Szanowni Państwo!
Protesty uczniów we Francji trwają już prawie miesiąc. Zaczęło się 17 września od protestu w liceum w podparyskim Créteil, następnie demonstracje objęły cały kraj. 17 października na ulice mają wyjść ludzie, którzy sprzeciwiają się rosnącym kosztom życia, na wzór ruchu żółtych kamizelek z 2018 roku. To, co zaczęło się od młodzieży, może więc objąć inne grupy społeczne.
A to przecież niejedyny powód do poważnego niepokoju francuskiego establishmentu politycznego. W przyszłym roku w kraju odbędą się wybory prezydenckie, a w sondażach na szczycie utrzymuje się skrajna prawicowa populistka Marine Le Pen, a za nią populista skrajnie lewicowy – Jean-Luc Mélenchon.
Czy populistyczni kandydaci będą umieli naprawić francuskie finanse publiczne, poprawić jakość usług publicznych i podnieść poziom życia? Samo zdobycie władzy nie daje odpowiedzi na te pytania. Macron również obiecywał modernizację Francji, a po ośmiu latach jego prezydentury kraj wciąż zmaga się z poważnymi problemami budżetowymi i społecznymi. Stawką jest więc nie tylko to, kto odsunie obecny obóz od władzy, lecz także to, czy jego następcy poradzą sobie z problemami, których Macron nie rozwiązał.
Czy Polska będzie bezpieczna przy populistycznej Francji?
Czego więc może spodziewać się Europa, w tym Polska, jeśli wybory prezydenckie we Francji wygra Marine Le Pen? Z punktu widzenia międzynarodowego ważne jest, jakie ma ona podejście do Rosji, wojny w Ukrainie, integracji europejskiej. Z punktu widzenia interesów Polski, tak jak definiują je liberalni demokraci – wszystko to zapowiada się źle.
Wprawdzie Le Pen oświadczyła niedawno, że Kreml nie będzie wpływać na politykę Francji przez groźby i zastraszanie. Jednak jej wcześniejsza kariera sugeruje postawę prorosyjską. Podobne obawy budzą postulaty Mélenchona, który sprzeciwiał się sankcjom nakładanym na Rosję.
Populiści postulują też rewizję integracji europejskiej. Gdy zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w NATO staje się mniej pewne, Europa musi rozwijać własne zdolności obronne. Francja, dysponująca własnym arsenałem nuklearnym, odgrywa w tym kluczową rolę.
Powstaje więc pytanie – czy Francja rządzona przez skrajnie prawicową prezydentkę będzie bronić innych krajów europejskich w razie ataków?
Czy utrzyma sankcje gospodarcze na agresora? Czy będzie wspierała pomoc dla Ukrainy?
Jak zmieni się Europa
W nowym numerze „Kultury Liberalnej” piszemy o tym, co oznaczają protesty uczniów i czy są zapowiedzią poważnego kryzysu państwa. Jarosław Kuisz, redaktor naczelny „Kultury Liberalnej”, opowiada o konsekwencjach destabilizacji Francji i możliwego zwycięstwa populistów. Wyjaśnia, czym francuski populizm różni się od niemieckiego, polskiego i włoskiego oraz co jego wzrost może oznaczać dla Europy w obliczu rosyjskiego zagrożenia.
„Biorąc pod uwagę sytuację budżetową Francji, po wyborach prawdopodobnie zajmie się ona swoimi sprawami. I dla nas to jest chyba najistotniejsze, że geopolitycznie będzie tak, iż dla Francji świat może przestać istnieć. Że politycy rzucą się na siebie, pochłoną ją spory wewnętrzne, marsze, demonstracje”. Wycofanie Francji z polityki międzynarodowej, zdaniem Kuisza, osłabi jej pozycję międzynarodową i proeuropejską orientację.
Jeśli Francja pogrąży się w wewnętrznych sporach, Europa straci jednego z najważniejszych uczestników wspólnej polityki bezpieczeństwa. A im słabsza będzie europejska jedność, tym większe pole do działania zyska Rosja.
Zapraszam do czytania tej rozmowy oraz innych tekstów z numeru,
Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin,
zastępczyni redaktora naczelnego „Kultury Liberalnej”