Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Dzika frajda z...

Dzika frajda z czytania Themersonów [KL dzieciom]

Katarzyna Sarek

Książka-rebus, książka-łamigłówka, książka-słowna woltyżerka. Wznowione dziełko Themeresonów to prawdziwy literacki roller coaster, który zabierze nas do tajemniczego Alibajdadzikafrajdawtomigraju.

Themersonowie_Kraj_okladkaW Alibajdadzikafrajdawtomigraju źle się dzieje. Po ulicach chodzą dzicy, domy są ze słomy, a zła mucha tse-tse knuje intrygi. Akcja jest gęsta jak błoto, a główni bohaterowie wyrolowani na amen. Dobrze chociaż, że mieszkańcy wsi wygrali z lenistwem, a krokodyle oglądają już tylko w kinie. Tak, spodziewajcie się tematyczno-słownej woltyżerki, z Themersonami nie da się nudzić.

Niezwykły duet twórczy Franciszki i Stefana Themersonów, poza rozlicznymi poważnymi (lub mniej) dziełami literacko-filmowo-artystycznymi, parał się również twórczością dla dzieci. Stefan pisał, Franciszka rysowała i wspólnie tworzyli książeczki, które sami nazywali BESTLOOKERAMI, idealnymi kompozycjami treści, ilustracji i typografii. Wydawane w latach 30. i 40. książki, przez dekady nieobecne w świadomości czytających rodziców i kanonie dziecięcym, właśnie wracają na należne im miejsce. Dzięki wydawnictwu Widnokrąg możemy cieszyć oczy i uszy lekturą jednej wolumenowo, ale podwójnej treściowo pozycji, tak bowiem (zachowując oryginalną obustronną edycję) wydano „Był gdzieś haj taki kraj” i „Była gdzieś taka wieś”. To jedyna książka, jaką znam, w której posłowie i strony redakcyjne znajdują się w samym środku książki. Pod koniec tego roku mają się ukazać kolejne – „Poczta” i „Narodziny liter”.

Te dwie krótkie historie, na pozór nie mające ze sobą wiele wspólnego, dzieją się w kraju Alibajdadzikafrajdawtomigraj i w bezimiennej wsi. W pierwszej, dwoje bohaterów Sabarawarak i Karawarabas cieszą się owocami pracy rąk swoich – figowym tortem i pitnym kwasem, ale gdy chcą zrezygnować z autarkii i rozpocząć barterową wymianę, do akcji wkracza mucha tse-tse, „strach, gdy brzęczy koło ucha”. I jest się czego bać, bowiem doprowadza do tego, że zamiast handlu fair-trade i obopólnej korzyści, pomiędzy wytwórcami pojawia się cały łańcuch pośredników. I to oni tuczą się na torcie i kwasie, a producenci kończą z okruchami maku w gardle i piękną ością w garści. W drugiej opowiastce leniwi mieszkańcy wsi toną w błocie, najeżdżają ich hipopotamy i krokodyle, do działania dopiero mobilizuje ich brzęk skrzydełek wrażego insekta. Zakasują rękawy i zabierają się do wspólnej pracy, osuszają ulicę, budują łaźnię, dom spółdzielni i kino. A na końcu jest morał: „Teraz jest piękna wieś, chcesz żyć w takiej, to ją wznieś!”.

Zabawnie absurdalne historyjThemersonowie_Wies_okladkaki dla dzieci przy okazji przemycają całkiem dorosły ładunek myśli społecznej. W pierwszej współczujemy oszukanym przez złą muchę Sabarawarak i Karawarabasowi, którzy, jako lud pracujący miast i wsi, zostali pozbawieni profitów przez tłustych kapitalistów (uczestniczący w wyzysku mucha, krokodyl i hipopotam noszą cylindry i burżuazyjnie podpierają się laskami!). W drugiej widzimy, że uciskani, jeśli tylko zjednoczą swe siły, mogą pozbyć się gnębicieli. Mieszkańcy wsi dopiero dzięki wspólnemu wysiłkowi i skupieni w ruchu spółdzielczym poprawiają warunki życia całej społeczności, a krwiopijcy uciekają, gdzie pieprz rośnie. Opowiastki konfrontują czytelnika z dwoma scenariuszami o odmiennych zakończeniach i wyraźnie pokazują, jakie działania się tak naprawdę opłacają. Pojedynczo możemy niewiele, ale we wspólnocie i słabi stają się silni.

Pewien ładunek ideologiczny nie sprawia bynajmniej, że lektura książki Themersonów równa się przyjemności zgłębiania „Manifestu komunistycznego”. Rysunki Franciszki, tylko w trzech kolorach, zgrabnie ilustrują i uzupełniają wierszowaną treść. Czasem zajmują całą stronę, czasem stają się literami, niekiedy zmieniają się w zagadkę i rebus. Tekst jest cudownie rytmiczny, zabawny, pełen oryginalnych słownych łamigłówek. Mucha tse-tse knuje w różnych językach, z lisem – po lisio-rudemu, z marabutem – po maraszewsku, z kotem – po czarnołapsku. Szczególnie uroczy i wzbudzający dziki entuzjazm małoletniego słuchacza, jest maraszewski: „mara przynio bucie słamci/ mara projekt bucie damci/ mara pomysł bucie jak/ mara zdobyć bucie mak!”.

Kolejne książki Themersonów dla dzieci? „Mara chętnie owszem but!”.

 

Książka:

„Był gdzieś haj taki kraj”, „Była gdzieś taka wieś”, napisał St. Themerson, rys. Fr. Themerson, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2013.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 261

(1/2014)
7 stycznia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj