Potwory mają się w literaturze dziecięcej wyjątkowo dobrze – co bardzo cieszy. Trudno zresztą się temu dziwić. Są bohaterami niezwykle pojemnymi znaczeniowo: mogą jednocześnie budzić lęk i śmiech, reprezentować to, co obce, ale też pozwalać oswajać różnorodne niepokoje związane z dorastaniem, innością czy społecznym wykluczeniem. Szczególnie interesującym polem dla takich opowieści okazuje się komiks dziecięcy, który dzięki połączeniu obrazu i słowa daje twórcom szerokie możliwości budowania humoru, gry z konwencją oraz wieloadresowości. 

„Co z tą mumią?” – pierwszy tom zapowiadanej serii „Ancymonstra” – przedstawia grupę małych potworów zamieszkujących nawiedzone zamczysko. Wśród bohaterów znajdują się Wampirka Irka, duch Henryk, Franek – będący dziecięcą wersją potwora Frankensteina – oraz tajemnicza Mumia. Ich codzienność wypełniają typowo „potworne” aktywności: eksplorowanie zamku, odkrywanie sekretów i wspólne zabawy. Spokój zostaje jednak zakłócony przez obecność zagadkowych „tamtych”, postaci obserwowanych z oddali i uznanych przez bohaterów za potencjalne zagrożenie. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy Mumia znika bez śladu. Pozostali bohaterowie rozpoczynają poszukiwania przyjaciela, przekonani, że został porwany przez nieznanych intruzów.

 

 

Choć punkt wyjścia przypomina klasyczną historię detektywistyczno-przygodową, fabuła szybko ujawnia swój podstawowy cel. Nie chodzi tu bowiem wyłącznie o rozwiązanie zagadki, lecz przede wszystkim o pokazanie mechanizmów stereotypizacji i pochopnego oceniania innych. „Tamci”, początkowo przedstawiani jako potencjalni wrogowie, okazują się kimś zupełnie innym, niż zakładali bohaterowie. Tym samym komiks wpisuje się w bardzo silny nurt współczesnej literatury dziecięcej, której celem jest promowanie otwartości, empatii oraz akceptacji odmienności. Oczywiście wszystko to jest zanurzone w dobrze już znanym koncepcie potworności, wielokrotnie już wykorzystywanym zarówno przez zagranicznych, jak i rodzimych twórców. Jaki tego efekt?

Z perspektywy badań nad kulturą dziecięcą trudno uznać ten pomysł za nowatorski. Odwrócenie tradycyjnych ról, w którym potwór przestaje być zagrożeniem, a staje się figurą „takiego jak my”, funkcjonuje w literaturze dla młodych odbiorców od wielu lat. Potwory otrzymują własne historie, emocje i indywidualne cechy charakteru, a ich niezwykłość przestaje być czymś wymagającym przezwyciężenia. W polskiej literaturze dziecięcej podobne rozwiązania można odnaleźć choćby w „Strachopolis” Doroty Wieczorek, gdzie oswajanie inności stanowi jeden z głównych tematów opowieści. W tym sensie „Ancymonstra” nie proponują rewolucji ani nowego spojrzenia na figurę monstrualności.

Nie oznacza to jednak, że komiks nie działa. Wręcz przeciwnie – autorzy sprawnie wykorzystują dobrze znane schematy i dostosowują je do potrzeb młodszego odbiorcy. Historia jest przejrzysta, odpowiednio dynamiczna i łatwa do śledzenia. Temat stereotypów oraz uprzedzeń zostaje przedstawiony w sposób czytelny, ale nie nadmiernie dydaktyczny. To ważna zaleta – współczesna literatura dziecięca wciąż często wpada w pułapkę nadmiernego moralizowania. Betlewska i Mazur unikają tego problemu, pozwalając, by przesłanie wynikało przede wszystkim z działań bohaterów.

 

Na uwagę zasługuje również warstwa wizualna. Kreska Łukasza Mazura przywołuje skojarzenia z estetyką klasycznych produkcji Cartoon Network, zwłaszcza takich seriali jak „Laboratorium Dextera” czy „Atomówki” (przynajmniej te kreskówki kojarzą się millenialskiej autorce niniejszej recenzji). Charakterystyczne uproszczenie form, wyraziste sylwetki postaci oraz lekko groteskowa stylistyka dobrze współgrają z tematyką komiksu. Można odnaleźć tu także echa późniejszych animacji adresowanych do dzieci i młodszej młodzieży, które chętnie łączyły elementy grozy z komedią. Dzięki temu świat przedstawiony pozostaje przyjazny i atrakcyjny wizualnie, mimo obecności duchów, wampirów czy mumii. Strachu w tej serii czytelnicy raczej nie uświadczą. 

Ciekawym rozwiązaniem formalnym okazuje się sposób wykorzystania koloru. Początkowo część plansz utrzymana jest w ograniczonej palecie barw, która wraz z rozwojem fabuły stopniowo się rozszerza. W miarę jak bohaterowie uczą się akceptować siebie nawzajem i porzucają uprzedzenia wobec „innych”, świat przedstawiony staje się coraz bardziej kolorowy. Jest to prosty, ale skuteczny zabieg wizualny, pokazujący, że narracja komiksowa może przekazywać znaczenia nie tylko za pomocą dialogów czy wydarzeń fabularnych, lecz również poprzez samą organizację strony.

Nieco słabiej wypada humor. Komiksy o potworach dają zazwyczaj szerokie możliwości wykorzystania absurdu, intertekstualnych odniesień czy żartów działających równocześnie na kilku poziomach odbioru. W „Ancymonstrach” dominuje jednak humor bezpieczny i przewidywalny. Dobrym przykładem jest babcia Wampirki, która strofuje wnuczkę za zbyt grzeczne zachowanie i zachęca ją do robienia hałasu, najlepiej w bibliotece. To sympatyczne odwrócenie norm, ale trudno uznać je za szczególnie zaskakujące. Jednym z nielicznych żartów wyraźniej skierowanych do dorosłego odbiorcy pozostaje wzmianka o mumii Lenina. Poza tym autorzy rzadko wykorzystują potencjał bardziej rozbudowanych odniesień kulturowych czy literackich.

Podobne odczucia budzi sama kreacja świata przedstawionego. Potwory są sympatyczne, łatwe do polubienia i wyraziście narysowane, ale ich konstrukcja opiera się głównie na dobrze znanych wzorcach. Nie ma w tym nic złego, zwłaszcza w przypadku komiksu kierowanego do młodszych czytelników, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że temat monstrualności można byłoby pogłębić. Współczesna literatura dziecięca coraz częściej nie tylko zachęca do akceptacji inności, lecz także pokazuje jej bardziej złożone aspekty – napięcia, nieporozumienia czy konflikty wynikające z różnic. W „Ancymonstrach” dominuje raczej prosty komunikat: nie oceniaj po pozorach. Jest to przesłanie wartościowe, choć dziś już dobrze osadzone w kanonie literatury dla najmłodszych.

 

Pewne wątpliwości może budzić również sam tytuł serii. Gra słowna odwołująca się do „ancymonów” jest wprawdzie zrozumiała i dobrze pasuje do dziecięcego charakteru opowieści, ale trudno uznać ją za szczególnie oryginalną. Zwłaszcza że współczesna polska literatura dziecięca zna już podobne rozwiązania językowe. W pamięci pozostaje chociażby „Ancyklopek” Piotra Dobrego i Łukasza Majewskiego, który w wyjątkowo pomysłowy sposób eksplorował temat niezwykłych stworzeń i ich odmienności.

Mimo tych zastrzeżeń „Ancymonstra. Co z tą mumią?” pozostają udanym przykładem współczesnego komiksu dziecięcego. Autorzy sprawnie korzystają z tradycji opowieści o sympatycznych potworach, wpisując się w nurt reprezentowany przez liczne książki i animacje, od klasycznych historii o oswajaniu strachu po nowsze narracje celebrujące różnorodność. W tym sensie komiks dobrze odnajduje się w towarzystwie takich tytułów jak wspomniane „Strachopolis”, liczne wariacje na temat przyjaznych monstrów obecne w kulturze popularnej czy humorystyczne opowieści o stworach, które bardziej przypominają dzieci niż istoty budzące grozę.

Nie jest to pozycja przełomowa ani redefiniująca sposób przedstawiania potworów w kulturze dziecięcej. Nie oferuje też szczególnie odważnych rozwiązań formalnych czy fabularnych. Dostarcza jednak tego, czego można oczekiwać od dobrze przygotowanego komiksu dla młodszych czytelników: sympatycznych bohaterów, czytelnej historii, kilku udanych pomysłów wizualnych oraz ważnego, choć znanego już przesłania o potrzebie otwartości wobec innych. Jeśli kolejne tomy serii odważniej wykorzystają potencjał swoich bohaterów i mocniej zagrają zarówno humorem, jak i wieloznacznością figury potwora, „Ancymonstra” mogą jeszcze zyskać własny, bardziej wyrazisty charakter. Już teraz jednak stanowią przyjemną lekturę, która z pewnością znajdzie swoich odbiorców wśród młodych miłośników duchów, mumii i wszelkiej maści oswojonych monstrów.

Książka:

Ewa Betlewska, Łukasz Mazur, „Ancymonstra. Co z tą mumią?”, Krótkie Gatki, Warszawa 2026.
Proponowany wiek czytelnika: 6+ (wskazanie wydawcy)

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.