Na czytelników czeka izmirski żar, cień drzewa mandarynkowego, ciepły egejski turkus, słodycz baklawy i gorycz niedojrzałych oliwek, gorzkich jak szczenięce rozczarowania. 

Podobny zamiast innego

Tarnowska, rocznik 1990, chociaż pochodzi z małego polskiego Staszowa w województwie świętokrzyskim, mieszka w wielkim, dwumilionowym Gaziantepie w południowej Turcji. Jej debiut powieściowy, „Wniebogłosy”, został wyróżniony w 2024 roku Nagrodą Kościelskich i kilkoma nominacjami do innych ważnych nagród literackich, w tym do Nagrody Literackiej m.st. Warszawy. W roku 2026 Tarnowska proponuje literacką migrację, znajdującą odzwierciedlenie w jej życiorysie. Przenosi czytelnika z polskiej wsi lat siedemdziesiątych XX wieku – gdzie działa się akcja pierwszej powieści – do Turcji Egejskiej.

Kontekst biograficzny już na samym początku daje nam poczucie, że w opisie tak różnej (przynajmniej na pierwszym rzut oka) od naszej codzienności, autorka nie dopuści się powierzchownej egzotyzacji. I faktycznie to się udaje. Jeśli więc akcentuje inność, to tylko na poziomie różnić krajobrazowych, wystroju wnętrz czy kulinariów. Rozpisując postaci, Tarnowska stawia w istocie raczej na nieoczywistą wspólnotę doświadczeń. Szczególnie wyraźnie widoczne jest to w przypadku literackich rówieśników autorki, których – możemy przypuszczać – obdarza własnymi doświadczeniami związanymi z rozkwitem nastoletniości w erze pierwszych komunikatorów internetowych i emotkowych buziaczków.

Przełomowe lato

Paczkę najważniejszych bohaterów powieści poznajemy pod koniec kwietnia, parnego jak czerwiec, gdy w pocie czoła – dosłownie – przygotowują się do egzaminu wstępnego do liceum wojskowego w Ankarze. Ferajnę tworzą patykowaty Hüseyin, Süleyman, „brązowy i zwarty jak zbyt mocno wypieczony chleb”, potężny i kędzierzawy Cem oraz protagonista Nazım, noszący imię na cześć Nazıma Hikmeta, represjonowanego poety-komunisty czczonego przez jego ojca. Chłopcy tworzą zgraną ekipę, ponieważ od zawsze „wszystko robili wspólnie, radowali się i cierpieli, znosili nudę i ubóstwo i oblepiające wszystko słońce” [s. 20]. Chcą dostać się do wojska nie z miłości do drylu i karabinów, nie z powodu poczucia obowiązku trzymania pod butem Kurdów, ale dlatego, że mundur to stabilizacja i regularnie wypłacany żołd. I, jeśli nie duma, to przynajmniej ulga rodziców, permanentnie żyjących na kreskę.

Fabułę komplikuje fakt, że Nazım w ogóle się do wojska nie nadaje. Jest nieśmiały, wątły, od sportu czy przemocy woli fantazje o łydkach kuzynki oraz pisanie komiksu o Rozbójniku i seksownej Natalii, którą trzeba ratować z patriarchalnej opresji. Jednocześnie na Nazımie spoczywa olbrzymia presja środowiskowa. W domu panuje niedostatek – ojciec pracuje w herbaciarni i dorabia jako kierowca, matka zajmuje się gospodarstwem domowym i niepełnosprawną córką Sevin. Żywiciel rodziny, Ali, jest człowiekiem oschłym (na skutek historycznego straumatyzowania) i bardzo wymagającym względem swojego syna, którego umacnia w poczuciu nieporadności życiowej. Nazım wie, że jeśli nie dostanie się do szkoły dla przyszłych żołnierzy, udowodni ojcu, że ten miał co do niego rację – że jest nieudacznikiem – Niedźwiedziem, synem Niedźwiedzia. A to obelga najgorsza z możliwych. Dlatego też, gdy buzują hormony i nastoletni chłopcy myślą o wszystkim innym, tylko nie musztrze, on narzuca sobie reżim treningowy rodem z Rocky’ego: raz po raz wbiega na pobliskie Wzgórze Agamemnona, robi pompki i brzuszki, walczy o pierwsze pełnoprawne podciągnięcie na drążku.

Frustracja pokoleniowa

Największym atutem książki Tarnowskiej jest świat przedstawiony. To Narlıdere w Izmirze, rejon na styku Europy i Azji, w którym powidoki muzułmańskiego, imperialnego konserwatyzmu spotykają się z globalizacją widzianą przez internet i symbolizowaną przez srebrny zegarek Casio, obiekt westchnień paczki Nazıma. Najstarsze kamienie przypominają w końcu o czasach antycznych herosów, co dodaje przygodom chłopaków rys heroikomiczny.

Co intryguje od początku, to, że Tarnowska przedstawia nam społeczeństwo zlaicyzowane, przynajmniej w młodszych warstwach. Meczet jest punktem orientacyjnym, miejscem spotkań, imię Allaha – wyłącznie wykrzyknikiem. Nazım i jego przyjaciele to pokolenie młodych Turków, którzy żyją w duchu wielkich przemian. Atmosfera postępu i swobody – na którą i tak mogą pozwolić sobie raczej chłopcy niż dziewczynki uwiązane konwenansami – to jednak ostatnie podrygi klimatu zeświecczenia kraju, które po upadku sułtanatu zainicjował Mustafa Kemal Atatürk. Dziesięć lat później, gdy chłopcy będą mieć dwadzieścia parę lat (dopowiadam – to już poza granicami fabuły), władzę przejmie Recep Tayyip Erdoğan, przekształcając świeckie państwo w autorytarną republikę islamską.

Jednocześnie bohaterowie, choć z pozoru żyją w oderwaniu, a nawet częściowej nieświadomości burzliwych wydarzeń historycznych minionych dekad, noszą na swoich barkach frustracje rodziców. Ojciec głównego bohatera, Ali, niczym stary Rzecki żyjący Wiosną Ludów (i podobnie jak Polacy żyjący mitem „Solidarności”), nieustannie rozpamiętuje lata osiemdziesiąte XX wieku i krwawo stłumione protesty, w których brał udział. Do dziś uważnie czyta lewicowy „Cumhuriyet”. Jest rozczarowany, bo jego syn nie jest taki jak bohaterowie, którzy wychodzili wówczas na ulice w walce o lepsze warunki pracy, kiedy po zamachu stanu nowy prezydent Kenan Evren rozpoczął swoją kampanię terroru. Wtedy to w wyniku represji stracono pięćdziesiąt osób, setki tysięcy więziono, niezliczonych torturowano, wielu nigdy nie wyszło z więzienia [1]. Nietrudno się domyślić, że mężczyzna przenosi na syna rozczarowanie sobą samym, ponieważ nie był w stanie wywalczyć godnej przyszłości dla swojej rodziny.

Nikt nie jest kowalem swojego losu

Nad bohaterami powieści wisi fatum, groźba nieuchronnych zmian. W spokojny turecki krajobraz, zdominowany przez zabudowę jednorodzinną, przemocą wdzierają się niebiesko-szare i szklano-stalowe bloki w – jak to się dziś mówi – standardzie deweloperskim. Zawłaszczenie przestrzeni przez bogatszych i wywłaszczanie ubogich czyni starania o dom rodzinny Nazıma bezcelowymi. Wymownym symbolem tego kapitalistycznego determinizmu jest tu rezygnacja ojca z naprawy przeciekającego dachu. Możemy spodziewać się, że postacią, która ma zakwestionować predestynację społeczną jest Nazım. Tylko czy faktycznie jakikolwiek awans społeczny jest tak naprawdę możliwy? Kwestionuje to jego matka Zenyep, pod wieloma względami przeciwieństwo zblazowanego i chłodnego ojca:

„nie wierzyła, że dzieci z ich okolicy mogłyby żyć innym życiem niż ich biedni rodzice, których nie byłoby stać na czesne w prywatnej szkole”. […] Tylko cud mógł wyrwać stąd jej syna, a tym samym dać Alemu, Zenyep i Sevin inne, ludzkie życie” [s. 136].

Wyniki egzaminu Nazıma sugerują, że nawet jeżeli dostanie się do szkoły wojskowej z listy rezerwowej, to „jedynie” do klasy sanitariuszy lub klasy muzycznej kształcącej przyszłych członków orkiestry. Choćby okazał się najlepszy w swojej grupie, zawsze będzie gorszy od najmniej utalentowanego z „regularnych” żołnierzy szkolonych do walki. Mimo że w życiu chłopca karta niekiedy się odwraca, dzięki czemu odnosi pewne sukcesy – dostaje się na listę rezerwową uczniów przyjętych do szkoły wojskowej, znajduje dorywczą pracę i dziewczynę – wszystko niechybnie prowadzi do pewnej katastrofy, co utrzymuje czytelnika kibicującego protagoniście w ciągłym napięciu. Niepewna jest wyłącznie skala porażki i to, jakich aspektów życia dosięgnie.

A co z potrzebami estetycznymi, z samorealizacją artystyczną chłopaka? To istotny wątek. Twórczość pozostaje jego bezpieczną przystanią niezależnie od życiowych zawirowań, choć nawet pisząc o fikcyjnych losach fikcyjnych postaci, dokonuje autodeprecjacji. Czy wbrew obawom matki istnieje dla niego sposób na przezwyciężenie uwarunkowań społecznych – przez twórczość literacką? Zdaje się, że w tej akurat kwestii nic jeszcze nie zostało przesądzone.

„Niedźwiedź, syn niedźwiedzia” to także laurka wystawiona nastoletniej przyjaźni. Narratorka z przymrużeniem oka traktuje chłopięcy etos braterstwa broni, motyw doskonale znany nam chociażby z „Chłopców z Placu Broni” czy „Kamieni na szaniec”. Tutaj rozbija się on próg przyjęcia do szkoły wojskowej. Otrzymujemy to, co tak kochamy w literaturze przygodowej – włóczęgostwo, bunt, drobne konflikty z prawem, starcia z ulicznymi bandami i poczciwych looserów, którzy jak piosence Myslovitz „patrzą na spódnice dziewczyn, które nie chcą ich znać”.

Pociągające jest też wgryzanie się turecką rzeczywistość i odkrywanie niuansów oraz społeczno-historycznych analogii. Choć książkę przesyca schyłkowa atmosfera – i również to, co w niej wesołe, jest podszyte jakimś żalem – Tarnowska zdaje się przekonywać, że nawet jeśli przyszłość jest do pewnego stopnia zdeterminowana, można się do niej dostosować, pielęgnując swoje wartości.

Przypis:

[1] W roku 2014 generał Kenan Evren i dowódca sił powietrznych generał Tahsin Şahinkaya zostali uznani przez sąd w Ankarze za winnych zdrady stanu, skazani na dożywocie i zdegradowani do stopnia szeregowych. Tahsin Şahinkaya zmarł w wieku 90 lat w roku 2015, Kenan Evren w wieku 98 lat w roku 2017.

Książka:

Aleksandra Tarnowska, „Niedźwiedź, syn niedźwiedzia”, wyd. ArtRage, Warszawa 2026.