
Bardzo mnie cieszy, że po wspaniałym „Lisku” Edwarda van de Vendela i Marije Tolman, którym zachwycałem się dwa lata temu na łamach „Kultury Liberalnej” [1], wydawnictwo Widnokrąg proponuje kolejną piękną książkę prosto z Holandii. Artystyczny talent Tolman jest nie do podrobienia i nie do przecenienia, zwłaszcza gdy bierze się pod uwagę złożony proces twórczy, zakładający pracę na fotografiach autorki drukowanych w technice sitodruku, na których następnie rysowane są kolejne elementy i postaci. Kulisy warsztatu „Jeżyka”, tym razem w pełni autorskiego projektu Tolman, odsłaniają też genezę tytułu oryginału – „Egalus” – łączącego niderlandzkiego jeża [nider. Egel] i morskiego boga Neptuna [nider. Neptunus], dzierżącego trójząb rzymskiego odpowiednika Posejdona [2]. Antyczny kontekst, ważny być może dla części publiczności, jest jednak bardzo subtelny i właściwie zatracony w polskim przekładzie. „Jeżyk” nawiązuje oczywiście do wydanego w 2022 roku „Liska”, a nieobecny w oryginale podtytuł „Strażnik lasu” kieruje uwagę w stronę roli i misji, jakiej oddaje się tytułowy bohater.

Poznajemy go w momencie, gdy w leśnym domu spędza czas z wnukami zatraconymi w lekturze książek, podobnie jak inne zwierzęta przebywające w lesie. Gdy jeden z maluchów prosi o ponowne opowiedzenie o „epoce szybkożytnej”, Jeżyk wraca pamięcią do przeszłości, gdy jako strażnik lasu sprzątał go niestrudzenie mimo pędzących wokół zwierząt, które nieustannie dokądś zmierzały. Jeden tylko jeżyk szedł swoim tempem w kierunku przeciwnym niż reszta, wszyscy bowiem się ze sobą ścigali, zmierzając przed siebie niczym w transie. I niestety pozostawiając przy tym mnóstwo śmieci. To właśnie ich zbieraniem zajmował się strażnik lasu, a noszony z dumą trójząb służył mu do podnoszenia zaściełających ziemię butelek. Gdy jednak pewnego dnia wyczerpany Jeżyk padł na stos zebranych śmieci, pozostałe zwierzęta odesłały go na odpoczynek i same zabrały się za porządki, po których ogłosiły bohatera „strażnikiem lasu”. Opowieść dziadka staje się tym samym pretekstem do wyruszenia z wnukami w piękny, wolny od śmieci i zanieczyszczeń las.

Fabuła „Jeżyka” jest krótka i nieskomplikowana, a w narracji trudno doszukać się głębokiego zarysowania postaci czy zwrotów akcji, jednak warstwa tekstowa odgrywa zdecydowanie mniejszą rolę niż graficzna. Zachwycające ilustracje Tolman nie tyle współtworzą opowieść, ile przynoszą estetyczne i emocjonalne ukojenie. Siła jej książki leży właśnie w malarskich ilustracjach, a pełna paleta barwna z dominantą różu i błękitu wprowadza spokój i ciepło, idealnie oddające podejmowany przez autorkę temat, czyli troskę o najbliższe otoczenie i świat natury. Jednocześnie dynamiczne kompozycje pełne nieraz drobnych, kontrastowych elementów napędzają opowieść Tolman, „szybkożytność” zostaje bowiem przekonująco, a momentami obezwładniająco oddana za pomocą malarskich środków wyrazu. Feeria barw i nagromadzenie postaci sprawiają, że każdą rozkładówkę studiować można dłuższą chwilę, w oko wpadają bowiem kolejne szczegóły, jak choćby zgromadzone w domu Jeżyka butelki wykorzystywane jako wazony na zebrane w lesie pióra ptaków, gałązki drzew i grzyby. Podobnie szczegółowe są reprezentacje różnych gatunków zwierząt i choć trudno posądzić pawie czy nosorożce o zamieszkiwanie holenderskich lasów, to wielość i różnorodność postaci sprawia, że i młodsze, i starsze osoby czytające będą mogły spędzić dłuższą chwilę nad ich identyfikacją. Co prawda zwierzęta Tolman są poddane daleko idącej antropomorfizacji, nie odbiera to jednak „Jeżykowi” walorów poznawczych związanych ze światem przyrody.

To właśnie refleksja nad troską o środowisko naturalne nasuwa się po lekturze książki obrazkowej Tolman, choć autorka nie umieściła w niej ani jednego człowieka. To zantropomorfizowane zwierzęta śmiecą wokół siebie, a nie ludzie, co uznać można za ryzykowny zabieg, rzuca on bowiem nowe światło na świat przedstawiony, będący jedynie odbiciem świata ludzkiego. A może to obraz świata po człowieku, który po jego zniknięciu odradza się własnymi siłami, przybierającymi w książce konkretną formę „strażnika lasu” czyszczącego otoczenie z pozostawionych przez Homo sapiens pozostałości. Budzące się we mnie pytania i wątpliwości dowodzą, że nie można odmówić „Jeżykowi” potencjału ekokrytycznej lektury: zalewające las, góry i morze plastikowe butelki, skontrastowane z zachwycającym światem przyrody, niewątpliwie wzbudzą w osobach czytających refleksję na temat stosunku ludzi do środowiska naturalnego. „Jeżyk” Tolman ukazuje się zresztą w świetnym momencie, gdy lato coraz szybciej przechodzi w jesień, a zmiana pory roku pozwoli dostrzec to, co zwykle mogło umykać. Może nawet uda nam się dostrzec jeża – dzielnego strażnika lasu – tuptającego pośród liści.
Przypisy:
[1] Rudo mi, czyli o „Lisku” Edwarda van de Vendela i Marije Tolman [KL dzieciom] [https://kulturaliberalna.pl/2024/05/14/krzysztof-rybak-recenzja-ksiazki-lisek-wdwarda-van-de-vendela-i-marije-tolman-kl-dzieciom/].
[2] Let’s Talk Illustrators #298: Marije Tolman, 13 sierpnia 2024 [https://www.letstalkpicturebooks.com/2024/08/lets-talk-illustrators-298-marije-tolman.html].
Książka:
Marije Tolman, „Jeżyk. Strażnik lasu”, przeł. Iwona Mączka, wyd. Widnokrąg, Piaseczno 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 4+ (wskazanie wydawcy)
Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.
