Opera w Kolonii
Richard Strauss, „Kawaler z różą”

(od 27 września do 20 grudnia 2026)

Na rozpoczynający się właśnie sezon Opera w Kolonii zaplanowała, przede wszystkim, powrót do gmachu swojego teatru, którego remont zajął ostatnich 14 lat i kosztował 1,5 miliarda euro (sic!). Więc panuje wielka ekscytacja i  radość, że znów będzie można usiąść na „huśtawkach”, jak Kolończycy w 1957 roku, nazwali tamtejsze loże. Tak, maju przyszłego roku minie 70. lat od otwarcia tego teatru, a repertuar na nadchodzący sezon jest godny okazji – 12 premier i szereg wznowień, od baroku, po nowe zamówienia kompozytorskie.
Wielkie otwarcie uświetni „Kawaler z różą” Straussa, czyli pewnie będzie nostalgicznie, komicznie i zobaczymy jak jeszcze, Jako Marszałkową usłyszymy Magdalenę Hinterdobler, więc należy się szykować na wyrafinowaną wokalnie kreację. 


Opera w Koloni
Jacques Offenbach, „Opowieści Hoffmanna”
(od 28 listopada 2026 do 27 lutego 2027)

Opera o poecie, malarzu, kompozytorze funkcjonującym między rzeczywistością, a fantazją, o tym za czym tęsknimy, co kochamy, czego pragniemy, i o tym czy w ogóle potrafimy to rozpoznać, zdefiniować? Inscenizacja „Opowieści Hoffmanna” w reżyserii Stefana Herhaima nie jest nową, bo powstała dziesięć lat temu w Bregenz. To widowiskowy, lecz nie pusty teatr, który wyrywa „Opowieści” z kategorii wiązanki infantylnych, znanych melodyjek i dodaje rzadko spotykanego w tym utworze ciężaru gatunkowego. Przeniesienie tej inscenizacji do Kolonii jest nomen omen bardzo na miejscu. Oto przy placu Offenbacha, urodzonego w Kolonii kompozytora, pokazane zostanie jego najsławniejsze i to w naprawdę niebanalnym ujęciu reżyserskim.

 

Opera w Stuttgarcie
Dimitrij Szostakowicz „Lady Makbet mceńskiego powiatu”
(od 8 listopada 2026 do 22 stycznia 2027)

 

Są opery, które opowiadają historię i są takie, które same stają się historią. „Lady Makbet mceńskiego powiatu” Dmitrija Szostakowicza należy do obu tych kategorii. To nie tylko historia namiętności, samotności, przemocy i desperackiej próby wyrwania się z opresji. To także dzieło, które samo stało się ofiarą politycznej przemocy: po premierowym sukcesie Szostakowicz został za nie zaatakowany przez sowiecką władzę, a „Lady Makbet” na lata musiała zniknąć. (przeczytaj więcej o historii powstania, i o tym jak „Lady Makbet”  ściągnęła na swojego twórcę wielkie niebezpieczeństwo) Jesienią w Operze w Stuttgarcie warto zobaczyć nową produkcję tego przejmującego dzieła. Będzie to pierwsza produkcja, którą poprowadzi w tym teatrze Nicholas Carter po objęciu stanowiska dyrektora muzycznego. W roli tytułowej wystąpi znakomita mezzosopranistka Rosie Aldridge, która ma zmysł pozwalający jej zawładnąć sceną, co w połączeniu ze zwykle prostym, feministycznym przekazem reżyserki Ulrike Schwab, oraz jedną z najlepszych orkiestr operowych może spowodować, że Szostakowicz zabrzmi pełną mocą.

 


Opera w Stuttgarcie
Giuseppe Verdi „Traviata”
(od 13 grudnia 2026 do kwietnia 2027)

 

Spektakl „La traviata” w reżyserii Benedikta von Petera to słynna, nowatorska inscenizacja Verdiowskiej opery – dzieła, które wystawia się zdecydowanie zbyt często, zazwyczaj bezlitośnie kiczowato, a przede wszystkim źle śpiewa. Von Peter stworzył z „Traviaty” swoisty „one-woman show” z udziałem sopranistki Nicole Chevalier. Spektakl miał premierę piętnaście lat temu w Hannowerze, od tamtej pory objechał kilka teatrów, a w tym sezonie trafia na deski Opery w Stuttgarcie. Kto nie doświadczył tej inscenizacji, ten nie wie, jak wielki ładunek emocjonalny może uwolnić „Traviata”. Przez te lata głos Chevalier się zmienił, a więc i jej repertuar; o Chevalier pisaliśmy niedawno w kontekście jej zjawiskowej kreacji w „Salome” [przeczytaj recenzję: „Nicole Chevalier – postać z krwi i tańca, czyli o Salome Straussa”]; to artystka ekstremalna i warto tego ekstremum doświadczyć.

 

Opera we Frankfurcie

Ernest Chausson, „Król Artur”
(od 8 listopada do 16 grudnia 2026)

 

Był 10 czerwca 1899 roku w nieodległym od Paryża miasteczku Limay Ernest Chausson spędzał wakacje. Tego dnia ze stolicy wracała jego rodzina i kompozytor spieszył na rowerze przywitać ich na stacji kolejowej. Jechał z górki, i nie wyhamował rozbijając się o mur, jego rower mógł w ogóle nie mieć hamulców, nie były one wówczas standardem wyposażenia, zazwyczaj hamowało się nogami zdzierając podeszwy butów. Chausson zginął na miejscu, miał 44 lata. Zostawił jedną, ukończoną operę – „Król Artur” (1895). Paryskie sceny odrzuciły „Króla Artura”, obawiając się zbyt skomplikowanej postwagnerowskiej partytury. Ostatecznie dzieło wystawiono w Brukseli dopiero w 1903 roku. „Król Artura”

 

Frankfurcka Opera zdaje się konsekwentnie wracać do tego, co w historii muzyki francuskiej bywało spychane na dalszy plan. W 2025 roku z dużym sukcesem przypomniała „Guercœur” Albérica Magnarda [przeczytaj recenzję]. „Król Artur” Chaussona wpisuje się w tę samą, fascynującą linię repertuarową. To muzyka francuska, która nie brzmi jednak jak pocztówka z Francji. Jest gęsta, mroczna, przesycona Wagnerowskim idiomem, a zarazem poszukująca własnego języka dla doświadczenia schyłku wieku.

Nie bez znaczenia jest przy tym frankfurcka obsada „Króla Artura”. W głównych partiach usłyszymy Magdalenę Hinterdobler, Thomasa Blondelle’a i Domena Križaja. Nie ma też wielkich watpliwości, że Frankfurter Opern- und Museumsorchester pod batutą Guggeisa sprostają monumentalnej, chwilami hipnotycznej warstwie orkiestrowej Chaussona. Inscenizację przygotuje reżyser młodego pokolenia, Manuel Schmitt i raczej jego „Król Artur” nie będzie rekonstrukcją zapomnianego świata późnego romantyzmu, a opowieścią, w której dawny mit przemówi językiem współczesnych lęków i kryzysów.

 

Opera Wiedeńska

Alexander Zemlinsky „Tragedia Florencka” , Bélla Bartók „Zamek Sinobrodego”
(od 3 do 12 października 2026)

Dwaj mistrzowie ekspresjonizmu i ojcowie XX wiecznej awangardy zarazem – Zemlinsky i Bartók oraz ich dwa wielkie, acz krótkie dzieła operowe. „Tragedia florencka” błyskotliwa językowo i muzycznie wciągająca historia trójkąta miłosnego, to prawdziwy intensywny operowy dreszczowiec, oraz zapuszczający się w najmroczniejsze rejony psychiki bohaterów „Zamek Sinobrodego”. W obu, prawdziwie wielka symfonika spotyka się z najzupełniej kameralną obsadą. W Wiedniu jedna z najlepszych orkiestr operowych spotka się ze znakomitą obsadą: Dmitrijem Gołowninem, Christopherem Maltmanem, Asmik Grigorian i Florianem Boeschem. Wszystko wyreżyseruje Wasilij Barchatow. Kusi, żeby sprawdzić, jak zadziała to połączenie. 

 

Opera w Hamburgu
Ryszard Wagner „Walkiria”
(od 3 października do 1 listopada 2026)

 

Hamburska Staatsoper nie obsadza komercyjnie, tylko profesjonalnie. Zamiast polowania na nazwiska mamy tu konstelacje śpiewaków, którzy zwykle potrafią udźwignąć powierzane im role.  Jesienią w Hamburgu będzie można usłyszeć „Walkirię”, potencjalnie bardzo dobrze obsadzoną i dobrze zagraną. Te spektakle dla wielu mogą być szansą na swego rodzaju oczyszczenie po tegorocznym Festiwalu Wagnerowskim w Bayreuth.

W Hamburgu jako Brunhilda wystąpi Allison Oakes – jeden z najlepszych obecnie sopranów dramatycznych, [pisaliśmy o jej wybitnej kreacji w „Elekrze”]. Derek Welton zaśpiewa partię  Wotana; to jeden z tych przypadków, gdy warto było przez lata obserwować nie gotową „gwiazdę”, która obecnie zdaje się mieć na rynku głosów wagnerowskich swoje pięć minut. Nicky Spence i Vida Miknevičiūtė jako kazirodcze rodzeństwo mają szansę nadać pierwszemu aktowi potrzebną mu temperaturę. Annika Schlicht to jeden z najwspanialszych głosów mezzosopranowych tej dekady, a może więcej, i jako Fricka uzupełni ten mocny zespół śpiewaków.

Spektakl w reżyserii Clausa Gutha. Osiemnastoletni już spektakl wciąż należy do najciekawszych odczytań „Pierścienia”. Guth wyrzucił z niego sporą część mitologicznego bagażu. Wotan nie jest tu bogiem z germańskiej pocztówki, lecz kimś w rodzaju reżysera eksperymentu społecznego, który próbuje urządzić świat po swojemu. Jak to zwykle bywa z eksperymentami na ludziach, wszystko kończy się katastrofą.

Teatro alla Scala (Mediolan)
Giuseppe Verdi, „Otello”
(od 7 grudnia 2026 do 5 stycznia 2027)


Zróbmy sobie na koniec wycieczkę do mainstreamu totalnego i przy okazji powtórzmy trochę historię. Wszak to, czym La Scala dysponuje obecnie, to głównie historia. Inauguracja sezonu w La Scali, to jedno z najważniejszych wydarzeń towarzyskich we Włoszech. Sezon nie zaczyna się tam wczesną jesienią, jak w większości teatrów, a dopiero 7 grudnia, wszak we Włoszech nawet coś tak bezbożnego jak opera jest święta, więc nie ma lepszego terminu na rozpoczęcie sezonu, jak imieniny Ambrożego, świętego patrona miasta. W tym roku na rozpoczęcie sezonu La Scala zaprezentuje „Otello” Verdiego. Dzieło, które w tym kontekście pojawi się już po raz czwarty; w tym specyficznym rankingu prowadzi inna opera Verdiego – „Don Carlo” (od 1951 roku, 7 grudnia pojawił się 5 razy).

Cofnijmy się jeszcze w czasie, do 1887 roku, gdy pokazano „Otella” po raz pierwszy w historii, a miało to miejsce właśnie na scenie La Scali. To był wielki powrót Verdiego zarówno do tego teatru, bo przez czterdzieści dwa lata kompozytor omijał tę scenę, bowiem uważał ją za słabą, i był to także powrót Verdiego z kompozytorskiej emerytury. Nie planował pisać „Otella”, ani żadnej innej opery, a w 1887 miał już 73 lata. Tyle samo ma nowy dyrektor muzyczny La Scali, Myung-Whun Chung, który 7 grudnia zadyryguje „Otellem”, dziełem z którym jest bardzo kojarzony, głównie dzięki popularnemu nagraniu z 1993 roku, w którego obsadzie znaleźli się: Plácido Domingo, Cheryl Studer i Siergiej Leiferkus.

Nowa inscenizację „Otella” wyreżyseruje dla La Scali Damiano Michieletto, a zaśpiewają: Brian Jagde, Luca Salsi i Eleonora Buratto, w pierwszej obsadzie, oraz Arsen Soghomonyan, Roberto Frontali i Roberta Mantegna w obsadzie drugiej. Czy La Scala, jedna z najbardziej komercyjnych scen operowych świata, zaproponuje teatr operowy dorównujący legendzie tej sceny? Czy będzie to poziom muzyczny, na który Verdi nie kręciłby nosem? Pytanie tylko, czy za tę cenę biletów warto w ogóle się o tym przekonywać.

Bayerische Staatsoper, Monachium
Brett Dean „On one Blood”
(od 3 do 10 października)
oraz Gaetano Donizetti „Maria Stuarda” (od 20 grudnia)

Dwie królowe: Elżbieta I i Maria Stuart. Kuzynki, rywalki, kobiety „jednej krwi”, które za życia nigdy się nie spotkały, ale od XIX wieku występują razem w operach. W 1827 spotkały się w „Marii Stuart, królowej Szkocji” Carlo Cocci, a niedługo potem w „Marii Stuart” Gaetano Donizettiego, która jako jedyna z całej serii oper o szkockiej królowej weszła na stałe do repertuaru, a premierę nowej produkcji tej opery monachijska scena szykuje na grudzień, w rolach głównych wystąpią Lisette Oropesa i Anastasia Bartoli. Tymczasem w październiku będzie można zobaczyć operę Bretta Deana „Z jednej krwi”, która miała prapremierę w maju 2026 roku.

Czy opera może jeszcze opowiedzieć tę historię, którą znamy niemal na pamięć? Brett Dean w „Of One Blood” („Z jednej krwi”) udowadnia, że tak. Pod warunkiem, że zamiast kolejnego kostiumowego romansu zaproponuje się coś w rodzaju muzycznej sekcji zwłok. Libretto tej nowej opery zostało oparte na listach obu królowych oraz innych XVI-wiecznych tekstach. Reżyser Claus Guth przeniósł akcję do klinicznie białego laboratorium: badacze otwierają grobowiec Marii Stuart, jakby historia była jeszcze nierozpoznanym materiałem dowodowym. Z tej bezdusznej scenerii Dean wydobywa muzykę zaskakująco zmysłową. Gęsta, współczesna orkiestracja spotyka szerokie łuki wokalne, chwilami niemal belcantowe, a głosy nie giną w dźwiękowej masie. To nowoczesne komponowanie, w którym opera nie musi wybierać między eksperymentem a emocją. Tutaj jedno i drugie pracuje na rzecz starej historii i sprawia, że brzmi ona niepokojąco świeżo. Dużą zaletą przedstawienia są Vera-Lotte Boecker jako Maria i Johanni van Oostrum w roli Elżbiety. Nie oglądamy w tym spektaklu pomnikowych portretów, lecz dwie kobiety uwikłane w bezlitosną politykę.

Gniewomir Zajączkowski

 

zdjęcia
1  Balkony („huśtawki”) Opery w Kolonii, 2026. Fot. ©Thomas Banneyer
2. Nicole Chevallier jako Violetta w „Traviacie”, reż. Benedikt von Peter, Opera w Bazylei, 2025. Fot.© Ingo Höhn

  1. Scena z „Walkirii” w reż Clausa Gutha, Staatsoper Hamburg. Fot. © Monika Ritterhaus
  2. Scena z opery „Z jednej krwi”, Bayerische Staatsoper, Monachium, 2026. Fot. © Monika Ritterhaus