PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Jestem Femen –...

Jestem Femen – jestem Ukrainą? Recenzja filmu „Jestem Femen” Alaina Margota

Viktoriia Zhuhan

Czy FEMEN można nazwać głosem ukraińskich oburzonych? Film dokumentalny Alaina Margota pokazuje, że aktywistki ruchu stosowały zbyt krzykliwe formy protestu, które nie trafiły na podatny grunt w ospałej Ukrainie sprzed Euromajdanu.

plakat_jestemfemen_b1_01

Na ekrany polskich kin trafił niedawno dokumentalny film „Jestem Femen” o zapoczątkowanym na Ukrainie ruchu FEMEN. Europa zobaczyła ten dokument rok temu, ale historia grupy aktywistek stanowiąca podstawę filmu dobiegła końca latem 2013 r. W tym czasie Ukraina przeżyła tak wiele, że film wydaje się należeć już do innej rzeczywistości, chociaż bez wątpienia trafnie wyjaśnia jej współczesność pod względem społecznym i politycznym.

Prywatność prowokatorek

Ruch FEMEN, mianujący siebie feministycznym, wywoływał dużo kontrowersji na Ukrainie. Do dziś nie wiadomo, jaki był prawdziwy cel tej grupy. Według samych jej członków – walka przeciwko autorytaryzmowi, religii, niskiej pozycji kobiet w ukraińskim społeczeństwie oraz przeciwko odbieraniu za granicą Ukrainy jako „burdelu” – kraju, który dostarcza całemu światu tanich i pięknych kobiet świadczących usługi o charakterze seksualnym. Jednak według opinii wielu krytyków aktywistki celowały jedynie w wywołanie szumu i zyskanie rozpoznawalności. Chociażby feministka i znawczyni tematyki gender Maria Dmytriyeva w komentarzu dla BBC Ukraine stwierdziła, że forma protestu FEMEN nie sprzyja dyskusji obywatelskiej, choć poruszane przez ten ruch tematy są aktualne. Według niej FEMEN to „gra według reguł patriarchatu”, w której przekaz jest sprzeczny z formą.

Na sprzecznościach i kontrastach zbudowany jest również film Alaina Margota. Rolę głównej bohaterki pełni w nim urocza, urodzona na prowincji dziewczynka, która wstrząsnęła najpierw ukraińską stolicą, a później resztą Europy. Jest to działaczka antyklerykalna, która od nastoletnich lat pisze ikony. Wschodnioeuropejski symbol seksu, który nie potrafi chodzić na obcasach. Dziecko wychowane przez ojca pijaka, a jednocześnie chuliganka nierozstająca się z papierosem i flaszką. Taka jest Oksana Saczko, jedna z założycielek ruchu FEMEN na Ukrainie, w obiektywie Margota. Pod tą uwodzicielską prowokacją można jednak dostrzec dość wybiórczy jednostronny obraz kobiecości, który mógł budzić odrazę wśród ukraińskiego społeczeństwa. Sam film Margota również wywołuje skrajne uczucia: jest przepełniony emocjami, osobistymi przeżyciami aktywistek, pokazuje ich rodziny i wąskie grono przyjaciół, życie zwykłe i codzienne, jednocześnie nie ujawnia żadnych kontrowersji. Widz nie ma w związku z tym szans na spojrzenie krytyczne, więc zakochuje się w bohaterkach niemal od początku.

Praca nad filmem „Jestem Femen” trwała przez trzy lata, od 2011 do 2013, gdy w związku z presją służb specjalnych Janukowycza aktywistki musiały opuścić kraj. Główna bohaterka, Oksana Saczko, pojawia się w filmie razem ze swoimi koleżankami, aktywistkami ruchu: Anną Hutsol, Inną Szewczenko oraz Saszą Szewczenko. Ważną postacią w filmie jest też mama Oksany, która – według niej samej – jest kobietą „siedzącą w domu z szydełkiem czy drutami”, zupełnie inną niż Oksana, charakteryzowana z kolei przez mamę jako Joanna d’Arc. I wreszcie Wiktor Swiatski, postać, która pojawia się jedynie w krótkim epizodzie filmu, w rzeczywistości jednak pełni rolę lidera całego ruchu.

jestemfemen

FEMEN: wstyd i obrzydzenie?

Ojciec ukraińskiego kina, Ołeksandr Dowżenko, pisał: „Jeśli wybierać między pięknem i prawdą, wybieram piękno. Ono jest bardziej autentyczne niż naga rzeczywistość”. Zdaje się, że szwajcarski reżyser na swój sposób wykorzystał tę metodę i wykreował ponurą wizję ukraińskiej rzeczywistości: zaniedbane wynajęte mieszkania i rozkołysane zadymione pociągi, mamy, które mogą dać dzieciom „tylko swoją miłość” i kilka słoików na drogę; piękne blondynki uprawiające sport oraz wprawnie gotujące pierogi, a jednocześnie śpiewające patriotyczne pieśni – to obrazek z filmu Margota, szczery i prawdziwy aż do obrzydzenia.

Takie emocje wywołuje film „Jestem Femen” i takie właśnie uczucia budziło FEMEN w czasie swojej działalności na Ukrainie. Kobiety odbierane jako wariatki i prostytutki nagle w filmie okazują się być pełnokrwistymi osobowościami. Twórczo planują każdą akcję, ukrywają się przed służbami specjalnymi, czytają, rysują, potrafią wypowiedzieć się na filozoficzne tematy, ale i martwią się o rodziców.

Problemy, o których dziewczyny w czasach swojej działalności głośno krzyczały, były bez wątpienia ważne: brutalny gwałt i spalenie żywcem Oksany Makar (sprawcy tego makabrycznego czynu byli powiązani z milicją i w ciągu kilku dni zostali zwolnieni), korupcja oraz niegospodarność przy Euro 2012, problemy prostytucji czy seksturystyki. Ale Ukraina w 2010 r. to nie kraj, o którym dowiedziała się Europa kilka lat później przy okazji Euromajdanu. To kraj ludzi biednych, zmęczonych, ale pasywnych i zniechęconych do polityki. Dlatego właśnie ukraiński widz zapamiętał FEMEN jako wrzeszczące kawałki mięsa, które policja wlecze po asfalcie. Ich akcje nie spowodowały masowej aktywizacji ludzi czy rozwiązania newralgicznych problemów. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, ale niebanalny sposób manifestacji FEMEN nie znalazł oddźwięku w sercach Ukraińców. Film Margota dotyka również tej tragedii bycia niezrozumianym.

Reżyser w filmie „Jestem Femen” zadaje pytanie, jak to się stało, że senne społeczeństwo nie dało się obudzić tak krzykliwą formą.

Victoriia Zhuhan

Ukraina, jaką malują

FEMEN wpisało się w portret Ukrainy takiej, jak ją zawsze odbierano za granicą. Dlatego estetyczne formy ich protestu tak się spodobały zagranicznym aktywistom i mediom. W berlińskim pubie czy na amsterdamskich mostach ukraińscy turyści zwykle natkną się na reakcję: „Aaa, Ukraina? Słyszeliśmy! Kliczko, Szewczenko, FEMEN, piękne kobiety!”. Ukrainki odbiera się zwykle jako łatwą zdobycz albo jako tanią siłę roboczą. Tysiące z nich wyjeżdża z kraju, by zostać prostytutkami lub znaleźć bogatego kochanka. Jeszcze inne – by sumiennie i za marny grosz pracować w charakterze niani, sprzątaczki czy pomocy domowej. Gdzie tkwi przyczyna takiego rodzaju migracji? W postradzieckim kompleksie nieudolności, odziedziczonej biedzie czy też może w narodowej mentalności?

FEMEN nie szukał odpowiedzi na te pytania, lecz doprowadził ukraińskie stereotypy do poziomu absurdu, dzięki czemu było o aktywistkach tak głośno. W filmie Margota widzowie dostrzegą wyraźny kontrast pomiędzy odbiorem grupy na Ukrainie i za granicą. Podczas gdy w ich ojczystym kraju społeczeństwo próbuje je zawstydzić, to poza nim jeśli nie zrozumieć, to na wszelki sposób wesprzeć. Właśnie dlatego aktywistki decydują się na rozszerzenie aktywności zarówno geograficznie, jak i ideologicznie. Projekt FEMEN, pomimo olbrzymich nakładów promocyjnych, nie znalazł lojalnych sprzymierzeńców na Ukrainie.

femen 2

Treść czy opakowanie?

Obraz Margota stał się jedynie zmysłowym portretem grupy FEMEN, pełnym detali z prywatnego życia działaczek, a także nie do końca udaną próbą pokazania prawdziwego oblicza organizacji. Reżyser pomylił się, uważając, że aktywistki są nie tylko formą FEMEN, ale i treścią, „sednem”. Tak wynika z jego filmu, ale nie wynika z rzeczywistości, gdyż prawdziwe oblicze organizacji w rzeczywistości okazało się obliczem męskim. Kluczem do tej historii jest postać Wiktora Swiatskiego, prawdziwego lidera, ideologa i organizatora „wyemancypowanej” kobiecej grupy. Właśnie jego brutalnie pobita twarz pojawia się na końcu obrazu Margota. W filmie australijskiej reżyserki Kitty Green „Ukraine Is Not a Brothel” Swiatski był autorytarnym, twardym i poniżającym kobiety mężczyzną. Tymczasem sposób ukazania postaci Swiatskiego w historii Margota o FEMEN odwraca uwagę od idei i sprowadza cały ruch do poziomu PR-owego projektu. Pierwotna narracja dotycząca FEMEN przedstawiała aktywistki jako niezależne silne osobowości, dziewczyny, które potrafią zorganizować się i walczyć o swoje poglądy. Nagle, gdy z cienia wychodzi Swiatski, okazuje się, że to on wymyślał koncepcje buntu oraz sterował działaczkami. Czy zatem żadnego ruchu emancypacji kobiet nie było? W końcu to tylko kilka ładnych dziewczynek na służbie u ekscentrycznego faceta.

Zarówno w filmie, jak i w życiu Swiatski nie mógł występować publicznie. To zniszczyłoby całą mitologię FEMEN. Jednak latem 2013 r. organizacja zdecydowała się wkroczyć na „święty teren” reżimu Janukowycza, który związany był bezpośrednio z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym. Zaplanowano akcję podczas rocznicy chrztu Rusi Kijowskiej. Z filmu widz dowiaduje się, że grupie FEMEN już wtedy przyglądały się służby specjalne. System Janukowycza mógł godzić się na wszystko, ale nie na prowokację podczas takiej uroczystości, tak ważnej w relacjach Putina i Janukowycza. Dlatego Swiatski wtedy właśnie został porwany i skatowany przez milicję, grożącą mu, że członkinie FEMENU czeka ten sam los.

Wydaje się jednak, że autor filmu nie starał się zaprzeczyć, że FEMEN to tylko udany projekt PR-u; Margot nawet nie podniósł tej kwestii, skupiając się raczej na pytaniu bardziej podstawowym: dlaczego na Ukrainie mógł pojawić się ten ruch oraz jak to się stało, że senne społeczeństwo nie dało się obudzić nawet przez krzykliwą formę i zgorszenie?

FEMENizacja protestu – Ukraina go nie potrzebuje?

Alain Margot zarejestrował również sposób ścigania aktywistów przez reżim. Widzowie krok po kroku obserwowali tworzenie koncepcji protestu, reakcję leniwego i konserwatywnego społeczeństwa (osąd lub obojętność) oraz konsekwencje „wybryków” działaczy. Biografia FEMEN nieprzypadkowo idzie w parze z najnowszą historią Ukrainy i eskalacją przemocy. Jeśli na początku 2008 r. dziewczyny „tylko” wleczono po asfalcie, to w 2013 r., na końcu filmu, są przeszukiwane, kaleczone, szantażowane i fałszywie oskarżane o przestępstwa, których nigdy nie popełniły.

Premiera filmu Margota jest bez wątpienia spóźniona, dlatego że w 2014 r. Ukraina przekształciła się już w kraj wojny ze świeżą historią krwawej rewolucji i aktywistów torturowanych na śmierć (a nie „tylko” pobitych lub zastraszonych). Aktywistki FEMEN opuściły Ukrainę w momencie ciszy przed burzą, latem 2013 r. Pół roku później nie trzeba było obnażonych kobiecych ciał, by przykuć uwagę do bolesnych problemów Ukrainy. Majdan zaprotestował przeciwko wszystkiemu, co zbierało się w ukraińskim społeczeństwie w ciągu lat. Główne postaci ruchu FEMEN wylądowały jako azylantki we Francji i Szwajcarii. Te dziewczyny, które zostały na Ukrainie (a było ich nawet kilkadziesiąt), według doniesień mediów były na Majdanie (chociaż jako osoby prywatne, niereprezentujące ruchu).

Trudno jest wyobrazić sobie dzisiaj na Ukrainie ruch na podobieństwo FEMEN. W ciągu ostatnich dwóch lat kraj ten widział każdy rodzaj protestu, nie wyłączając i ten sponsorowany. Niektóre akcje są organizowane przez siły polityczne czy biznesowe lub nawet mafię jako element gry politycznej. Nie są to protesty oddolne. Uczestnicy dostają pieniądze za to, że będą manifestować i czasami nie rozumieją nawet haseł, które reprezentują. Jednak społeczeństwo, choć wyczerpane przez wojnę i biedę, nie przestało uczestniczyć w marszach oraz akcjach protestu, wiedząc już jednak, że manifestacja to tylko początek, a nie zmiana sama w sobie.

 

Film:

„Jestem Femen”, reż. Alain Margot, Szwajcaria 2014.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 340

(28/2015)
14 lipca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj