Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > WIGURA: Habermas po...

WIGURA: Habermas po niemiecku czytany

Karolina Wigura

Habermas po niemiecku czytany

Słowo w słowo, zdanie w zdanie, na tym polega to seminarium. Mamy czytać po jednym akapicie i rozmawiać. Interpretować. Kierunek: filozofia polityki. Dziesięć osób. Czwarty, piąty rok studiów. I ja na doczepkę.

– Bo Habermasa nikt nie czyta – tłumaczy na wstępie wykładowca, zwany w Niemczech „der Dozent”. Niewysoki człowiek z reklamówką, drepcze zabawnie małymi krokami do sali. Ale później, gdy siedzi już za stołem i opowiada o filozofach, ujawnia charyzmę. Widać, że to temat jego życia. – Wszyscy boją się jego trudnego języka. Ja chcę pokazać, że to tylko przesądy.

Zaczynamy więc o Habermasie – intelektualiście publicznym.

Jednym z założeń teorii krytycznej było, by analizować nie tylko interdyscyplinarnie, ale też prostym językiem. Der Dozent rozmarza się, mówiąc o charakterystycznej Habermasowskiej ironii, o ciętym języku tego filozofa, który choć pisał książki językiem najtrudniejszym z możliwych, postulat zrozumiałości języka realizuje od lat w licznych artykułach do gazet (wyrażając nierzadko zupełnie szczere rozsierdzenie).

– Część z niemieckich gazet odwzajemnia Habermasowi ten ton. Habermasa się szanuje, ale też traktuje z ciepłą ironia. Na przykład w ubiegłym roku, na osiemdziesiąte urodziny „Die Zeit” poświęcił mu okładkę. Czy wiecie Państwo, co na niej umieszczono?

Niemcy milczą.

– Tytuł „Weltmacht Habermas”. I zdjęcie Habermasa, zagubionego na tle ogromnej biblioteki – odpowiadam.

* * *

– Wprowadźmy nieco szerszego kontekstu – proponuje wykładowca. – Co to była szkoła frankfurcka?

Zgodne milczenie. Zachęcona, mówię kilka zdań o szkole „interdyscyplinarnego materializmu”.

Der Dozent jest jednak nieustępliwy. Kolejne pytania sypią się zza twarzy ubranej w błyszczących szkieł okularów.

– Kto jeszcze należał do szkoły frankfurckiej? Z czego wynikał spór między Habermasem i Horkheimerem?

Wszyscy milczą, nie ma rady. Mówię różne rzeczy, których nauczono mnie w Warszawie. I myślę: niech osoby, które lubią krytykować polskie uniwersytety, ważą dobrze następne kąśliwe zdania…

* * *

Czytamy. Książka pochodzi z 1988 roku i nazywa się „Nachmetaphysisches Denken”. To krytyczne omówienie filozofii europejskiej po 1900 roku. „Papież lewicy” porównuje swoją dziedzinę do dwunastotonowych utworów, do literatury, w której załamała się tradycyjna struktura opowieści, ale też do poczwarnej architektury z lat 70. „Czy istnieją podobieństwa z architekturą postmodernistyczną, która wraca słabo prowokacyjnymi gestami historycznej dekoracji i wyklętych ornamentów?” – pyta. Później wymienia cztery najważniejsze jego zdaniem nurty dwudziestowiecznej filozofii: filozofię analityczną, fenomenologię, zachodni marksizm, strukturalizm.

Wykładowca nie odpuszcza. Po kolei stara się dowiedzieć, czy ktoś słyszał coś kiedyś o którymś z nich.

– Najważniejszym pytaniem fenomenologii było, jaka jest różnica między opisem rzeczywistości, a rzeczywistością samą – mówi następnie.

Przez chwilę panuje milczenie. Postanawiam, że nic już nie powiem. Nie można tak dominować grupy. Nareszcie ktoś się odzywa.

– Rzeczywiście, proszę Pana, to zupełnie jak z tymi statusami na Facebooku.

* * *

Więc jak to, pytam samej siebie w następnych dniach, Niemcy nie lubią, nie chcą znać, nie czytają swojego największego filozofa? Może wolą Sloterdijka, młodszą od Habermasa o kilkadziesiąt lat gwiazdę, której szkodliwość Habermas starał się onegdaj udowodnić tak samo, jak Horkheimer udowadniał jego szkodliwość? A zresztą, jak ma się tych dziesięciu seminarzystów do dziesiątek redaktorów, wydających dzieła zebrane Habermasa, nieprzebrane morze tomów omówień – i ich czytelników?

Odpowiedź w jakimś sensie przynosi inne seminarium, kilka dni później. Rozmowa jest o „Obronie Sokratesa” i „Kritonie”. Referent przedstawia bohatera obu platońskich dialogów.

„Sokrates uważał, że filozof to taka osoba, która nic nie wie”.

* Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członek Redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.

„Kultura Liberalna” nr 69 (19/2010) z 4 maja 2010 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 69

(18/2010)
4 maja 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj