Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Bliskowschodnia mozaika. O...

Bliskowschodnia mozaika. O książce „Syria. Porażka strategii Zachodu” Frédérica Pichona

Błażej Popławski

Jeśli, drogi Czytelniku, przeczuwasz, że język, którym w Europie opisuje się rozpad Syrii, kryje wiele uproszczeń, półprawd i celowych niedomówień – konieczne sięgnij po najnowszą książkę Pichona.

Pichon_Syria

Nie tak dawno w wydawnictwie Edition du Rocher w odstępie kilkunastu miesięcy ukazały się dwie książki o bliźniaczych, złowieszczo czarnych okładkach: „Syrie. Pourquoi lʾOccident sʾest trompé” Frédérica Pichona (2014) oraz „Ukraine. Pourquoi la France sʾest trompée?” Xaviera Moreau (2015). Punktem wyjścia obu analiz jest krytyczna ocena działań Unii Europejskiej i NATO wobec konfliktów, które wybuchły nieopodal „cywilizowanego świata” i w które silnie angażuje się Rosja. Obie książki zyskały renomę i wywołały liczne polemiki. Dzięki Wydawnictwu Dialog przekład jednej z nich niedawno trafił na nasz rynek księgarski.

„Syria. Porażka strategii Zachodu” to błyskotliwie napisany esej autorstwa młodego i rozchwytywanego przez media eksperta od świata islamu – Frédérica Pichona. Głównym adresatem tekstu są osoby zainteresowane bliskowschodnim teatrem politycznym. Warto jednak, by po książkę sięgnął również każdy krnąbrny czytelnik, niedowierzający narracji, w którą przywódcy poszczególnych państw Unii Europejskiej każą nam ufać od początku wojny domowej w Syrii.

Iluzja Bastylii

Frédéric Pichon obala kolejne mity narosłe wokół kryzysu syryjskiego. Pierwszy dotyczy jego źródeł. Zdaniem Francuza żaden z rewolucjonistów na ulicach Damaszku przysłowiowej Bastylii nawet nie próbował szukać. Powstanie nie wybuchło spontanicznie, nie było też pokojowym ruchem sprzeciwu o czysto politycznym charakterze. „Cele syryjskiej rewolucji nie były porównywalne do aspiracji miejskich, zokcydentalizowanych klas średnich Tunisu czy Kairu”, stwierdza autor. Patrzenie na kryzys syryjski poprzez szklane kule komentatorów arabskiej wiosny to błąd.

Kto zatem odgrywa rolę prawdziwego spiritus movens syryjskiej rewolucji? Czy są to użytkownicy Facebooka i archetypiczni wyznawcy „demokracji klikaczy”, skrzykujący się na rewolucję jak na „iwent” na portalach społecznościowych? Otóż – przekonuje Pichon – w Syrii nigdy nic takiego nie miało miejsca. „Kontestacja objęła nie tyle grupy polityczne czy religijne, ile obszary dokoła miast i małe ośrodki o charakterze wiejskim – i to one wciąż zasilają szeregi buntowników”. Kluczem do zrozumienia fenomenu rewolucji syryjskiej jest więc według Pichona gospodarka i etniczność, a jego bardziej bezpośrednich przyczyn należy szukać w takich zjawiskach i procesach jak: pogłębienie się nierówności społecznych, wycofanie się państwa z gospodarki, szerzenie się korupcji, spadek liczby miejsc pracy, galopujący wzrost demograficzny czy napływ irackich uchodźców. „Porażka strategii Zachodu” staje się w ten sposób brutalnym oskarżeniem neoliberalnej wizji świata, opartego na triumfie wielokulturowości, kapitalizmu i demokracji.

Pichon zrywa tym samym z dominującą w świecie euroatlantyckim tendencją do wyjaśniania radykalizacji konfliktu syryjskiego jednym tylko, niesłusznie demonizowanym czynnikiem – działaniami reżimu Assada. Francuski badacz podaje dowody na bestialskie stosowanie przemocy przez wszystkie strony zaangażowane w walkę w Syrii. Dowodzi na przykład, że w zamachach, których ofiarami padają głównie cywile, bryluje opozycja. I podsumowuje: „geografia syryjskiej rewolucji bezapelacyjnie zadaje kłam manichejskim uproszczeniom, opisującym powstanie narodu przeciwko arbitralnej władzy”.

Autor schodzi z obłoków geopolitycznych fantazji i skupia się na tym, co lokalne. Serwuje czytelnikowi relację opartą na interpretacji skomplikowanych zależności społecznych w poszczególnych częściach Syrii. Nie stroni przy tym od niepoprawnych politycznie poglądów, które obnażają naiwność zachodnich orędowników demokracji liberalnej na Bliskim Wschodzie. Otóż, co wielokroć sugeruje Pichon, nieprzypadkowo główne ogniska rebelii ulokowane są w pobliżu granic, na styku działalności grup przestępczych, przemytników broni i narkotyków. Niestety, ale to nie NATO i UE, tylko „siatki przestępców umożliwiły zaopatrzenie przeciwników reżimu w znaczne ilości broni”. Bez szarej strefy rewolucja szybko zostałaby zdławiona.

Poligon mocarstw

Narracja Pichona opiera się na anegdotach, śmiałych wnioskach i stawianiu kontrowersyjnych tez. Skutkiem tego esej nie jest specjalnie erudycyjny. Francuz cytuje zaledwie kilkanaście książek i raportów. W kilku miejscach próbuje błyszczeć oczytaniem, na przykład wprowadzając do swego opisu pojęcie asabijji. Termin ten, spopularyzowany przez średniowiecznego maghrebskiego badacza Ibn Chalduna, na język polski tłumaczony zwykle bywa jako więź społeczna. Pichon odnotowuje: „W rozumieniu antropologii asabijja jest grupą scementowaną więzią solidarności, mającą znaczenie polityczne i gospodarcze”. Jeśli sięgnie się do tej kategorii, „można zrozumieć siłę więzi, która łączy alawicką społeczność w Syrii wokół trzonu, jakim jest syryjska władz centralna”. Francuz przedstawia dalej kanały awansu społeczno-politycznego alawitów. Pisze przy tym o ewolucji roli armii i partii Baas, ale także o wzajemnych zależnościach między poszczególnymi regionami nieistniejącego już de facto kraju. Nie poprzestaje na mantrze w kółko powtarzanej w Brukseli, że „Asad i jego najbliżsi współpracownicy to alawici i to oni są wszystkiemu winni”.

Pichon, brnąc przez meandry konfliktu syryjskiego, odsłania kulisy zbrodni, za którymi tak naprawdę stoją mężowie stanu z Paryża, a także – choć w nieco mniejszym stopniu – Londynu i Waszyngtonu. Gani ich za opieszałość i krótkowzroczność. W politologicznej jeremiadzie Pichona ważne miejsce zajmują Katar i Arabia Saudyjska. Autor poświęca im o wiele więcej miejsca niż Turkom, Kurdom czy Irańczykom. To właśnie polityczni gracze znad Zatoki Perskiej są odpowiedzialni za radykalizację syryjskich sunnitów. Dzięki katarskiej Al-Dżazirze w Syrii „wyrosło swoiste kontrspołeczeństwo”, w którego skład z czasem weszli ściągnięci z całego świata członkowie „międzynarodówki sunnickiej”. Historia, barwnie przekonuje Pichon, w pewien sposób się powtarza – podobne procesy miały przecież miejsce podczas wojny domowej w Hiszpanii (1936–1939), w trakcie zapomnianego konfliktu, w którym maczało palce kilkanaście państw.

Ostrze krytyki Pichon kieruje przede wszystkim wobec swojej ojczyzny. Według niego francuską dyplomację tworzy obecnie pokolenie biznesmenów żywo zainteresowanych Katarem. Francja popełniła do tego w Syrii te same błędy, których wcześniej dopuściła się w innych regionach globalnego Południa, choćby w Mali (nomen omen, islamistyczne grupy operujące w latach 2012–2014 na pograniczu algiersko-malijskim wspierane były m.in. przez Katar). Przez traktowanie problemu masowego napływu dżihadystów jako tematu tabu, stała się winna przekształcenia północnej części Syrii w próżnię zasysającą różnej maści ekstremistów.

W eseju Pichona ważne miejsce zajmują też Rosjanie. Autor stwierdza kategorycznie: „Reżim syryjski zawdzięcza przetrwanie Moskwie, która uniemożliwiła wszelką zewnętrzną interwencję wojskową, i tym samym dokonała spektakularnego powrotu na scenę światową”. Charakteryzując relacje rosyjsko-syryjskie, Pichon podkreśla rozziew między dyskursem oficjalnym a rzeczywistymi pobudkami rosyjskich władz. Troska o wspólnotę chrześcijańską na Bliskim Wschodzie zawsze – zarówno w czasach carów, jak i w okresie rządów Putina – stanowiła jedynie wymówkę do umacniania imperialnych wpływów oraz uzyskania gwarancji surowcowych. W skrócie plan Rosjan to: eksport broni do Syrii, otrzymanie w zamian ropy naftowej i jednoczesne zabezpieczenie szlaków transferu gazu ziemnego (co uderzyć ma w Katar).

Teza Pichona jest klarowna: procesów politycznych – i tych wewnętrznych, i tych ogólnoświatowych – nie da się wyjaśniać jedynie w oparciu o impresje polityków tkwiących w gabinetach Quai d’Orsay [1]. Kiedy myślimy o Syrii, zbyt często powielamy europocentryczne klisze. Zamiast tego powinniśmy skupić się, z jednej strony, na szerokim kontekście globalnym, z drugiej, na tym, co lokalne, oraz być wrażliwym na interesy ekonomiczne zarówno starych potęg (Rosja, Francja, USA), jak i krajów aspirujących do ich miana (Katar, Arabia Saudyjska, Turcja). A przy tym nie można bać się stawiać obrazoburczych tez!

Trudny los eksperta

Książka zbudowana jest z pięciu części o dość chwytliwych tytułach: „Anatomia konfliktu. Syryjska mozaika”, „W euforii arabskiej wiosny”, „Niemożliwa interwencja międzynarodowa”, „Nieznośna lekkość francuskiej polityki”, „Syria, laboratorium przeobrażenia świata”. Jednak w trakcie lektury można odnieść wrażenie, że autor pisał te rozdziały w tym samym okresie, nie wiedząc, czy ostatecznie złożą się one na jedną książkę. Dzięki temu czytelnik może bez trudu zagłębiać się w interesujące go elementy opisu kryzysu syryjskiego, omijając mniej atrakcyjne rozdziały. Z kolei bardziej wnikliwy odbiorca, przywykły czytać książki „od deski do deski”, ze zdziwieniem dostrzeże w wykładzie Pichona pewne powtórzenia.

Manierę tę częściowo tłumaczy – choć w żadnym stopniu nie usprawiedliwia – styl życia i pracy naukowej francuskiego znawcy Orientu. Pichon od początku kryzysu syryjskiego nieustannie kursuje między studiami telewizyjnymi i radiowymi, udziela w kółko komentarzy i wywiadów. Ryzykuje – bo wiadomo, że ekspert od wszystkiego to najczęściej ekspert do niczego. W przypadku Frédérica Pichona zasada ta, na szczęście, nie znalazła jednak potwierdzenia.

Przypis:

[1] Siedziba francuskiego MSZ. Nazwa bulwaru używana jest na określenie samej instytucji.

 

Książka:

Frédéric Pichon, „Syria. Porażka strategii Zachodu”, przeł. Grażyna Majcher, Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2015.

SKOMENTUJ

Nr 368

(4/2016)
26 stycznia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail