Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Czytając > SIENIUĆ: O tym,...

SIENIUĆ: O tym, jak Paulina Sieniuć postanawia ku swojej chwale wylać wiadro pomyj na Jasia Kapelę i co z tego wyszło

Paulina Sieniuć

O tym, jak Paulina Sieniuć postanawia ku swojej chwale wylać wiadro pomyj na Jasia Kapelę i co z tego wyszło

Slamy, szatnie i bankiety

Najpierw było długie siłowanie się z książką. Woziłam w torbie „egzemplarz promocyjny, nie na sprzedaż” (jak głosił stempel na stronie tytułowej) przez miesiąc. A nawet więcej. Choć krótka to powiastka i napisana prostymi słowami. Dopiero nieznośne opóźnienie pewnego pociągu zmusiło mnie do sfinalizowania konfrontacji.

Zmęczyła mnie ta lektura. Na dworcu Warszawa Śródmieście doczytałam ostatnie strony i powlokłam się do domu. A teraz siedzę przed komputerem i zastanawiam się, czy jest sens opisywać „Janusza Hrystusa” Jasia Kapeli. No bo po co? Lepiej przemilczeć, prychnąć, czknąć, cokolwiek, byle nie mimowolnie reklamować, byle nie wprowadzać do dyskursu.

Z drugiej strony recenzje krytyczne pisze się o wiele łatwiej i przyjemniej niż te pochwalne, nie trzeba się gimnastykować, by nie wpaść w ckliwy patos i infantylność, za to człowiek może wyrzucić z siebie pokłady jadów oraz złych myśli i jeszcze – jeśli się uda – błysnąć gdzieniegdzie ironicznym dowcipem. To wartość terapeutyczna i imidżogenna zarazem. Ludzie przecież wolą czytać takie zajadłości, są żwawsze, wyrazistsze, skrzą się, zapadają w pamięć, powodują jakieś interakcje. Samo dobro. Zatem piszę.

Jaś ze slamu

„Janusz Hrystus” to drugi, po książce „Stosunek seksualny nie istnieje”, utwór prozatorski Jasia Kapeli. Ów 26-letni autor ma jeszcze na swoim koncie dwa tomiki wierszy – „Reklama” i „Życie na gorąco” oraz kilka wygranych slamów poetyckich. Kapelowy styl pisarski zdecydowanie nawiązuje właśnie do formy slamowej, czy też raczej nie wybiega poza nią. Dużo w tym zabawy, dowcipnych skojarzeń, chwytliwych zwrotów, trawestacji języka potocznego i obrazków z codzienności. Aż chciałoby się – niczym slamowa publiczność – zawyć czy klasnąć w niektórych momentach. I na koniec podać punktację. Nawet Jasiowe imię podkreśla ów żartobliwy, nieoficjalny ton – jak czytamy w artykule „Zmień nazwę, zapisz” Marcina Orlińskiego, opublikowanym w „Zeszytach Poetyckich”: „W obu przypadkach [Darka Foksa i Jasia Kapeli – przyp. PS] zdrobnienie odczytuję jako sprzeciw wobec powagi, wobec form wzniosłych i patetycznych. Darek czy Jaś to przecież materiał na dobrego znajomego, sąsiada, kolegę z podwórka lub z uczelni”. W ten sposób, przyznacie chyba, powstaje wizerunek dość spójny – swojak, kumpel, figlarz. Ale też trochę dziecko, nie-dorosły, nie-poważny. Wszystko gra.

Cynizm na miarę męskiej szatni

Tytułowy (i niepodzielny) bohater i narrator zarazem, Janusz Hrystus, uważa się za nihilistę, głównie siedzi w domu i rozmyśla. Robi sobie kanapki, śpi, pije wodę, je spaghetti, ogląda filmy na DVD, rozmawia ze swoją dziewczyną, dzwoni lub esemesuje do przyjaciółek, przegląda Facebooka, buszuje po internecie, czyta książki (nienawidzi Tomasza Manna, lubi Elfriede Jelinek), słucha muzyki (np. Placebo i się tego nie wstydzi), sporadycznie wychodzi do sklepu lub na piwo ze znajomymi, zna filozofię (jest postmodernistą), ale nade wszystko rozmyśla. Nad sobą, o sobie i przez siebie. Oto przez całą książkę pozostajemy w przestrzeni ego Janusza Hrystusa. Janusz Hrystus uważa, że jest bardzo smutny i ów smutek go zastanawia. Chce być z kimś, a jednocześnie nie chce. Ciekawi go jego własne podejście do wielu spraw. Chciałby komuś powiedzieć (cytuję): „Przyszedłem tutaj, aby was zbawić”, ale nie znajduje nikogo, do kogo mógłby skierować te słowa.

Jeśliby „Janusza Chrystusa” odczytywać w kontekście zgrywy i prowokacji (vide tytuł), przyznać trzeba, że książka ma swoje dobre momenty. Rozmowa o Ewie Szelburg-Zarębinie czy passus o Jadźwingach należą do moich ulubionych. Tylko co można powiedzieć o gagu lub skeczu poza tym, że zabawny czy trafny? Niewiele. Kabaret to kabaret. Jeśli umiejętny, to coś wyśmiewa, coś wykrzywia. Jeśli nieumiejętny – rodzi zażenowanie i zwątpienie w rodzaj ludzki. I tyle.

Proszę mnie źle nie zrozumieć, kategoria humoru i absurdu w literaturze ma swoją mistrzowską reprezentację. Wystarczy przypomnieć Gombrowiczowską Synczyznę i jegoż trans-atlantycki Chód, co się w przechadzkę po salonie przemieniał, albo przywołać Mironowską Kicię Kocię, która ze swoją kumą, Błogosławioną Siwulą z Wisznu Woli, arcyciekawe rozmowy prowadziła. To oryginalne, wysublimowane poczucie humoru połączone ze złośliwym i przenikliwym komentarzem. Słowem, ideał.

Są jednak dwie (a właściwie jest ich więcej, ale na użytek Hrystusowy ograniczę się do tej pary) literackie błazeńskie wesołości – wesołość Stańczyka i wesołość Dyla Sowizdrzała. Z jednej strony ostry żart, który ma w sobie gorycz krytyki i buntu, z drugiej – plebejski, nierzadko rubaszny humor, który gdzieś tam w swej genezie również miał być krytyczny. W „Januszu Hrystusie” deklarowanego smutku oraz cynizmu nie brakuje (wszak czytamy: „w niniejszej publikacji autor pragnie zareklamować nihilizm i pragnienie śmierci”), choć porównywalnie tyle samo mamy ustępów o pierdzeniu, robieniu kupy, robieniu siku, wtulaniu się w piersi albo o kobietach, które uprawiają seks z obcymi. Być może ma nam to pokazać „brud świata tego”, ale brzmi to raczej niczym dowcip opowiadany po meczu w szatni męskiej. Bohater czasem jest tego świadom, stwierdza wszak: Chciałbym wyć z rozpaczy, ale wszystko, co wychodzi z moich ust, brzmi jak jowialne hu! hu!. Być może tu właśnie leży pies pogrzebany – Janusz naprawdę czuje ból swego istnienia, ale jego słowa (samoistnie? mimowolnie?) przechodzą w durny żart.

Na użytek niniejszej analizy załóżmy, że główny bohater nie jest porte-parole autora, że Jaś to nie Janusz (choć trudna do utrzymania to postawa, wszak czytamy: „Na Facebooku wypełniłem test: którym młodym polskim pisarzem jesteś? Wyszło mi, że Jasiem Kapelą”), przyjmijmy, że jest to krzywe zwierciadło, które ma pokazać nam groteskowo zniekształcone odbicie rozchybotania (psychicznego? duchowego? osobowościowego?) młodego narcyza i egocentryka. Narcyza piszącego książkę, który mówi o sobie: „Żyję tylko dzięki smutkowi”. I cóż z takiego opisu wynika?

Szkice węglem. Ot, narysowany grubą kreską portret nieprzystosowanego do życia, zamkniętego w codzienności i w swojej głowie młodzieńca, dla którego, poza smutkiem swem, ważne jest ruchanie dziewczyn i masturbujący się sąsiad. Jeśli to jest komentarz do współczesności, wizerunek jakiegoś (typowego?) przedstawiciela młodego pokolenia, to bije z niego pustka i zadęcie. Obraz przygnębiający. To już chyba lepiej traktować to jako żart, obśmianie. Tak czy owak, czytam o tym i, poza zniecierpliwieniem, pozostaję obojętna.

Literatura bankietowa

Ale oddajmy wreszcie głos autorowi, wszak o niego i jego książkę tutaj chodzi. Oto monolog Hrystusowy, w którym jego nadawca wie wszystko, niby dystansując się i szydząc, a jednocześnie przyjmując dary losu z całym dobrodziejstwem:

„Prawie nikt tego nie przeczyta. A z tych, którzy, przeczytają, prawie nikogo to nie obejdzie. I będą mieli rację. To literatura. Wszystko, co może im zapewnić, to chwila rozrywki. (…) Po co to opowiadam? Bo lubię? Czasami. Bo to mój zawód? Lepszy niż inne zawody? (…) Mogę wymienić na palcach przynajmniej kilka osób, którym ta książka pomoże [tu Janusz Hrystus wymienia siebie samego, swojego ojca i dziewczyny – przyp. PS]. A trzeba jeszcze dodać te wszystkie bankiety, spotkania, darmowe wódki. Które przecież pomogą nie tylko mi, lecz też instytucjom kultury, bibliotekom oraz młodzieży szkolnej i studenckiej. Wszystkim im dam jakieś zajęcie, chwilę namysłu, a nawet sens istnienia. Że gdyby nie ja, byliby inni? Może. Ale gdyby byli inni, nie byłoby mnie. A na to nie mogę pozwolić. Jestem próżny? Trochę. Nie bardziej niż większość. Po prostu lubię swoją pracę. I nie lubię świata. A w mojej pracy mogę nie lubić świata. I to jest najpiękniejsze. Ale ważne jest też, żeby się podobać. Wtedy jest lepsza sprzedaż i więcej bankietów”.

Jasiu, tfu, przepraszam, Januszu, obawiam się, że masz rację. Będą bankiety, niektórym pewnie książka dostarczy chwili rozrywki. Taka rola pop-pisania. No, może z tym sensem istnienia przesadziłeś. Z tą literaturą także jest pewne nadużycie. Chyba że literaturą nazwiemy wszystko, co napisane i opublikowane.

Według mnie określenie „literatura” wiąże się z pewnym nobilitującym dyskursem – nawet jeśli (a może przede wszystkim) rewolucyjnie krytycznym – z tradycją literacką, kulturową, wiąże się ze świadomością formy i władaniem nad nią, z poczuciem podczas lektury, że dotykam czegoś wyjątkowego, nowego, przekraczającego to, co znane i ustalone, więc czytelne i łatwo przyswajalne. Czy więc „Janusz Hrystus” jest literaturą, a nie zapiskami z notatnika pacholęcia? Czy proponuje jakąś wizję, a nie sztubackie psoty? Trudno orzec. Może to jest jakiś początek poszukiwania, który kiedyś wyjdzie poza świetlikowszczyznę w wydaniu żaka? Wiem jedno, egotyzm, banał, język codzienności i opisy zwykłości, które tym samym zwykłość afirmują, zarazem nieco z niej szydząc, wprowadzono do sztuki już dawno temu.

Na okładce Kapelowej powieści czytamy o autorze: „Zajebisty, ale na dłuższą metę nie do wytrzymania”. Nie wiem, nie znam pana Jasia Kapeli. Ale skoro redakcja „Krytyki Politycznej” uznała, że informacja ta jest istotna na tyle, by figurowała na okładce książki, pozwolę sobie ustawić poziom refleksji do poziomu cytowanego zdania. A więc jaki jest utwór „Janusz Hrystus”? Miejscami ma pretensje do bycia zajeb…, ale ogólnie nie do wytrzymania.

Książka:

Jaś Kapela, Janusz Hrystus, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010.

* Paulina Sieniuć, redaktorka, recenzentka.

** Śródtytuły pochodzą od Redakcji.

„Kultura Liberalna” nr 73 (23/2010) z 1 czerwca 2010 r.

Skoro tu jesteś...

... mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa.

Każda i każdy z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 20 zł miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców i Patronów!

SKOMENTUJ

Nr 73

(22/2010)
1 czerwca 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj