Do tanga trzeba dwojga – a Trump w swym upadku znalazł sobie wymarzonego partnera. Przewodniczący FIFA, Gianni Infantino, podziela jego zamiłowanie do pieniędzy oraz zupełną obojętność na budowanie pozytywnego wizerunku swojej organizacji. Istne power couple, na które (nie) zasługujemy. 

Koszmarny duet

Infantino, oprócz bycia działaczem piłkarskim, świetnie odnajduje się w polityce. I ewidentnie chce grać w najwyższej lidze. Trump natomiast wyczuł, że prezes FIFA może dać mu coś, czego reszta mu odmawia: międzynarodowe uznanie. 

Tym sposobem, już w połowie 2025 roku, Trump przygarnął sobie oryginalny puchar klubowych mistrzostw świata. Zwycięzcy z londyńskiej Chelsea do domu wrócili z jego repliką. Infantino nie protestował. Co więcej, przeniósł ceremonię losowania grup mistrzostw świata do Waszyngtonu. A tam wręczył ustanowioną specjalnie dla Trumpa Pokojową Nagrodę FIFA.

Infantino był także ściśle zaangażowany w działania powołanej przez Trumpa Rady ds. Pokoju (Board of Peace). W imieniu FIFA zadeklarował 75 milionów dolarów na budowę infrastruktury piłkarskiej w zrównanej z ziemią przez wojska izraelskie Strefie Gazy. Kiedy trzeba robić biznes, żadne zbrodnie wojenne najwyraźniej nie są przeszkodą. 

Zachowanie Infantino można interpretować jako próbę obłaskawienia Trumpa. Tak, by ten nie narobił zbyt wielu szkód podczas mundialu, a jego administracja była przychylna imprezie. 

FIFA może bowiem liczyć na rekordowe zyski, a polityczne kontrowersje temu nie sprzyjają.

Ameryka zamknięta na klucz

Jednak mundial nie pozostał wolny od polityki wewnętrznej USA, prowadzonej pod sztandarami walki z migracją. Zamordowanie amerykańskich obywateli Alexa Prettiego i Renee Good przez służby migracyjne USA (ICE), wstrząsnęły światem na początku 2026 roku. Oprócz masowych deportacji i brutalności służb wewnątrz kraju, pojawiły się kolejne incydenty z wjazdem do kraju wśród niektórych turystów. Głośnym przykładem został norweski student Mads Mikkelsen, któremu odmówiono wjazdu do kraju. Jak twierdził, nie został wpuszczony do USA, ponieważ miał na telefonie memy z JD Vance’em, które służby graniczne uznały za niebezpieczną propagandę. 

W efekcie ruch turystyczny do USA spadł w 2025 o 5,5 procenta w porównaniu do roku poprzedniego, przynosząc straty szacowane na 25 miliardów dolarów. 

Mundial mógł być więc okazją do podreperowania wizerunku USA.

Kibice lepsi i gorsi?

Kraj jednak nie okazał się miejscem otwartym dla przyjezdnych. W każdym razie nie dla wszystkich. Już przed turniejem wybuchł skandal wokół niewpuszczenia do USA jednego z sędziów – pochodzącego z Somalii Omara Artana. Sędzia ten miał ważną wizę, dotarł na lotnisko w Miami, przeszedł dodatkową kontrolę i mimo posiadanych dokumentów odmówiono mu wjazdu z powodu bliżej niesprecyzowanych „obaw związanych z procedurą weryfikacyjną”. 

Sprawę skomentował Andrew Giuliani, szef grupy zadaniowej Białego Domu ds. mistrzostw świata w piłce nożnej: „Chcemy mieć pewność, że turniej piłkarski nie stanie się okazją dla terrorystów do potencjalnego przedostania się do kraju”. Dodajmy, że żadnych powiązań z terrorystami somalijskiemu sędziemu nie udowodniono. 

Selekcja na granicy nie ominęła również kibiców. Jak wykazało BBC, fani z ponad jednej czwartej spośród 48 krajów biorących udział w mistrzostwach świata borykali się z zakazami podróżowania, zaostrzonymi ograniczeniami lub wysokim odsetkiem odmów wydania wiz. 

Te kraje to Ekwador, Egipt, Haiti, Algieria, Uzbekistan, Wyspy Zielonego Przylądka, Jordania, Iran, Demokratyczna Republika Konga, Ghana i Senegal. Wybrzeże Kości Słoniowej straciło niemal całą delegację kibicowską (z około 500 planowanych zostało kilku działaczy). Wszystkie te kraje łączy jedno. Ich mieszkańcy nie są mile widziani jako imigranci w USA przez administrację Trumpa.

FIFA nie stanęła w obronie kibiców ani swojego sędziego. Gianni Infantino, zapytany o sprawę Omara Artana kluczył, usprawiedliwiając się brakiem wpływu na politykę migracyjną USA oraz doradzając opanowanie emocji. Sport ponad podziałami narodowościowymi? Nie tym razem. 

Ale polityka Trumpa nie zatrzymała się na granicy kraju. Postanowiła wejść na samo mundialowe boisko.

Wielka niesprawiedliwość 

Mowa o skandalu związanym z anulowaniem czerwonej kartki dla amerykańskiego napastnika Folarina Baloguna, którą zawodnik ten otrzymał po faulu w meczu z Bośnią i Hercegowiną. FIFA jeszcze na dwa dni po rozgrywce potwierdziła, że kara wyklucza napastnika z nadchodzącego meczu 1/8 finałów, jaki USA miały zagrać z reprezentacją Belgii. 

Trump miał wykonać trzy telefony do organizacji, by karę anulowano. I dopiął swego. Swój sukces ogłosił na Truth Social słowami „Dziękuję FIFA za podjęcie słusznej decyzji i naprawienie wielkiej niesprawiedliwości!” Trump więc, podobnie jak w przypadku wyroków sądów krajowych, niewiele robi sobie z decyzji sędziów piłkarskich.

Ostatecznie USA rozegrało mecz z Belgią z Balogunem w składzie. Przegrali go jednak z kretesem (1 do 4), odpadając z turnieju. Jednak w efekcie instytucja sędziego piłkarskiego straciła wiarygodność. Kodeks dyscyplinarny FIFA nie zezwala na odwołania od bezpośrednich czerwonych kartek (dwie żółte dopuszczają taką możliwość). Tym razem pod naciskiem politycznym organizacja postanowiła złamać własne zasady. A to rzutuje na odbiór całego turnieju. I pomaga kwitnąć teoriom spiskowym.

Mundial w dobie post-prawdy

Sędziowanie meczów w tym roku w jeszcze większym stopniu wspiera technologia. Na przykład mamy kamery montowane na sędziach oraz trójwymiarowe wizualizacje spornych sytuacji, pokazywane kibicom na żywo. Na pojedynczy mecz przypada spory skład sędziów, do których dochodzi trzyosobowa ekipa VAR pracująca w osobnym pokoju wideo. Słowem, powinno być uczciwie. 

Problem w tym, że sama technologia bywa zaskakująco niekonsekwentna. W jednym z meczów czujnik w piłce wykrył muśnięcie milimetrów włosów chorwackiego napastnika i na tej podstawie anulowano bramkę na wagę awansu. Kilka dni później w meczu Norwegia–Anglia, ten sam system nie potrafił jednoznacznie rozstrzygnąć, czy piłka odbiła się od liny podtrzymującej kamerę zawieszoną nad boiskiem. Skoro więc wątpliwości budzi już sam sprzęt, tym łatwiej wyjaśnić sobie kolejne kontrowersyjne decyzje działaniem czyjejś złej woli.

Każdy błąd sędziowski na tym turnieju, po interwencji Trumpa i uległości FIFA, budzi podejrzenia. Dość otwarcie zaczęto formułować teorie jakoby niektóre z drużyn były przez sędziów faworyzowane. Komentator Piotr Żelazny mówił wprost w programie „M jak mundial” (TVP), że drużyny z biedniejszych krajów „mają prawo uważać, że jest jakaś forma spisku przeciwko nim”. 

Najgłośniejszą kontrowersją było nieuznanie gola Egiptu w meczu z Argentyną. Niektórzy eksperci sędziowscy ocenili decyzję jako poprawną. Jednak sprawa natychmiast obrosła teoriami spiskowymi o faworyzowaniu Argentyny. Ich medialna donośność byłaby dużo mniejsza, gdyby nie precedens z Balogunem. O „ukradzionym” Egiptowi meczu mówił nawet burmistrz Nowego Jorku, Zohran Mamdani. Zwracano również uwagę na to, jakoby mecze Argentyny były sędziowane w sposób niezwykle łagodny dla tej drużyny.

Kibice mogą więc z bliska doświadczyć, jak wygląda w mikroskali amerykańska rzeczywistość po interwencji Trumpa, gdzie wyrok sądu jest traktowany tylko jako opinia. Jeśli nawet ktoś w mundialu wygra, to czy na pewno wygra? 

Faktem jest, że ułatwianie zwycięstw dużym nazwiskom jak Leo Messi, Cristiano Ronaldo czy Erling Haaland może być korzystne. Choćby dla reklamodawców. Znani piłkarze przyciągają kibiców, a ci generują dochody.

Stadiony dla bogatych, reklamy w telewizji dla biednych

By wyjść naprzeciw korporacjom, wprowadzono „hydration break” czyli de facto dodatkowe przerwy reklamowe w trakcie trwania meczów. FIFA broni się, że to kwestia bezpieczeństwa zawodników przy upałach, ale raport Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej przekłada to na dodatkowych dziesięć godzin przestrzeni reklamowej w całym turnieju. 

Po raz pierwszy w historii mundialu obowiązują dynamiczne ceny biletów: wzorowane na systemach z rynku koncertowego i linii lotniczych. Ceny potrafiły wzrosnąć o niemal 8 tysięcy dolarów, a na rynku wtórnym nawet kilka razy więcej. To wszystko przy 15-procentowej prowizji FIFA od każdej sprzedaży i pierwotnej, i wtórnej. W maju prokurator generalna Nowego Jorku Letitia James oraz prokurator generalna New Jersey Jennifer Davenport wezwały FIFA do przekazania dokumentów dotyczących polityki cenowej. Stało się to po doniesieniach o cenach rosnących nawet o 34 procent i kibicach wprowadzanych w błąd co do lokalizacji miejsc, gdzie odbywają się mecze.

Infantino, zapytany o kontrowersje wokół cen biletów na finał mundialu, które mogą sięgać nawet 2 miliony dolarów, odpowiedział, że osobie, która tyle zapłaci, sam „przyniesie hot-doga i colę”. 

Podczas mundialu w Katarze FIFA zarobiła rekordowe 7,5 miliarda dolarów. W tym roku ma zamiar to przebić. W związku z tym Infantino cen biletów bronił twardo, tłumacząc, że tańsze wejściówki i tak trafiłyby na czarny rynek. Protesty kibiców najwyraźniej zostały wliczone w koszty.

It’s football, not soccer

Gdy Chiny organizowały olimpiadę w 2008 roku, uwaga mediów była skierowana zarówno na stadiony, jak i na kwestię Tybetu i łamania praw człowieka. Gdy w 2014 roku Rosja organizowała olimpiadę zimową w Soczi, a w 2018 mundial, na jaw wyszła skala skorumpowania reżimu Putina – ustawiane przetargi infrastrukturalne i afera dopingowa wspierana przez rosyjskie służby specjalne. Z kolei w 2022 roku, kiedy mundial organizował Katar, wiadomo było, że stadiony zostały zbudowane dzięki pracy niewolnicznej.

W przeciwieństwie do tamtych krajów, USA nie miały w punkcie wyjścia porównywalnego kryzysu praw człowieka. Ich kompromitacja jest tym bardziej niewymuszona i tym trudniejsza do wytłumaczenia. 

Mundial miał być świętem piłki nożnej i okazją do pokazania światu najlepszej twarzy Stanów Zjednoczonych. Stał się natomiast symbolem tego, jak polityka i pieniądze potrafią podporządkować sobie nawet największą sportową imprezę.

Część strat wizerunkowych wyrządzonych przez Trumpa zrekompensowało jednak samo amerykańskie społeczeństwo, które ciepło przyjęło delegacje kibiców z innych krajów. Jeśli więc gdzieś szukać nadziei na to, że mundial potrafi jeszcze łączyć, a nie dzielić, to właśnie wśród nich.

W 2030 roku gospodarzami mistrzostw świata będą Hiszpania i Portugalia. Pozostaje mieć nadzieję, że kolejny mundial znów będzie należał przede wszystkim do kibiców, a nie kilku niezainteresowanych piłką starszych panów.