Otto Mueller, jego akt „Dwie nagie dziewczyny” i cała historia wędrówki obrazu wydarzyły się naprawdę. Luz (Rénald Luzier) dokładnie prześledził losy tego aktu, który powstał w przeddzień tragicznego dla Europy okresu. Głównym formalnym zamysłem komiksu jest ustanowienie specyficznej perspektywy – obraz jest dosłownie świadkiem historii, bo to z jego punktu widzenia obserwujemy wydarzenia. Daje to oczywiście szereg ciekawych rozwiązań.

(Nie) znany akt

Gdy akt jest malowany, my – z kadru na kadr – mamy coraz większe pole widzenia. Ustawiony w pomieszczeniu jest z jednej strony statyczny, ale z drugiej widzi i słyszy wszystko, nawet gdy nikogo nie ma obok. Zawieszany na kolejnych wystawach czasem rejestruje nogi i brzuchy zwiedzających, czasem czubki ich głów, a czasem plecy, bo w otoczeniu innych dzieł „Dwie nagie dziewczyny” często giną. Nie są tak sławne, jak inne dzieła, a ich autor nigdy nie funkcjonował w głównym nurcie sztuki, nie identyfikując się z popularnymi grupami i nie zdobył takiej popularności, jak inni twórcy jego okresu. Nie znaczy to jednak, że „Dwie nagie dziewczyny” są dziełem nieudanym, nieinteresującym, co Luz świetnie pokazuje. Ukradkowe spojrzenia, westchnienia zachwytu i szczere uśmiechy zadowolenia spotykają co jakiś czas dzieło Muellera. Jednak ten formalny chwyt z opowieścią z punktu widzenia obrazu, jakkolwiek ciekawy i owocujący wieloma przykuwającymi oko momentami – na przykład widokiem na okno w Noc Kryształową – jest też mieczem obosiecznym, bo zamyka nas w nim do samego końca komiksu, stanowiąc bardzo przewidywalny element narracji.

Niemy świadek historii

Luz operuje figurą niemego świadka historii, a „Dwie nagie dziewczyny” rzeczywiście świadkują wydarzeniom tragicznym. Obraz powstał w 1919 roku pod Berlinem. Rok później, razem z autorem trafił do Wrocławia (wtedy Breslau), gdzie Mueller objął stanowisko profesora w Akademii Sztuk Pięknych. Do tego momentu obraz obserwuje przede wszystkim swojego twórcę i jego nieustanne życiowe miotanie się (czy to w kwestii tożsamości, przynależności artystycznej czy relacji z kobietami, a przede wszystkim swoją pierwszą żoną i muzą Marią „Maschką” Meyerhofer), aż trafia w ręce pierwszego nabywcy – notariusza Ismara Littmana. Od tego momentu na scenę wchodzi wielka historia.

Littman i jego rodzina z powodu nasilających się nastrojów antysemickich tracą źródło dochodu i poczucie bezpieczeństwa, a w końcu cały swój dobytek. Ismar nie potrafi udźwignąć tego ciężaru, a jego rodzina zostaje zmuszona do sprzedania dzieł, które ojciec tak kochał, aby sfinansować ucieczkę. Potem „Dwie nagie dziewczyny” przewijają się przez wiele par rąk, zarekwirowane przez Gestapo i włączone do wystawy „Sztuka zdegradowana”. W 1939 roku, razem z 124 innymi obrazami, akt trafia na aukcję. Obraz ma ogromne szczęście – cztery tysiące innych dzieł, uznanych za mniej wartościowe, zostaje spalonych. „Dwóch nagich dziewczyn” nikt nie kupuje. To oczywiście nie koniec historii tej pracy, ale resztę zostawiam indywidualnej lekturze.

Obraz widzi i słucha. Widzi wspomnianą „wielką historię” i występujących w niej poszczególnych aktorów, także wtedy, gdy ci myślą, że nikt nie patrzy. Spotykamy więc rzeszę ludzi, których nowy system uwiera, ale zostawiają to dla siebie. Wyrażają się w przestrzeni ukradkowych spojrzeń, grymasów twarzy, cichych komentarzy. Prowadzą podwójne rozmowy o sztuce, te oficjalne i te mniej. Plują na sztukę współczesną, ale jednocześnie pożądają jej, gdy mogą wejść w jej posiadanie, lub opłakują, gdy zostaje stracona. Czasem widać w tych zachowaniach szczery odruch sumienia, częściej jednak cynizm.

Czy sztuka działa?

Luz, poprzez opowieść o walce ze sztuką i jej twórcami, pokazuje nam jej ogromną siłę. Ma ona bowiem w sobie szczerość i prawdę, których nie da się ukryć, oszukać, skompromitować, czy zniszczyć. Mueller za każdym razem, gdy patrzy na swoje obrazy, widzi Maschkę, swoją muzę i wielką miłość, nieważne jak bardzo rozeszły się ich drogi. Obraz wzbudza też szczery zachwyt jego nabywców. Gdy ważą się losy jego i innych dzieł, pojawiają się ci, którzy odpowiednimi argumentami potrafią je ocalić. A gdy naziści organizują wystawę „Sztuka zdegradowana”, paradoksalnie zamiast wykpić sztukę współczesną, dają jej przestrzeń do funkcjonowania i możliwość dotarcia do kolejnych zwiedzających, którzy pojawiają się na niej tłumnie. A kiedy już wystarczająco głośno krzykną: „wstyd” i „hańba”, dodają znacznie ciszej: „to olej czy akwarela?” i „popatrz, jaki piękny”. 

Kiedy władza zwalcza artystów i ich dzieła albo kiedy wymusza duszenie w sobie szczerych emocji wobec sztuki, nie jest w stanie ostatecznie zwyciężyć, bo sztuka jest prawdą. Nie tyle prawdą faktu, ile prawdą emocji, potrzeb, pragnień. Jest przejawem i kwintesencją ludzkiej natury. Chcieć zabić sztukę to jak chcieć zabić ludzkość. Nie zmienia to faktu, że wielu próbowało i nadal próbuje.

Rénald Luzier doskonale zdaje sobie z tego sprawę. 7 stycznia 2015 roku spóźnił się do pracy. Temu przypadkowi zawdzięcza swoje życie, bo właśnie tego dnia doszło do zamachu na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo” w Paryżu, dla którego pracował. Zginęło dwanaście osób. 

Strach przed sztuką

Strach przed sztuką – przed jej wielką mocą, czy to samego przekazu, czy też obnażania różnorodnych prawd o świecie i nas samych – napędza walkę z nią od tak dawna, jak istnieje sama sztuka. Mimo ciężaru tematu i wojennego tła, „Dwie nagie dziewczyny” są komiksem zaskakująco łagodnym. Z jednej strony to zasługa kreski i koloru. Obrysy malowane są tuszem, kolor nakładany akwarelą. Barwy są przygaszone – to szarości, brązy, pomarańcze ze sporadycznym dodatkiem tych bardziej wyrazistych i nasyconych kolorów. Postaci są rozpoznawalne, co jest widoczne, gdy w zasięgu obrazu znajdzie się jakaś znana postać historyczna, ale uproszczone. Nacisk położony jest na cechy charakterystyczne – większy nos, wąs, kształt głowy. Ale tym największym Luz poświęca najmniej czasu. Skupia się raczej na tych, którzy widzą w „Dwóch nagich dziewczynach” coś więcej. Na powracającej przez lata do obrazu Maschce. Na kolekcjonerach, których zachwycił ten akt. Na szczerych interakcjach. Luz kończy swój komiks wielkim powrotem obrazu do przestrzeni wystawienniczej i do rąk prawowitych właścicieli (do ocalałej z Holocaustu córki Littmana), a także odbiorcy, bez którego sztuka nie może się obejść, zamkniętego w figurze jednej, konkretnej osoby. Stąd również płynie wielka nastrojowość, momentami intymność komiksu.

Wyłania się z tego kolejny istotny, także w kontekście biografii samego Luza, kontekst. „Dwie nagie dziewczyny” to opowieść ocalałych. Może dlatego nie widzimy nigdy na kartach komiksu scen dosłownego niszczenia obrazów. Nie ma tu sprutych płócien i płonących stosów. Przemoc wobec sztuki u Luza jest bardziej przyziemna, mniej spektakularna, a przez to również mocno wpisująca się w codzienność. To konfiskaty majątków, ciemne kąty magazynów, dna skrzyń, niekończące się inwentaryzacje, oportunistyczne zachowania, cyniczne bogacenie się na tym, co pogardzane. Największym zwycięstwem wobec prześladowców jest przetrwanie. 

Obraz, albo szerzej – sztuka, to doskonały przykład, bo niezmienny w swej naturze. Nawet po turbulencjach takich jak te, które przeżyły „Dwie nagie dziewczyny”, po latach spędzonych na strychach, po dekadach nieobecności w publicznej przestrzeni, sztuka może wrócić do nas z taką samą, a może i nawet większą mocą. Kurz, wyblakłe kolory, stara rama – temu wszystkiemu można zaradzić, a drugie życie jest możliwe. Z pewnością takie okazało się dla Luza.

Komiks:

Luz (Rénald Luzier), „Dwie nagie dziewczyny”, tłum. Olga Mysłowska, wyd. Kultura Gniewu, 2026.