0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > O dwóch racjonalnościach....

O dwóch racjonalnościach. Recenzja „Kapitana Phillipsa”

Błażej Popławski

Najnowszy film Paula Greengrassa – „Kapitan Phillips” – to nie tylko historia o dramatycznym losie porwanego przez piratów somalijskich Richarda Phillipsa, kapitana MV Maersk Alabama, lecz także opowieść o lęku Ameryki przed Afryką, o stereotypach utrudniających zbudowanie rzeczywistej współpracy między tymi kontynentami.

Stwierdzić można, że to dzieło komplementarne wobec dwóch innych filmów z 2013 r., również podejmujących problem piractwa w Zatoce Adeńskiej. Duńskie „Porwanie” Tobiasa Lindholma skupia się na psychologicznej charakterystyce losu uprowadzonych i postawach armatorów. „22 minuty” Wasilija Sierikowa to z kolei film akcji, opowieść o porwaniu i akcji odbicia rosyjskich marynarzy z rąk somalijskich piratów. „Kapitan Philips” wypełnia lukę między produkcją duńską i rosyjską, między dramatem psychologicznym a kinem sensacyjnym.

Sen o Ameryce

Warto spróbować spojrzeć na film jak na opowieść o dwóch rodzajach racjonalności działania czy też – precyzyjniej – o bezzasadności stosowania europocentrycznej logiki do opisu procesów mających miejsce w Afryce. Zrozumienie tego staje się łatwiejsze po analizie dwóch wątków filmu – przyczyn i przebiegu porwania statku.

Część widzów może być zaskoczona skutecznością niezwykle prostej strategii działania piratów somalijskich skontrastowaną z brakiem procedur bezpieczeństwa na statku transportowym. Ogromny kontenerowiec MV Maersk Alabama został opanowany przez grupę zaledwie czterech piratów poruszających się na łódce z psującym się silnikiem. Abordażu dokonano po metalowej drabince, pośpiesznie zespawanej przez Somalijczyków dzień wcześniej. Mimo tych – wydawać by się mogło – prowizorycznych rozwiązań, piraci działali sprawnie, w oparciu o utarte schematy. Wykazali się pomysłowością i adaptowalnością do okoliczności.

Profesjonalizm pirackiego rzemiosła nabiera szczególnego znaczenia po poznaniu pobudek kierujących Somalijczykami. Reżyser zasygnalizował, że piraci nie funkcjonują w próżni społecznej, a logika ich działania jest silnie uzależniona od systemu kulturowego, w którym żyją. Na co dzień ich podstawowym zajęciem jest rybołówstwo. Dopiero nacisk watażków klanowych (w filmie pojawia się informacja o przynależności liderów somalijskich do klanów Darod i Hawiye) zadecydował o wypłynięciu na pełne morze i rozpoczęciu łowów na kontenerowce płynące z Omanu do Kenii.

Lider piratów, Abduwali Muse (w postać tę wcielił się urodzony w Mogadiszu, a od ponad dekady mieszkający w Minneapolis Barkhad Abdi), stwierdza w filmie: „Jesteśmy zwykłymi rybakami”, dodając: „Zawsze chciałem mieszkać w Ameryce”. Zdanie to brzmi cynicznie, ale zwraca uwagę na zakorzenienie piractwa w szerszym kontekście społeczno-gospodarczym Rogu Afryki. Somalia to państwo upadłe, pozbawione instytucji publicznych. Piraci wywodzą się z organizacji sąsiedzkich, próbujących zapewnić rację bytu najbliższym, którzy nie zdecydowali się na ucieczkę z kraju (największe skupiska diaspory somalijskiej znajdują się w Wielkiej Brytanii i w USA). Przemiana rybaków w piratów dokonuje się w Somalii mimochodem, w związku z rozpadem państwa, wzrostem znaczenia watażków klanowych i marzeniami o życiu „jak w Ameryce”. Wypłacany w dolarach okup za uprowadzonych marynarzy często jest jedyną szansą na przeżycie całych wiosek. Widz, po zrozumieniu pobudek stojących za porwaniem kontenerowca, instynktownie współczuje losowi Afrykanów. Dostrzega ambiwalencję wartości nimi kierujących. Zrozumienie tych procesów jest konieczne do oceny działania Somalijczyków, brutalnej rozgrywki, która toczy się od kilku lat na Oceanie Indyjskim. Chętnym pogłębienia wiedzy o Rogu Afryki polecić można wydany niedawno zbiór tekstów Adama Leszczyńskiego – „Zbawcy mórz” (wyd. Wielka Litera, Warszawa 2013), z których część stanowi reporterską diagnozę fenomenu piractwa w Zatoce Adeńskiej.

Koszmar o Somalii

Jak zatem przedstawia się druga strona konfliktu na morzu? Jakie postawy i wartości kryją się za zachowaniem Amerykanów? Warto podkreślić, że załoga kontenerowca nie bagatelizowała zagrożenia, ale nie potrafiła także na nie reagować skutecznie. Na statku panował chaos uwarunkowany spojrzeniem Ameryki na Afrykę, lękami wzmocnionymi pamięcią wydarzeń z roku 1993, zilustrowanych w „Helikopterze w ogniu”, czy atakami Al Kaidy na ambasady w Afryce Wschodniej (1998).

Uosobieniem amerykańskich stereotypów o Somalii zdaje się tytułowa postać – kapitan Richard Phillips – brawurowo zagrana przez Toma Hanksa. Zdaniem wielu krytyków, rola ta może przynieść Hanksowi trzeciego w jego karierze Oskara. Aktor doskonale wpisał się w przyjętą przez reżysera hybrydalną konwencję pogranicza dramatu biograficznego, thrillera i paradokumentu. Hanks świetnie odegrał cechy charakteru Philipsa, które dostrzec można po lekturze „A Captain’s Duty: Somali Pirates, Navy SEALs, and Dangerous Days at Sea” – wspomnień kapitana z porwania, opublikowanych w 2010 roku we współpracy ze Stephanem Taltym (polskie wydanie: „Kapitan na służbie”, tłum. Piotr Grzegorzewski i Marcin Wróbel, Wyd. Otwarte, Kraków 2013). Philips staje się ikoną opanowania, racjonalizmu, sumienności, ale także pewnej naiwności. Widać to choćby w moralizatorskich rozmowach z Bilalem, najmłodszym z piratów, w próbach przekonywania Somalijczyka, że ten „zbłądził”. Kapitan jest także szczerze zdziwiony, gdy herszt piratów wspomina o swoim głównym zawodzie – rybackim. Postać Philipsa staje się zatem swego rodzaju ikoną postaw większości Amerykanów wobec Afryki: strachu, braku wiedzy, zaciekawienia, gotowości na poświęcenie i bezgranicznej wiary w sprawiedliwość społeczną.

Podkreślić należy, że kontenerowiec MV Maersk Alabama przewoził do Afryki żywność oraz maszyny – a zatem dobra, którymi globalna Północ próbuje pomagać krajom subsaharyjskim. W handlu tego rodzaju kryje się grzech paternalizmu, niezrozumienia źródeł kryzysu w Somalii. „Kapitan Phillips” staje się zatem nie tylko ponurym potwierdzeniem braku wyobraźni armatora niepotrafiącego ocenić ryzyka porwania statku w akwenie kontrolowanym przez piratów, który nie wprowadza właściwych procedur zarządzania kryzysowego. To także dowód, że racjonalność europejska nie ma racji bytu w realiach globalnego Południa, a nieuwzględnienie specyfiki Rogu Afryki może prowadzić do tragedii.

W części komentarzy w prasie amerykańskiej dostrzec można jeszcze jeden wątek „ideologiczny” filmu – redukowanie przesłania dzieła do konfliktu cywilizacyjnego między biedną, muzułmańską Somalią a bogatą, demokratyczną Ameryką. Interpretacja ta wydaje się jednak niewłaściwa, zbytnio upraszczająca treść „Kapitana Phillipsa”. Kilkakrotnie wypowiadane przez piratów zdania: „My nie Al-Kaida” mówią więcej o Amerykanach niż o Somalijczykach – świadczą o lękach i uprzedzeniach „Pierwszego Świata” wobec krajów rozwijających się.

Film:

„Kapitan Philips”, reż. Paul Greengrass, USA 2013.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 255

(48/2013)
26 listopada 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj