Jane Campbell, fot. Phobe Dill

„Czesanie kota” to debiutancki zbiór opowiadań Jane Campbell, która mówi o życiu „starych kobiet” w różnych kontekstach. Pisze o pożądaniu, łamaniu społecznych tabu i walczy z powszechnymi stereotypami na temat procesu starzenia się kobiet. Książka została przetłumaczona na wiele języków, a na polski przełożyła ją Dobromiła Jankowska dla wydawnictwa Pauza. 

Uwagę krytyczek i krytyków przykuł także wiek pisarki, bowiem Jane Campbell, zadebiutowała mając 80 lat. Między innymi o tym, czy żałuje tak późnego debiutu i dlaczego tyle czekała na publikację, choć pisała od dawna, rozmawiam z autorką.

Sylwia Góra: Wszystko zaczęło się od opowiadania, które wysłała pani do „London Review of Books” w 2017 roku…

Jane Campbell: Byłam oddaną czytelniczką „London Review of Books” przez wiele, wiele lat. Uważałam, że to po prostu najlepsze miejsce, gdzie mogę wysłać swoje opowiadanie. Napisałam „Czesanie kota” na Bermudach w zasadzie w pięć dni. To było moje pierwsze opowiadanie, jakie kiedykolwiek napisałam. 

Potem spojrzałam na wytyczne dotyczące nadsyłania tekstów do „London Review of Books” i tam napisano, że nie publikują fikcji, ale uznałam: „to naprawdę dobra historia, spróbuję ją wysłać”. I faktycznie, opublikowali ją bardzo szybko, w ciągu następnych kilku tygodni, i to zmieniło moje życie.

Pani debiutancka książka, zbiór opowiadań, „Czesanie kota” wywołała poruszenie w świecie literackim także dlatego, że jej bohaterki, czyli starsze kobiety, prowadzą życie o wiele „pełniejsze”, niż moglibyśmy się tego spodziewać. A we współczesnej kulturze to wciąż raczej niewyobrażalne.

Opisuję trzynaście kobiet. Starałam się pokazać, że życie starszej kobiety niekoniecznie jest ograniczone, choć tak zostaje przedstawione w wyniku procesu odbierania jej znaczenia wraz z wiekiem. 

Moje bohaterki, mimo tych prób, pozostają niezmienione. Wyglądają więc staro, są pomarszczone i słabe, ale wewnątrz są tą samą osobą, co kiedyś, a zatem z tymi samymi emocjami. Chciałam pokazać, że byłoby błędem oczekiwać, że starsza kobieta po prostu cicho zniknie. Ona musi walczyć o swój kawałek świata. 

Kiedy ludzie słyszą o kobiecie po osiemdziesiątce, myślą zwykle o uroczej, nieporadnej babci. Społeczeństwo wciąż patrzy na starsze kobiety z uprzedzeniami. Podczas gdy starość u mężczyzn kojarzy się z mądrością lub autorytetem, u kobiet postrzegana jest jako utrata – utrata urody, znaczenia i głosu. Starzejące się ciało pozostaje tematem tabu, symbolem kruchości, a nie opowieścią o pożądaniu. Czy uważa pani, że literatura może pomóc zmienić takie postrzeganie starszych kobiet?

Mam taką nadzieję! W końcu właśnie dlatego napisałam te opowiadania. W epilogu książki cytuję też „Lolly Willowes”, powieść Sylvii Townsend Warner, która zrobiła na mnie duże wrażenie. Podobnie jak film „Nomadland”, który także jest oparty na książce, reportażu Jessicki Bruder.

Oczywiście nie jestem jedyną osobą, która porusza ten temat, ale jest to temat, którego gorąco się trzymam i który chciałabym promować. 

Próbuje go pani pokazać z bardzo różnych stron. Jedna z bohaterek opowiadań, Susan, odkrywa, że czuje pociąg do swojej pięknej, młodej opiekunki Miffy, i nawiązuje z nią intensywną, emocjonalną relację. Linda szuka swojego byłego kochanka nad brzegami Wodospadów Wiktorii – w wielu przypadkach pożądanie lub seksualność są tematem opowiadań. Nie lubimy myśleć o tym aspekcie życia kobiet, szczególnie starszych kobiet.

Spędziłam wiele lat, pracując w psychoanalizie, więc podkreślę coś istotnego – libido, energia libidalna, nie zawsze jest wyłącznie seksualna. To każdy rodzaj kontaktu z drugim człowiekiem. Można odczuwać energię libidalną na różne sposoby. To na Zachodzie przeważnie utożsamia się ją z seksem. Chciałam pokazać, że te starsze kobiety doświadczyły niezwykłych przeżyć i potem je pielęgnowały. 

W przypadku Susan było to nowe, ale trzeba wierzyć – a ja wierzę – że zawsze było w niej ukryte. Miffy to jakby młoda wersja Susan. Nagle bohaterka uświadamia sobie: „Byłam kiedyś piękna i młoda, zmarnowałam to, bo nie wiedziałam, jak to wykorzystać”. To wychodzi na jaw właśnie w tym opowiadaniu i wyraża się jako pożądanie, ale ja postrzegam pożądanie jako ogromne przyciąganie, nie tylko w sensie seksualnym. I tak jest w przypadku Susan. 

W pani bohaterkach uczucia wyzwalają inni ludzie, rodzina, ale często także zwierzęta. Ale ich rola jest chyba większa niż tylko bycie towarzyszem w samotności?

Tak! Na przykład w tytułowym opowiadaniu o czesaniu kota stara kobieta, która swoją drogą nie ma imienia, utożsamia się z kotem. Wie, jak to jest starzeć się, i wierzy, że kot też to rozumie.

Zwierzęta to coś więcej niż tylko pocieszenie. Są istotami samymi w sobie. I większość miłośników zwierząt też to powie. 

Inną historią o zwierzętach jest „Uprzejmość”. Przyznam, że moja amerykańska redaktorka była bardzo zaniepokojona opublikowaniem tej historii, bo myślała, że będzie wiele protestów z powodu tego, że w opowiadaniu pies był zamknięty przez pięć dni i zostawiony sam sobie, co wygląda na okrucieństwo wobec zwierząt, ale w tej historii musiało tak być. 

I ta historia jest też trochę zabawna. 

Tak. Kiedy czytałam recenzje czytelników, na przykład na Goodreads albo w innych miejscach, ludzie zwykle pisali: „O, to naprawdę pesymistyczna, smutna historia, każda historia ma złe zakończenie”. Nawet moja synowa, kiedy przeczytała książkę, powiedziała: „Jane, tu nie ma wielu szczęśliwych zakończeń”. A ja na to: „Cóż, takie jest życie, prawda?”. I tak, to prawda, ale ja od czasu do czasu czuję, że w moich opowiadaniach jest także jakieś interesujące poczucie humoru.

Dwie historie pokazują też pewne lęki związane z przyszłością i technologią – jedna opowiada o fantomach. Czym one naprawdę są? Duchami naszych bliskich? A może raczej naszym wyobrażeniem o nich?

To jest pewien rodzaj tajemnicy. Po prostu opowiadam ci historię, a potem musisz sama zdecydować. Uwielbiam ją, bo do stworzenia tego opowiadania zainspirował mnie cytat ze starego angielskiego tekstu. Chciałam pokazać, że takie myśli prawdopodobnie nie są nowe. Te fantomy nazwałam w którymś momencie aniołami, ale nie wiem, czym są, i musisz sama zdecydować, czytając to opowiadanie. 

Pisałam swoje opowiadania podczas pandemii covid-19, kiedy ludzie byli pozbawieni towarzystwa, a jeśli mieszkałeś sam, to naprawdę nie miałeś nikogo, z kim mógłbyś porozmawiać. I wtedy podobała mi się myśl o wejściu na stronę internetową i wpisaniu tam swoich danych. Potem czekasz i patrzysz, co się wydarzy. To taka parodia życia. 

Ja nie będę żyła wystarczająco długo, żeby zobaczyć, jak bardzo rozwinie się technologia i czy kiedyś nastąpi taka sytuacja, jak w moim opowiadaniu, że będziemy mogli spotykać się z takimi fantomami. Ale kto wie…

Drugie opowiadanie to „Schopenhauer i ja”, które pokazuje relację bohaterki z robotem. W wielu krajach, zwłaszcza w Azji, takie roboty są dzisiaj rzeczywistością dla starszych osób. Czy czerpała pani z tego inspirację?

Zdecydowanie tak. Zainspirował mnie program w BBC o tym, że w różnych miejscach na świecie wprowadzane są roboty, które mają asystować czy pomagać starszym ludziom. Wyszukałam więc w internecie te wszystkie azjatyckie roboty i rzeczywiście były używane przez starszych ludzi. Ale to, co naprawdę mnie irytowało, to sama idea. 

Powiedzmy, że masz starszą kobietę. Czego ona faktycznie potrzebuje w mniemaniu twórców tych robotów? Potrzebuje przypomnienia, żeby wzięła swoje leki. Trzeba jej mówić, kiedy ma ćwiczyć. Trzeba grać z nią w bardzo proste gry. Innymi słowy – to jest niezwykle redukujące. 

Postanowiłam więc wprowadzić do tego doświadczenia filozofa. I jestem naprawdę dumna z tej historii.

Pani bohaterki to jednak najczęściej wykształcone kobiety, raczej z klasy średniej czy wyższej. To chyba coś, co je wszystkie łączy? 

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to bardzo ograniczona grupa ludzi, ale to ją znam najlepiej. Żadna bohaterka nie jest osobą z niepełnosprawnością, żadna nie żyje w skrajnym ubóstwie. I oczywiście wszyscy mają wystarczająco pieniędzy, aby rozwiązywać podstawowe problemy. Są więc częścią tej grupy brytyjskich emerytów, która reprezentuje tylko jakiś ułamek starszych osób.

Wiem, że jest to bardzo ograniczona perspektywa. Ale to nie jest także badanie społeczne czy studium przypadku. To są moje obserwacje dotyczące starzenia się.

To są też historie o tym, że możemy czuć się samotni, nawet gdy mieszkamy z kimś pod jednym dachem, oraz o tym, czy naprawdę jest się samotnym, będąc samemu. 

Większość tych opowiadań napisałam w czasie covidu, gdy czytałam gazety, w których było tyle troski o wszystkich samotnych starszych ludzi. Patrzyłam na to i czułam wściekłość. Zawsze był też obraz starszej kobiety z białymi włosami, z książką na kolanach, siedzącej przy kominku. I wtedy myślałam sobie: „Cóż, to wygląda dla mnie jak obraz zadowolenia. Gdzie tu jest samotność?”.

Antoni Czechow powiedział: „Jeśli boisz się samotności, nigdy się nie żeń”. I doskonale wiem, zarówno z mojej pracy, jak i życia prywatnego, że można czuć się bardziej samotnym w tłumie niż gdziekolwiek indziej na świecie. 

Czułam wtedy złość, że ludzie oczekiwali od starszych osób, że będą się czuć samotne tylko dlatego, że są sami w domach, bo to oczywiście nie jest to samo. 

A czy jakaś pani część buntuje się na myśl, że wiek jest jednym z głównych tematów wspominanych w materiałach promocyjnych i recenzjach pani pracy?

Nie chciałam, żeby moja książka była sprzedawana na zasadzie: „Wow, autorka ma 80 lat, a wciąż potrafi pisać i myśleć, czyż to nie niesamowite?”. Na spotkaniu z moim wydawcą powiedziałam: „Proszę, nie podkreślajcie mojego wieku, to nie jest w tym wszystkim coś, z czego jestem najbardziej dumna”. Ale oczywiście, po pewnym czasie, i tak nieuchronnie wkrada się to w promocję.

A czy przy tej okazji zastanawiała się pani, czy wydanie debiutanckiej książki właśnie teraz znaczy dla pani coś innego niż wtedy, gdyby wydała ją pani wiele lat temu?

Chcę podkreślić, że zawsze pisałam. Nie myślałam natomiast, że moje teksty mogą zostać opublikowane, bo wiem, jaka jest konkurencja. 

Kiedy byłam o wiele młodsza, napisałam opowiadanie o moim dzieciństwie w Afryce. Było o dwóch małych dziewczynkach. I prawie zostało to opublikowane. A teraz, oczywiście, piszę o starych kobietach. To fikcja, ale uważam, że musisz pisać z własnego doświadczenia, inaczej to kompletnie bez sensu. Napisałam więc to jedno opowiadanie, „Czesanie kota”, i to zaprowadziło mnie do kolejnych. 

Obecnie skończyłam pisać powieść, która jest, powiedzmy, bardziej ortodoksyjna, jeśli chodzi o formę.

Zdecydowała pani, że ten debiut będzie zbiorem opowiadań. Nie wiem jak w Wielkiej Brytanii, ale w Polsce to dość ryzykowna decyzja, bo opowiadania nie są pierwszym wyborem czytelniczek i czytelników.

W Wielkiej Brytanii również nie są. Jednak po opublikowaniu opowiadania „Czesanie kota” w „London Review of Books”, odezwała się do mnie agentka i powiedziała, że bardzo dobrze piszę o starszych kobietach i zapytała, czy mogę napisać coś więcej? 

Dlatego napisałam kolejne dwanaście opowiadań i tak powstała ta książka. Nie było żadnego planu czy decyzji marketingowych. 

Ale teraz czytelniczki i czytelnicy czekają już na pani powieść? 

Tak. Pracuję teraz nad powieścią osadzoną na Bermudach. I myślę, że wielu ludziom się nie spodoba, ale chciałbym, żeby została opublikowana.

Bermudy to niezwykłe miejsce i piszę o ludziach, którzy tam mieszkają. 

Sama dzieli pani czas między Wielką Brytanię a Bermudy, prawda?

Tak, kiedy mieszkałam w Oksfordzie, wyszłam za bardzo bystrego prawnika, byliśmy małżeństwem przez jakiś czas. I kiedy nasze córki były małe, mąż powiedział, że ma jakieś kontakty na Bermudach i zapytał, czy moglibyśmy pojechać tam na dwa lata. Uznałam to za wspaniały pomysł. 

Pojechaliśmy więc na Bermudy, gdzie urodziłam syna. I potem to już była historia doskonale znana we wszystkich brytyjskich koloniach. On był tam bardzo szczęśliwy. Miał wspaniałą pracę. A ja byłam strasznie znudzona i rozczarowana, aż w końcu, po dwunastu latach, odeszłam. Zostawiłam męża, zostawiłam Bermudy i zabrałam dzieci z powrotem do Anglii. Ale bardzo lubię Bermudy. Przez lata spędzałam tam coraz więcej czasu. I właśnie dlatego chcę o tym napisać.

Ponieważ pani książka została przetłumaczona na wiele języków i jest bardzo dobrze przyjmowana na całym świecie, chciałam zapytać, czy coś zmieniło się w pani życiu z tego powodu? 

Znowu mam nową tożsamość. Często myślę o wszystkich moich tożsamościach, bo miałam ich w życiu wiele. Dorastałam w różnych częściach świata i to też na mnie wpływało. Najlepsze jest to, że spotkałam niesamowicie interesujących ludzi. 

Kiedy zadajesz mi te pytania, to ja na nie odpowiadam – ale potem, dzięki naszej rozmowie, wiem trochę więcej o sobie. I dlatego mam niesamowite szczęście, że będąc starą kobietą, mogę mieć wciąż nowe, stymulujące życie. 

Książka:

Jane Campbell, „Czesanie kota”, tłum. Dobromiła Jankowska, wyd. Pauza, Warszawa 2026.