
Co się dzieje, gdy książka obrazkowa zapomina być „przeźroczystym” medium, a zaczyna zwracać uwagę na własną materialność i ułomność procesu twórczego? W klasycznym paradygmacie dydaktycznym literatura dziecięca przyzwyczaiła nas do ładu: niebo jest niebieskie, trawa zielona, a słoneczko żółte, sygnalizując porządek natury i przewidywalność otaczającego świata. Kiedy do tego uporządkowanego i wiarygodnego uniwersum wkradają się anomalie, dorosły czytelnik odczuwa podświadomy niepokój. Czy tak samo reaguje projektowany czytelnik dziecięcy?
Gonçalo Viana w swojej książce obrazkowej pt. „Malarz Rozrabiaka” (nagrodzonej Bolonia Ragazzi Award i wpisanej na listę The White Ravens Międzynarodowej Biblioteki Młodzieżowej we Frankfurcie) zdaje się wracać do korzeni gatunku, maksymalizując koncentrację czytelników na ilustracjach poprzez tekst w bardzo bezpośredni sposób.
A wszystko zaczęło się od białego drzewa – a w zasadzie drzewa, którego ktoś zapomniał pomalować na zielono. Narrator podaje w wątpliwość zasadność istnienia niekompletnej książki: może należy ją zwrócić? Skoro korona drzewa nie manifestuje swojej „zieloności”, weryfikowalność świata przedstawionego zostaje zawieszona. Bo czy książka z drzewem o białej koronie zamiast zielonej w ogóle ma sens?

Dalej wydaje się tylko gorzej. Chmurka, zamiast biała, jest zielona. Zespół ekspercki zachodzi w głowę: czy to w ogóle jest możliwe i czy malarz odpowiedzialny za wspomniane błędy może być aż tak beznadziejny? Namysł nad ilustracjami przechodzi jednak swego rodzaju ewolucję, kiedy za kolejnym pytaniem podąża chęć empirycznej eksploracji: przewróćmy stronę (tylko ostrożnie!) i wspólnie sprawdźmy, w jakim kierunku rozwinie się ten dziwny eksperyment.
A następna strona to bardzo ważny moment książki. Narrator jeszcze raz wskazuje na niej „nieokreślone drzewo” – to „błędne”, z białą koroną. Bohaterowie dziecięcy występujący w książce widzą sprawę nieco inaczej. Ich perspektywa obejmuje jedynie „słodką chmurkę”: zieloną watę cukrową sprzedawaną na festynie. Wszystkie trzy obiekty: korona drzew, chmurka i wata cukrowa mają ten sam kształt, tylko „nieswoje” kolory, co prowadzi do konstatacji, że niniejszy błąd to musi być sprawka tytułowego „Malarza Rozrabiaki”. Choć ten ani razu nie ujawnia się w tekście.

Choć dzieci przyjmują zaproponowaną rzeczywistość bez większego przejęcia, dorosłym bohaterom eksponowana przez narratora anomalia zdaje się nie mieścić w głowie. Wołają krawca, by ten przemówił drzewu i chmurze do rozumu. Jednak książkę zamyka rzucona w eter kolejna wątpliwość: „Czy drzewa i chmury mają uszy?”. Gest wezwania krawca przez dorosłych na końcu książki zdradza opresyjność tradycyjnego modelu edukacyjnego i dorosłej mentalności. Zamiast przystać na zmienność i wieloznaczność natury (oraz sztuki), dorośli próbują narzucić jej sztuczny gorset logiczny. Krawiec ma dosłownie i w przenośni „uszyć” nową normę dla zjawisk, które wymykają się ludzkim klasyfikacjom. Viana z niezwykłym wyczuciem ironii pokazuje, jak instytucjonalne instrumenty kontroli stają się bezradne wobec swobodnej kreacji malarskiej i dziecięcej wyobraźni.
W „Malarzu Rozrabiace” nie trzeba szukać metaforycznych korelacji pomiędzy słowem a obrazem – Portugalczyk zdaje się wyjątkowo dobitnie podkreślać, że jedno w żadnym wypadku nie może funkcjonować bez drugiego. Zadaje pytania o zasadność ilustracji, ich status realności czy też odpowiedniości w świecie rzeczywistym. Angażuje w swoje rozważania czytelników, zachęca do zabawy z książką, którą tak często dorośli nakazują „szanować”. W tak krótkim przecież picturebooku wykłada, czym literatura dziecięca nie musi być, ale zdecydowanie być może – to wspomniana wyżej „nieokreśloność”, wymykanie się wszelkim definicjom, dające przestrzeń do eksponowania książki – tak tekstu, jak i ilustracji. Te zdają się realizować po części postulaty sztuki surrealistycznej: wymykają się określoności właśnie na rzecz gry z postrzeganiem rzeczywistości, nie zawsze przecież odpowiadającej naszym oczekiwaniom.

Gonçalo Viana udowadnia, że zielona chmura na niebie nie jest błędem drukarskim – jest zaproszeniem do namysłu nad książką dziecięcą – i sztuką w ogóle. Książka Viany to precyzyjna lekcja semiotyki dla najmłodszych: znak wizualny jest płynny, a jego znaczenie zależy od przyjętej perspektywy i ramy interpretacyjnej. To, co dorosły uznaje za pomyłkę fabryczną („nieokreślone drzewo”), dziecko natychmiast asymiluje jako element radosnej codzienności i zabawy („zielona wata cukrowa”). Prawdziwa siła „Malarza Rozrabiaki” tkwi w jego pojemności odbiorczej. Dziecko odnajdzie w niej pełną humoru, barwną i wciągającą opowieść o zamianie ról i łamaniu zasad, która rezonuje z jego naturalną potrzebą zabawy. Z kolei czytelnik dorosły otrzyma głęboko refleksyjny esej o ograniczeniach własnego poznania, oporze wobec innowacji artystycznej oraz o tym, jak łatwo w prostej ilustracji stracić z oczu to, co najważniejsze: czystą radość tworzenia.
Książka:
Gonçalo Viana, „Malarz Rozrabiaka”, przeł. Olga Bagińska-Shinzato, wyd. Format, Wrocław 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 4+
Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.
