Punktem wyjścia „Glory Game” jest kwadratowa, piaszczysta powierzchnia, służąca jako boisko. Na linii startu ustawia się sześciu nagich zawodników. Ich naoliwione, umięśnione ciała lśnią w zimnym świetle. Rozbrzmiewa ciężka basowa muzyka. Gotowi, do biegu… ale czy na pewno start? Bowiem bieg rozpoczyna się w slow motion. A ruch pozostaje zwolniony do końca tego godzinnego performansu.
„Glory Game”, wyprodukowany przez Teatr Komuna/Warszawa, to spektakl ufundowany na napięciu: z jednej strony – dynamika i gwałtowność sportu; z drugiej: cierpliwość i uważność, jakich wymaga od widza spowolniony do granic możliwości ruch w choreografii Dominika Więcka. Jak czytamy w opisie performansu, „pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie zbiegają się w czasie z wynalezieniem kinematografu […]”. Ta ciekawostka staje się kluczowa w odbiorze paradoksu, jakim jest oglądanie aktywności fizycznej w zwolnionym tempie: audiowizualna rejestracja ruchu pozwala na dokładniejsze obejrzenie, a nawet odtworzenie sportowych igrzysk, a więc uczynienie z nich medialnej, masowej rozrywki. W dobie mediów społecznościowych i niekończącej się reprodukcji pojawia się dodatkowe pytanie: co jest ważniejsze w czasach, gdy wszystko jest nagrywane i upamiętniane – sama aktywność fizyczna czy status zawodnika jako celebryty, którego ciało można w kółko podziwiać, obserwować i niemalże inwigilować?
Czy fetyszyzowane aktywne ciało ściga się zatem o klasyczną wygraną, czyli dobiegnięcie do mety przed innymi zawodnikami? Czy raczej stawką jest estetyczne uznanie?
Sport czy wyścig szczurów?
Artyści tworzący kolektyw Sticky Fingers przez pierwszą część spektaklu biegną w te i we wte, od jednej krawędzi piaskownicy do drugiej. Początkowo ich ruch jest zsynchronizowany i rytmiczny, lecz powoli rozwarstwia się i rozstraja – niektórzy wychodzą na prowadzenie, inni pozostają w tyle. Zawodnicy/tancerze zaczynają wchodzić w interakcje; ocierają się o siebie, nokautują bądź wzajemnie sobie pomagają. W ten sposób stopniowo zyskują indywidualność i nabierają charakteru.
Jednak tym, co łączy zawodników, jest uwięzienie – kwadratowa piaskownica staje się nie tylko linią startu i mety, lecz także pułapką.
Nasuwa się tu kolejne pole interpretacyjne: w dobie neoliberalnego systemu, gdzie każdy jest pozostawiony sam sobie, obowiązuje mentalność „wyścigu szczurów”, gdzie, aby osiągnąć sukces, należy wygrać z konkurencją. Ale zwolnione tempo i zamknięta przestrzeń pozwalają widzowi na postawienie kluczowego pytania: właściwie dlaczego i po co się ścigamy?
Metaforyka wyścigu szczurów zostaje jednak skutecznie skontrowana w drugiej części spektaklu, kiedy zawodnicy zaczynają znajdywać pod piaskiem wpierw ubrania, a potem przedmioty, takie jak okulary i medal. Elementy te wywołują rozproszenie – cel staje się mniej jasny, a na pierwszy plan wysuwają się relacje zachodzące między zawodnikami.

Zawodnicy, którzy przez pierwszą część performansu byli nadzy, teraz zaczynają się ubierać w luźne, sportowe stroje. W ten sposób po raz pierwszy dostrzegają się wzajemnie jako jednostki z charakterem, wywołując wobec siebie takie emocje jak zauroczenie, zazdrość czy pożądanie. Znamiennym jest moment, kiedy postać Dominika Więcka jako jedyna pozostaje naga, a przez to zawstydzona. Wydaje się to oczywistym odwołaniem do biblijnego wygnania z raju, gdzie potrzeba zakrycia nagości staje się symbolem zyskania tożsamości – a jednocześnie ostatecznego odcięcia się od świata natury. Zawody na piaskownicy wkraczają w nowy wymiar.
Rywalizacja już nie polega na dobiegnięciu do mety jako pierwszy, a raczej na tym, kto założy jakie ubranie, kto z kim nawiąże romans, a kto zostanie z boku. Pojawienie się pobocznych wątków i nowych celów odczytywać można dwojako. Czy materializm odwraca uwagę od pułapki, jaką konstruuje współczesny system, czy wręcz przeciwnie: jest punktem wyjścia do poszukiwania nowych celów, które naginają system i pozwalają funkcjonować w nim na swoich warunkach? Wydaje się, że przedstawione epizody odgrywane przez tancerzy pozwalają na oba odbiory: podczas gdy część zawodników do końca przedstawienia wdaje się w irracjonalne bójki, niektórzy zaczynają dostrzegać możliwość przekroczenia granicy piaskownicy i odkrycia, co kryje się poza nią.

„Glory Game” jako karnawał
Ta niejednoznaczność interpretacji chwilami może być postrzegana jako dramaturgiczna słabość – rozproszenie artystów po scenie wprowadza chaos i nawet zwolnione tempo nie pozwala na spójne rejestrowanie wielu wątków, które im dalej w las, tym bardziej zatracają wcześniej klarowny sens. Ale przeciwważy to groteskowość, która dominuje w tej części spektaklu. Wybrzmiewa tu fakt, że Dominik Więcek, obok choreografii, jest także komediowym twórcą w mediach społecznościowych.
Mimika i zachowania artystów są przerysowane i wywołują wśród widowni szczery ubaw, a niektóre ruchy przypominają slapstickowe tricki wyjęte żywcem z komediowych rolek na Instagramie czy TikToku.
Przywodzi to na myśl „karnawał” w rozumieniu Michaiła Bachtina: dominantą jest śmiech, wspólny i wyśmiewający każdego. Abstrakcja sięga zenitu, gdy jeden z artystów wyciąga zza sceny deskę do padla, a z kolei druga osoba znajduje szczotkę do sprzątania kortów tenisowych; elementy sportowe zyskują nowe, komediowe znaczenia. W ten sposób „karnawałowość” „Glory Game” staje się czynnikiem wywrotowym, który pozwala na ośmieszenie systemu i postawienie go w nowym, ironizującym świetle. Najdobitniej ilustruje to akt przekopania i zdekonstruowania piaskownicy dzięki znalezionej pod piaskiem łopacie.

O co rywalizujemy?
Spektakl Dominika Więcka zręcznie przeobraża tematykę sportu i igrzysk w refleksję nad tym, czym są wyścig i rywalizacja we współczesnym świecie. Artystom należy się uznanie za precyzję i konsekwencję operowania w zwolnionym tempie, które skutecznie przeciwstawia się dzisiejszemu naciskowi na szybkość i bezpośredniość. Czerwony odręczny napis na kartonie, który unosi postać Więcka pod koniec spektaklu „LET’S WATCH IT IN SLOW MOTION”, staje się także zaproszeniem dla widza do zatrzymania się i zastanowienia nad własną kondycją. Wybrzmiewa to tym silniej, gdy pod koniec spektaklu wszyscy artyści stają w bezruchu i uśmiechają się porozumiewawczo do widowni, dobitnie dając znak, że ten spektakl wyśmiewa także i nas – rywalizujących na studiach, w pracy, w relacjach.
Wychodząc ze spektaklu, pozostajemy z pytaniem: Czy jeśli zwolnimy, będziemy w stanie dostrzec abstrakcyjność i irracjonalność celów, do których dążymy? A może pojawią się cele nowe, poboczne, które uwolnią nas z naszych własnych piaskowych boisk?
„Glory Game”
Koncepcja i choreografia: Dominik Więcek
Występuje kolektyw Sticky Fingers Club w składzie: Daniela Komędera, Dominika Wiak, Dominik Więcek, Monika Witkowska – oraz Natalia Dinges, Piotr Stanek, Michał Przybyła
Opieka dramaturgiczna: Konrad Kurowski
Scenografia: Mateusz Mioduszewski
Kostiumy: Weronika Wood
Muzyka: Przemek Degórski
Reżyseria oświetlenia: Piotr Pieczyński
Spektakl wystawiony był w ramach pokazu Polskiej Platformy Tańca we Wrocławiu, organizowanej przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.
