Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] YOLO-obywatele i...

[Polska] YOLO-obywatele i YOLO-reformatorzy

Tomasz Sawczuk

Ćwierć wieku po transformacji ustrojowej do Polski dotarła już z Zachodu nieznośna lekkość bytu.

„Dziś nie chcemy rozumieć naszych problemów. Chcemy tylko, by ktoś je rozwiązał”, powiedział Evgeny Morozov podczas XXII Debaty Tischnerowskiej.

Trudno o lepszą ilustrację tej tezy niż reakcja Polaków na niedawne wydarzenia w Starych Kiejkutach. W XXI w. na terenie Polski w tajnych więzieniach torturowano ludzi. Te szokujące informacje większość z nas, w tym niemal cała klasa polityczna, zbyła wzruszeniem ramion. Być może trudno nam się utożsamić z obcymi kulturowo muzułmanami, a już szczególnie tymi podejrzewanymi o terroryzm. Bo czy CIA naprawdę może więzić i torturować niewinnych ludzi? Cóż, jak się okazuje – może.

Ale kulturowa obcość nie wyjaśnia obojętności na przemoc. W ataku na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo” z rąk fanatyków zginęło 12 osób. Bardzo szybko podniosły się jednak głosy, że francuscy rysownicy dostali to, na co zasłużyli i że nie trzeba im przesadnie współczuć. Sami mieli być bowiem wrogami chrześcijańskiej Europy. Tak samo nie było słychać większego oburzenia, gdy miesiąc temu bojownicy ISIS na libijskim wybrzeżu poobcinali głowy 21 chrześcijanom.

Póki co ani terroryści, ani rosyjskie czołgi nie nacierają na Warszawę, można więc korzystać z życia i spać spokojnie. Gdy jednak tu dotrą, Ryanair niedrogo zabierze nas do Londynu. YOLO, you only live once – jak głosi młodzieżowa wersja staroświeckiego carpe diem – to jeden z najpopularniejszych zwrotów w mediach społecznościowych. Dominujący w sieci klimat jak rzadko kiedy zdaje się rozumieć klasa polityczna. „Nasze bezpieczeństwo, nasz kraj, nasz dom, nasze dzieci są najważniejsze” – powiedziała na pierwszej konferencji swojego rządu premier Ewa Kopacz.

Z jednej strony mamy więc młodych utracjuszy, którzy żyją chwilą, bo nie chcą wybiegać myślą dalej. Państwo mają w poważaniu, solidarność z innymi ograniczają do osób najbliższych, politykę uważają za coś brudnego, a zmiany za niemożliwe.

Z drugiej, problem leży głębiej. 25 lat po transformacji ustrojowej do Polski dotarła już z Zachodu nieznośna lekkość bytu. A przy tym dotarła w chwili, gdy świat zmienia się szybciej niż kiedykolwiek.

Po 25 latach budowania kapitalizmu mamy więc kapitalizm, który nie wiadomo czy przetrwa w obecnej formie, a Polska nie ma na to niemal żadnego wpływu. Mamy też rynek pracy ewoluujący w niewiadomym kierunku i system emerytalny, któremu grozi upadek. Mamy ponadto rosnące oczekiwania i możliwość natychmiastowego wyjazdu do lepszego świata.

Jak jednak pisał w powieści „Żart” Milan Kundera, „młodzi ludzie nie są przecież winni temu, że grają; nie są jeszcze uformowani, a życie rzuca ich w uformowany świat i muszą się zachowywać jak ludzie uformowani. Korzystają zatem bez namysłu z gotowych form, wzorów i schematów, tych, które podobają im się najbardziej, które są w modzie, z którymi im do twarzy – i grają”. Grają tak, jak przeciwnik pozwala.

Problemem Kundery nie jest młodość jako taka. Rozwiązanie nie polega zaś na ucieczce od wielkich ideologii w samowystarczalną powszedniość, jak zrobił to bohater „Żartu” Jahn, uciekając od miłości do partii komunistycznej w miłość do całkiem pospolitej Łucji. Odpowiedź na postawiony przez pisarza problem jest inna: prawdziwie dojrzałą postawą jest nigdy nie dać się uformować, nigdy nie przestać dojrzewać.

W tym miejscu rodzi się pytanie, czy od żyjącej chwilą współczesnej młodzieży bardziej YOLO nie byli ci, którzy Polskę przez ostatnie ćwierćwiecze reformowali. Wydaje się bowiem, że pewien model rozwoju się wyczerpał. Nie wystarczy już powtarzać tego, co robili poprzednicy i modlić się, by sprawy miały się jak dawniej. Energii wystarczyło jeszcze na to, by ogłosić, że „byliśmy głupi” (choć byliśmy pewnie raczej doświadczeni realnym socjalizmem). A skoro rzekomo byliśmy głupi już na początku, to czy po tylu latach jest w ogóle sens zabierać się za naprawianie tego, co zepsuliśmy? Nawet jeżeli jest w nas wola buntu, pozostaje dostosować się do warunków. „Po co martwić się czymś, na co nie ma się wpływu” – mówi pewna nastolatka w reklamie banku, pytana o swój pomysł na życie.

We wszystkich tych czarnych diagnozach pobrzmiewa pewien fałszywy ton. Stać nas na wspaniałe inicjatywy, jak akcja „Tatuaże Wolności”, w ramach której więzienne tatuaże byłych skazańców przekształca się w artystyczne dzieła. Wielu młodych faktycznie stawia na życie „tu i teraz” – nie coraz bardziej błahe, lecz coraz bardziej ciekawe. Moment polityczny – ze względu na tę samą niepewność przyszłości, która nam doskwiera – jest niezwykle ekscytujący.

Musimy jednak poszukiwać nowych form obywatelskiego i politycznego zaangażowania. Form uwzględniających nasze otwarcie wyrażane potrzeby, ale w formie twórczej. Niech to więc będzie przyjemność, niech będą to estetyczne skwery miejskie ze stojakami na rowery, wygodne mieszkania i przyjazne urzędy. Ale niech będzie to polityka przyjemności, a nie prywatne ćwiczenia z przyjemności – polityka, jako wysiłek wspólny, jako przedmiot krytycznego obywatelskiego zaangażowania i sprawa nas wszystkich.

***

Zapraszamy na nowe seminarium „Kultury Liberalnej”!

#YOLO. Przegrana przyszłość polskiej wolności?

Pierwsze spotkanie już 19 marca, więcej informacji TUTAJ.

YOLO_facebook

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 322

(10/2015)
13 marca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj