Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Równość to...

[Feminizując] Równość to nie herezja. W odpowiedzi na list Czytelniczki

Katarzyna Kazimierowska

Redakcja „Kultury Liberalnej” otrzymała list Czytelniczki, który odnosi się do niektórych moich tekstów, publikowanych w rubryce „Feminizując”. Wszystkie listy od naszych Czytelników są czytane oraz omawiane, więc podobnie stało się i tym razem, a ja zostałam poproszona o odpowiedź na list pani Zofii Anuszkiewicz, co poniżej czynię.

Droga Pani Zofio,

dziękuję serdecznie za Pani list. Jest on dla mnie dowodem na to, że także osoby o zupełnie innym światopoglądzie uważnie czytają moje felietony i co więcej, są gotowe aktywnie wchodzić w dyskusję na poruszane w dziale „Feminizując” tematy. Rozumiem Pani obiekcje i szanuję odmienne od moich poglądy, ale nie mogę się zgodzić z zarzutami. Jak rozumiem, Pani uwagi oscylują wokół dwóch kwestii: pierwszą jest moje założenie, że Kościół postanowił walczyć z „ideologią gender” w odpowiedzi na zarzuty o przypadki pedofilii wśród duchownych, co nazywa pani teorią spiskową. Drugą kwestią jest moja niesłuszna – w Pani oczach – obrona tejże „ideologii” uprawianej na gruncie szkolnym i przedszkolnym. Po kolei zatem postaram się odnieść do obu kwestii i do każdego akapitu Pani tekstu oddzielnie.

Pisze Pani, że na łamach „Kultury Liberalnej” prowadzę kampanię progenderową i przeciwko Kościołowi. Jako uważna czytelniczka na pewno zauważyła Pani, że nie piszę jedynie o tych kwestiach, poruszam także sprawy prawa dotyczącego aborcji, in vitro, czy przemocy wobec kobiet. Felietoniści mają ten przywilej, że mogą pisać o tym, co ich osobiście obchodzi, a mnie obchodzą właśnie tematy godzące w wolność kobiet i prawo do wyrażania przez nie swoich poglądów. Pisząc, że prowadzę kampanię, siłą rzeczy odmawia mi Pani tego przywileju. Druga rzecz, i tu muszę wytknąć Pani błąd – nie komentuję wypowiedzi „kościelnych” publicystów, tylko publicystów prawicowych.

A teraz postawiona przez Panią sprawa teorii spiskowej. Pisze Pani: „ Kto twierdzi, że taka oddolna inicjatywa w reakcji na zauważenie zmian w szkolnych i przedszkolnych programach była inspirowana przez drżących o swoją pozycję biskupów lub księży, wyznaje teorię spiskową”. Jak Pani na pewno wie, teoria spiskowa z definicji stoi w opozycji do oficjalnie uznanej wersji jakiegoś wydarzenia czy faktu. W związku z tym muszę zapytać: czy jest jakaś oficjalna wersja dotycząca reakcji Kościoła na zarzuty o pedofilię wśród duchownych i spuszczanie na owe przypadki zasłony milczenia? Jeśli tak, chętnie ją poznam. Jeśli jednak pozostaje Pani przy nazwaniu mojej opinii teorią spiskową, to zapraszam do lektury artykułu zamieszczonego w cytowanej w Pani tekście „Rzeczpospolitej”. W opublikowanym po moim felietonie artykule jego autorzy także podpisują się pod ową „teorią spiskową”. W dodatku bardzo ładnie swoje stanowisko rozwijają, przyznam, z dużo lepszą znajomością rzeczy niż ja.

Oto ostatni akapit: „Jest sytuacją tragiczną, gdy Kościół Dobrą Nowinę Robotnika z Nazaretu wykorzystuje jako cep w ideologicznej walce. Walce nie z grzechem i niesprawiedliwością, ale z wrogiem, którego sam stworzył, by przykryć własne grzech i występek. Nie ma nic bardziej niszczącego i zniechęcającego ludzi do Boga niż przywoływanie Jego Imienia w złej i niepotrzebnej wojnie. Szczególnie w sytuacji, gdy ofiarami są nie dorośli mężczyźni, ale ci najmłodsi chrześcijanie, których rodzice oddawali z dobrą wolą w «troskliwe» kapłańskie ręce”.

A teraz przejdźmy do omówienia zaangażowania Kościoła w kwestię wychowania szkolnego i przedszkolnego dzieci. Nie wiem, dlaczego uważa Pani, że Kościół w ogóle powinien zajmować się edukacją dzieci w wieku przedszkolnym, nie wydaje mi się, żeby w przedszkolach odbywały się lekcje religii. Natomiast z przykrością zauważam, że choć twierdzi Pani, że WSZYSCY znają pojęcie „gender” i wiedzą, jak się nim posługiwać, to sama popełnia Pani merytoryczny błąd, myląc „gender” z „gender mainstreaming”. Rozumiem, że pisząc „wszyscy” ma Pani na myśli osoby swojego pokroju – wykształcone, z dużych miast, z planowanym doktoratem, bo liczne video ankiety krążące w internecie pokazują, że ludzie nie potrafią zdefiniować słowa „gender”.

Co więcej, nawet Pani, mimo wykształcenia i pozornie dogłębnego zaznajomienia z tematem, nie unika błędu. Może zatem jeszcze raz, do znudzenia. Gender oznacza po prostu płeć. Równie dobrze Kościół mógłby walczyć z „ideologią płci”. Studia nad płcią, czyli gender studies mówią, że mamy dwie płcie: kobiety i mężczyzn. Mówią także, że przez wieki społeczne postrzeganie płci obrosło w stereotypy, które nie nadążają za zmianami w świecie – zmianami ekonomicznymi, społecznymi i kulturowymi. Na początku XX w. nikomu nie przyszło do głowy, że kobiety mogą na przykład głosować w wyborach albo nosić spodnie (nawiasem mówiąc, wielkim wrogiem noszenia przez kobiety spodni był Kościół właśnie). Obecnie kobiety mogą ubierać się jak chcą, a ich prawo głosu nie jest kwestionowane. Dziś mówimy jednak o potrzebie równości ekonomicznej – by kobiety nie miały nad sobą szklanego sufitu w karierze zawodowej, by zarabiały tyle, ile mężczyźni. Właśnie tym – praktyczną równością ze względu na płeć – zajmuje się gender mainstreaming. Pisze Pani, że w Polsce z tą równością nie mamy problemu, że ona już jest. Nie podaje Pani jednak żadnych danych statystycznych, a od poważnej publicystki oczekiwałabym szafowania czymś więcej niż tylko prywatnymi opiniami. Powołuje się Pani na unijne dyrektywy, ale nie argumentuje tego Pani konkretnymi statystykami, fragmentami dyrektyw w odniesieniu do Polski.

Ostatni wątek – gender w przedszkolach. Skąd bierze Pani informację, że ktoś zmusza chłopców do noszenia sukienek? Tu też, będąc poważnym publicystą, warto byłoby znaleźć konkretne dane. Bo co innego zabawa w ubieranie się w stroje innych kultur (szkocki kilt, nowozelandzką spódniczkę, czy polskie stroje szlacheckie z XVI wieku, o sutannach duchownych nie wspomnę), a co innego, namawianie chłopców, by zdjęli spodnie i przymierzyli spódniczkę koleżanki. O takich sytuacjach nie słyszałam, podobnie jak pełnomocniczka do spraw równego traktowania kobiet i mężczyzn, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz. Ona również szukała przedszkoli, o których mówią księża, ale nie znalazła.

Swoją drogą, można by się pokusić o stwierdzenie, że to dość niezwykłe koincydencja. Kościół oburza się na zarzuty pedofilii wobec młodzieży szkolnej oddawanej księżom przez ufnych rodziców pod opiekę, a jednocześnie walczy z „ideologią”, której zarzuca uświadamianie seksualne młodych ludzi, a to dlatego, że poprzez tę „seksualizację” właśnie stają się ofiarami pedofilii. Aż chciałoby się krzyknąć, że jest dokładnie na odwrót, że to właśnie ignorancja i nieświadomość swoich praw czyni z dzieci bierne narzędzia w rękach pedofilów, bo nie potrafią one często nazwać rzeczy po imieniu. Czyżby o to chodziło duchownym? Ale to już kolejna moja „teoria spiskowa”.

Jeszcze jedna uwaga: broni Pani środowisk związanych z Kościołem, które czerpią pieniądze z funduszy europejskich w ramach promocji gender mainstreaming. Co więcej, nie widzi Pani sprzeczności między tym, co głosi ta zasada unijna a tym, co o gender mówią duchowni społeczeństwu. Podejrzewam, że kwestie równości rozumie Pani podobnie jak organizacja Opus Dei, która otrzymuje dotacje na rozwijanie „umiejętności właściwych kobiecie: dbałość o szczegóły umilające życie innym, utrzymywanie porządku wokół siebie”. To faktycznie bardzo równościowe.

I znów na koniec zrównuje Pani gender z „relatywizacją ról płciowych”. Definicję słowa gender już wytłumaczyłam i mam nadzieję, że wycofa się Pani z nazywania tej nauki i podejścia herezją. Używa Pani pojęcia herezji chętniej niż niejeden duchowny – gratuluję odwagi. Tymczasem, wracając do biednych dzieci, uświadamianych seksualnie w przedszkolach i przebieranych w nieswoje ciuszki. Gdy mój syn w niedalekiej przyszłości uzna, że chce chodzić tylko w kolorze różowym i bawić się lalką, to mu nie będę tego wybijać z głowy. Jak Pani wie, podział na niebieskie dla chłopców i różowe dla dziewcząt to efekt ostatnich dziesięcioleci – kiedyś było na odwrót. A zabawa chłopców lalkami jeszcze nie oznacza, że wyrosną oni na homoseksualistów i pedofilów. Raczej na troskliwych i wrażliwych mężczyzn, którzy będą odnosili się do dziewcząt i kobiet z większym szacunkiem niż ich, broniący źle pojmowanej męskości niczym ostatniej reduty, ojcowie i dziadkowie.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 261

(2/2014)
13 stycznia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj