Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Na krańcach Azji

Krzysztof Renik

Na krańcach Azji, czyli w Azji południowo-wschodniej trwa już od jakiegoś czasu zacięta rywalizacja o wpływy. Graczy jest w zasadzie dwóch – Stany Zjednoczone i Chińska Republika Ludowa.

Federacja Rosyjska, która uważa się za sukcesora byłego Związku Sowieckiego – przez lata starającego się być także istotnym graczem w tym rejonie świata – powoli wypada z gry. Natomiast odwołanie przez Waszyngton planowanej od dawna wizyty Baracka Obamy w kilku krajach regionu nie powinno skłaniać ku przekonaniu, iż także Stany Zjednoczone zaczynają odchodzić od ogłoszonego kilka lat temu zwrotu polityki amerykańskiej w kierunku azjatycko-pacyficznym. Z doniesień płynących z Waszyngtonu wynika bowiem, iż mimo paraliżu administracji trwają już intensywne poszukiwania nowych terminów odwiedzin Obamy w Azji południowo-wschodniej.

Południowo-wschodni region Azji jest obszarem żywotnych interesów dwóch potęg współczesnego świata – Chin i Stanów Zjednoczonych. Wieloletnie zaangażowanie USA w problemy Europy oraz Bliskiego Wschodu sprawiło, że w ostatnich latach to właśnie Pekin zaczynał być głównym rozgrywającym w tej części świata. Przykładami można sypać jak z rękawa. Pierwszy z brzegu to wieloletnie wpływy chińskie w Birmie. Utrzymywanie się przez ponad czterdzieści lat przy władzy krwawej dyktatury birmańskich generałów byłoby niemożliwe bez wsparcia płynącego z Pekinu. Wsparcia zarówno politycznego na scenie międzynarodowej, jak i gospodarczego oraz wojskowego pozwalającego dyktatorom w mundurach utrzymywać się przy władzy przez całe dziesięciolecia.

Oczywiście nic za darmo. W zamian Birma rządzona przez generałów stawała się powoli chińskim protektoratem, a jej terytorium wygodnym szlakiem tranzytowym łączącym Chiny z wybrzeżem Oceanu Indyjskiego. Akwen ten, przez który przebiegają najżywotniejsze morskie arterie komunikacyjne współczesnego świata, ma zarówno dla Chin, jak i krajów szeroko rozumianego Zachodu istotne znaczenie geostrategiczne. To właśnie w celu ochrony swych interesów Chiny zbudowały na birmańskich Coco Islands swe bazy wojskowe.

Inny przykład chińskiej ekspansji w krajach Azji południowo-wschodniej odnaleźć można w Laosie. Kraj ten, zasobny w cenne kopaliny, ale także mogący być wygodnym korytarzem tranzytowym w kierunku Półwyspu Malajskiego jest od dawna penetrowany przez Chiny. Umowa chińsko-laotańska przewidująca budowę tranzytowej linii kolejowej z Chin przez Laos do Tajlandii za pieniądze Pekinu, to tylko jeden z przykładów rozwijania strefy chińskich wpływów w rejonie. O zalewaniu chińskimi produktami, zwykle po dumpingowych cenach, rynków całego regionu Azji południowo-wschodniej nie warto już nawet wspominać. Tak jak powszechnie już znane są także chińskie pretensje terytorialne do części wód Morza Południowochińskiego i Wschodniochińskiego. Spory te powodują, iż w trudne relacje z Pekinem zawikłane są Filipiny, Wietnam i oczywiście Tajwan, a także Malezja, Brunei i Japonia.

Rozszerzanie wokół Chin strefy, którą bez ryzyka popełnienia błędu nazwać można buforową, nie ogranicza się zresztą wyłącznie do Azji południowo-wschodniej. Leżący na terenie Azji południowej Nepal jest tego procesu doskonałym przykładem. Od czasu obalenia w tym kraju w roku 2008 monarchii Chiny coraz częściej zaczynają traktować Nepal niczym własny protektorat. Budzi to niepokój sąsiednich Indii, a walka o wpływy w dawnym królestwie toczy się pomiędzy obu azjatyckimi gigantami nieustannie.

Chiny, które mają ambicje mocarstwowe budują dla realizacji swych celów potęgę militarną. Stają się z punktu widzenia wojskowego najpotężniejszym graczem regionalnym, daleko wyprzedzając w tym względzie Indie, nie mówiąc już o mniejszych graczach. Nic zatem dziwnego, że przynajmniej część krajów regionu układając sobie poprawne stosunki z Pekinem stara się znaleźć możnych protektorów także w innych regionach świata. Podporządkowanie bowiem Pekinowi regionu Azji południowo-wschodniej stworzyłoby zupełnie nową sytuację geopolityczną na świecie. Trzeba pamiętać, że część krajów Azji południowo-wschodniej to gospodarcze tygrysy, dysponujące nowoczesnymi technologiami oraz cennymi zasobami naturalnymi. Stworzenie z tych krajów przez Pekin nieformalnych protektoratów dałoby Chinom pozycję hegemona na olbrzymich obszarach. Jednocześnie mogłoby zagrozić także równowadze militarnej i gospodarczej w rejonie Pacyfiku.

Poszukując owych protektorów kraje Azji południowo-wschodniej trafiają zwykle do Waszyngtonu, bo tylko on jest w stanie hamować hegemonistyczne zapędy Pekinu. Dlatego zwrot Ameryki w kierunku azjatycko-pacyficznym został przyjęty w Azji południowo-wschodniej z zadowoleniem, mimo iż w wielu krajach tego regionu antyamerykanizm jest silnie zakorzeniony i ma swe uzasadnione powody. Jednym z efektów owego zwrotu jest choćby zmieniająca się sytuacja w Birmie, która rozpoczęła dwa lata temu swą drogę ku demokratycznej transformacji. Birmańscy generałowie zauważyli bowiem, iż dalsza izolacja polityczna i gospodarcza doprowadzi do pełnego uzależnienia kraju od Chin. Zaczęli transformację, która bez pomocy świata zachodniego, w tym Stanów Zjednoczonych, nie miałaby szans powodzenia. Jednocześnie jednak procesy, które zachodzą w Birmie są wyzwaniem rzuconym Chinom, które – jeżeli birmańska transformacja się powiedzie – nie będą już mogły uważa tego kraju za swoisty protektorat. Co nie znaczy, że prodemokratyczne elity birmańskie chcą zerwania relacji z Chinami, ale jak powiedziała mi niedawno w wywiadzie Aung San Suu Kyi, liderka birmańskiej opozycji: „Nie chciałabym myśleć o naszych sąsiadach, jako o państwach , które chcą mieć silny wpływ na nasz kraj”.

Pytanie tylko, czy we współczesnym świecie, w regionie tak delikatnym politycznie jak Azja południowo-wschodnia, można uniknąć zaciętej rywalizacji o wpływy.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 248

(42/2013)
10 października 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj