„Prowadziliśmy życie skromne, pewnie dla wielu ludzi nieinteresujące, ale nasze własne” [s. 157] – pisze w jednym z rozdziałów Smith, kolejny raz rozprawiając się z kojarzonym z intensywnym, przesyconym blichtrem wizerunkiem gwiazdy rocka. Wokalistka, poetka, ikona kontrkultury przyzwyczaiła nas do tego już w poprzednich publikacjach: „Poniedziałkowych dzieciach” [2012 – w nawiasach podane są lata wydania polskich przekładów], intymnej opowieści o relacji z Robertem Mapplethorpem, „Obłokobujaniu” [2014], poetyckiej prozie bliższej malarstwu niż literaturze, „Pociągu linii M” [2016], gdzie opisy jej obecnego życia dzielonego między kryminalne seriale i powolne sączenie kawy w nowojorskich knajpach mieszały się ze wspomnieniami (przede wszystkim zmarłego męża) i fantazjami, oraz „Roku małpy” [2020], osobistym pamiętniku z 2016 roku – którego tytuł odwołuje się do chińskiego kalendarza – poświęconym przede wszystkim refleksjom o starości i śmierci, naturalnym w obliczu siedemdziesiątych urodzin urodzonej w 1946 roku artystki. 

Zwyczajne życie 

„Chleb aniołów” ukazuje się u nas w roku osiemdziesiątych urodzin Smith, jednak jego pisanie autorka zaczęła w 2017 roku, co szczególnie znaczące dla polskich czytelników – w Dolinie Charlotty. Występ wokalistki na Festiwalu Legend Rocka jest klamrą spinającą tę książkę. Punktem wyjścia rozpoczynającym wspomnienia o dzieciństwie i narodzinach artystki oraz podsumowaniem, zawierającym wyznanie wiary w sztukę i słuszność obranej drogi.

Proza Smith rozpięta jest między sztuką a zwyczajnością, zakochaniem się w dziełach wielkich mistrzów i mistrzyń a zafascynowaniem codziennością. Erudycyjne odwołania do obrazów Giorgia de Chirica, słów Hermanna Hessego, Simone Weil czy Nikołaja Gogola przeplatają się ze wspomnieniami pierwszej jazdy na rowerze, wyglądu twarzy ojca czy odczuć, jakie dawało jej przeglądanie „Vogue’a” po raz pierwszy. 

Poezja i proza, wzniosłość i powszedniość – w „Chlebie aniołów” to nie są wykluczające się skrajności, tylko strony tej samej monety, symbolizującej pełnię życia. Tego, czego nie ma w prozie Smith, to sztuczność i autokreacja. Świadoma potęgi twórczości artystka używa jej, by odkrywać własne ja, wypowiadać swoją prawdę, leczyć siebie i innych, bo „sztuka jest najwyższą formą nadziei” [s. 69]. Tę poetycką autobiografię czyta się jak mitologiczną podróż bohaterki, której znakiem szczególnym jest buntowniczy garb. W jednym z fragmentów porównany do płetwy płaza, co nadaje narracji jeszcze bardziej baśniowego charakteru.

Podróż bohaterki

Pod względem formy „Chleb aniołów” jest, biorąc pod uwagę wcześniejszą prozę Smith, zaskakująco linearny, zachowujący chronologię zdarzeń, z rzadka pozwalający sobie na drobne zmącenie porządku czasowego. Podróż bohaterki zaczyna się w dzieciństwie, odtworzonym z niezwykłą czułością, ale też drobiazgowością w opisie formatywnych zdarzeń.

Sztuka pomaga Smith odnaleźć się w codziennym życiu, a zwyczajność odbija się w sztuce. Książka pokazuje, jaką drogę przebyła Smith jako artystka i kobieta – wątek płci nie jest tutaj bez znaczenia i choć nie wybija się na pierwszy plan, autorka szczerze opowiada o swojej relacji z kobiecością i o tym, jak była postrzegana w zestawieniu z obowiązującymi kanonami damskiego wyglądu. O jednym ze swoich największych przebojów pisze: „Postanowiłam rozpocząć płytę naszą wersją «Glorii», gdyż w ten sposób, z pozycji poza płcią czy definicją społeczną, bezkompromisowo przyznawałam sobie prawo do twórczości, a zarazem obiecywałam tworzyć rzeczy wartościowe” [s. 101]. 

Smith, dopisując prywatny kontekst do własnych nagrań, tworzy swój obraz jako buntowniczej heroiny. „Chleb aniołów” jest opowieścią snutą bez rozmachu (co samo w sobie jest wyrazem buntu), lecz szeptaną przez siedzącą nad kartką papieru kawiarnianą poetkę, dzięki czemu dotyka strun ważnych dla większości czytelniczek i czytelników. To literatura, która nie jest tylko zapychaczem, ale realnie karmi, na duchowym czy psychologicznym poziomie. 

Chleb aniołów

Tym właśnie jest tytułowy chleb aniołów – to sztuka, relacje z ludźmi, zwierzętami i naturą, wszystko, co inspiruje. Jak tłumaczy sama pisarka, to „nagły promień rozwibrowany lśnieniem jednej chwili. Johnny Stahl wiążący mi sznurówki. Palce Butchy’ego Magica wyciągające żądło. Nieskażone wspomnienie spontanicznych gestów dobroci” [s. 75]. Od dziecięcych marzeń, przez pierwsze kroki w Nowym Jorku, po szczyt kariery, zrezygnowanie z niej i powrót – w kontekście twórczości Smith opowiada, jak budowała i odkrywała swoją tożsamość oraz jak nauczyła się kroczyć własną ścieżką, czego najodważniejszym przykładem było zejście ze sceny w szczycie kariery i oddanie się życiu rodzinnemu. 

Lektura wspomnień wokalistki pozwala rozsmakować się w życiu, wyjść na chwilę z rozpędzonego pociągu codzienności, by poprzyglądać się światu i sobie. Smith opisuje siebie jako poetkę, wagabundę, „podróżniczkę, która nie podróżuje” [s. 159] i podobną swoim idolom flâneuse. Jednak mnie bardziej kojarzy się z wieszczką, pozostającą na społecznym marginesie profetką, która głosi ewangelię mądrego życia w zgodzie ze sobą. 

Kobieca ikona

„Chleb aniołów” ujawnia też swoisty fenomen Patti Smith jako jednej z niewielu kobiecych ikon, opierających się kolejnym tendencjom, zmianom paradygmatów. Niewzruszona pozostaje na piedestale. Nie mam na myśli popularności czy docenienia przez krytykę – ostatnie płyty artystki, podobnie jak jej pisarstwo, nierzadko spotykają się z negatywnym odbiorem – chodzi bardziej o samą postać, której status od dekad jest nienaruszony. Kontrprzykładem może być Kim Gordon, ikona rockowej alternatywy, której działalność w ostatnim czasie poddawana jest krytycznym ocenom. I to nie ze względu na nowowydaną solową płytę. Była liderka Sonic Youth, za sprawą podcastu Billy’ego Corgana z The Smashing Pumpkins, trafiła pod lupę wrażliwych na inkluzywność odbiorczyń i odbiorców przez rozmowę wokalisty z Courtney Love, podczas której nazwali artystkę gatekeeperką sceny indie i wspominali jej wyższościowe zachowanie. 

Więcej o elitarnym działaniu Gordon pisze Patrycja Gębicz w tekście „Święta alternatywy. Strażniczka podziałów. Przypadek «klasistki» Kim Gordon”, opublikowanym na łamach „artPAPIER-u”. Nie wchodząc zbyt głęboko, przykład ten obrazuje, jak niepodważalne przez dekady wzory buntu i feminizmu, łatwo ulegają współcześnie redefinicji. Smith nie imają się podobne kontrowersje, choć jej głos jest niemniej mocny i konkretny niż wspomnianej Gordon. „Chleb aniołów” w pewien sposób pokazuje, dlaczego tak się dzieje. 

W życiu artystki sztuka nie przyćmiewa codzienności, relacji z ludźmi. Nie jest wartością nadrzędną, ale częścią zwyczajnego życia. Smith nie bawi się w idealizm czy wykoncypowany humanizm, ale, pomimo marzycielskiej natury, jest mocno zanurzona w rzeczywistości. To zawsze była jej cecha charakterystyczna, ale we współczesnych czasach, kiedy „stanięcie w prawdzie” jest generującym zyski sloganem pop psychologii, budzi szczególny podziw. Takich inspiracji w publikacji jest znacznie więcej, dlatego odpowiedź na pytanie, „czy serwowanym przez artystkę «Chlebem aniołów» można się najeść?” jest jednoznaczna – nie wyobrażam sobie dziś lepszej strawy.

Książka:

Patti Smith, „Chleb aniołów”, tłum. Dariusz Żukowski, wyd. Czarne, Wołowiec 2026.