Grzyby ogólnie nie mają dobrej prasy: pleśni raczej unikamy, chociaż niektóre sery bez niej nie istnieją; nikt nie chce mieć grzyba na ścianie, ale pełen koszyk grzybów to powód do dumy. Zresztą grzybobranie można uznać za sport narodowy Polski, a także Czech, gdzie grzyby mają prasę bardzo dobrą – ba! – doczekały się własnego magazynu stworzonego przez „grzyby grzybom”. „Myko”, bo taki nosi tytuł, czerpie oczywiście z mykologii, czyli nauki o grzybach, i choć do zebranego w jeden tom rocznika wprowadza jego redaktor naczelny Fungus X. Imperfectus, to za całym przedsięwzięciem stoją tak naprawdę Jiří Dvořák i Daniela Olejníková.

Liczące niemal sto stron „Myko” to jeden rocznik dziesięciu numerów magazynu dającego wgląd w fascynujące królestwo grzybów (w tym pleśni i drożdży), jak i bliskich im porostów i śluzowców. Od razu muszę zaznaczyć, że nie jest to lektura łatwa, w tekście roi się bowiem od specjalistycznego słownictwa i nazw gatunkowych, które tłumaczce Julii Różewicz z pewnością sprawiły niemało kłopotu. Podziwiam więc nie tylko jej pracę i zapewne równie duży wysiłek redakcji wydawnictwa Agora dla dzieci (w stopce nie wspomina się konsultacji merytorycznych), bo dzięki nim trafiła do Polski książka nagrodzona BolognaRagazzi Award w kategorii non-fiction i wpisana na listę Białych Kruków monachijskiej Międzynarodowej Biblioteki Młodzieżowej. Te wyróżnienia nie dziwią – książka Dvořáka i Olejníkovej zachwyca zarówno tematem, jak i formą, bowiem w każdym z dziesięciu numerów odkryć można fakty o świecie grzybów pisane z ich własnej perspektywy. W podobnej konwencji przedstawiam więc dziesięć powodów, dla których warto sięgnąć po „Myko”:

  1. „Od grzybni, czyli od początku” – wyrażona tymi słowami zmiana perspektywy z antropocentrycznej na mykocentryczną sprawia, że osoby czytające inaczej spojrzą na świat, który je otacza. Daleko posunięta antropomorfizacja co prawda nie wszystkim przypadnie do gustu, ale w przypadku „Myko” działa świetnie, grzybom oddawana jest bowiem sprawiedliwość, zarówno w aspekcie cywilizacyjnym, kulturowym, jak i naukowym – nie raz mowa o „«naukowcach» gatunku Homo sapiens”, którzy wymyślali przeróżne teorie, nazywali rozmaite gatunki niezbyt mądrymi nazwami („wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale nazwy grzybów wymyślili ludzie”), a do tego nierzadko się mylili. Z perspektywy grzyba człowiek nie ma więc monopolu na opisywanie świata, a młodsze i starsze osoby czytające „Myko” nabiorą krytycznego dystansu do otaczającego świata, a może same pewnego dnia zajmą się nauką.

  1. Faktów, które mogą rozbudzić wyobraźnię i ciekawość, w „Myko” nie brakuje. Powiedziałbym nawet, że podział treści na dziesięć osobnych numerów pomaga w sprawnej lekturze, informacji nowych – przynajmniej dla mnie, zwykłego humanisty – jest bardzo dużo, co nieraz wymaga chwili zastanowienia albo poszukania kolejnych informacji w internecie. Piszę jednak o tym jako zalecie, Dvořák i Olejníková stworzyli fascynującą książkę inspirującą do dalszego szukania informacji o grzybach. I choć naprawdę bardzo dużo można się z niej dowiedzieć, to fakty świetnie zbalansowane są sporymi pokładami fikcji.
  2. Od wspomnianej antropomorfizacji, czyli najbardziej oczywistego zabiegu nadającego fikcyjny charakter faktom, przez wprowadzanie dialogów między postaciami, grzybiej mitologii – mykologii – i grzybiej nauki reprezentowanej choćby przez „wybitnego historyka, docenta Emila Prawdziwka” (czy badacz o takim nazwisku może się mylić?). W „Myko” fakty z fikcją łączą się w sposób naturalny, oferując wciągające doświadczenie lekturowe, jednocześnie nie mieszając zbytnio w głowie, fikcja jest bowiem wprowadzana jasno i raczej nikomu nie sprawi trudności odróżnienie jej od tego, co prawdziwe.
  3. Obok faktów i fikcji Dvořák i Olejníková świetnie stosują metafikcję, a więc prowadzą z osobami czytającymi grę wokół książki. No właśnie, niby to książka (ma nawet numer ISBN), a jednak rocznik zawierający dziesięć numerów czasopisma, każdy odpowiednio datowany – oczywiście w grzybiej chronologii! – poprzedzony wstępem i domknięty zakończeniem redaktora naczelnego. Każdy z zeszytów swoim layoutem przypomina papierowe magazyny, podzielony jest bowiem na powtarzające się działy, takie jak „Pytania od czytelników” czy „Świat w obrazach” i sprawia wrażenie kontaktu z prawdziwym czasopismem, czego współczesne dzieci coraz rzadziej mogą doświadczyć.

  1. Podobnie jak metafikcja, tak i intertekstualność, a więc odwołania do innych tekstów kultury, to zabiegi, które docenią doświadczone osoby czytające. A jest co doceniać! Wspomniany „Świat w obrazach” – w czeskim oryginale zatytułowany „Orbis pictus” – nawiązuje do dzieła Jana Amosa Komeńskiego z 1658 roku o tym samym tytule, czyli pierwszej książki obrazkowej stworzonej z myślą o dzieciach, które za pomocą obrazów miały poznawać otaczający je świat. W kąciku kulturalnym znaleźć można wiersze Francesca Pieczarki, czyli grzybowego wcielenia renesansowego poety Francesca Petrarki, a w jednym z numerów nawiązania do tradycji biblijnych: Księgi Rodzaju (człowiek został stworzony „na obraz i podobieństwo grzyba”) oraz dziesięciu przykazań („Dekalog grzybiarza”), jedna z okładek nawiązuje natomiast do „Wielkiej fali” Hokusaia.
  2. Wspomniane elementy stanowią także bazę komizmu drzemiącego w „Myko”. Sam uśmiechnąłem się nie raz i nie dwa podczas lektury, z jednej strony dzięki świetnemu wyczuciu językowemu Dvořáka – znowu pochwały należą się tłumaczce – i talentowi Olejníkovej, której komiksowe, nieco karykaturalne figury zantropomorfizowanych grzybów wywołują mimowolny uśmiech na twarzy. Świetnie połączenie warstw werbalnej i wizualnej gwarantują sporo zabawy towarzyszącej odkrywaniu kolejnych fascynujących, a nieraz całkowicie dziwacznych faktów na temat grzybów. Co lepsze, wcale nie trzeba wyruszać w dalekie podróże, aby się im przyjrzeć, wystarczy odtworzyć eksperymenty opisane w każdym z numerów „Myko”.

  1. Interaktywność to kolejna zaleta książki Dvořáka i Olejníkovej, bo wykonując krok po kroku zawarte w książce eksperymenty, można przy pomocy kilku niezbędnych przedmiotów i odrobinie cierpliwości wyhodować grzyby we własnym domu. Wszystko oczywiście w kontrolowanych warunkach i wyłącznie w celach naukowych, choć niektóre doświadczenia mają charakter bardziej artystyczny, pozwalają bowiem pisać atramentem z grzybów czy malować z pomocą zarodników tworzonych pod kapeluszem.
  2. Kapelusz, zarodniki czy grzybnia to jedne z prostszych słów pojawiających się w „Myko”, obok strzępki, fungicydu, kandydozy czy lichenometrii. I choć mykologia jako dziedzina ma zapewne świetnie opracowane słownictwo tak w czeskim, jak i polskim, jego sprawne oddanie w przekładzie budzi podziw dla umiejętności tłumaczki, której nazwisko nie bez powodu przywołuję kilkukrotnie. Różewicz zrobiła świetną robotę, zwłaszcza że obok nazw gatunkowych w języku polskim na końcu książki znaleźć można też kilkustronicowy „Słowniczek pojęć”. Co prawda uważne osoby czytające dostrzegą pozostałości języka czeskiego w przypisie na siódmej stronie numeru trzeciego (aż chce się powiedzieć „czeski błąd”!), ale redaktorom trzeba to wybaczyć, jak bowiem mówi „Myko”, ludzie nie raz mylili się w stosunku do grzybów.

  1. W wyniku pomyłki udało się jednak ludzkości odkryć wiele pożytecznych zastosowań grzybów, czy to do opatentowania penicyliny czy w procesie fermentacji wykorzystywanej w produkcji alkoholu, o czym „Myko” mówi wprost, podobnie jak o halucynogennych efektach spożycia niektórych gatunków grzybów. Niektórym być może nie spodoba się poruszanie tematu używek, jednak moim zdaniem świetnie współgra z jaskrawą, miejscami psychodeliczną paletą barwną stosowaną przez Olejníkovą. Niech beżowa okładka Was nie zmyli, każdy numer „Myko” charakteryzuje się bowiem dominującym kolorem odróżniającym go od pozostałych zeszytów, a całość zapewnia intensywne doznania estetyczne. 
  2. Wreszcie, składające się na „Myko” liczne zalety prowadzą do ostatniej, związanej z adresem czytelniczym. Mam bowiem wrażenie, że podobnie jak wiele świetnych książek dla dzieci, tak i w tym przypadku mamy do czynienia z publikacją kierowaną tak naprawdę jednocześnie do młodszej i starszej publiczności. Zarówno dzieci, jak i dorośli znajdą w niej coś dla siebie, „Myko” może zarówno zaciekawić, jak i sprawić wiele przyjemności, zwłaszcza grając z przyzwyczajeniami oraz doświadczeniami lekturowymi i estetycznymi osób czytających.

„Na grzyba nam Nobel?”, pyta prowokacyjnie „Myko” w tekście poświęconym odkryciu penicyliny. Tego nie wiem, ale wiem, że „Myko” szczerze poleciłbym z głębi mojej grzybni, gdybym tylko urodził się grzybem, a nie człowiekiem…

Książka: 

Jiří Dvořák i Daniela Olejníková, „Myko. Grzyby. Raport z naszego świata”, przeł. Julia Różewicz, wyd. Agora dla dzieci, Warszawa 2026.
Proponowany wiek odbiorcy: 9+ (wskazanie wydawcy)

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.