Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > MARCZEWSKI: Hannah Arendt...

MARCZEWSKI: Hannah Arendt i XXI wiek. O „Drucie kolczastym” Arendt i Audena

Paweł Marczewski

Hannah Arendt i XXI wiek. O „Drucie kolczastym” Arendt i Audena

Hannah Arendt nie ma dobrej opinii wśród uniwersyteckich filozofów polityki. Owszem, na konferencjach naukowych wciąż wysłuchać można dziesiątków referatów poświęconych autorce „Kondycji ludzkiej”, a pisma akademickie pełne są artykułów powołujących się na jej koncepcje. Jednocześnie bardzo wielu naukowców, nawet wśród tych, którzy zajmują się jej dorobkiem, traktuje myśl Arendt z pewnym pobłażaniem. Wielu z nich uznaje, że skoro była niekonsekwentna, to nie może być przekonująca; że skoro nie była systematyczna, to brak jej powagi; że poruszając się swobodnie między epokami, autorami, poezją i filozofią pozbawiła się naukowej prawomocności, która płynie z wąskiego wyspecjalizowania. Jej idee były zbyt wpływowe i wyrażone ze zbyt wielką pasją, by można je było zignorować, ale usiłuje się je rozbroić poprzez sprowadzenie do efektownych bon motów.

Mimo niechęci znacznej części kół akademickich, pierwsza dekada XXI wieku to czas powrotu Arendt. Póki co ów powrót polega głównie na tym, że jedne błyskotliwe sformułowania myślicielki – te odnoszące się przede wszystkim do zjawiska totalitaryzmu, jak choćby „banalność zła” – ustępują w tekstach naukowych i publicystycznych miejsca innym, takim jak „prawo do posiadania praw”. Z autorki, która usiłowała przemyśleć największe kataklizmy polityczne XX wieku, Arendt zamienia się w piewczynię świata bez granic. Dla niektórych wieszczów „nowego wspaniałego świata” bez granic totalitaryzm jest dziś jednak wyłącznie liberalnym straszakiem, kagańcem nakładanym prorokom nowych utopii. Dlatego też wygodniej im zapomnieć, że Arendt stała się obrończynią praw obywatelskich tych, których pozbawiono obywatelstwa, właśnie dlatego, że starała się zrozumieć totalitaryzm.

Drut kolczasty w głowie

Przygotowany przez Piotra Nowaka tomik „Drut kolczasty”, w którym znalazł się niedokończony esej Arendt „Antysemityzm” oraz szkic W.H. Audena poświęcony jej „Kondycji ludzkiej”, dobitnie przypomina o tym obliczu myślicielki. To ważna książka, ukazująca Arendt nie tylko jako autorkę uporczywie usiłującą zrozumieć przyczyny tego, czego zrozumieć niepodobna, ale też nie ułatwiającej sobie tego wysiłku żadnymi gotowymi receptami czy utartymi sposobami interpretacji.

Tytułowy drut kolczasty, obok oczywistych skojarzeń z obozami wzniesionymi przez dwudziestowieczne totalitaryzmy, jest również symbolem skazy moralnej i intelektualnej, która je umożliwiła, a wręcz stanowiła ich istotę – bezmyślności. Nie jest ona po prostu brakiem myślenia ani też antymyśleniem. Adolf Eichmann, modelowy przykład dwudziestowiecznej bezmyślności, nie był idiotą w żadnym sensie tego słowa – człowiekiem apolitycznym, wariatem – ani, mimo całej swojej banalności, pospolitym głupcem. Jeśli przyjąć interpretację zaproponowaną przez Piotra Nowaka we wstępie do książki, to „(…) bezmyślność jest (…) »myśleniem« powierzchniowym, umożliwiającym lawirowanie, utrzymywanie się na powierzchni życia. Wymaga ciągłego zgiełku i zapomnienia, które – jak tytułowy »drut kolczasty« z wiersza Audena – oddzielają człowieka od jego najlepszych skłonności. The barbed wire also runs: It trips us so we fell…”. Cytat z „Memorial for the City” Audena użyty w tym kontekście jest wskazaniem, że zdolność do bezmyślności, wyrafinowanego samooszukiwania się, ma bardzo wiele wspólnego z totalitaryzmem. Pozwala choćby nie mieć nic przeciwko Żydom, a jednocześnie organizować transporty do Auschwitz. Drut kolczasty okala nie tylko obozy koncentracyjne. Biegnie też wewnątrz głowy Adolfa Eichmanna.

Największa wartość „Drutu kolczastego” polega na dobitnym przypomnieniu o fundamentalnym znaczeniu myślenia, rozumianego nie jako naukowa dociekliwość w wyjaśnianiu zagadek natury czy filozoficzna spekulacja mające podporządkować naturę rozumowi, lecz jako ustanawianie łączności między człowiekiem a światem. Auden daje nań prosty przepis w tytule swojego szkicu o „Kondycji ludzkiej” – „Myśl, co robisz”. Dochowanie wierności temu prostemu nakazowi okazuje się nadspodziewanie trudne, co Auden ukazuje dobitnie zestawiając dwie myśli z początku i końca głośnej książki Arendt: „Głównym powodem, dla którego słusznie nie ufa się politycznym sądom naukowców jako naukowców (…) [jest] fakt, iż poruszają się w świecie, w którym mowa utraciła swą moc” oraz „W warunkach tyranii faktycznie łatwiej jest działać niż myśleć”. Myślenie bez działania, rozumianego jako aktywne uczestnictwo w ludzkich sprawach, skazuje na milczenie i alienację, zaś działanie bez myślenia – na niewolę.

Syjonizm, sprawa żydowska, sprawa ludzka

Książka przygotowana przez Piotra Nowaka, przy całej odwadze i pasji w obronie konieczności swobodnego myślenia, wydaje mi się w jednym punkcie niekonsekwentna. W moim odczuciu brak we wstępie i komentarzach autora wyboru wyraźnego zaznaczenia, w jaki sposób esej o „Antysemityzmie” łączy się z kwestią „drutu kolczastego”. Więcej nawet, interpretacja eseju zaproponowana we wstępie zdaje się wskazywać, że Arendt nie była wolna od zastępowania myślenia politycznego myśleniem na użytek polityczny.

Piotr Nowak dowodzi, że „Antysemityzm”, nad którym Arendt pracowała w latach 1938-39 i którą to pracę przerwało internowanie w obozie w Gurs, „pisany był z pozycji syjonistycznych” i „odznaczał się daleko posuniętą ostrożnością w formułowaniu pretensji pod adresem elit żydowskich”. „Antysemityzm” prezentowany w „Drucie kolczastym” jest wedle Nowaka „rozprawą naukową pisaną przez zaangażowaną działaczkę syjonistyczną”, podczas gdy „Antysemityzm” z „Korzeni totalitaryzmu” to „prezentacja antysyjonistycznych założeń stanowiska Arendt, która w dojrzałej fazie twórczości ujmowała syjonizm jako fundament najgorszych, nękających państwo narodowe zachowań i perturbacji”. Innymi słowy, poprzedzający powstanie „Korzeni…” esej ujmuje antysemityzm przede wszystkim jako sprawę żydowską, jako „wyosobnione zjawisko społeczne”. Natomiast głośna praca Arendt traktuje antysemityzm jako sprawę ogólnoludzką, jedno z najgorszych oblicz państwa narodowego, które to oblicze odsłania także syjonizm. Zarówno antysemityzm, jak i syjonizm oznaczają porzucenie wiary w pierwszeństwo tego, co ogólnoludzkie, wobec tego, co partykularne, narodowe.

Jeśli przywołać stwierdzenie Arendt z „Kondycji ludzkiej”: „(…) tylko ludzka zdolność rozumowania może być tym samym u wszystkich”, a jednocześnie zgodzić się na interpretację dwóch „Antysemityzmów” zaproponowaną przez Nowaka, to esej z końca lat 30. okazuje się być w pewnej mierze zdradą myślenia. Jeśli pisany był z pozycji syjonistycznych, a syjonizm uznany był potem przez Arendt za „fundament najgorszych zachowań państwa narodowego” (niepokoi tu słowo fundament – czyżby to syjonizm należało w takim razie uznać za przyczynę antysemityzmu, który niewątpliwie stanowi jedno z najgorszych zachowań państwa narodowego?), to Arendt do pewnego stopnia pozwoliła się w owym tekście spętać przez drut kolczasty, uprawiała „myślenie” na użytek polityczny.

W tekście eseju znaleźć można jednak fragmenty, które dobitnie pokazują, że od samego początku traktowała antysemityzm raczej jako ćwiczenie z uniwersalnej bezmyślności, która pozwala wątpić w to, że „zdolność rozumowania może być tym samym u wszystkich”, niż „wyosobnione zjawisko społeczne”. Arendt nie pozostawia też wątpliwości, że odpowiedzią na ową bezmyślność może być jej inna forma, czyli syjonizm w narodowym wydaniu głoszący, że Żydzi będą mogli cieszyć się prawami politycznymi nie jako ludzie, lecz jako przedstawiciele narodu żydowskiego. Pisze na przykład: „(…) syjoniści są gotowi w każdej chwili uznać siłę za prawo, porzucając przy tym wszelki opór. Utratę narodowej godności usprawiedliwia się twierdzeniem o wyższości interesu palestyńskiego i odrodzenia żydowskiej »istoty«”.

Ślad po drucie kolczastym

Jeśli zatem po lekturze eseju o antysemityzmie można Arendt zarzucić jakąś formę samooszukiwania się, przyzwolenia na spętanie myśli drutem kolczastym bezmyślności, to nie z uwagi na złudzenia co do syjonizmu. Ślad drutu kolczastego odnaleźć można raczej w zdaniach takich jak to: „(…) Związek Radziecki, jedyny kraj, w którym prawa obywatelskie są Żydom prawnie zagwarantowane w konstytucji, określającej antysemityzm w kontekście prawa karnego, a więc zagrożenie nie tylko dla samych Żydów, ale dla społeczeństwa jako całości”. Kiedy radziecki komunizm objawił swoje narodowe oblicze i okazało się, że w niektórych wypadkach antysemityzm jest dla niego całkiem użytecznym narzędziem politycznym, a radziecka konstytucja nie jest zbyt wiele warta, Arendt musiała zauważyć u siebie drobne ukłucia po drucie kolczastym.

Książka:

Hannah Arendt, W.H. Auden, „Drut kolczasty”, wybrał, przełożył i wstępem opatrzył Piotr Nowak, Fundacja Augusta hr. Cieszkowskiego, Warszawa 2011.

* Paweł Marczewski, historyk idei, socjolog. Doktorant w Instytucie Socjologii UW. Członek redakcji „Kultury Liberalnej” i „Przeglądu Politycznego”.

 

„Kultura Liberalna” nr 138 (35/2011) z 30 sierpnia 2011 r.

SKOMENTUJ

Nr 138

(34/2011)
29 sierpnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail