W świecie permanentnego chaosu, przebodźcowania i technologicznego przyspieszenia, powrót do prostoty oraz ponowne zwrócenie się ku przyrodzie stały się nieco patologicznym modus operandi współczesnego człowieka. Słowo „patologiczny” nie odnosi się tutaj bynajmniej do wypaczonego charakteru samej natury – ta bowiem wydaje się w swojej nieobliczalności nieustająco doskonała. Diagnoza ta dotyczy raczej samego procesu powrotu czy też ucieczki, który jako społeczeństwo nieporadnie podejmujemy. Większość z nas nie potrafi już funkcjonować bez cywilizacyjnego szumu; staliśmy się zakładnikami powiadomień, terminów i betonu. Jednocześnie wniosek ten to już nieco banalny frazes, z którym dawno się oswoiliśmy. Mieszkająca w Szkocji ilustratorka i autorka Alice Melvin w swojej najnowszej serii dla dzieci pokazuje jednak, jak wiele tracimy, zgadzając się na ten stan rzeczy. Uświadamia nam również, że klucz do zmiany leży w edukacji estetycznej, a nie jedynie w szkolnym dydaktyzmie. 

Na polskim rynku wydawniczym ukazały się dotychczas trzy tomy serii niezwykłej w swej prostocie: „Myszka i las”, „Myszka nad rzeką” oraz „Myszka i morze”. W niniejszym tekście chciałbym przyjrzeć się bliżej dwóm pierwszym pozycjom, które w sposób modelowy wprowadzają czytelnika w unikalny mikroświat stworzony przez szkocką artystkę.

Książka „Myszka i las. Rok w przyrodzie” przeprowadza nas przez cykliczne piękno wszystkich dwunastu miesięcy spędzonych przez tytułową bohaterkę w leśnych gęstwinach. Już sam koncept edytorski zasługuje na uznanie. Opowieść otwiera szczegółowa, przepięknie nakreślona mapa. Dzięki niej młodzi czytelnicy (a wraz z nimi rodzice) mogą namacalnie śledzić wędrówkę Myszki, lokalizować jej norkę i fizycznie uczestniczyć w tej całorocznej podróży. Myszka pełni tutaj rolę pierwszoosobowej narratorki, która z dziecięcym wręcz zachwytem i uważnością zanurza się w każdą porę roku. Autorka uczy nas doceniać uroki, które dorosły świat często ignoruje lub postrzega jako niedogodność: przytulny chłód i rześkość lutego, beztroską zabawę w kwietniowych kałużach, słodki smak leśnych poziomek w czerwcu czy hipnotyzujący szelest suchych liści pod stopami w październiku. Co niezwykle istotne w kontekście współczesnego narzekania na aurę, żadna z pór roku nie jest tu waloryzowana negatywnie. W świecie Myszki nie ma złej pogody – każdy stan natury niesie ze sobą unikalny dar, nową teksturę do poznania i kolejną przygodę do przeżycia.

W drugiej części, zatytułowanej „Myszka nad rzeką. Wyprawa krajoznawcza”, autorka konsekwentnie utrzymuje ten idylliczny, kojący klimat. Główna idea serii nie ulega zmianie, bo też zmienić się nie może – w tym literackim uniwersum mysi slow life stanowi absolutne status quo, fundament całej opowieści. W tym tomie pojawia się jednak pewna nowość: miasto, a właściwie malownicze, leniwe miasteczko położone nad brzegiem rzeki. Wprowadzenie ludzkiej (czy raczej zwierzęcej) infrastruktury oraz gęstszej zabudowy mogłoby sugerować, że przyroda zejdzie na dalszy plan, ustępując miejsca cywilizacji. Nic bardziej mylnego. To wciąż rzeka – dynamiczna, żywa tkanka krajobrazu – pozostaje główną bohaterką historii, determinując rytm życia mieszkańców. Warto również zwrócić uwagę na progresywny podtekst społeczny: wielu bohaterów przewijających się na kartach książki nie jest zdefiniowanych płciowo, choć niektóre zwierzęta ewidentnie performują tradycyjną kobiecość poprzez noszenie uroczych, wzorzystych sukienek. Melvin robi to jednak bez publicystycznego zacięcia, w sposób naturalny i nienachalny.

W obu omawianych tomach warstwa wizualna po prostu zachwyca. Ilustracje Melvin są bliskie doskonałości, łącząc w sobie techniczną precyzję z niezwykłym ciepłem. Sukces ten nie byłby jednak pełen, gdyby nie genialnie zaprojektowana koncepcja otwieranych okienek. Nie jest to tani chwyt marketingowy, lecz głęboko przemyślany element narracyjny. Klapy i skrytki pozwalają dosłownie zaglądać pod powierzchnię świata przedstawionego – w głąb mysiego domku, pod liście czy za pnie drzew. Niebanalna przytulność to immanentna cecha każdego kadru. Z obrazem stworzonym przez Melvin można prawdziwie obcować, kontemplować go godzinami i odkrywać wciąż nowe szczegóły.

Tekst literacki (którego autorem jest mąż artystki William Snow) stanowią proste, melodyjne wiersze, które w idylliczny sposób prowadzą czytelnika przez kolejne rozkładówki. Warto jednak zauważyć, że to warstwa wizualna zdecydowanie dominuje i to ona w głównej mierze opowiada tę historię. Ta wyraźna dominacja obrazu nad słowem może inspirować do ciekawych interpretacji – jako metafora dominacji natury nad kulturą (reprezentowaną przez pismo i język), która w tym świecie odgrywa rolę drugorzędną, służebną wobec otaczającego świata przyrody. Jedyne drobne zastrzeżenie, jakie można sformułować podczas lektury, dotyczy polskiego przekładu. Nie zawsze udaje się w nim utrzymać idealny rytm i lekkość oryginału, czego przykładem mogą być wersy: „Robimy porządki, wiatr targa młode listki… / Spójrz, ptaki też już pracują wszystkie!” [1]. Ta momentami nieco łamana, wymuszona rymami narracja rzuca drobny cień na całość wydania. Całościowo jednak projekt edytorski pozostaje dziełem niezwykle dopracowanym i uważnie przemyślanym.

Doskonałym na to dowodem jest zamykająca każdy tom część stricte przyrodnicza. Autorka rezygnuje tam z poetyckiego tonu na rzecz bardziej informacyjnego, popularnonaukowego opisu poszczególnych miesięcy. Znajdziemy tu wiernie odrysowane i precyzyjnie podpisane gatunki fauny i flory, które spostrzegawczy czytelnik może odnaleźć na wcześniejszych stronach książki. To wspaniałe narzędzie edukacyjne unaocznia niezwykłą dbałość autorki o detale. Choć zwierzęta stworzone przez Melvin noszą ubranka i są w pełni zantropomorfizowane, to ich naukowe opisy na ostatnich kartach odsyłają do prawdziwie istniejących w rzeczywistości gatunków, ich autentycznych zwyczajów oraz naturalnych siedlisk. Mamy tu do czynienia z fascynującą formą realizmu kompensacyjnego: w ramach baśniowej opowieści dla dzieci autorka przemyca rzetelną wiedzę botaniczną i zoologiczną. Dzięki temu zarówno dzika natura, jak i sama literatura dziecięca zostały potraktowane przez Melvin z należytym pietyzmem, powagą i głęboką afirmacją. To właśnie to partnerskie traktowanie małego odbiorcy oraz otaczającego świata przesądza o przyczynach powszechnego zachwytu nad twórczością Szkotki.

Biorąc pod uwagę zalewający rynek księgarski, przytłaczający wręcz ogrom publikacji dla dzieci operujących motywami ekologicznymi i leśnymi, stworzenie czegoś świeżego, ożywczego i autentycznego było zadaniem karkołomnym. Alice Melvin ta sztuka udała się jednak znakomicie. Przyroda w jej wydaniu jest prawdziwie żywa, pulsująca i dynamiczna – i to nie tylko ze względu na ruchome, papierowe elementy. W każdej kresce, w każdym doborze barw wyczuwalna jest głęboka, mimetyczna wrażliwość autorki oraz jej szacunek do świata natury. To książki, które przynoszą ukojenie, stając się dla współczesnych czytelników małym, prywatnym powrotem do utraconego raju.

Przypis: 

[1] Alice Melvin, William Snow, „Myszka i las. Rok w przyrodzie”, przeł. Agata Sadza, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2026, s. 8. 

Książki: 

Alice Melvin, William Snow, „Myszka i las. Rok w przyrodzie”, przeł. Agata Sadza, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2026.

Alice Melvin, William Snow, „Myszka nad rzeką. Wyprawa krajoznawcza”, przeł. Agata Sadza, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2026. 

Proponowany wiek odbiorcy: 4+

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.