ᯓ★

Pierwszego dnia mojego pobytu w Rożawie, na północy Syrii, budzą mnie odgłosy strzałów. Jeszcze na wpół śpiący myślę, że chyba jednak mi się wydaje, ale dźwięki nie cichną – rozlegają się raz po raz, jest ich coraz więcej i dochodzą z różnych stron miasteczka Amuda [kurd. Amûdê]. Wybiegam na zewnątrz, ale nie dostrzegam niczego niezwykłego. Ulica tętni typową dla Bliskiego Wschodu kakofonią dźwięków, na którą składają się chaotyczne przemieszczanie się samochodów, motocykli i wozów oraz gwar rozmów – na chodnikach jedni coś sprzedają, inni kupują.

Seria wystrzałów z karabinu automatycznego rozlega się ponownie. Dopiero teraz zauważam, że wielu ludzi jest uzbrojonych. Z okien samochodów wystają karabiny AK-47, swoje egzemplarze trzymają kierowcy przejeżdżających motocykli. Piesi mają je przewieszone przez plecy. Co jakiś czas ktoś podnosi broń do góry i naciska spust.

Wygląda na to, że mieszkańcy miasta kompletowali swoje wyposażenie na lokalnych bazarach. Zależnie od zasobności portfela jedni mają na sobie mundury maskujące, inni kamizelki kuloodporne założone na codzienne ubrania, jeszcze inni ubrani są w tradycyjne narodowe stroje. Broń posiadają zarówno młodzi, jak i starsi, mężczyźni i kobiety.

Tego ranka w Amudzie odbywa się pogrzeb, dlatego uzbrojonych ludzi jest więcej niż zwykle. Z linii frontu przywieziono ciała trzech poległych żołnierzy. Dzieci i osoby starsze idą, zasłaniając uszy, bo od huku wystrzałów dzwoni w głowie.

Nie wygląda jednak na to, by strzelanie komukolwiek przeszkadzało. Przypomina ono raczej rytuał pożegnania, jakby wraz z hukiem pocisków Kurdowie uwalniali rozpacz, a zarazem wysyłali wiadomość wrogom: śmierć żadnego Kurda nie zostanie zapomniana.

W tej niewielkiej społeczności wszyscy się znają.

Jest luty 2026 roku. W ciągu ostatniego miesiąca w Rożawie – kontrolowanym przez Kurdów regionie Syrii – zginęło co najmniej kilkuset kurdyjskich mieszkańców. W styczniu Kurdowie z Rożawy znaleźli się pod jednoczesnym naporem z kilku stron. Najpierw syryjskie siły zbrojne zajęły ważne dla Kurdów miasta: Aleppo [kurd. Heleb], Rakkę [kurd. Raqa], Kobane [kurd. Kobanê] oraz część innych regionalnych ośrodków. Damaszek oficjalnie uzasadniał ataki dążeniem do stworzenia jednolitej Syrii, do której miały zostać włączone wszystkie mniejszości. Ponieważ Kurdowie nie chcieli zrezygnować z ciężko wywalczonej autonomii, syryjski rząd przejściowy zaczął wywierać na nich presję z użyciem siły.

Do ofensywy przyłączyły się lokalne plemiona arabskie, które dzielą z Kurdami terytorium Rożawy, a z sąsiedniej Turcji zaczęły nadlatywać Bayraktary i inne bezzałogowe statki powietrzne. De facto w interesie Turcji działa również część oddziałów syryjskich sił zbrojnych, które Ankara uzbraja i koordynuje.

Obszar kontrolowany przez Kurdów znów dramatycznie się skurczył. Tym razem utracili oni około 80 procent terytorium. Po raz kolejny zostali wyparci ze swoich ziem i stłoczeni na pozostałych 20 procentach podzielonych na odizolowane od siebie regiony, które sami między sobą nazywają enklawami.

ᯓ★

Tak cicho w Kamiszli [kurd. Qamişlo] bywa tylko nad ranem, około czwartej, gdy wyłączane są generatory przemysłowe. Ulice największego z miast pozostających pod kontrolą Kurdów oplecione są siecią przewodów doprowadzających prąd z generatorów do domów i miejsc pracy. Biały szum silników oraz zapach oleju napędowego stały się codziennym tłem życia całej Rożawy – bazarów, herbaciarni, domów i lokali, w których pali się sziszę. To skutek trwającej od dziesięcioleci wojny z Turcją – ankarskie drony zniszczyły całą infrastrukturę energetyczną.

Po drugiej stronie Kamiszli leży Nusaybin [kurd. Nisêbîn] – kurdyjskie miasto w Turcji. Kiedyś oba ośrodki były połączone, a ludzie swobodnie przemieszczali się między nimi. Dziś rozdziela je wysoki betonowy mur, zaś przejścia graniczne pozostają zamknięte. Ulice przygranicznych dzielnic przykryto blaszanymi zadaszeniami, próbując w ten sposób ukryć je przed obserwacją i atakami tureckich dronów.

We wszystkich szkołach i meczetach w Kamiszli chronią się ludzie, którzy uciekli przed wojną z innych części Rożawy. Tylko podczas ostatniej ofensywy ponad 134 tysiące osób straciło swoje domy, a do Kamiszli przybyły tysiące rodzin.

W jednej ze szkół spotykam Fedan. Jest to już szóste przymusowe przesiedlenie od czasu, gdy w 2018 roku Turcja zajęła jej rodzinne miasto Afrin [kurd. Efrîn]. Wcześniej Fedan musiała uciekać za każdym razem, gdy jej kolejne tymczasowe schronienia nie nadawały się do zamieszkiwania ze względu na zniszczoną wskutek bombardowań infrastrukturę.

Fedan ma 73 lata. Patrzy, jak w obozach przesiedleńców tworzą się nowe rodziny i przychodzą na świat dzieci, z których część umiera niemal natychmiast z powodu wychłodzenia lub braku mleka.

Fedan miała nadzieję, że po upadku reżimu Baszszara Asada w grudniu 2024 roku ataki ustaną. Syryjscy rebelianci zapewniali na nagraniach wideo: „Jesteśmy waszymi synami, nie bójcie się”. Ofensywa jednak nie ustawała i Fedan musiała szukać schronienia po raz kolejny, ponieważ ludzi zabijały wspierane przez Turcję – i niepowstrzymywane przez armię syryjską – oddziały zbrojne.

„Pięknie mówią, ale na tej ziemi trwa rzeź. Nieważne, czy sami jej dokonują, czy dają przyzwolenie na to, by dokonywał jej kto inny” – mówi Fedan.

Nowy rząd Syrii przedstawia się jako inkluzywny i dążący do jedności, jednak celem ataków stają się kolejne mniejszości etniczne.

Najpierw doszło do masakr Alawitów, później Druzów, następnie do zamachu terrorystycznego na chrześcijan, a teraz zaatakowano Kurdów. Powracające fale przemocy pokazują, że Damaszek nie sprawuje pełnej kontroli nad oddziałami włączonymi w struktury armii.

Kurdowie w Syrii wydają się przyzwyczajeni do życia w warunkach wojennych. Od początku syryjskiej wojny domowej w 2011 roku ich ziemie stały się polem walki ścierających się interesów różnych stron. Rebelianci walczyli tu przeciwko dyktatorowi Baszszarowi Asadowi. Wkrótce tak zwane Państwo Islamskie (ISIS) próbowało utworzyć na tych terytoriach własny kalifat. Siły Asada walczyły zarówno z rebeliantami, jak i z ISIS. Turcja prowadziła działania przeciwko Kurdom, wspierając jednocześnie rebeliantów walczących przeciwko Asadowi. Kurdowie walczyli przede wszystkim o przetrwanie.

Kurdowie, trzydziestomilionowy naród bez własnego państwa, powtarzają stare powiedzenie: „Ze wszystkich stron otaczają nas wrogowie, a naszymi jedynymi sojusznikami są góry”.

Żyją rozproszeni w górzystych regionach Bliskiego Wschodu – w Iraku, Iranie i Turcji. Rożawa w Syrii jest jedynym kurdyjskim terytorium pozbawionym gór: płaskim, otwartym i trudnym do obrony. Dlatego wszystkie większe kurdyjskie miasta, a często także mniejsze miejscowości, mają podziemną infrastrukturę.

W Kamiszli wejścia do podziemnego miasta rozsiane są wszędzie – znajdują się pod włazami na ulicach, w piwnicach domów i na placach budowy. W jednym z tuneli spotykam Raperin [kurd. Raperîn], dowódczynię Kobiecych Jednostek Obrony [ang. Women’s Protection Units, YPJ – od kurdyjskiej nazwy Yekîneyên Parastina Jin]. W języku kurdyjskim jej imię oznacza „powstanie”.

Do podziemi schodzę przez piwnicę budynku przemysłowego. Z Raperin spotykam się w jej biurze, kilka kondygnacji niżej. Jeszcze głębiej znajdują się kolejne biura rożawskiej administracji, schrony, szpitale wojskowe i stołówki dla żołnierzy. Wszystko to łączą podziemne ulice, którymi może przejechać nawet niewielka ciężarówka.

ᯓ★

Na kurdyjskie siły zbrojne – Syryjskie Siły Demokratyczne [ang. Syrian Democratic Forces, SDF] – składają się dwa równorzędne komponenty: kobiecy i męski, z których każdy ma własne dowództwo.

Gdy w 2015 roku powstawały SDF, kobiety i mężczyźni walczyli w tych samych oddziałach, jednak wkrótce utworzyli odrębne formacje. W kobiecym skrzydle wszystkie zadania wykonują wyłącznie kobiety – obsadzają stanowiska bojowe, odpowiadają za logistykę i opiekują się rannymi.

Powołanie oddziałów kobiecych w czasie wojny domowej w Syrii nie było wyłącznie decyzją wojskową. Chodziło też o to, by kobiet mogły działać wolne od męskiej dominacji. Pierwszymi ochotniczkami były nauczycielki, studentki oraz kobiety uciekające przed przemocą i przymusowymi małżeństwami. Często rodziny nie pozwalały im wstąpić do oddziałów, dlatego kobiety te odchodziły potajemnie. Zdarzało się i odwrotnie – to same rodziny przyprowadzały je do formacji, wierząc, że w walce z ISIS tylko posiadanie broni daje szansę na przetrwanie.

„ISIS to wróg, który nie boi się śmierci” – mówi Raperin. I właśnie dlatego jest śmiertelnie niebezpieczny. Dżihad to dla nich święta wojna, a ich misja zbrojna ma charakter religijnego obowiązku. Do swoich szeregów ISIS werbowała propagandową obietnicą: śmierć na polu walki jest darem, który gwarantuje wejście do raju. Tam na każdego poległego wojownika ma czekać harem 72 dziewic. W społeczeństwie, w którym seks jest tabu i służy wyłącznie prokreacji, taka wizja raju może wydawać się wyjątkowo kusząca.

Kurdyjskie bojowniczki opowiadały mi, że pojawienie się kobiet na polu walki zachwiało motywacją dżihadystów. Według rozpowszechnionego wśród nich przekonania śmierć z ręki kobiety jest hańbą i pozbawia wojownika prawa do raju.

Raperin wspomina, że oddziały ISIS wycofywały się już na sam dźwięk kobiecego okrzyku bojowego. Inne rozmówczynie przytaczały historie o bojownikach, którzy na widok uzbrojonej kobiety odbierali sobie życie.

W rzeczywistości w Koranie nie ma żadnego zapisu, zgodnie z którym śmierć z ręki kobiety miałaby zamykać drogę do raju. Wszystko wskazuje na to, że był to element wojennej propagandy – mit, który Kurdyjkom dodawał odwagi, a przynajmniej niektórych bojowników ISIS wprawiał w strach.

Kobiety chwytały za broń przede wszystkim z obawy przed przemocą seksualną. Losy Jezydów po ludobójstwie w Sindżarze pokazują, że nie był to lęk nieuzasadniony – bojownicy ISIS uprowadzili wówczas, zgwałcili i sprzedali tysiące jezydzkich kobiet. Część z nich, trafiając do niewoli, popełniała samobójstwo albo walczyła do ostatka, by za wszelką cenę uniknąć pojmania.

Raperin dołączyła do YPJ dziesięć lat temu, po tym jak jej brat został zabity przez terrorystów z ISIS. Była wtedy mężatką. Jak wspomina, pozbawiona jakiejkolwiek kontroli nad własnym życiem, musiała być bezwzględnie posłuszna mężowi. Dziś, otoczona przez inne kobiety i wspierana przez nie, sama podejmuje decyzje i ma poczucie, że odzyskała siebie.

Z czasem YPJ stały się dla kurdyjskich kobiet także miejscem, które chroni je przed przemocą domową.

„Nie ingerujemy bezpośrednio w konflikty rodzinne” – wyjaśnia Raperin. „Ale jeśli kobieta ma problemy, a najczęściej są one związane z mężczyznami, opowiadamy jej o YPJ, o kobiecej solidarności i naszych prawach. Jeśli czuje, że to jest jej bliskie, proponujemy, żeby do nas dołączyła. Szkolimy ją, przyjmujemy do naszych szeregów i dajemy jej broń”.

Do YPJ może wstąpić każda pełnoletnia kobieta. Trafiają tu kobiety z różnych środowisk, grup etnicznych i w różnym wieku.

„Tutaj wszystkie jesteśmy równe i właśnie to jest naszą największą siłą. Najważniejsza jest kobieca solidarność” – mówi Raperin.

Gdy umacniało się ISIS, Kurdowie w Syrii od dwóch lat mieli już własną – Demokratyczną Autonomiczną Administrację Północnej i Wschodniej Syrii [DAANES, ang. Democratic Autonomous Administration of North and East Syria], powszechnie nazywaną po prostu Rożawą. Jedną z podstawowych zasad autonomicznego systemu rządów jest równość kobiet i mężczyzn. Na tej zasadzie opierają się wszystkie instytucje – od kulturalnych i edukacyjnych po polityczne i wojskowe. Kurdowie zreformowali system oświaty, utworzyli uniwersytet i akademię filmową, na których nauczanie odbywa się w języku kurdyjskim, wcześniej w Syrii zakazanym.

Pierwsze kobiece struktury samoorganizacji zaczęły powstawać jeszcze wcześniej – wraz z narodzinami zorganizowanego kurdyjskiego ruchu partyzanckiego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Już wtedy kobiety organizowały się, by przeciwstawiać się przemocy domowej. Jedno z haseł tamtego okresu głosiło: „Kobieta należy do samej siebie!”. Aktywistki dążyły do zmiany norm społecznych usprawiedliwiających przemoc wobec kobiet.

Wraz z utworzeniem w 2012 roku Rożawy ruch kobiet zyskał instytucjonalne umocowanie. Jedną z najważniejszych organizacji samorządowych stała się Kongra Star, odpowiedzialna za wdrażanie praw kobiet w praktyce. Organizację założyły kurdyjskie aktywistki. Kongra Star czuwa nad tym, by zasada równości kobiet i mężczyzn była przestrzegana we wszystkich instytucjach oraz by wdrażano model współdzielonego przywództwa, zgodnie z którym każde stanowisko kierownicze obejmują wspólnie kobieta i mężczyzna.

W 2019 roku Kurdowie, wspierani przez Stany Zjednoczone, pokonali ISIS. Po kurdyjskiej stronie wojna pochłonęła około 11 tysięcy istnień ludzkich, a ponad 20 tysięcy osób zostało rannych. YPJ stały się – obok cywilnych organizacji kobiecych – jednym z filarów autonomicznego systemu, wspierającym równość praw i solidarność, a zarazem jednym z fundamentów tożsamości Rożawy.

„Jako Kurdyjka walczę o przetrwanie mojego narodu, a jako kobieta – o swoje prawa” – mówi Destina, bojowniczka YPJ.

ᯓ★

Odwiedzam rożawską wspólnotę filmowców i artystów Hunergeha Welat. Została założona przez kolektyw artystyczny zaraz po utworzeniu Rożawy. Powstają tu teledyski, filmy dokumentalne oraz patriotyczne klipy wideo, często poświęcone oddziałom bojowniczek i bojowników. Członkowie kolektywu Hunergeha Welat odpowiadają za kreowanie wizerunku Rożawy, a praca jest ich pasją. Od miejscowych Kurdów usłyszałem między innymi taką opinię: „Zdaję sobie sprawę, że tworzą na potrzeby propagandy, ale mnie, jako Kurda, ich muzyka chwyta za serce”.

Administracja Rożawy szybko zrozumiała, że wizerunek zwycięskiej, wyzwolonej Kurdyjki przemawia do zachodniego świata, i starała się go rozpowszechnić, by zyskać większe poparcie.

Zachodnie media, relacjonując wojnę z ISIS, pisały o nieustraszonych Kurdyjkach, na których widok mieli uciekać sami terroryści. Kurdyjskie bojowniczki do dziś przedstawiane są jako współczesne Amazonki: piękne, twarde, odważne, walczące z tym, co same nazywają man’s law – „prawem mężczyzn”. Zyskały uwagę, wsparcie i pomoc organizacji walczących o prawa kobiet. Setki zachodnich feministek i anarchistek przyjechały do Rożawy, by dołączyć do YPJ w walce przeciwko ISIS, a później także przeciwko Turcji.

Szero Hinde [kurd. Şêro Hindê], jeden z producentów i reżyserów tworzących tę wspólnotę, opowiada, że zanim przystąpią do jakiejkolwiek realizacji, długo i wnikliwie badają temat. W ich utworach kobieta jest przedstawiana jako silna i sprawcza. powiadają w nich o losach kurdyjskich kobiet i o historii ich walki.

Powstał on jako odpowiedź na turecką ofensywę, okupację Afrinu oraz użycie broni chemicznej przeciwko Kurdom. Dla Kurdów był to jeden z najbardziej bolesnych epizodów wojny, przypominający, że w walce z Turcją nie mają sojuszników (Stany Zjednoczone, które dostarczały Kurdom broń do walki z ISIS, nie wspierały ich w pozostałych konfliktach).

W tekście piosenki Kurdowie nazywają Turków sukinsynami (dosłownie: „dziećmi suki”). Szero opowiada, że po publikacji tego utworu na kolektyw spadła fala krytyki za porównanie Turków do „dzieci suki”. Kontrowersje nie dotyczyły samej nienawiści wobec Turków, lecz znaczenia słowa „suka” – uznano, że obraża ono kobiety, ponieważ odpowiedzialność i hańba zostają przeniesione na matkę.

ᯓ★

Roż chodziła do szkoły podczas wojny domowej w Syrii, kiedy Kurdowie nie mieli jeszcze swojej autonomii, a język kurdyjski był zakazany. Pewnego razu arabska nauczycielka usłyszała, jak jedna z uczennic rozmawia po kurdyjsku z koleżanką. Wyprowadziła ją z klasy i zaczęła bić trzciną po dłoniach. Powiedziała: „To nie jest miejsce dla języka kurdyjskiego. Żadnego innego języka, tylko arabski”. Baszszar Asad, a wcześniej także jego ojciec, zakazywali również obchodzenia kurdyjskich świąt, używania kurdyjskiej flagi i nadawania dzieciom kurdyjskich imion.

Podczas lekcji religii Roż zapytała nauczyciela, dlaczego Bóg jest mężczyzną i dlaczego nie ma Bogini. Nauczyciel odpowiedział: „Nie wolno tak mówić, to nieprawda”. Nie potrafił jednak wyjaśnić dlaczego. Taka odpowiedź dziewczyny nie satysfakcjonowała. „Pomyślałam: dość, chcę wierzyć w Boginię”.

Roż zadawała coraz więcej pytań, które kształtowały jej osobowość, ale prowokowały nauczycieli: „Dlaczego moje istnienie [jako Kurdyjki i jako kobiety] drażni innych?” – zastanawiała się. Odpowiedź odnalazła w słowach znanego kurdyjskiego pisarza i dziennikarza Musy Antera [kurd. Mûsa Anter]: „Jeśli mój język ojczysty podważa fundamenty twojego państwa, to znaczy, że twoje państwo zostało zbudowane na mojej ziemi”.

Kiedy wybuchła wojna z ISIS, Roż miała 12 lat. Marzyła, by jak najszybciej dorosnąć i dołączyć do oddziałów bojowniczek, ale rodzice ją od tego odwiedli. Dziś ma 23 lata i walczy na innym froncie – o prawa człowieka. Dokumentuje zbrodnie wojenne i naruszenia praw człowieka popełnione wobec narodu kurdyjskiego. W języku kurdyjskim „roj”, czytane jako „roż”, oznacza „słońce”. Nie jest to jej prawdziwe imię, ale to prawdziwe również niesie znaczenie związane z ogniem. Sama Roż określa siebie jako radykalną feministkę: „Uważam, że świat potrzebuje więcej radykalnych feministek i ich głosów”.

„Dlaczego moje istnienie [jako Kurdyjki i jako kobiety] drażni innych?” – Roż.

Do walki o prawa człowieka skłoniła ją historia przyjaciółki z dzieciństwa, którą wydano za mąż wbrew jej woli. Mąż bił ją, a ona zaszła z nim w ciążę, choć wcale tego nie chciała. Roż wraz z grupą bliskich jej kobiet starała się wspierać przyjaciółkę, jak tylko mogła. Pewnego dnia, gdy ta przyszła z podbitym okiem, zaprowadziły ją wraz z półtoraroczną córką do Mala Żin [kurd. Mala Jin] – domu kobiet, ośrodka utworzonego przez organizację Kongra Star, w którym kobiety pomagają sobie nawzajem.

Organizacja ta stara się rozwiązywać przypadki przemocy przede wszystkim poprzez dialog, a jeśli nie udaje się osiągnąć porozumienia, sprawa trafia do sądu. Początkowo Kurdowie nazywali ośrodki Mala Żin „domami rozwodowymi” i oskarżali ośrodki o sianie niezgody, z czasem jednak zaczęto je powszechnie postrzegać jako instytucje służące pojednaniu.

Roż wraz z kobietami z Mala Żin towarzyszyła przyjaciółce przez cały ten proces, wspierając ją emocjonalnie i finansowo. Powrót do rodziny nie był możliwy – jej bliscy byli surowi i głęboko religijni. Mąż nie przestawał jej prześladować, dlatego kobiety z Mala Żin przeniosły ją do Żinwaru [kurd. Jinwar] – wioski zamieszkanej wyłącznie przez kobiety, gdzie do dziś mieszka ze swoją córką. Roż uważa to za jedno z najważniejszych wydarzeń w jej życiu, które położyło fundament pod jej przyszłą działalność:

„Widziałam, jak kobiety wspierają kobiety, jak razem walczą i stają w swojej obronie. Przekonałam się, czym naprawdę jest solidarność”.

Po zwycięstwie nad ISIS Kurdowie zobowiązali się wobec Waszyngtonu, który dostarczał im broń do walki, że będą strzegli więzień. Na terytorium Rożawy przetrzymywano około 40 tysięcy członków ISIS. Tylko jedna czwarta z nich to bojownicy, pozostałe 30 tysięcy to ich żony, dzieci i matki.

W obozie dla więźniów ISIS Roż pracowała z rodzinami terrorystów – cudzoziemkami z Europy, Rosji, Kaukazu, Azji Środkowej i krajów Bliskiego Wschodu oraz ich dziećmi. Ich repatriacja jest powolnym, skomplikowanym i selektywnym procesem: większość państw nie chce przyjmować z powrotem dorosłych kobiet. Jeszcze trudniejsza jest sytuacja dzieci urodzonych ze związków z bojownikami ISIS – wielu z nich ani państwo pochodzenia ojca, ani ojczyzna matki nie uznają za swoich obywateli, a jednocześnie nie otrzymują one syryjskiego obywatelstwa. Zespół Roż starał się pomóc tym rodzinom w deradykalizacji i rozpoczęciu nowego życia.

Roż pracowała wyłącznie w otoczeniu kobiet i nie nosiła hidżabu. Pewnego razu jedna z Arabek chwyciła ją za rękę i powiedziała: „Jeśli stąd wyjdę, natychmiast cię zabiję i wyślę twoją głowę bez hidżabu mojemu mężowi”. Zapytana dlaczego, odpowiedziała: „Bo jesteś Kurdyjką”. Nazywała Kurdów ateistami, poniżała ich i twierdziła, że wszyscy powinni zostać zabici. Powtarzała, że ISIS się zemści i wszystkich ich zniszczy.

„Ona była kobietą i ja byłam kobietą. Byłyśmy w pomieszczeniu, w którym przebywały wyłącznie kobiety, a mimo to mnie zaatakowała. Patrzyła na mnie z nienawiścią i chciała mnie skrzywdzić. Z takim poziomem ekstremizmu się mierzymy”.

Roż opowiada, że w obozach ISIS nawet dzieci życzyły jej śmierci: „Trzy-, cztero- i pięcioletnie dzieciaki patrzą na ciebie z nienawiścią i wykonują gest podcinania gardła. Tak są wychowywane. To rzeczywistość, którą bardzo trudno pojąć”.

Podczas starć w styczniu 2026 roku obozy dla rodzin członków ISIS opustoszały. W chaosie wywołanym atakami wycofujące się siły kurdyjskie pozostawiły więzienia bez ochrony. Wszyscy osadzeni po prostu wyszli przez bramy, w tym także z obozu Al-Haul, w którym pracowała jako wolontariuszka Roż. Nie wiadomo, ilu z nich uciekło, przypuszcza się jednak, że po całej Syrii rozproszyło się od 15 do 20 tysięcy osób wyznających ideologię ISIS – głównie kobiet i dzieci. Wcześniej Amerykanie przenieśli większość bojowników ISIS do więzień federalnych w Iraku.

ᯓ★★

Na obrzeżach Rożawy znajduje się Żinwar – wioska kobiet i matriarchalna wspólnota funkcjonująca na zasadach samorządności. W języku kurdyjskim jinwar oznacza „przestrzeń kobiet”.

Wioska została zbudowana w 2017 roku wyłącznie dla nich. Mieszkają tu, pracują, wychowują dzieci i budują życie poza patriarchalnym systemem – jest to autonomia w obrębie autonomii. Mężczyźni mogą wejść do wioski tylko raz w tygodniu i tylko za zgodą organizacji Kongra Star.

Żinwar składa się z około 30 glinianych domów oraz kilku budynków wspólnotowych – szkoły, kliniki medycyny naturalnej, piekarni i centrum społeczności. Liczba mieszkanek stale się zmienia: obecnie żyje tu około 20 kobiet z dziećmi, choć miejsca wystarczyłoby dla blisko 100 osób.

Większość kobiet utrzymuje się ze wspólnej uprawy ziemi. Uważają, że ziemia daje wszystko, co potrzebne do życia. Decyzje dotyczące funkcjonowania wioski podejmowane są kolektywnie – gdy pojawia się problem, wszystkie mieszkanki zbierają się, aby wspólnie znaleźć rozwiązanie.

Delal mieszka tutaj od siedmiu lat. Jest uzdrowicielką – leczy członków wspólnoty przy pomocy roślin bujnie porastających okoliczne łąki.

Opowiada, że przez całe życie miała poczucie, iż funkcjonuje w świecie zdominowanym przez mężczyzn, który nieustannie ją ograniczał. Najpierw ojciec, później stosujący przemoc mąż, uważali ją za słabą. Nie tylko zresztą ją – tak postrzegali kobiety w ogóle. Mimo to Delal zawsze wierzyła, że ma w sobie siłę, by to zmienić.

„Od samego początku wiedziałam, że jestem silna – duchem i umysłem. Za każdym razem jednak, gdy próbowałam zrobić krok naprzód, rodzina mnie powstrzymywała. Nie pozwalano mi decydować o sobie ani się rozwijać. Zawsze czułam, że każda kobieta nosi w sobie siłę. Nie trzeba jej szukać gdzie indziej – ona jest w tobie”.

Jak mówi, nie mogła już dłużej ukrywać tej świadomości pod hidżabem i czarnymi ubraniami.

„Dlaczego nie pozwolić, by kobiety odkryły, ile mają w sobie siły i potencjału?”.

Delal nie chciała spędzić całego życia w ucisku ani wychowywać córek w takich warunkach. Dlatego zaczęła szukać sposobu, by się usamodzielnić, odzyskać sprawczość i stworzyć dzieciom zdrowe oraz bezpieczne miejsce do dorastania.

Kobiety z Żinwar potrafią same zadbać o swoje bezpieczeństwo, ponieważ YPJ zapewnia im broń i szkoli w jej użyciu. Delal opowiada, że w styczniu, podczas ostatnich starć, gdy siły syryjskie zbliżały się do osady, kobiety ewakuowały dzieci i starsze mieszkanki w bezpieczne miejsce, a te, które pozostały, utrzymywały pozycje, pełniąc dzień i noc wartę wokół wioski.

Podkreśla jednak, że najważniejsze jest wyzwolenie umysłu i rozwinięcie zdolności samodzielnego rozwiązywania problemów. „To nie broń, lecz sposób myślenia – świadomość, że mam siłę, pozwala mi chronić samą siebie. Z tego rodzi się moc do rozwoju”.

Niektóre kobiety zostają tutaj na dłużej, inne tylko do momentu, aż znów poczują się silne i nauczą się samodzielnie żyć. Delal mówi, że wiele z nich po opuszczeniu wspólnoty przekazuje te nowo nabyte umiejętności członkom swoich społeczności.

Jako przykład podaje kobietę, która w Żinwar nauczyła się zarządzania finansami i dziś samotnie wychowuje dzieci. Gdy wróciła do domu, sąsiedzi nie mogli zrozumieć, jak to możliwe, że po pobycie w kobiecej wiosce tak dobrze radzi sobie bez męża. W końcu jedna z sąsiadek przyszła do niej i zapytała: „Co cię tak odmieniło? Jak tam jest?”. Kobieta opowiedziała jej o zmianie schematów myślenia i nowym stylu życia, którego nauczyła się we wspólnocie. Z czasem sąsiadka również dała się porwać ideom Żinwaru.

Wioska realizuje założenia żineologii [kurd. jineolojî] – nauki o kobietach. Jest to system wiedzy i sposób myślenia, w obrębie którego na nowo analizuje się historię oraz miejsce kobiet w procesach społecznych.

Jeden z najważniejszych aspektów żineologii to podejście do zdrowia i ciała kobiety. Zdrowie rozumiane jest tu szeroko – obejmuje dobrostan nie tylko fizyczny, lecz także psychiczny, dający poczucie niezależności i budujący relacje z ludźmi. Kobiece ciało postrzega się nie jako przedmiot kontroli czy źródło wstydu, lecz jako zasób i źródło siły. Duży nacisk kładzie się również na leczenie traum. Proces zdrowienia oznacza zarówno uzdrowienie ciała, jak i odbudowanie relacji z samą sobą.

Żineologia podkreśla znaczenie życia wspólnotowego – przekonanie, że społeczeństwo można budować poprzez solidarność i wzajemne wsparcie. Oznacza to wspólne podejmowanie decyzji, dzielenie się odpowiedzialnością oraz uczenie się od siebie nawzajem.

Żineologię zintegrowano ze wszystkimi strukturami administracyjnymi Rożawy. Opierają się na niej także YPJ, a te same zasady stosowane są w edukacji i kulturze. Na Uniwersytecie Rożawskim żineologia wykładana jest jako odrębna dyscyplina.

Paradoksalnie, podwaliny pod żineologię położył mężczyzna – Abdullah Öcalan, turecki Kurd i jeden z założycieli Partii Pracujących Kurdystanu (PKK). Jego rola pozostaje kontrowersyjna. Z jednej strony stał się centralną postacią kurdyjskich ruchów wyzwoleńczych i bodaj jako pierwszy zaczął mówić o wyzwoleniu kobiet oraz konieczności przekształcenia patriarchalnego społeczeństwa. Z drugiej – zbrojna działalność, w tym ataki na tureckich cywilów, doprowadziła do wpisania PKK na listy organizacji terrorystycznych. Dało to Ankarze międzynarodową podstawę prawną do ścigania kurdyjskich aktywistów zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i poza regionem, pod zarzutem przynależności do PKK. Turcja często represjonuje jednak także osoby niemające żadnych bezpośrednich związków z PKK – dziennikarzy, polityków czy przedstawicieli świata kultury.

Struktura i filozofia Rożawy wyrastają bezpośrednio z idei Öcalana, a zarazem stanowią ich najbardziej udaną realizację tuż przy granicy z Turcją. Sam fakt istnienia tego projektu rodzi pytanie wśród około 20 milionów Kurdów mieszkających w Turcji: dlaczego my tego nie mamy? Ankara zdecydowanie sprzeciwia się powstaniu państwa kurdyjskiego.

Znaczną część koncepcji politycznych, które stały się fundamentem Rożawy – w tym ideę równości płci – Öcalan sformułował podczas pobytu w tureckim więzieniu, gdzie przebywał od 1999 roku. Sama żineoligia jako odrębny system wiedzy została jednak rozwinięta i zinstytucjonalizowana przez kurdyjskie kobiety, przede wszystkim działaczki związane z ruchem Kongra Star.

Obecnie w Rożawie dziedzictwo Öcalana pozostaje przedmiotem sporów. Część syryjskich Kurdów uważa go za wizjonera – jego portrety wiszą w budynkach administracji. Inni chcieliby uwolnić projekt Rożawy od „etykiety Öcalana”, argumentując, że niektóre z jego silnie nacjonalistycznych poglądów stoją w sprzeczności z wieloetniczną wizją Rożawy.

ᯓ★★

Jednym z praktycznych przykładów wdrażania zasad żineologii są kursy feminizmu dla mężczyzn. Założenie jest proste: równości płci nie da się osiągnąć wyłącznie poprzez wzmacnianie pozycji kobiet – wymaga ona także zmiany sposobu myślenia wśród mężczyzn. Na miesięczne szkolenia zapraszani są uczestnicy zajmujący wysokie stanowiska w samorządach, organizacjach obywatelskich i religijnych oraz kierujący przedsiębiorstwami.

W Kamiszli spotykam się z Masudem Jusufem, zastępcą współprzewodniczącego samorządu, który ukończył taki kurs kilka lat temu.

Udział w szkoleniu jest dobrowolny. Kongra Star wysyła zaproszenia do różnych instytucji, licząc na to, że ich liderzy po ukończeniu kursu będą inicjować zmiany w swoich organizacjach. Jusuf twierdzi, że w jego przypadku przyniosło to efekty:

„Teraz koleżanki z pracy mówią: tylko pan Jusuf naprawdę nas rozumie”.

Masud wymienia tematy poruszane podczas kursu: przemilczaną rolę kobiet w historii Kurdów, kobiece ruchy społeczne w Rożawie, żineologię oraz biologię – różnice między ciałem kobiety i mężczyzny. Dużo uwagi poświęca się również męskiej mentalności i temu, jak dominuje ona we wszystkich sferach życia: administracji, wojsku, gospodarce czy rodzinie. Omawiane są także kurdyjskie baśnie i folklor, w których kobiety często spotyka kara za nieprzestrzeganie tradycji.

„To otworzyło mi oczy na codzienność, którą dotąd uważaliśmy za normalną” – mówi Masud.

Jako przykład takiej „normalności” przywołuje głośno opisaną historię Soraji Manuczehri, która w 1986 roku w Iranie została zakopana w ziemi do pasa i ukamienowana. Jej mąż chciał poślubić inną kobietę – czternastoletnią dziewczynkę – dlatego oskarżył żonę o cudzołóstwo. Pierwszy kamień rzucił w nią jej własny ojciec.

„Żyjemy na Bliskim Wschodzie, gdzie istnieje określona hierarchia społeczna. Kiedy jednak spojrzysz na wszystko z nowej perspektywy, zaczynasz odnosić się do kobiet z uznaniem i szanować ich godność”.

Masud przyznaje, że przed kursem nigdy nie spotkał tak silnych i pewnych siebie kobiet. Największe wrażenie zrobiła na nim wykładowczyni historii – kurdyjska partyzantka, która spędziła 15 lat w górach na walce i zdobywaniu wiedzy.

„Jak na nią patrzyłem, rozumiałem, że nie ma granic dla tego, co kobieta może osiągnąć”.

Najtrudniej na kursie mieli uczestnicy wywodzący się z konserwatywnych wspólnot religijnych. Ze szczególnym oporem akceptowali wykłady o teorii ewolucji, sprzecznej z dosłowną interpretacją Koranu. Sama idea, że kobieta nie została stworzona z żebra Adama, wydawała im się bluźniercza.

W najbardziej konserwatywnych środowiskach muzułmańskich prorok Mahomet do dziś uchodzi za największego sojusznika emancypacji kobiet. W VII wieku ogłosił, że kobieta jest równa połowie mężczyzny, a dla wielu wiernych słowa te pozostają niepodważalną prawdą. W praktyce oznacza to między innymi, że córki dziedziczą połowę tego co synowie, a zeznania kobiety w sądzie mają połowę mocy dowodowej zeznań mężczyzny. Przed tą reformą kobiety nie dziedziczyły niczego, były traktowane jako własność mężczyzn, a dzieciobójstwo dziewczynek tuż po narodzinach było powszechnie akceptowaną praktyką.

Przez cały miesiąc trwania kursu uczestnicy musieli samodzielnie wykonywać wszystkie prace domowe: gotować, sprzątać, prać i zmywać naczynia. Jak mówi Masud, dla większości było to doświadczenie otwierające oczy. Jeden z uczestników podsumował je słowami:

„Wygląda na to, że kobieta spędza całe życie w kuchni”.

ᯓ★★

W lutym w regionie Hasaka [kurd. Hesekê] w Rożawie odbyła się konferencja pokojowa z udziałem przedstawicieli plemion arabskich i Kurdów. Niedawno ogłoszeniem zawieszenia broni zakończono starcia między syryjskimi siłami zbrojnymi a Kurdami.

Spotkanie miało miejsce w luksusowym kompleksie wypoczynkowym na obrzeżach miasta. To właśnie w tej części Rożawy napięcia między Arabami a Kurdami są najsilniejsze – obie społeczności stanowią tu mniej więcej połowę mieszkańców. Wraz z umacnianiem swojej pozycji przez siły rządowe Syrii rośnie także pewność siebie arabskich plemion. Ideologia obecnych władz w Damaszku jest im bliższa niż projekt polityczny Rożawy.

Po raz pierwszy od obalenia Baszszara Asada układ sił w regionie zaczyna przechylać się na korzyść Arabów.

Podczas rozmów pokojowych omawiano przede wszystkim kwestie praktyczne: podział władzy, zapewnienie bezpieczeństwa oraz przyszła rola plemion arabskich. Plemiona domagały się większego uznania politycznego na terytorium kontrolowanym przez Kurdów. Padło wiele deklaracji o potrzebie pokoju i przezwyciężenia dawnych krzywd, nie udało się jednak osiągnąć porozumienia. Kurdowie oskarżali Arabów o podsycanie nacjonalizmu i rasizmu. Arabscy uczestnicy odbierali te zarzuty jako obrazę, atmosfera stała się napięta, a część rodzin chciała nawet opuścić salę. Po oficjalnych przemówieniach i burzliwej wymianie zdań wszyscy rozeszli się.

Wśród uczestników nie było ani jednej kobiety. Obie strony reprezentowali wyłącznie mężczyźni. Nawet jeśli kobiety zajmują wysokie stanowiska w strukturach Rożawy, ich rola w dyplomacji pozostaje ograniczona – sąsiedzi po prostu nie chcą prowadzić z nimi rozmów.

Do czasu udziału w konferencji samo istnienie takiego społeczeństwa na Bliskim Wschodzie było dla mnie źródłem inspiracji. Żinwar nie zrobiłby na mnie większego wrażenia w świecie zachodnim, lecz w tutejszych realiach wydawał się niemal mitycznym Eldorado.

Poczucie obcowania z utopią wynikało nie tyle z samych idei, ile z ich zderzenia z rzeczywistością. Równość płci rozwija się tu w realiach wojennych, w miejscach, gdzie warunki życia zbliżają się do granicy katastrofy humanitarnej. Jest stawiana ponad innymi problemami społecznymi i wydaje się, że mogłaby stać się częścią ich rozwiązania. Istnieje jednak zasadnicze ograniczenie – Rożawa nigdy nie została uznana przez żadne państwo ani przez żadną organizację międzynarodową. Z punktu widzenia prawa międzynarodowego terytoria te są nadal częścią Syrii, a legalną władzę sprawuje rząd w Damaszku.

Waszyngton, sojusznik Kurdów w walce z ISIS, uznaje relacje z tymczasowym rządem Syrii za priorytet i opowiada się za zachowaniem integralności terytorialnej państwa syryjskiego. Choć oficjalnie Stany Zjednoczone nigdy nie powiedziały tego wprost, Kurdowie zdają sobie sprawę, że gdyby użyli amerykańskiej broni przeciwko Turcji, będącej członkiem NATO, natychmiast utraciliby amerykańskie wsparcie.

Damaszek nie uznaje kurdyjskiej autonomii i domaga się włączenia wszystkich kontrolowanych przez Kurdów terytoriów oraz ich instytucji politycznych i wojskowych do struktur państwa.

Kurdowie z kolei chcą zachować swoją administrację, własne siły bezpieczeństwa oraz przynajmniej częściową kontrolę nad swoim terytorium. Nie wierzą też, że skłonny do religijnego konserwatyzmu tymczasowy rząd Syrii zaakceptuje system oparty na pełnej równości kobiet i mężczyzn.

Damaszek oświadczył już, że kobiece jednostki wojskowe nie mogą zostać włączone do wspólnej armii syryjskiej obok oddziałów męskich.

Proces integracji pozostaje więc w impasie, mimo że obie strony uzgodniły zawieszenie broni oraz stopniowe włączanie kurdyjskich instytucji politycznych i wojskowych do struktur państwa syryjskiego.

Wygląda na to, że po raz kolejny jedynym wiernym sojusznikiem Kurdów pozostaną góry. Problem w tym, że w Rożawie ich nie ma.

Za pomoc w przygotowaniu tego tekstu dziękuję Dżiwanowi i Alli Ahmedom, których rodzina przyjęła mnie pod swój dach w Kamiszli. Dżiwan jest adwokatem i obrońcą praw człowieka, a Alla pracuje w organizacji wspierającej kobiety zmagające się z rakiem piersi. Codzienne rozmowy z nimi pozwoliły mi lepiej zrozumieć realia Rożawy i odnaleźć się w jej złożonym kontekście.

Dziękuję również Roż, która towarzyszyła mi podczas wywiadów i wizyt w organizacjach kobiecych oraz pełniła funkcję tłumaczki.

Z języka litewskiego przełożyła Paulina Ciucka.

Dziękujemy także Hannie Jankowskiej, arabistce, i Joannie Bocheńskiej, kurdolożce, które zweryfikowały pisownię nazw własnych.

Tekst pierwotnie ukazał się w litewskim magazynie „Nara”.

This issue was published as part of PERSPECTIVES – the new label for independent, constructive and multi-perspective journalism. PERSPECTIVES is co-financed by the EU and implemented by a transnational editorial network from Central-Eastern Europe under the leadership of Goethe-Institut. Find out more about PERSPECTIVES: goethe.de/perspectives_eu.

Co-funded by the European Union. Views and opinions expressed are, however, those of the author(s) only and do not necessarily reflect those of the European Union or the European Commission. Neither the European Union nor the granting authority can be held responsible.