Szanowni Państwo!
W najbliższą niedzielę może dojść do czegoś, czego w powojennej historii Niemiec jeszcze nie było. W wyborach w jednym z landów Alternatywa dla Niemiec (AfD) ma szansę dostać tak wysokie poparcie, że izolowanie jej może okazać się niemożliwe. Niewykluczone też, że będzie sprawować władzę w lokalnym rządzie. AfD jest skrajną prawicą, negującą wagę pamięci o zbrodniach nazistowskich Niemiec. A także, jak inne tego rodzaju partie w krajach europejskich – jest prorosyjska i antyunijna.
AfD ma największe poparcie w całych Niemczech. Ale nie na tyle duże, żeby mogła stworzyć rząd federalny.
Koalicji również nie stworzy, bo póki co żadna partia nie przyłączyłaby się do niej w Bundestagu. W Saksonii-Anhalcie, gdzie 6 września odbędą się wybory regionalne, najnowsze sondaże dają AfD poparcie 42 procent. Jednocześnie notowania czołowej partii, Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), są tam bardzo słabe – 22 procent.
W takim scenariuszu warunkiem izolacji AfD byłby bardzo kruchy sojusz pozostałych partii, do którego musiałaby wejść lewicowa Die Linke i chadecy – a ci ostatni to odrzucają. Możliwe też jest, że AfD dostanie tyle głosów, że będzie mogła rządzić samodzielnie.
Niewykluczone jest też przełamanie kordonu sanitarnego otaczającego AfD, jeśli będzie potrzebowała koalicjantów. Jeśli do tego dojdzie, może to być dowód na to, że współpraca, choćby ograniczona, jest możliwa.
A więc również i to, że w niemieckiej polityce i społeczeństwie kończy się era pokolenia powojennych demokratów.
W Niemczech zapowiada się więc kryzys polityczny. W dodatku we wrześniu AfD może zdobyć bardzo wysokie poparcie w kolejnych wyborach regionalnych – w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim.
Nie tylko Niemcy
W przyszłym roku skrajna prawica ma szansę na wysokie wyniki w wyborach także w innych europejskich krajach. Na wiosnę zaplanowane są wyniki prezydenckie we Francji. Sondaże pokazują, że do drugiej tury mogą wejść: lider skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) Jean-Luc Mélenchon oraz liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) Marine Le Pen. Faworytką jest Le Pen, jednak zarówno ona, jak i Mélenchon, żądają ograniczenia pomocy dla Ukrainy i zniesienia sankcji dla Rosji. Le Pen jest również eurosceptyczna i opowiada się za ograniczoną współpracą w ramach Unii Europejskiej.
Z kolei jesienią skrajna prawica pójdzie po wygraną w Polsce. Najsilniejszą partią jest u nas wprawdzie Koalicja Obywatelska, ale sondaże pokazują, że partie prawicowe zdobędą więcej głosów i mogłyby stworzyć wspólną koalicję. A nawet jeśli nie stworzą, z którąś z nich musiałaby się porozumieć strona demokratyczna. A to oznacza skrajną prawicę w rządzie.
Jakie to wszystko ma znaczenie w kontekście wojny z Putinem, kondycji wspólnoty europejskiej, przestrzegania praw człowieka w krajach europejskich?
Bardzo duże. Oznacza przełamanie antyputinowskiej europejskiej koalicji, osłabienie unijnych instytucji i zdolności do budowania militarnej niezależności. A także odwrót od praw mniejszości – w tym także imigrantów.
Polska znowu między Rosją a Niemcami?
Prawicowy zwrot w Europie jest widoczny od lat. Tego, że Marine Le Pen wygra najbliższe wybory we Francji, można było się spodziewać już podczas poprzednich. Poparcie dla AfD też rośnie – co prawda latami, ale konsekwentnie. O rosnącym poparciu dla Konfederacji w różnych konfiguracjach też rozmawiamy od co najmniej dwóch kampanii wstecz.
Rosję wzmocniła między innymi ślepa polityka Zachodu, a głównie Niemiec, które chciały w niej widzieć partnera handlowego, odwracając wzrok od zagrożenia, które stwarzała. Teraz wzmocni ją prorosyjska prawica w Europie. Można łatwo przewidzieć, co to oznacza dla Polski leżącej między Rosją a Niemcami, które mogą stać się nie tylko izolacjonistyczne, ale także chcieć wrócić do polityki imperialnej. Przecież liderka AfD Alice Weidel już teraz deklaruje, że nie będzie używać polskich nazw miast, które są jej zdaniem niemieckie.
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” rozmawiam z analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich zajmującym się AfD – Kamilem Frymarkiem. Mówi: „W Saksonii-Anhalcie Wszystko zależy od tego, które z partii wejdą do parlamentu landu, Landtagu. Jeżeli nie wejdzie partia Zielonych albo nawet SPD (Socjaldemokratyczna Partia Niemiec), możliwe jest, że AfD otrzyma tyle głosów, że będzie mogła rządzić samodzielnie. To jest oczywiście jej cel, bo ma problem ze znalezieniem ewentualnego koalicjanta. Jej zwycięstwo byłoby więc trzęsieniem ziemi w niemieckiej polityce. Byłby to pierwszy land, w którym zdobyłaby władzę”.
Teraz pytanie brzmi, czy wewnętrznie zróżnicowana i pozbawiona doświadczonych kadr partia byłaby w stanie rządzić państwem, gdyby pozwoliły jej na to wyniki wyborów i słabość dotychczasowego mainstreamu. Jednak do kolejnych wyborów, tych w 2033 roku, słabości AfD mogą być już nieaktualne. A ponieważ skrajna prawica rośnie powoli, ale konsekwentnie, może się okazać, że kolejna dekada liberalną demokrację będzie pamiętać jako historyczny europejski incydent.
Na całym Zachodzie, tak jak w Niemczech, wiele zależy od politycznego mainstreamu. A ten ma jeszcze czas, aby stworzyć siebie na nowo.
Zapraszam Państwa do czytania wywiadu i pozostałych tekstów w nowym numerze,
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin, zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”