Ilustracja: Maria Nika

Ustawa o książce, ustawa medialna, przyszłość Pałacu Saskiego – to tylko niektóre z tematów rozmowy z Martą Cienkowską, Ministrą Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pytamy o najważniejsze wyzwania stojące dziś przed kulturą i kierunki planowanych zmian oraz o to, jakie ustawy uda się wprowadzić do końca tej kadencji Sejmu. 

Sylwia Góra: Po roku pani urzędowania krytycy mówią: bardzo dużo zapowiedzi, za mało ustaw. Pani odpowiada pakietem 21 projektów. Dlaczego dopiero teraz?

Marta Cienkowska, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego: To był rok przygotowania legislacji. W Polsce wdrażanie prawa nie jest procesem łatwym, szczególnie jeśli chce się to robić w dialogu ze środowiskiem. Na przykład projekt ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej był omawiany ze środowiskiem od samego początku prac.

Przesłano nam uwagi do obowiązującej ustawy i dopiero po zapoznaniu się z nimi zaczęliśmy wypracowywać rozwiązania. Proszę zwrócić uwagę, że często wiele pomysłów proponowanych przez stronę społeczną wzajemnie się wyklucza. Dlatego to wszystko trwa.

Ministerstwo Kultury nigdy dotąd tak intensywnie nie pracowało nad zmianami prawa w kulturze. 

Przyznają to wieloletni pracownicy ministerstwa. Ministerstwo wspierało twórców, wspierało – i tworzyło nowe – instytucje, ale wcześniej niekoniecznie przyglądało się temu, jak wygląda prawo. My to w końcu zrobiliśmy. 

Oceniliśmy najpilniejsze potrzeby, znowelizowaliśmy ustawy, które nie były akutalizowane przez nawet 30 czy 35 lat. Dziś świadomie mówimy o tym, że jesteśmy gotowi na najważniejsze zmiany. Część jest na pierwszym etapie procesu – to znaczy, że wyszła z ministerstwa. A część jest jeszcze w ministerstwie, ale chcielibyśmy, żeby wyszła z niego w najbliższych trzech miesiącach.

Dlatego mówimy nie o jednej zmianie, a o pakiecie projektów zmian w kulturze, które były oczekiwane przez różne grupy z tego sektora. Bo oczywiście on sam nie jest jednorodny, a każda grupa ma własne potrzeby. 

Ile z tych projektów uda się wprowadzić w życie do końca tej kadencji? 

Część została już właściwie wprowadzona. To nie są tylko ustawy, ale też uchwały czy wieloletnie programy rządowe, które wymagają zmian. 

Mówiąc o tej ofensywie legislacyjnej, mówimy o rzeczach, co do których jesteśmy pewni, że wprowadzimy je do końca tej kadencji.

Mamy jeszcze parę asów w rękawie i rzeczy, które chcielibyśmy wprowadzić – jak na przykład centralny rejestr instytucji kultury czy „trzynastki” dla osób pracujących w instytucjach kultury. Ale do tego jest potrzebna oddzielna nowelizacja.

Potrzebne są również zmiany w kinematografii, myślimy o tym, w jaki sposób mocniej zachęcić do reinwestowania przez zagraniczne platformy w nasz rynek. 

Jesteśmy przekonani, że możemy wprowadzić te 21 projektów do końca kadencji. Jeśli uda nam się więcej, świetnie, ale ja jestem jedną z tych osób, które nie obiecują więcej, niż mogą zrobić na sto procent.

Mówi pani o kinematografii, dlatego od razu zapytam o sytuację w PISF-ie. Kadencja nowej dyrektorki trwa dość krótko, a środowisko wnosi kolejne uwagi do jej pracy. Wysłało do pani również list z prośbą o interwencję. Czy zamierza pani wprowadzać zmiany kadrowe w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej?

Przypominam, że PISF regulowany jest ustawą, która precyzyjnie wskazuje, co minister może, a czego nie może. 

I minister może odwołać dyrektora instytutu na podstawie bardzo konkretnych ustawowych przesłanek, które nie zaszły. 

Część z informacji, które są w liście, o którym pani mówi, pokrywa się z wynikami kontroli PISF-u przeprowadzonej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a część nie. Wskazaliśmy rzeczy, które są do naprawienia. Musimy dać czas dyrekcji, żeby mogła je wprowadzić.

W związku z tym, że jest to państwowa osoba prawna, prowadzona odrębną ustawą, to ma zupełnie inne zasady funkcjonowania i zupełnie inne zasady podległości, jeśli chodzi o Ministerstwo Kultury.

Działamy w granicach prawa.

Plany i projekty, o których mówimy, mają swoją nazwę: „Konstytucja dla kultury”. Jakie ma ona zadanie? I czy ograniczy polityczny wpływ na kulturę?

Ustawa o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej nie była nowelizowana od 1991 roku. To jest 35 lat.

Przez 35 lat sektor kultury się „nie zmienił” – on jest dziś zupełnie inny. Sytuacja dyrektorów i programowania instytucji wygląda inaczej. Porządkujemy to, bo ustawa pozostawia też wiele niedomówień i daje duże pole interpretacyjne. Trzeba je zawęzić. 

Oczywiście moją intencją jest to, żeby odpartyjnić instytucje kultury i żeby politycy mieli jak najmniejszy wpływ na zarządzanie nimi. Kultura zawsze będzie na swój sposób polityczna, ale to nie oznacza, że mają nią zarządzać politycy. 

To jest właśnie nadrzędny cel tej zmiany: żeby politycy nie wpływali na to, co dzieje się w instytucjach kultury, jak są zarządzane i jaki mają program. Ale ważny jest też po prostu porządek. Dzisiejsze prawo nie do końca wyznacza nam granicę pomiędzy odpowiedzialnością organizatora a dyrektora instytucji. Nie do końca wyznacza też granicę pomiędzy tym, co powinno być finansowane przez organizatora w całości. Mamy dużo pól interpretacyjnych, jeśli chodzi o współprowadzenie i powoływanie dyrektora instytucji. 

Przykład Muzeum Literatury pokazał, jaki klincz następuje, gdy współprowadzące instytucję Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie zgadza się z Samorządem Województwa Mazowieckiego. Czy wprowadzone zmiany uporządkują takie sytuacje? 

To była sprawa nagłośniona, ale takich sytuacji jest sporo i gdyby nie dialog pomiędzy współprowadzącymi instytucje, to myślę, że byłoby ich jeszcze więcej. Natomiast w większości przypadków ta współpraca przebiega dobrze, ze wzajemnym zrozumieniem.

Jednak rzeczywiście zależy nam na tym, żeby to uregulować. Określamy tą ustawą wprost, że jeśli ktoś wygra konkurs, to musi zostać powołany. 

W nowelizacji ustawy mamy kilka kluczowych punktów. Kadencja dyrektorki lub dyrektora będzie trwała od 3 do 5 lat lub od 3 do 5 sezonów artystycznych, a możliwość powołania bez konkursu będzie ograniczona do dwóch kadencji. Potem jest już konieczność zorganizowania konkursu. Jaki jest jednak konkretny pomysł na to, żeby komisja konkursowa nie była upolityczniona?

W ustawie powinien być wprost określony skład komisji konkursowej. Przedstawiciele organizatora, związków zawodowych oraz strony społecznej w ściśle określonej liczbie. I to muszą być zarówno przedstawiciele strony społecznej, sprofesjonalizowane organizacje na przykład pozarządowe albo zrzeszające twórców w konkretnym obszarze. Chcemy to zapisać w ustawie, żeby transparentność była jak największa.

A czy wyobraża sobie pani, już po wprowadzeniu nowelizacji, że jest pani gotowa zaakceptować sytuację, gdy dyrektor instytucji realizuje program, z którym pani jako ministra fundamentalnie się nie zgadza, ale nie może go pani odwołać?

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby kultura była wolna i żeby instytucje oraz dyrektorzy instytucji mieli poczucie wolności programowej. To nie jest Urząd Wojewódzki. To są zupełnie inne instytucje, które mają swój program, pracują z twórcami. 

Kultura to nie tylko rozrywka. To są też rzeczy bardzo wymagające, również edukacyjne. To też jest część edukacji historycznej, obywatelskiej. 

Nie wyobrażam sobie, żeby polityk, niezależnie z której strony, miał decydować o tym, co się w instytucji kultury ma dziać, a co nie. To jest celowy zabieg.

Jednym z projektów resortu jest Ustawa o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artysty. Zapowiedź tej ustawy wywołała emocjonalną dyskusję. Czy uda się ją wprowadzić? Sejm właśnie ją przegłosował. Teraz jeszcze podpis Prezydenta RP.

Według mnie tę ustawę uda się wprowadzić. Polityka, przynajmniej z założenia, powinna być narzędziem do tego, żeby pomagać ludziom, a nie sobie, nie partii i nie konkretnej grupie polityków. 

A twórcy to jest grupa społeczna, która wymaga pomocy od państwa. Tego wymaga od nas również Konstytucja.

My jako politycy powinniśmy być jej strażnikami. I to jest założenie, które powinno być w tym kraju wprowadzone 30 lat temu. To jest pewne uzupełnienie luki w systemie ubezpieczeń, które z mojego punktu widzenia po prostu musi zostać uzupełnione. I nie rozróżniałabym kultury na popularną i wysoką oraz nie kategoryzowałabym w ten sposób twórców, dlatego że to rozwiązanie będzie dotyczyć ich wszystkich.

11 procent twórców ma umowę o pracę, a na czas nieokreślony pracuje niewiele ponad 8 procent wszystkich twórców w Polsce. To znaczy, że większość osób z tego środowiska pracuje na umowę zlecenia albo umowę o dzieło. A kiedy pracuje na umowę o dzieło, która jest nieoskładkowana, to jest to dramat. Z tego wynagrodzenia trzeba myśleć także o ubezpieczeniu, które nie jest wcale niskie, jeżeli chce się je opłacać samodzielnie. Trzeba też płacić za każdą wizytę u lekarza.

Mówiłam ostatnio w Sejmie, jak bardzo specyficzna jest praca rolników. To też jest coś zupełnie innego niż praca na etat. Dlaczego wydajemy na KRUS 24 miliardy rocznie? Bo uznajemy taką potrzebę. I takie same prawa mają twórcy, których praca również odznacza się dużą nieregularnością. 

A to, że na to rozwiązanie wylał się taki hejt, wynika, moim zdaniem, z nieprzeczytania ustawy oraz niezrozumienia jej. Trudno mi to zaakceptować, tym bardziej zrozumieć. To było dla mnie oburzające – i zdecydowanie nie wynikało z chęci pomocy drugiemu człowiekowi, a wzięło się z niezrozumienia treści ustawy i proponowanych w niej rozwiązań. 

W tej dyskusji pojawiały się także przykłady wcześniejszej emerytury dla służb. Pytano: „dlaczego tworzyć kolejne grupy uprzywilejowane, kiedy przeciętny Kowalski nie ma żadnych ulg i dopłacania do składek”? Jak pani na to odpowie?

W bardzo prosty sposób. Tym samym argumentem, który jest używany przez krytyków tej ustawy. Konstytucja obliguje nas do tego, żeby pomóc osobom, które tej pomocy potrzebują. Tak powinno działać państwo.

Co z Ustawą o ochronie rynku książki? Wobec założeń tej ustawy padają zarzuty – dlaczego ministerstwo ma regulować sprawy między autorami, wydawcami a dystrybutorami. Prace nad ustawą trwają od bardzo długiego czasu. Dlaczego tak długo?

Tutaj mamy różne grupy interesariuszy i każda ciągnie w swoją stronę. Wyważenie dokumentu legislacyjnego było bardzo trudne, dlatego prace trwały tak długo.

Dlaczego to robimy? 

Chcemy uratować rynek książki w Polsce. Chcemy mieć twórców, piszących książki być może nie wysokonakładowe, ale w inny sposób wartościowe. Chcemy mieć nie tylko wielkie sieci dystrybucyjne, ale także małe księgarnie. Jeśli tego nie uregulujemy, to ten rynek, w formie, jaką znamy, zniknie. 

Ta ustawa jest przed etapem wpisu do prac legislacyjnych rządu, w konsultacjach międzyresortowych. To znaczy, że powoli spływają uwagi do naszych propozycji. W momencie, kiedy zostaną one przyjęte przez pozostałe resorty, pojawi się wpis w wykazie prac legislacyjnych rządu.

Czyli kiedy?

Trudno powiedzieć, ministerstwa mają teraz jeszcze chwilę na to, żeby się do naszych propozycji ustosunkować. 

Wykonaliśmy już najtrudniejszą pracę, zamknęliśmy tekst legislacyjny, przygotowaliśmy uzasadnienie ustawy, ocenę skutków regulacji. Teraz czekamy na uwagi od pozostałych ministerstw. I wtedy będziemy dyskutować, czy ustawa ma być wpisana do wykazu w tej formie, czy powinniśmy ją delikatnie zmienić.

A to, co w niej jest, to 

jednolita cena książki przez 12 miesięcy, maksymalny rabat dystrybucyjny na poziomie 45%, 10% od ceny okładkowej dla twórcy, 3% dla tłumacza. 

Chcemy uregulować również kwestie ebooków i audiobooków oraz subskrypcji online. To też było bardzo trudne.

Czy ustawa zostanie wprowadzona w tej kadencji? 

Tak zakładamy. Przed nami jeszcze konsultacje społeczne. Nie będziemy jednak robić równocześnie konsultacji społecznych i międzyresortowych, raczej je rozdzielimy, bo po konsultacjach społecznych tekst ustawy może się w kilku szczegółach zmienić. Zdajemy sobie sprawę, że wydawcy będą chcieli powiedzieć swoje, dystrybutorzy swoje, a twórcy swoje. Ministerstwo musiało wyważyć wszystkie głosy w swojej propozycji.

Rozmowy ze środowiskiem mogą trwać około miesiąca. Te międzyresortowe do półtora miesiąca, potem mamy jeszcze Stały Komitet Rady Ministrów, więc ustawa powinna być głosowana około marca 2027 roku. 

Wspomniała pani o książce w formie cyfrowej. W kwietniu podpisała pani pierwszą od 15 lat nowelizację rozporządzenia dotyczącego opłat reprograficznych. Czy po latach sporów o tę opłatę Polska buduje nowy model wynagrodzenia dla twórców za korzystanie cyfrowe z ich pracy? Czy raczej dopiero zaktualizowaliście stary system?

Zaktualizowaliśmy bardzo stary system. Obecnie pracujemy na polu legislacyjnym w obszarze wynagrodzenia twórców.

Zwiększenie budżetu wypłat z tytułu Public Lending Rights przeszło już przez Sejm i trafiło do Senatu. Ta ustawa zwiększa wynagrodzenia za wypożyczenia biblioteczne. Myślimy również o wynagrodzeniach dla pracowników instytucji kultury.

Zapowiadała pani już w maju projekt ustawy medialnej. Likwidacja abonamentu RTV, finansowanie mediów publicznych z budżetu państwa na poziomie 2,5 miliarda rocznie, zmiana modelu zarządzania mediami publicznymi i reforma KRRiT. Ustawa utknęła, czasu do końca kadencji Sejmu jest niewiele, a media wciąż są upolitycznione. I w przyszłym roku do telewizji może wejść na przykład Grzegorz Braun.

Mam szczerą i głęboką nadzieję, że pan Grzegorz Braun raczej wyląduje za kratami, a nie w Telewizji Polskiej. Natomiast rzeczywiście ta ustawa jest na etapie Komitetu Rady Ministrów.

Co dokładnie ją tam zatrzymuje? 

Sytuacja polityczna. Funkcjonowanie mediów publicznych wymaga naprawy – to jasne. Ja przede wszystkim uważam, że powinniśmy zlikwidować abonament telewizyjny, dlatego że to jest również opłata, która już dawno temu przestała funkcjonować dobrze. Jej ściągalność jest na poziomie 30 procent, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie wypłaca wszystkich środków z opłaty abonamentowej, więc musimy znaleźć inny sposób finansowania mediów publicznych. Rady nadzorcze muszą być wybierane w transparentnych procedurach konkursowych na podstawie wykształcenia i kompetencji, bo tylko to pozwoli media publiczne odpolitycznić. 

Ale wiemy też, że te rozwiązania nie są na rękę opozycji, która liczy na dojście do władzy po przyszłorocznych wyborach. Moim zdaniem się przeliczy, ale z kolei na opozycję gra Prezydent Nawrocki, który nie poprze niezależnych, stabilnych mediów publicznych. Nie podpisze tej ustawy. 

Dlatego musimy zaproponować inne rozwiązania. Wszystkie nasze założenia podtrzymujemy, rozmawiamy teraz wyłącznie o ścieżce ich wdrożenia. Naprawa mediów publicznych to jeden temat, niezwykle ważny. Ale tą ustawą chcemy też wdrożyć europejski akt o wolności mediów, bo do tego obliguje nas też nasze funkcjonowanie w Unii Europejskiej.

Pan Prezydent liczy na zmianę władzy w Polsce i – jak wspomniałam – nie będzie chciał funkcjonowania mediów publicznych w formie totalnie niezależnej. Dlatego realizujemy plan B. I będziemy musieli go przyjąć do końca kadencji.

I plan B zagwarantuje, że media publiczne nie będą już zależne od kolejnej większości parlamentarnej? 

Tak. I mówię to z pełną odpowiedzialnością.

Niedawno trwała także burzliwa dyskusja na temat projektu Marka Polska i raportu sygnowanego przez Barbarę Mróz-Gorgoń. Markę naszego kraju promuje kultura. Ale czy Polska ma dziś w Europie i na świecie wystarczająco ambitną politykę kulturalną, by temu podołać?

Bardzo dużo czasu i energii włożyliśmy jako Ministerstwo Kultury w odbudowanie współpracy międzynarodowej. Spotykamy się bilateralnie i zacieśniamy partnerstwa z administracją innych krajów, przebudowaliśmy cały Instytut Adama Mickiewicza, wprowadziliśmy nowe współprace z Instytutami Polskimi, nowe sezony artystyczne, zrobiliśmy pełną ofensywę współpracy kulturalnej podczas naszej prezydencji. Wykorzystaliśmy to na 250 procent.

Obecnie wizerunek polskich twórców, przynajmniej w Europie, ale także jeśli chodzi o Azję, Afrykę czy Amerykę Południową, jest znacząco lepszy niż trzy lata temu. Mamy otwarte drzwi w zasadzie we wszystkich największych instytucjach kultury w Europie. 

Jesteśmy po długim sezonie polsko-rumuńskim, po nim zrobiliśmy dobry program współpracy polsko-brytyjskiej. W przyszłym roku mamy sezon polsko-francuski – drugi sezon Polski we Francji, pierwszy w historii sezon francuski w Polsce.

W zasadzie brakuje nam rąk do pracy, jeśli chodzi o współprace międzynarodowe. Nasi twórcy są zapraszani na całym świecie. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty przy XIX Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina. W przyszłym roku mamy stulecie Konkursu Chopinowskiego. Polska muzyka, nie tylko Chopina, będzie we wszystkich najważniejszych stolicach na świecie. 

Po zerwanych relacjach międzynarodowych za czasów Prawa i Sprawiedliwości i po spotkaniach ministra Piotra Glińskiego ze swoimi odpowiednikami w innych państwach europejskich, o których krążą legendy, jestem wręcz zdumiona, jak wiele udało nam się zrobić. 

Byłam przekonana, że niektóre relacje są już nie do odbudowania. Ale okazało się, że potrafimy, a polscy twórcy są dziś dzięki temu świetnym „towarem eksportowym”, jeśli wolno mi tak powiedzieć.

Poza muzyką i Konkursem Chopinowskim, o którym pani powiedziała, możemy mówić także o innych dziedzinach?

O każdej. Trudno jest mi nawet powiedzieć, o której nie. Nasi twórcy robią furorę, jeśli chodzi o Targi Designu, a także wystawy i sztukę nowoczesną. Niedługo będziemy pokazywać twórczość Czapskiego we Francji. 

Jeśli chodzi o muzykę nowoczesną, to jest festiwal Ensemble, który robimy w wielu państwach na świecie. Ale przodujemy także w dziedzinie tańca, teatru, filmu.

A literatura?

Tu jesteśmy najbardziej obecni w dziedzinie literatury dziecięcej. W przyszłym roku będziemy gościem honorowym Międzynarodowych Targów Książki dla Dzieci w Bolonii.

Mamy też bardzo dużo rezydencji literackich. Będziemy mieć coraz więcej miejsc rezydencyjnych, pracuje nad tym Instytut Książki.

Jestem bardzo dumna z naszych instytucji, którym w trzy lata udało się zbudować to, co teraz widzimy.

Wspomniała pani o rządach Zjednoczonej Prawicy. To dobry punkt zaczepienia, żeby porozmawiać o polityce historycznej i tym, kto powinien ją prowadzić. 

Dobrym przykładem jest Pałac Saski. Od lat mówimy o jego odbudowie. Czy przywracanie Pałacu Saskiego z 1939 roku ma sens? Czy to najlepszy z możliwych scenariuszy, które były na stole? Chciałam zapytać o koniec prac, ale w zasadzie nie widać ich początku.

Początek widać. Prowadzimy tam badania archeologiczne, które odkrywają przed nami coraz to większe tajemnice tego miejsca. Jesteśmy wciąż na etapie dopinania umowy z wykonawcą, więc jeszcze to potrwa.

To jest ogromna umowa na wielki budynek, który ma pełnić również funkcje publiczne. Z ogromnym budżetem, więc każdy przecinek w umowie musi być dopracowany. Natomiast zespoły robocze pracują. 

Chciałabym jednak, żeby to nie był budynek o przeszłości, ale o przyszłości.

A będzie?

Tak, a jest to wypracowywane przez zespoły, które dyskutują na ten temat. Jesteśmy też po konsultacjach społecznych, po grupach fokusowych i ankiecie internetowej. Chcieliśmy poznać również zdanie mieszkańców Warszawy, ale też całej Polski – jak oni widzą Pałac Saski.

Sama chciałabym, żeby było to miejsce, które pokazuje dumę z Polski, z tego, kim jesteśmy i co osiągnęliśmy.

A co w odpowiedziach, na przykład z ankiet, było najciekawsze? 

Żeby to było miejsce dla ludzi, a nie zamknięty urząd. Żeby żyło, było drugim centrum Warszawy, żeby po prostu ludzie mogli z niego korzystać. 

Dlatego będziemy stawiać na to, aby w Pałacu Saskim znalazły się instytucje kultury, miejsca spotkań. By była tam również przestrzeń dla sztuki współczesnej. I abyśmy mogli dzięki tej inwestycji patrzeć również w przyszłość.

A czy wiemy, kiedy ta idea się urzeczywistni?

Na razie wiemy, że to, co ubzdurało sobie PiS, było nierealne. Jak tylko podpiszemy umowę i zakończymy prace grup roboczych, będziemy wiedzieć, co znajdzie się w projekcie i rozpoczniemy prace. 

Wtedy będzie wielki powrót Pałacu Saskiego, który dla mnie powinien być Pałacem Odbudowy Rzeczpospolitej.

Który z 21 projektów ustaw, o których pani mówiła, jest dla pani najważniejszy? I gdyby, powiedzmy za 2–3 lata, miała pani powiedzieć, że polska polityka kulturalna rzeczywiście się zmieniła, to na podstawie czego można byłoby tak uznać?

To oczywiście Ustawa o społecznym zabezpieczeniu artystów. To jest sprawa, za którą jest mi aż wstyd, że nie została dotąd uregulowana. 

Natomiast jeśli chodzi o przyszłość, to ona dzieje się teraz. Mówię tak dlatego, że byłam niedawno na New Media Week w Katowicach. Sztuka się zmienia, ludzie kultury się zmieniają. Zmieniają się formy sztuki, podejście do sztuki, uczestnictwo w kulturze. My już jesteśmy w tych zmianach.

Najważniejsze jest to, żeby nigdy nie zabrakło pieniędzy na kulturę i świadomości społecznej, jak ona jest ważna i jak ważni są jej twórcy. Marzę o tym, żeby ludzie kultury byli powszechnie szanowani za swoją pracę.

Więc niech Ministerstwo Kultury w tym pomoże.

Do końca tego roku zaprezentujemy kierunki strategiczne rozwoju kultury na ponad dwadzieścia lat. Niebawem przedstawimy diagnozę stanu kultury w Polsce.

Zidentyfikowaliśmy rzeczy, którymi jeszcze trzeba się zaopiekować. Mamy przygotowaną strategię dotyczącą polityki pamięci, której zadaniem będzie jednoczenie społeczeństwa, a nie jego polaryzacja.

Ambitnie.

Jak coś robić, to właśnie ambitnie. Nie uznaję półśrodków.