PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Z miasta] Po...

[Z miasta] Po co nam ruchy miejskie po wyborach?

Wojciech Kacperski

Kiedy wiele lat temu zaczynaliśmy rozmowę o miejskim aktywizmie, a tematyka miejska zaczęła przebijać się do mediów głównego nurtu, wszyscy zastanawiali się, kiedy osoby kojarzone z tymi działaniami pójdą do wyborów. Dziś zastanawiam się, czy kiedykolwiek będziemy mogli rozmawiać jeszcze o czystym działaniu na rzecz miasta.

Nie ma chyba potrzeby w tej chwili wykazywać genezy ruchów miejskich. Wiele tekstów w „Kulturze Liberalnej” omawiało ten fenomen, w czasie, kiedy nie był on związany z kampanią wyborczą do samorządu. Przyznam się, że ta wizja była mi najbliższa. Działanie z ramienia organizacji pozarządowych, nieformalnych grup, często o charakterze interwencyjnym, o rozmytej strukturze, dawało przestrzeń na ciekawą wymianę doświadczeń, nawiązywania znajomości, a także uczenia się mechanizmu działania miasta – bo w tamtym czasie wszyscy zaczynaliśmy się go uczyć.

Zaczęło się od protestu, jednak antagonizm „mieszkańcy – urzędnicy miejscy” z czasem został zneutralizowany, władze miasta stały się partnerem w dialogu, zaś część działaczy weszła na drogę współpracy, która coraz bardziej się zacieśniała. Wkrótce jednak wielość światopoglądów dała o sobie znać i każdy wybrał własną drogę dalszego działania. Jedni pozostali w mniejszej lub większej współpracy z Ratuszem, inni zaś uznali, że jedyną szansą na zmianę jest start w wyborach samorządowych. Tak można by w bardzo dużym skrócie opisać dotychczasową historię ruchów miejskich w Warszawie.

Największym sukcesem ruchów miejskich, także tych, które wystartowały w wyborach, jest zmiana narracji na temat polskich miast. Ten sukces nie powinien zostać zaprzepaszczony.

Wojciech Kacperski

Obecnie ruchy miejskie w stolicy weszły w trudny etap. Zaznaczyły swoją obecność w mediach, które z wielką chęcią przedstawiały je jako realną alternatywę dla obecnego układu na scenie politycznej. Jednak klęska Zielonych w walce o radę miasta w Warszawie pokazała, że przyjmowanie narracji ruchów miejskich oraz wystawianie najbardziej chyba znanej w Polsce miejskiej aktywistki nie wystarczy, żeby zyskać poparcie. Dość ponurym komentarzem do tego jest fakt, że jako jedyny „oddolny” działacz do rady miasta wszedł były już burmistrz Ursynowa, Piotr Guział. W radach dzielnic sytuacja wyglądała nieco inaczej, ponieważ na tym polu aktywiści uzyskali zaskakująco dobre wyniki. Jednak powyborcze przetasowania, które dokonały się z udziałem niezależnych radnych, pokazały słabość tych organizacji. I być może – co najgorsze – w jakimś stopniu skompromitowały je w oczach wyborców.

Zaskakujące wydaje się w świetle tego, że podczas gdy niektórzy, jak chociażby Kacper Pobłocki, widzą ostatnie wybory jako sukces ruchów miejskich i pewną zmianę w narracji politycznej, znoszącą podział na lewicowość oraz prawicowość, równie dobrze można powiedzieć, że mamy do czynienia z umocnieniem tych podziałów. Odejście od partii politycznych? Chyba właśnie zwrot w ich kierunku, skoro nawet sami aktywiści zaczęli przyznawać, że ich działalność musi ulec pewnej profesjonalizacji, docelowo idącej w kierunku formowania partii politycznej.

Proszę wybaczyć mi moją „zwarszawiałą” perspektywę, ale argument za zwycięstwem ruchu miejskiego w Gorzowie Wielkopolskim naprawdę nie przesądza o tym, że zmiana w większych miastach dokona się według tego samego modelu. Być może to partie polityczne sięgną po ruchy miejskie w walce politycznej, jak to miało miejsce w Poznaniu. Także w Warszawie, przy okazji drugiej tury wyborów, relatywnie dużo uwagi zostało poświęcone ruchom miejskim.

Nie do końca potrafię się też zgodzić z tezą, że polityka systemu gwiazdorskiego – o jakiej pisał Richard Sennet w „Upadku człowieka publicznego”, a na którą Pobłocki powoływał się w swoim tekście – zastąpiona zostanie przez rozmowę na ulicy. Być może w mniejszych miastach tego rodzaju praktyka się sprawdziła. W większych miastach jednak dużo zależało od tego, kto prowadził kampanię. Można by nawet pokusić się o postawienie tezy, że w tegorocznych wyborach ruchy miejskie nie objawiły całego swojego bogactwa, ponieważ różne ugrupowania ukryły się za twarzami swoich liderów. Ci liderzy zaś okazali się, niestety, niewystarczająco charyzmatyczni lub może jeszcze niewystarczająco wyszkoleni politycznie, żeby pociągnąć za sobą tłumy.

Oczywiście, to był pierwszy raz, a on zawsze jest trudny. Oczywiście, należy się pochwała tym, którzy spróbowali, ponieważ to oni przetarli szlaki. Ci, którzy potknęli się po drodze, wyciągną ze swoich błędów wnioski i być może w przyszłości będą już mądrzejsi. Być może z czasem nawet media nauczą się mówić o zjawisku ruchów miejskich w nieco bardziej adekwatny sposób. Tegoroczna kampania w mediach pokazała, że mają z tym jeszcze problem, na co słusznie zwróciła uwagę Joanna Kusiak. Z całą pewnością za cztery lata, gdy niektórzy reprezentanci ruchów miejskich – a zapewne do tego czasu pojawią się także nowi – znowu staną w szranki w walce o głosy wyborców, całe zjawisko ulegnie transformacji.

Zmiana personalna „od dołu” nie wystarczy, by samorząd działał sprawniej. Do tego są potrzebne zmiany systemowe, a także bliższa współpraca wielu instytucji, nie tylko tych gminnych, czy też powiatowych, lecz również wojewódzkich.

Wojciech Kacperski

Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, czy ruchy miejskie powinny zmieniać się w partie polityczne. Wydaje mi się, że ich dotychczasowy potencjał wypływający stąd, że aktywiści widzieli i rozumieli miasto lepiej niż niejeden urzędnik magistracki, czy też polityk samorządowy, był niewątpliwą zaletą. Ich dotychczasowa działalność opierająca się z grubsza na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego jest nie do przecenienia. Największym sukcesem ruchów miejskich, także tych, które wystartowały w wyborach, jest zmiana narracji na temat polskich miast. Ten walor nie powinien zostać zaprzepaszczony.

Powinniśmy jednak pamiętać, że sama zmiana personalna „od dołu” nie wystarczy, ażeby samorząd działał sprawniej. Do tego są potrzebne zmiany systemowe, przepisów prawa, a także bliższa współpraca wielu instytucji, nie tylko tych gminnych, czy też powiatowych, lecz również wojewódzkich. W obecnej chwili to jeden z większych problemów, z jakimi zmaga się samorząd, bardzo trudnych do rozwiązania i potrzebujący głębszej analizy. Zmiana miasta nie dokona się bowiem tylko przez zmianę struktury, która nim zarządza, ale również przez zmianę mechanizmów, które tą strukturą sterują.

W Polsce najprawdopodobniej najwcześniej zmiana dokona się w mniejszych miastach, śladem Gorzowa Wielkopolskiego, Wadowic czy Słupska. Czy jednak będzie to trend, za którym pójdą większe aglomeracje? Śmiem wątpić, a przynajmniej pozostanę sceptyczny, dopóki nie przekonam się, że zmiana personalna w wyżej wymienionych miastach przełoży się na rzeczywistą zmianę polityki.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 310

(50/2014)
22 grudnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj