Pełnoskalowa wojna nadal toczy się za naszą wschodnią granicą. Jednak trudno udawać, że Warszawa nie znajduje się już na froncie hybrydowym albo w „fazie zero” konfliktu z Moskwą. Przypominają nam o tym kolejne wiadomości o działalności rosyjskich służb w Polsce. 

W ciągu ostatnich czterech lat wojna zmieniła język naszej debaty publicznej, priorytety państwa i sposób, w jaki myślimy o bezpieczeństwie.

Rozmawiamy równie często o schronach, ochronie infrastruktury krytycznej, obronie cywilnej czy Tarczy Wschód, jak o inflacji czy kryzysie w ochronie zdrowia. 

Najłatwiej dostrzec zmiany tam, gdzie można je policzyć – w kolejnych budżetach na obronność, nowych kontraktach zbrojeniowych, inwestycjach przy granicy czy liczebności armii. To ważna część tej historii. Nie wyczerpuje jednak pytania o to, czym dziś jest bezpieczeństwo.

Dziś wojnę prowadzi się inaczej

Wojna w Ukrainie pokazuje, że współczesny konflikt angażuje nie tylko armię. Wymaga także sprawnych instytucji, lokalnych wspólnot i obywateli gotowych wziąć odpowiedzialność za swoje otoczenie. W „Kulturze Liberalnej” pisaliśmy o tym, jak ukraińskie państwo wykorzystuje oddolną energię obywateli – od produkcji dronów po rozwój nowych technologii. Nie był to efekt jednego rządowego programu. Ta współpraca rodziła się pod presją wojny, często oddolnie, a państwo z czasem nauczyło się ją wspierać i porządkować.

Podobne procesy zachodzą również w Polsce. Dla mieszkańców przygranicznych miejscowości wojna nie jest abstrakcyjnym konfliktem oglądanym w telewizji, o czym pisał Michał Tomczuk w reportażu dla „Kultury Liberalnej”. Wojna w sąsiednim państwie wpływa na codzienne decyzje, poczucie bezpieczeństwa i sposób myślenia o przyszłości. Jedni angażują się w organizacje proobronne, inni po prostu uczą się żyć z poczuciem zagrożenia. Ich codzienność zmienia się szybciej niż język, którym opisujemy bezpieczeństwo.

To doświadczenie nie rozkłada się w Polsce równomiernie. Inaczej wygląda życie w Hajnówce, Węgorzewie czy Sokołowie Małopolskim, inaczej w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu. Mieszkańcy pogranicza szybciej oswoili obecność wojska, częściej obserwują zmieniający się krajobraz swoich miejscowości i częściej zadają sobie pytania, które dla wielu innych Polaków nadal pozostają abstrakcją.

Państwo musi budować zaufanie

Państwo potrafi kupić nowy sprzęt, uchwalić ustawę czy zbudować zaporę. Znacznie trudniej buduje się zaufanie do instytucji, współpracę między administracją a obywatelami czy poczucie współodpowiedzialności za bezpieczeństwo. Tego nie da się stworzyć wtedy, gdy kryzys już trwa. To efekt długiego procesu, którego nie można zastąpić kolejną inwestycją ani rozporządzeniem.

W Polsce przez lata bezpieczeństwo było domeną wyspecjalizowanych instytucji. Wojsko odpowiadało za obronność, straż pożarna za ratownictwo, samorządy za zarządzanie kryzysowe, organizacje społeczne działały obok państwa, a nie razem z nim. Powstały swoiste wyspy bezpieczeństwa – sprawne w swoich obszarach, ale zbyt rzadko współpracujące ze sobą. 

Tymczasem współczesne zagrożenia nie mieszczą się w granicach jednego resortu ani jednej instytucji. Rosyjskie ataki, sabotaż czy kampanie dezinformacyjne pokazują, że odporność państwa zależy od tego, czy z tych wysp można stworzyć archipelag.

Dlatego w tym numerze publikujemy wywiad z socjolożką Weroniką Grzebalską o kulturze obronnej. Rozmawiamy o tym, jak przygotować społeczeństwo do funkcjonowania w świecie, w którym kryzysy przestają być rzadkimi wyjątkami. Zastanawiamy się też, jak budować współpracę między państwem a obywatelami oraz jak wzmacniać lokalne wspólnoty i zaufanie do instytucji.

Ataki rosyjskich dronów przy granicy przypominają, że wojna pozostaje realnym zagrożeniem dla Polski. Równie ważne jest jednak pytanie o to, czego uczymy się z tego doświadczenia jako społeczeństwo. Od tych wniosków zależy, czy w kolejnych kryzysach instytucje i obywatele będą potrafili działać razem. Szczególnie wtedy, gdy poczucie bezpieczeństwa przestaje być oczywistością. 

Zapraszam Państwa do lektury,

Jakub Bodziony
zastępca redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”