Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > SUCHCICKA: Bądźcie sobie...

SUCHCICKA: Bądźcie sobie dorośli! Adriana Szymańska, „Taja z Jaśminowej”

Katarzyna Suchcicka

Bądźcie sobie dorośli!

W opisach ogrodu marchewka i pietruszka pysznią się tutaj strzępiastymi liśćmi, szczypior sterczy sztywno, a liście buraczków płoną rumieńcem. Zostają zauważone i opisane w dynamicznym krótkim zdaniu, jakby w przelocie. Nic w „Taji z Jaśminowej” ze żmudy życia, jak to jest np. w „Dzieciach z Bullerbyn”, gdzie – również siedmioletnia – Lisa, a także Britta, Anna, Olle, Lasse i Bosse pielą grządki za drobne öre, sprzedają wiśnie na skraju drogi, w prażącym słońcu i kurzu. Mała Taja z książki Adriany Szymańskiej jest estetką i arystokratką w świecie widzialnym – zauważa go, ale przetwarza na swój wyłączny sposób, i na tym polega zasadnicza różnica między nią a bohaterkami Astrid Lindgren. Szymańska wielką część swego postrzegania oddaje imaginacji.

Ale o tym za chwilę. Wyobraźnia jest tutaj bowiem oparta na twardych, ziemskich podstawach. Rzeczywistość jest potraktowana bardzo poważnie. Nie spotkamy się z żadnym wykrzywieniem, modnym zaprzeczeniem estetyce, dostrzegalnym choćby w dzisiejszej popkulturze, np. w postaci Shreka. Szacunek za to, że, gdy w naszym współczesnym świecie króluje anticuteness – gdzie nie istnieją bariery, a kryteria rozjeżdżają się na wszystkie strony – tutaj wszystko stabilnie trwa. Co piękne, zostaje piękne – czarnopióre kosy, kolorowe sikory i inne ptaszki, jak:

„taki śliczny, brązowy z jaśniejszym brzuszkiem, i na tym jasnym miał plamki…
– W kształcie płomyków – kończy Dziadek.
– Właśnie. Czy wiesz, jaki to ptak?
– Tak, Taju. To drozd.”

Takiego dziadka brakuje mi na co dzień! Niedawno, idąc na spacer, kiedy już dolegliwe stały się przechadzki wśród nieznanych mi bliżej drzew, z niewiadomym ptactwem kląskającym po krzakach, sięgnęłam po „Przyrodnik Polityki”, pomysłowo wydany kilka lat temu przez ten tygodnik, pod tytułem „Inteligent na spacerze”. Łaknęłam tej wiedzy i powagi w jej traktowaniu w szkolnej czy rodzinnej edukacji. Na temat natury, na temat tego wszystkiego, co nas otacza, rano budzi – „wrzaskliwe szpaki”! – i nienazwane rośnie na skraju lasu. Adriana Szymańska bystro uzupełnia te braki w sposób doskonalszy niż podręcznik czy publicystyka, bo w formie literackiej. Wyrastają nam przed oczami jak żywe kępy klonów, wysokich sosen i brzóz – opisy mają jednak swoją rolę, nie tylko urodę, stąd zaciekawiają. Jak u Mickiewicza, w słynnym opisie sadu w Księdze II „Pana Tadeusza”: „cyprysy jarzyn”, których „liście i woń służą grzędom za obronę”. Klony u Szymańskiej to np. „dom skrzeczącej sroki”, pod kwietnymi baldachimami dzikiego bzu kryje się w odprężającym cieniu Dziadek Filip, a wędrujące muchy, żuki i komary złowieszczo zwiastują zwrot akcji. Ale coś jeszcze wynika tu z przyrody: z niej rodzą się w imaginacji Taji zjawy, fantasmagorie, postacie barwne i zadziwiające.

W łopianach i liściach rabarbaru mieszkają bowiem Dziwany, stwory pełzające po ziemi w słońcu, czeznące w cieniu. Ze światła biorą się też słoneczne Zjawinki – Tęczynki i Świetliki, które na pajęczynie odprawiają prawdziwy Cirque du Soleil. Są jeszcze Pipiptutki, Słyszadła domowe, ale najzabawniejsze ze wszystkich kreacji to Galopki, powstałe z uderzeń deszczu o dach. I jednym z nich – maleńkim konikiem jak ze szkła – opiekuje się Taja, podlewając go wodą, aby żył.

Czemu to właściwie służy i czym miałoby zaciekawić dzieci, a czasem i dorosłych? Owszem, ciekawie jest puścić znów luzem wyobraźnię, ale te wszystkie wymysły oraz tęsknota za lasem, wolnością, ogrodem są projekcją wybijania się na niepodległość, dorastania Taji do własnej i tylko własnej osobowości. Pippi Langstrumpf – żeby przywołać żeńską ikonę niezależności światowej literatury dziecięcej – żyła całkiem sama w wielkim domu i mogła robić, co jej się żywnie podobało: spać z nogami na poduszce, robić wielkie naleśniki oraz na dodatek wyśmiać w szkole tabliczkę mnożenia. Taja zaś musi wyczyniać brewerie, krzyczeć i wymuszać to, czego pragnie, żyje bowiem z mamą, z babcią i z tatą, i to w obliczu rychłego zagrożenia – przeprowadzki do miasta, do bloku, który postrzega jako niewolę. Przed tą wielką zmianą czuje ogromny lęk, bo to przecież podetnie korzenie jej świata. A ona nie chce z niego rezygnować. I musi walczyć o swoją wolność.

Dziadek Filip, przysposobiony do roli dziadka, jest w tej książce osobą przypuszczoną do konfidencji. On wie więcej i to od niego Taja dowie się, że trzeba szukać po prostu swego Rdenia – ocalającego, w różnych okolicznościach, marzenia. Trochę jak z Pollyanny, prawda? Marzenie zastępujące kiepską rzeczywistość musi zawsze istnieć w naszej głowie, nawet za cenę uznania go za herezję i bycia posądzonym o dziecinność. Taja wykrzyczy: „Już nic wam więcej nie powiem. Bądźcie sobie dorośli. I wiedzcie swoje. Ja wiem wszystko inaczej. I Dziadek Filip też”.

W takiej zdeterminowanej postaci Taja z Jaśminowej przypomina mi upominającą się o białą magię „Malutką Czarownicę” autorstwa Otfrieda Preusslera, walczącą z sitwą czarownic o uznanie swej wyjątkowości. W „Taji z Jaśminowej” walka idzie o odejście od stereotypu patrzenia na rzeczywistość, „bycia dorosłym”, czyli rozsądnym, czyli zrezygnowanym.

Kto może tak upominać się o pełnię istnienia? Któż inny, jak nie poetka! Siedem lat temu Adriana Szymańska napisała w swoim wierszu (bo jest także, a raczej przede wszystkim, poetką):

„(…) mam Cię w garści wróblu,
wieczna tajemnico, podczas gdy tłuste gołębie
oczywistości spacerują bezkarnie po dachu
Jesteś o mój wróblu, odnawiającą się wciąż
tęsknotą za poznaniem doskonałym…” („in terra”)

W „Taji…”, wydanej po raz pierwszy przed 22 laty, a teraz wznowionej, poznanie wydaje się więcej niż doskonałe, niestereotypowe i na pewno, nie „oczywiste”. Trzeba nastawić swoje zmysły na inną percepcję, bo tu jest po prostu bogato. To świat – prawie „wszechświat” – dla odbiorców silnych, nie uchylających się od wielości barw, dźwięków, kształtów, kreacji, wybiegających poza pospolitą logikę. Percepcja jest wzmożona i nie każdy może podołać, pobiec za bystrą i spragnioną wrażeń Tają, zapewne przyszłą poetką. Ale na pewno mogą to śmiało uczynić odważni, marzyciele – dzieci czy dorośli. Ten świat chowa tajemnicę i warto po nią sięgnąć, nie ograniczając się w żadnym wypadku do kategorii takich jak dorosłość. Autorka, bystra, zachłanna na świat narratorka, wykazała się dużą samowiedzą, gdy w wierszu „Ach świat”, późniejszym od „Taji z Jaśminowej” o osiem lat napisała:

„Ach, świat: ogromna świetlista klatka
dla bestii, którą jestem.” („Requiem z ptakami”)

Książka:

Adriana Szymańska, „Taja z Jaśminowej”, W.A.B. 2010.

* Katarzyna Suchcicka, poetka, krytyk literacki i filmowy, autorka filmów dokumentalnych. Obecnie pracuje dla TVP Kultura. Stale współpracuje z „Kulturą Liberalną”.

„Kultura Liberalna” nr 93 (43/2010) z 19 października 2010 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 93

(43/2010)
19 października 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj