Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się kolejna książka XIV Dalajlamy, duchowego przywódcy Tybetańczyków, a do roku 2011 także ich przywódcy politycznego. Praca, której angielski tytuł brzmi „Voice for the Voiceless: Over Seven Decades of Struggle with China for My Land and My People” została przetłumaczona na język polski przez zasłużonego dla popularyzacji kwestii tybetańskiej Adama Kozieła i opatrzona tytułem: „Głos uciśnionych”. Książka wydana została przez Państwowy Instytut Wydawniczy pod staranną redakcją Elżbiety Brzozowskiej.

O książce „Głos uciśnionych” XIV Dalajlamy nie da się napisać jednego omówienia. Jest to bowiem materiał zawierający ogrom odniesień do osobistych wspomnień autora, dokumentów oraz wydarzeń o randze nie tylko lokalnej i regionalnej, lecz także o znaczeniu globalnym. 

Omówienie, które proponuję czytelnikom „Kultury Liberalnej”, dotyczy jedynie wątku związanego z kwestią chińskiej inwazji na Tybet do czasu opuszczenia Dachu Świata przez XIV Dalajlamę. O życiu i aktywności Dalajlamy w Indiach, a także o aktywności diaspory tybetańskiej w tym kraju powrócę ewentualnie w kolejnym omówieniu.

Państwo tybetańskie

Już na początku książki Dalajlama porusza wątek podstawowy: istnienia państwa tybetańskiego w latach poprzedzających chińską aneksję z roku 1950 jako bytu suwerennego i niepodległego. Wskazuje między innymi na traktaty międzynarodowe zawierane przez tybetańskie władze w początkach wieku XX. Działania te wyraźnie wskazywały, że ówcześni partnerzy Tybetu widzieli we władzach w Lhasie legalny rząd istniejącego i funkcjonującego organizmu państwowego.

Pisząc o kwestii podnoszonej niekiedy przez adwersarzy, iż nie ma absolutnej pewności, czy dawny Tybet można traktować jako niepodległe państwo, Dalajlama zauważa: „«Mglistość» naszego statusu prawnego na arenie międzynarodowej wynika wyłącznie z braku logiki (albo woli politycznej), taktycznych posunięć z czasów «wielkiej gry» oraz ignorowania faktów będących świadectwem pełnej niepodległości Tybetu”. 

Ignorowane świadectwa, to między innymi symbole państwowości takie jak flaga, godło i hymn, a także atrybuty w postaci własnej waluty, paszportów, istnienia rządu, którego głową byli kolejni Dalajlamowie. W Tybecie istniała także armia i siły bezpieczeństwa. Prawda, że w porównaniu z potęgą sąsiadów z północy i południa siły te były niewielkie, ale stanowiły one przejaw samodzielności państwa, które nie miało planów ekspansjonistycznych i nie planowało podbojów.

Chińskie zagrożenie

Interesujące, iż w niepodległym Tybecie w okresie przed drugą wojną światową pojawiała się już obawa przed chińskim ekspansjonizmem. Autor „Głosu uciśnionych” przywołuje w tym kontekście testament XIII Dalajlamy z roku 1932. Są w nim prorocze słowa wskazujące na konieczność modernizacji państwa tybetańskiego, zbudowania silnej armii, zrozumienia zagrożenia płynącego ze strony czerwonych komunistów. Na rok przed śmiercią, w roku 1933, XIII Dalajlama pisał: „Wkrótce czerwona nawała stanie przed naszymi drzwiami. Bezpośrednia konfrontacja jest tylko kwestią czasu […]”. 

Jego następca XIV Dalajlama Tybetu nie ukrywa, iż głos XIII Dalajlamy był pomijany przez ówczesne elity tybetańskie. Zdaniem autora „Głosu uciśnionych” Tybetańczycy nie potrafili pokazać światu w pierwszej połowie XX stulecia nie tylko swej państwowości, ale i unikatowej cywilizacji oraz kultury. Pamiętam, że swego czasu XIV Dalajlama mówił w Dharamsali, swojej siedzibie na wychodźstwie w Indiach, iż współcześnie Tybetańczycy płacą za swój dawny brak otwartości wobec innych, za niechęć do współpracy z innymi cywilizacjami i kulturami. To ważna uwaga dla wszystkich tych, którzy opowiadają się za zamykaniem się we własnych bańkach kulturowo-cywilizacyjnych.

W książce „Głos uciśnionych” duchowy przywódca Tybetańczyków zauważa: „Do pewnego stopnia sami jesteśmy sobie winni. Kiedy po pierwszej wojnie światowej inni definiowali na nowo rolę i miejsce państw, Tybetańczycy chowali głowę w piasek i popełniali błąd za błędem. […] Tybetańskie elity, z wyjątkiem poprzedniego Dalajlamy, po prostu nie rozumiały, że w politycznych realiach dwudziestego wieku nie wystarczyło korzystać z niepodległości, trzeba było jeszcze zaznaczyć swoją obecność i zagwarantować sobie miejsce pośród suwerennych państw. Nieszczęście polegało na tym, że podczas gdy nad Tybetem zbierały się czarne chmury, rządząca elita z dwoma regentami na czele zajmowała się głównie konfliktami wewnętrznymi…”. 

Powojenny Tybet

Dalajlama dodaje w tym miejscu, iż w latach między wojnami światowymi istniała realna szansa na członkostwo Tybetu w Lidze Narodów, a bezpośrednio po roku 1945 w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Ówczesne władze tybetańskie nie wykorzystały jednak tej szansy.

Efekt mógł być tylko jeden: kiedy w roku 1950 „Armia Ludowo-Wyzwoleńcza stanęła u naszych bram, byliśmy na to całkowicie nieprzygotowani”. Pogrążeni w wewnętrznych sporach i kłótniach, niezainteresowani przemianami, które zachodziły w sąsiedzkim, ale i bardziej oddalonym od Tybetu świecie, Tybetańczycy okazali się bezradni wobec przemocy i siły militarnej.

Lata pięćdziesiąte XX wieku to powolny, ale obfitujący w przemoc i gwałt proces, którego efektem było coraz silniejsze podporządkowanie Tybetu chińskim komunistom. W swoich wspomnieniach XIV Dalajlama wraca do tamtych czasów. Przypomina, że był wówczas młodym i niedoświadczonym mnichem, który nie był w pełni przygotowany do dyskusji z chińskimi decydentami. Mimo to podejmował takie próby, wierząc, że uda się w sposób pokojowy ułożyć relacje pomiędzy Pekinem i Lhasą, stolicą Tybetu.

Tę wiarę zachowywał długo. Jednak słowa, które usłyszał podczas pożegnania w Pekinie z ust przewodniczącego Mao, zachwiały w sposób zdecydowany takim przekonaniem: „Kiedy mieliśmy się żegnać powiedział: «Religia to trucizna. Po pierwsze zmniejsza przyrost naturalny, bo mnisi i mniszki żyją w celibacie, po drugie zaniedbuje postęp materialny». Byłem wstrząśnięty. […] W jednej chwili zrozumiałem, że mimo pozorów dialogu Mao chciał zniszczyć Dharmę, naukę Buddy”.

Jedną z prób ułożenia relacji pomiędzy Chinami i Tybetem na początku lat pięćdziesiątych XX stulecia były negocjacje pomiędzy wysłannikami Dalajlamy a władzami chińskimi. Ich efektem miało być zapoczątkowanie dialogu o ewentualnym porozumieniu na temat wzajemnych stosunków. W ich efekcie negocjatorzy tybetańscy podpisali pod przymusem, bez wiedzy XIV Dalajlamy, tak zwane siedemnastopunktowe porozumienie.

„Siedemnastopunktowe porozumienie”

W „Głosie uciśnionych” Dalajlama przypomina kulisy tego zdarzenia, do którego doszło 23 maja 1951 roku: „Moi przedstawiciele byli napastowani, straszeni i znieważani. Grożono im osobiście i szantażowano użyciem militarnej siły wobec Tybetu. […] Pierwotny projekt przeredagowano, zmieniając go w ultimatum w siedemnastu punktach. Delegaci nie mieli wyboru i podpisali je pod przymusem. Nie uzgadniając niczego ze mną ani z ministrami, Ngabo i jego koledzy nie byli upoważnieni do podpisywania żadnych dokumentów w imieniu Tybetu”. 

Warto w tym miejscu przypomnieć, iż siedemnastopunktowe porozumienie gwarantowało Tybetańczykom zachowanie tradycyjnych struktur władzy w Tybecie, poszanowanie dla tybetańskiej odmienności kulturowo-cywilizacyjnej oraz dla tradycji religijnej buddyzmu tybetańskiego, a także dawnych kultów bon-po. Tybetańczycy rezygnowali jednocześnie z prowadzenia własnej, odrębnej od Pekinu, polityki zagranicznej oraz obronnej. 

Okres od roku 1951 do 1959 pokazał, iż władze chińskie nie zamierzały w praktyce realizować tych punktów porozumienia, które miały dawać Tybetańczykom gwarancje zachowania własnej tożsamości kulturowo-cywilizacyjnej. Z każdym rokiem nasilały się procesy sinoizacji narodu tybetańskiego oraz odchodzenie od swobód obywatelskich gwarantowanych rzekomo przez chińską konstytucję. Prześladowania objęły buddyjskie duchowieństwo oraz osoby otwarcie manifestujące swoją tybetańską tożsamość. Chińska armia okupująca Tybet coraz mocniej represjonowała rdzennych mieszkańców Dachu Świata. Dopuszczała się – jak pisze Dalajlama – bombardowań miast i przerażających okrucieństw. Autor podkreśla, że okrucieństwa te potwierdziła Międzynarodowa Komisja Prawników, która już w końcu lat pięćdziesiątych uznała część działań chińskich w Tybecie za ludobójstwo.

Azyl polityczny XIV Dalajlamy

Nieuchronnie zbliżały się wydarzenia, które zmieniły oblicze Tybetu. W sytuacji zagrożenia osobistej wolności, a może i życia, w marcu 1959 roku XIV Dalajlama zdecydował się opuścić Tybet i poprosić o azyl polityczny w Indiach. W moim archiwum dźwiękowym mam nagraną wypowiedź Jego Świątobliwości, który w pięćdziesiątą rocznicę opuszczenia Tybetu mówił: „Od roku 1959 nieustannie spoglądam w przeszłość. I zawsze przyznaję, że podjęliśmy wówczas właściwą decyzję. Gdyby władze chińskie respektowały siedemnastopunktowe porozumienie, nie doszłoby do wydarzeń w marcu 1959 roku. W tamtej sytuacji nie pozostało nic innego, jak opuścić Lhasę i poprosić o azyl polityczny w Indiach. W Indiach możemy rozwijać i zachowywać naszą buddyjską religię, naszą tybetańską kulturę w warunkach wolności i demokracji”.

W książce „Głos uciśnionych” XIV Dalajlama wraca do wydarzeń z marca 1959 roku. Ze wzruszeniem wspomina ostatnie spojrzenie na Pałac Norbulingka w Lhasie z nadzieją, że może kiedyś będzie mógł powrócić do swojej ojczyzny. Jednocześnie przypomina, że właśnie w drodze ku indyjskiej granicy: „Jeszcze w Lhunce Dzongu 26 marca 1959 roku formalnie wypowiedziałem siedemnastopunktową ugodę i ogłosiłem rekonstrukcję gabinetu, jedynej legalnej władzy w Tybecie”. 

Już wtedy duchowy, ale i polityczny przywódca Tybetańczyków, miał świadomość, że: „zobowiązania, jakie wzięła na siebie Komunistyczna Partia Chin, narzucając nam siedemnastopunktową ugodę, były zupełną fikcją”. O nieszczerym zainteresowaniu Pekinu jakąkolwiek ugodą z Tybetańczykami świadczyło brutalne i krwawe stłumienie tybetańskiego powstania w 1959 roku. Według różnych danych zginęły wówczas tysiące Tybetańczyków. Dalajlama pisze o tej tragedii w „Głosie uciśnionych” z ogromnym smutkiem i goryczą.

Opuszczając obszar, na którym obecne były oddziały chińskiej armii, Dalajlama szczerze wyznaje: „Kiedy oddaliliśmy się na tyle, że znikła groźba wpadnięcia prosto w ręce chińskich żołnierzy, poczułem wielką ulgę. Mogłem wreszcie swobodnie mówić i otwarcie krytykować posunięcia komunistycznych władz. Doznanie wolności było niezwykle silne, namacalne. Przez dziewięć lat przestawania z chińskimi komunistami w Tybecie i Pekinie musiałem starannie ważyć każde wypowiadane słowo. Teraz miałem wrażenie, że kamień spadł mi z serca i mogę oddychać pełną piersią”.

Chińska inwazja i okupacja 

„Głos uciśnionych” to także słowa XIV Dalajlamy o tym, jakie skutki w wymiarze geopolitycznym i środowiskowym przyniosła Tybetowi chińska inwazja i okupacja. Doszło do militaryzacji Dachu Świata, ożywiły się spory graniczne ChRL-u z Indiami, a dewastacji uległo środowisko naturalne. Na skutek rabunkowej eksploatacji bogactw naturalnych ma miejsce ingerencja w przebieg wielkich rzek wypływających z Tybetu, od których zależy życie na Nizinie Hindustańskiej: na ogromnych obszarach Pakistanu, a także Nepalu, Bhutanu, po części Birmy/Mjanmy. Jak pisze Dalajlama, eksperci ostrzegają, iż budowa wielkich tam na rzekach wypływających z Tybetu zakłóci sprawiedliwy podział wód, od których zależy życie milionów ludzi w Azji Południowej i Południowo-Wschodniej.

Warto w tym miejscu przywołać cytowane przez Dalajlamę słowa Jayaprakasha Narayana, indyjskiego polityka i weterana walk o niepodległość Indii, który w roku 1959 mówił: „Nie możemy zapobiec aneksji Tybetu i zniewoleniu przez Chiny tych dzielnych, pokojowo nastawionych ludzi, powinniśmy jednak dać świadectwo prawdzie, jednoznacznie potępiając agresję i zabór słabszego państwa przez potężnego sąsiada. Nie bójmy się zerwać maski z twarzy komunizmu, która za woalką pańcza sila [1] skrywa oblicze brutalnego imperializmu”. 

Praca „Głos uciśnionych” XIV Dalajlamy zawiera także przestrogę kierowaną pod adresem chińskich najeźdźców: „Nie da się bez końca odmawiać Tybetańczykom prawa do bycia gospodarzami własnej ziemi ani zdławić siłą pragnienia wolności. Historia uczy, że unieszczęśliwiani ludzie nie tworzą stabilnych społeczeństw”.

Życie XIV Dalajlamy na wychodźstwie w Indiach oraz budowanie pod jego przewodnictwem spójnej diaspory tybetańskiej, która stworzyła na przymusowej emigracji dziesiątki instytucji służących tybetańskiej wspólnocie uchodźców, to kolejna część fascynującej opowieści autora „Głosu uciśnionych”. To także opowieść o tym, w jaki sposób XIV Dalajlama oraz tybetańskie władze na wychodźstwie próbują przekonać wspólnotę międzynarodową o wadze sprawy tybetańskiej. Do tej części „Głosu uciśnionych” warto będzie jeszcze powrócić.

Przypis:

[1] Pańcza sila – pięć zasad sformułowanych w roku 1954 przez premierów Indii i Chin, które stały się podstawą ruchu krajów niezaangażowanych; ich istotą miało być pokojowe współistnienie i odrzucenie wszelkiej agresji w relacjach międzynarodowych oraz poszanowanie suwerenności i integralności terytorialnej [przyp. KR].

Książka:

XIV Dalajlama, „Głos uciśnionych. Siedem dekad walki z Chinami o mój kraj i naród”, tłum. Adam Kozieł, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2026.