Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Kupa na...

[Feminizując] Kupa na salonach

Katarzyna Kazimierowska

Kto jest bardziej roszczeniowy – matki z małymi dziećmi czy bezdzietni klienci restauracji? A może cała dyskusja wokół przewijania dzieci w miejscach publicznych to sztuczny problem? Głośny felieton Agnieszki Kublik komentuje Katarzyna Kazimierowska.

Z ogromnym rozbawieniem przeczytałam felieton Agnieszki Kublik pt. „Pampers z niespodzianką”, który – jak każdy tego typu tekst – wywołał w Polsce spór prawie tak silny, jak ten, czy był wybuch w Smoleńsku, czy też go nie było. Z jeszcze większym rozbawieniem śledziłam dyskusję, którą uważam za burzę w szklance wody.

Tym, którzy jakimś cudem nie dotarli do szeroko komentowanego i równie szeroko „hejtowanego” felietonu, przybliżę jego treść. Otóż bardzo przeze mnie szanowana dziennikarka i publicystka „Gazety Wyborczej” (tej samej, która mocno promuje akcje typu „Rodzić po Ludzku”, „Kawiarnie przyjazne dzieciom” etc.) dała na swoim blogu upust frustracji wywołanej tym, co zobaczyła podczas wizyty w pewnej włoskiej restauracji w Warszawie. A zobaczyła matkę przewijającą swoją córkę na restauracyjnej kanapie. Oburzona była Agnieszka Kublik, oburzeni jej amerykańscy, choć polskiego pochodzenia, znajomi. Wstrząs odebrał apetyt, no bo przecież odechciewa się jeść, gdy widzi się – nie bójmy się tego słowa – kupę na salonach (autorka nie nazwała rzeczy wprost, ale inteligentny czytelnik wyczyta prawdę między słowami).

Felieton Agnieszki Kublik odbił się szerokim echem, jak zawsze, gdy chodzi o kwestie typu „cośtam” a sprawa polska – w tym przypadku „cośtam” śmiało możemy zastąpić słowem „kupa”. Jej tekst dał upust ogromnej niechęci wobec szarogęszącej się wszędzie roszczeniowej mniejszości, jaką są matki z dziećmi. Komentarze pod jej felietonem, w większości pisane męską dłonią, wyraźnie dawały do zrozumienia, gdzie tę mniejszość najchętniej byśmy widzieli, a właściwie nie widzieli, bo powinna siedzieć w domu, a nie ludziom życie uprzykrzać w miejscach publicznych. Wiele osób podjęło się też polemiki z tekstem autorki, czasem nie ustępując ilością wylewanej na nią złości. Wśród nich swoje mocne słowa dodała również poważana przeze mnie (przede wszystkim za wywiad w „Wysokich Obcasach”) Małgorzata Terlikowska, komentując podejście Kublik i popierających jej tekst hejterów prostym przekazem, który z niego płynie: „Urodziłaś to siedź w domu”.

Wśród moich znajomych krąży dowcip: „Macie przewijak w restauracji? Nie? A bywa u was Agnieszka Kublik?”. To tylko żart, ale pokazuje, że jednak jesteśmy wrażliwi na krytykę.

Katarzyna Kazimierowska

Rozumiem dziennikarkę „Gazety Wyborczej”. Jeszcze dwa lata temu sama pewnie patrzyłabym na przewijanego dzieciaka ze zgrozą. Dziś za to rozumiem matki, bo mnie samej wielokrotnie zdarzyło mi się przewijać syna na kanapie czy stoliku restauracyjnym, gdy już w trakcie kolacji okazywało się, że co prawda krzesełko i kącik dla dziecka są, ale przewijaka jednak nie ma, choć pani podczas rezerwacji telefonicznej mówiła co innego… I choć każde takie przewijanie nadal wiąże się z dużym stresem, to nigdy nie spotkałam się z ostracyzmem ze strony otoczenia. Raczej ze zrozumieniem.

Zgadzam się też z red. Kublik i prof. Zbigniewem Mikołejko, że matki bywają roszczeniowe i opresyjne. Sama na takie matki się natykam: na takie, które pouczają mnie po lekturach poświęconych rodzicielstwu bliskości (że niby nie jestem dość „bliska”) i takie, które naigrawają się ze mnie, że jestem za „bliska”; takie, które krytykują mnie, że nie robię dziecku kluseczek sama i nie biegam na zajęcia muzyczne dla niemowlaków; oraz takie, które dziwią się, że nie uciszam mojego syna, kiedy według nich za głośno gaworzy. Są różne matki, tak samo, jak są różni ludzie. Są matki beztrosko patrzące, jak ich dziecko wyrywa serwetki gościom ze stolika obok i takie, które pocą się z nerwów, gdy ich niemowlę za głośno odezwie się w miejscu publicznym. Takie, które karmią piersią w pierwszej ławce w kościele i takie, które wolą je nakarmić w toalecie w galerii handlowej, by nikomu nie robić kłopotu.

Każda z nas – matek, miała szansę być ofiarą innych matek, tak samo, jak bywa ofiarą nadgorliwych staruszek, które wiedzą lepiej, czy prychających panów, którzy nie ustąpią miejsca w tramwaju, komentując: zrobiłaś bachora, to teraz stój. A także wykształconych pań z lepszych sfer w średnim wieku, jak pani Kublik, które nie podejdą i nie powiedzą wprost, choć uprzejmie, że przeszkadza im widok i zapach niemowlęcej kupy, ale zacisną usteczka i obsmarują matkę (no bo nie ojca przecież, on zwykle nie zmienia pieluch) na łamach ogólnopolskiej gazety.

Nie rozumiem dlaczego redaktor Kublik – wyjaśniająca w swojej hurtowej polemice, że zależy jej tylko na poszanowaniu praw innych – jako inteligentna dziennikarka, która sama ma doświadczenie macierzyństwa, nie potrafi z życzliwością spojrzeć na inne matki. Jak tłumaczy, ona także chodziła z dzieckiem do restauracji, ale nie zmuszała innych do oglądania kupy. Rozumiem, że wolała przewinąć dziecko na podłodze łazienki lub na desce klozetowej, albo kazała mu siedzieć z zabrudzoną pieluchą aż do powrotu do domu – w obu przypadkach: gratuluję. Tylko czy tu nie należy upomnieć się o prawa dziecka do czystej pupy i prawa do zmiany pieluchy w czystym otoczeniu?

Jeśli mamy szanować swoje prawa, to uszanujmy prawo matek do wyjścia z domu. Nie twórzmy sztucznie kolejnej grupy wykluczonych.

Katarzyna Kazimierowska

Cokolwiek byśmy w tej sprawie nie napisali, uważam, że problem został sztucznie rozdmuchany. Chodzimy do miejsc publicznych, widzimy w nich rodziny z dziećmi, ale czy nasze radary naprawdę każą nam zwracać uwagę na karmienie dziecka piersią, przewijanie go na kanapie czy stoliku? Matki zwykle dyskretnie karmią albo przewijają swoje dzieci – naprawdę nie potrzebują w takich sytuacjach cudzej atencji. Prawda jest taka, że zwykle nie zwracamy na to uwagi. Chyba że bardzo chcemy. I wydaje mi się, że Agnieszka Kublik bardzo chciała to zobaczyć i zapragnęła, by cała Polska też to zobaczyła. Czyżby wcześniej nigdy nie była świadkiem takiej sytuacji? A może to obecność amerykańskich znajomych polskiego pochodzenia tym bardziej wyczuliła ją na standardy estetyczne, jakie powinny panować w polskich restauracjach? Tak czy siak, postanowiła uczynić ofiarą swojej frustracji anonimową matkę i wywołała tym samym taką falę wrogości. Teraz kolejna matka długo będzie się zastanawiała, czy popełnić ten sam „błąd”, czy może lepiej przetrzymać swoje dziecko z kupą w pieluszce aż do powrotu do domu.

Wśród moich znajomych zaczął krążyć dowcip: „Macie przewijak w restauracji? Nie? A bywa u was Agnieszka Kublik?”. To tylko żart, ale pokazuje, że jednak jesteśmy wrażliwi na krytykę. Bo wiemy dokąd ona prowadzi – do stworzenia kolejnej grupy wykluczonych. Wykluczonych nie z powodu barier technicznych, których i tak w przestrzeni publicznej jest dużo (brak wind, wysokie krawężniki, kładki bez podjazdów dla wózków), ale z powodów obyczajowych – bo „to fe” przyjść z dzieckiem do restauracji. Jeśli mamy szanować swoje prawa, to uszanujmy prawo matek do wyjścia z domu. A że nie mogą lub nie chcą wychodzić bez swoich dzieci – wszak dziecko też człowiek. Nie twórzmy sztucznie kolejnej grupy wykluczonych i nie każmy matkom wstydzić się za swoje dzieci.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 312

(0/2015)
5 stycznia 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj