzeba jednak napisać ich znacznie więcej – i zupełnie innych. Czarnobyl to taka sama trauma jak Wielki Głód, tylko jeszcze tak tego nie postrzegamy. Każdy człowiek w Ukrainie ma swoją własną czarnobylską historię: jest krewnym likwidatorów, mieszkał w Sławutyczu albo odwiedzał tam rodzinę w 1986 roku.
Wydaje mi się, że gdybyśmy mówili o Czarnobylu tak jak należy, bylibyśmy lepiej przygotowani na rosyjską inwazję i ewakuację. Nie wykorzystaliśmy doświadczeń związanych z integracją przesiedleńców, tak jak powinniśmy. Teraz powinniśmy równolegle badać wysiedlenia ludzi w latach 1986, 2014 i 2022.
Jakie są najczęstsze mity o Czarnobylu?
Opowiem o tym, który denerwuje mnie najbardziej: micie o okopach w Czerwonym Lesie. Utrzymuje się, bo częściowo jest prawdziwy.
Tak, Rosjanie wykopali tam okopy. Tak, znajdowały się one w pobliżu Czerwonego Lasu. Ale trzeba zrozumieć: prawdziwy Czerwony Las to miejsce, w którym zagrzebano ścięte sosny, które pod wpływem promieniowania przybrały czerwono-brązowy kolor i same stały się odpadami radioaktywnymi. Obok znajduje się rozległa działka „Czerwony Las”. Skażenie w Czarnobylu jest ponadto niezwykle nierównomierne: stoisz w miejscu silnie skażonym, idziesz trzy kroki dalej i sytuacja jest zupełnie inna. Mapa skażenia przypomina łatany dywan, a niejednolite pole. Nawet w Szwecji wciąż istnieją tereny skażone w wyniku Czarnobyla.
Badacze wielokrotnie tłumaczyli opinii publicznej, że nie istnieje taki poziom skażenia, przy którym ludzie po prostu umieraliby w okopach. Ten mit mnie złości, ponieważ teraz ukraińska armia kopie tam umocnienia. I bardzo trudno jest ludziom wyjaśnić, że jest tam bezpiecznie, że teren został sprawdzony, że są dozymetry i żołnierze kopią tylko tam, gdzie jest to możliwe. Ale narracja „wszyscy zginęli w okopach” mocno się zakorzeniła.
Ten mit rozprzestrzenił się we wszystkich przekazach medialnych. Nawet pisarka Oksana Zabużko, którą bardzo cenię, powtórzyła go na Targach Książki we Frankfurcie.
Czy to mit w stylu „nasza ziemia nam pomaga”?
Mit o Czerwonym Lesie jest niepokojący także dlatego, że ostatecznie uderza również w nas. Na początku wygląda to jak świetna opowieść: „Generał Promieniowanie walczy po naszej stronie!”. Aż do momentu, gdy nasi ludzie zaczynają się bać. Spędziliśmy dużo czasu, tłumacząc i powtarzając wojsku: z promieniowaniem trzeba obchodzić się ostrożnie, ale jeśli przestrzega się zasad bezpieczeństwa, można tam przebywać i pracować.
Są także inne utrzymujące się mity: że alkohol chroni przed promieniowaniem albo że mikrofalówki są niebezpieczne „z powodu promieniowania”. Ponadto często panuje zamieszanie co do różnych rodzajów promieniowania. Czarnobyl jest właściwie idealnym przykładem do nauki w szkole. Na jego podstawie można uczyć przedmiotów takich jak literatura, historia, wiedza o społeczeństwie, chemia, biologia i fizyka. Mamy elektrownie jądrowe w kraju, a Rosję z jej nuklearnymi zagrożeniami jako sąsiada. Nie możemy ani bać się promieniowania, ani go lekceważyć. Powinno się je badać.
Czy możemy się czegoś nauczyć od Japończyków i ich doświadczeń z Fukushimy?
Japończycy cenią nasze doświadczenia bardziej niż my sami. Kiedy się z nimi spotkaliśmy, zapytali nas: „jak do tego podchodzicie, jak to robicie?”. Odpowiedzieliśmy: „nie wiemy, czy to właściwe, ale robimy to w ten sposób”. A oni na to: „właśnie to chcemy wiedzieć, bo nikt nie wie, jak zrobić to dobrze”.
Właśnie kończy się projekt naukowy dotyczący odporności instalacji cyklu paliwa jądrowego w warunkach wojennych. Do 2022 roku elektrownie jądrowe były uważane za chronione przed działaniami wojennymi. Rosja to przekreśliła. Okazało się, że żaden kraj na świecie nie posiada planu na wypadek celowego ataku na elektrownię za pomocą czołgów lub rakiet. Wiodące instytucje w Europie i Ukrainie zaczęły w związku z tym opracowywać scenariusze – i niektóre z nich stały się dosłownie rzeczywistością w trakcie ich tworzenia.
Kolejny przykład: nowy sarkofag kosztował półtora miliarda euro. Dron za kilka tysięcy euro wybił tam dziurę, której usunięcie zajmie pięć lat i będzie kosztować dziesiątki, jeśli nie setki milionów.
Koncepcja bezpieczeństwa elektrowni jądrowych uległa zasadniczej zmianie – nie tylko w Ukrainie, ale na całym świecie. Kiedyś było to zadanie policji: powstrzymać ludzi o złych zamiarach. Dziś chodzi o obronę przed atakiem militarnym. Europie bardzo trudno jest zaakceptować tę nową rzeczywistość, ale wciąż jest czas, aby się przygotować – i dzielimy się naszymi doświadczeniami.
Jakie znaczenie ma teren czarnobylski dla nowej energetyki?
Wspomnieliśmy już o 2-megawatowej elektrowni słonecznej, której budowa została rozpoczęta. To oczywiście drobnostka w porównaniu z blokiem o mocy 1000 MW w elektrowni jądrowej. Logika tego jest jednak prosta: gdyby elektrownia w Czarnobylu została odłączona od ogólnej sieci energetycznej z powodu działań wojennych, produkcja energii słonecznej utrzymałaby minimalne niezbędne funkcje. Istnieją już działające elektrownie słoneczne, a kolejną obecnie się buduje.
W szerszej perspektywie jest to poligon doświadczalny dla małych reaktorów modułowych, o których dziś mówi cały świat. Zamknięty obszar, doświadczeni inżynierowie, istniejąca infrastruktura. Ponadto mogłoby powstać centrum szkoleniowe dla ochrony i obrony elektrowni jądrowych dla całej Europy.
Ukraina jest obecnie żywym przykładem tego, jak można łączyć różne formy energii w ekstremalnych warunkach. Instrukcje z czasów przedwojennych już nie działają. Wszystko jest na nowo pisane w realnych warunkach. Nie wiem, czy sensowne jest odbudowywanie zniszczonych elektrowni cieplnych, ponieważ są to przestarzałe technologie. Świat obserwuje te wydarzenia z dużym zainteresowaniem. Doświadczenia z Czarnobyla okazały się znacznie szersze, niż kiedykolwiek można było sobie to wyobrazić.
Tekst pierwotnie ukazał się w magazynie „JADU”.
This publication/event is part of PERSPECTIVES — a project and label co-funded by the European Union that stands for authentic, trustworthy, independent and multi-perspective journalism.
Led by the Goethe-Institute and implemented together with newsrooms from Central and Eastern Europe, PERSPECTIVES is committed to credible content that reflects Europe’s complex realities through diverse voices and viewpoints.