Szanowni Państwo!
Właściciele restauracji i hoteli w Bieszczadach tłumaczą niezwykłe pustki w swoich obiektach lękiem turystów przed niedźwiedziami. Lipiec rzeczywiście wygląda w tam nietypowo, na szlakach godzinami można nikogo nie spotkać, a w restauracji być jedynym gościem. Czy to jednak faktycznie wina niedźwiedzi, których w Bieszczadach ostatnio przybyło?
Na dotkliwy brak frekwencji skarżą się również przedsiębiorcy turystyczni znad Bałtyku czy spod Tatr. A przecież tam turyści nie rezygnują z wakacji z powodu niedźwiedzi, bo nad morzem ich nie ma, a w Tatrach są od dawana – co nie zniechęcało tłumów.
W tym kontekście w warto więc zastanowić się, jakie przyczyny i konsekwencje ma podsycanie lęku przed przyrodą, które obserwujemy w Polsce od kilku lat, a ostatnio szczególnie intensywnie.
Na lęku korzysta ten, kto korzysta na konflikcie
Po tragicznej śmierci 58-letniej kobiety, którą w kwietniu w lesie koło Iwonicza zaatakował niedźwiedź, zwierzęta te stały się celem polityków – zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich. W mediach społecznościowych publikują oni, często stworzone przez AI, filmiki i zdjęcia świadczące o rzekomym zagrożeniu. A w Sejmie budują napięcie, pytając, dlaczego państwo rzekomo „abdykowało w obliczu inwazji drapieżników”. Poseł Andrzej Zapałowski z Konfederacji grzmiał, że w Polsce jest nadpopulacja niedźwiedzi, a „niedźwiedź morderca, który zabił kobietę, nie jest zlikwidowany”.
Lęk przed przyrodą, w różnych jej formach jest łatwym paliwem politycznym, ale konsekwencje ponoszą różne grupy społeczne – jak przedsiębiorcy turystyczni, u których klienci odwołują rezerwacje, powołując się na obawy przed niedźwiedziami. Na ile ten lęk jest prawdziwy, a na ile pretekstem, by przesunąć wakacje na ładniejszą pogodę, nie da się udowodnić. Można jednak zdiagnozować, kto go podsyca i komu służy.
W Polsce to instrumentalne podsycanie lęku trwa od dawna. Nieżyjący już minister środowiska w rządzie PiS-u, Jan Szyszko, lękiem przed kornikami uzasadniał wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Afrykański pomór świń stał się pretekstem do tego, by radykalnie zwiększyć limity polowania na dziki, chociaż eksperci podkreślali, że to nieskuteczna metoda walki z chorobą. Ostatnio symbolem zagrożenia są właśnie niedźwiedzie i wilki. Te ostatnie stanowią konkurencję dla myśliwych, bo polują na te same zwierzęta. Na społecznych lękach mogą więc skorzystać różne grupy – myśliwi, którzy chcą polować, politycy, którzy budują w ten sposób swoją popularność, leśnicy, którzy chcą zarabiać na drewnie.
Także wszyscy ci, których celem jest konflikt.
Bo kiedy jedni mówią o konieczności chronienia ludzi przed dziką przyrodą, czyli o polowaniach i wycinkach, to inni protestują. A emocje, które przy tym powstają, tylko rosną. Zapałowski na obrońców przyrody mówi „kiełkojady” – co z pewnością nie służy racjonalnej debacie o potencjalnym zagrożeniu. A na konfliktach zawsze korzystają ci, którym zależy na braku stabilizacji w państwie.
Wszystkie fobie działają tak samo
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” piszemy o lęku przed wilkami. Dzięki wysiłkom włożonym w ochronę przyrody w Polsce, a także w Czechach tych zagrożonych wyginięciem zwierząt przybyło. To jednak ożywiło lęk. Czy samoistnie, czy też na skutek działalności polityków czy myśliwych? Czy łatwo obudzić lęk przed wilkiem? Kto na nim korzysta? A kto traci?
W tekście na ten temat Nikola Budzińska, uczestniczka projektu Młodzi Reporterzy organizowanego przez „Kulturę Liberalną” w ramach współpracy z międzynarodowym konsorcjum dziennikarskim Perspectives, pisze: „Najgroźniejszy nie jest sam wilk, tylko sposób, w jaki o nim opowiadamy. Wtedy widać, że prawdziwym drapieżnikiem tej debaty bywają narracje. Rozszarpują zaufanie, fakty i proporcje. Sprawiają, że zwierzę staje się argumentem wyborczym, figurą kulturową, projekcją lęku i politycznym memem”.
Robert Maślak, przyrodnik i radny Wrocławia z Lewicy, w rozmowie z Budzińską mówi: „Natura zawsze będzie instrumentalizowana, bo jest świetnym materiałem do opowiadania o człowieku. Można na niej grać moralnie, politycznie, estetycznie. Można budować z niej lęk i wzruszenie. Można ją traktować jak ofiarę i jak wroga”.
Tematów do budzenia lęków w Polsce nie brakuje. Populiści podsycają je wobec przyrody i ludzi – ostatnio wobec Ukraińców, wcześniej w ogóle wobec imigrantów czy osób LGBT. Fobie trudno rozbrajać. Może łatwiej będzie zrozumieć, jak to robić na przykładzie wilków, bo wszystkie powstają za sprawą tych samych mechanizmów. A ta wiedza może pozbawiać populistów ich najważniejszej broni.
Życzę dobrej lektury i zapraszam do czytania pozostałych tekstów w nowym numerze.
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”