Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Rozczarowanie z konsekwencjami

Rozczarowanie z konsekwencjami

Adam Puchejda

Rok temu Andrzej Duda wygrał wybory, bo trafnie odczytał społeczne nastroje. Poprawnie zdiagnozował polityczną sytuację, nie był jednak w stanie wpłynąć na jej rozwój. Dlatego mimo błyskotliwej wygranej, w dłuższej perspektywie przyczyni się do osłabienia nie tylko własnej pozycji, lecz także urzędu głowy państwa jako takiego.

Polacy, idąc do wyborów w maju 2015 r., zniechęceni ospałością poprzedniego prezydenta, pragnęli realnej zmiany, nowej propozycji, a Duda tę potrzebę przekuł w swój wyborczy sukces. Nie był kandydatem z wielką wizją, potrafił za to robić dobre wrażenie. Skutecznie zmniejszał polityczne napięcie, był młody, dynamiczny, pełen inicjatywy, dał się lubić. Nie był politycznym ekstremistą, miał za to dość politycznego rozumu, by szukać poparcia w różnych grupach społecznych. Dzięki temu, że był politykiem z nowego pokolenia, zupełnie innego – jak się wydawało – politycznego rozdania, kusił deklaracjami zachowania bezpiecznego dystansu do własnego politycznego zaplecza. W ten sposób zyskiwał przychylność wielu wyborców niezdecydowanych, przyczynił się też do zmiany negatywnego wizerunku PiS-u, co wydatnie pomogło tej partii wygrać kolejne wybory.

Tylko cóż z tego, skoro dziś wiemy, że był to PR pozbawiony jakiejkolwiek treści? Rozziew między wyborczymi deklaracjami i obietnicami a polityczną rzeczywistością okazał się tak wielki, że dla wielu dzisiejszych wyborców prezydent Duda stracił resztki autorytetu należnego głowie państwa. Stąd też, jak sądzę, tak wielka popularność kuluarowych plotek na temat charakteru prezydenta Dudy, jego relacji z żoną, z przewodniczącym Kaczyńskim, o twitterowych przygodach prezydenta nie wspominając. Stąd też uwaga, z jaką śledzone były na stronach „Kultury Liberalnej” komentarze prof. Jana Zimmermanna z UJ, dawnego promotora Dudy.

Oczywiście, może moglibyśmy machnąć na to wszystko ręką, gdyby kolejne wybory prezydenckie odbywały się w bliskiej przyszłości, a na horyzoncie pojawił się jakiś lepszy kandydat. Do wyborów jednak jeszcze kilka lat, a dalsze obniżanie rangi tej prezydentury – prezydentury, która, przypomnijmy, nie szanuje konstytucji, choć jest do tego powołana (!) – będzie oznaczało drastyczny spadek znaczenia urzędu prezydenta jako takiego.

————————————————————————————————————————-

Czytaj także pozostałe teksty z Tematu Tygodnia:

Marek Magierowski w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim „Zawsze będziemy krajem Wschodu”

Paweł Śpiewak w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim i Julianem Kanią „Prezydent anonimowy”

Anna Materska-Sosnowska w rozmowie z Julianem Kanią „Stracona szansa Andrzeja Dudy”

————————————————————————————————————————-

Kolejna konstytucja zapewne zmieni zatem nasz ustrój z parlamentarno-gabinetowego, w którym prezydent odgrywa rolę arbitra, narodowego symbolu i lidera, wybieranego przez cały naród, na system kanclerski, w którym władza wykonawcza będzie jedno-, nie dwugłowa, a polityczna zmiana będzie zależna już wyłącznie od partii politycznych. Stanie się tak, bo ustrój polityczny nie działa w próżni i na dłuższą metę nie da się udawać, że osoba pozbawiona autorytetu może rościć sobie prawo do jego posiadania. Tak się dzieje, gdy wszyscy widzą, że król jest nagi.

Słabość prezydenta powinna nas jednak niepokoić, nie cieszyć. Bo gdy najwyższy reprezentant demokratycznego ludu nie potrafi wydać z siebie własnego głosu, zaczyna mówić cudzymi słowami, np. powtarzając partyjno-ideologiczne slogany. I tak też się dzieje w przypadku Andrzeja Dudy i jego kancelarii.

Słyszymy zatem, że lepiej być przywódcą czegokolwiek, np. jakiegoś mitycznego regionu (składającego się z Polski i Węgier?), niż graczem w europejskiej pierwszej lidze (a choćby na końcu tabeli), że za problemy Polski odpowiadają „wszechpotężna” opozycja i garść gazet, że winę za złą opinię i spadające ratingi ponoszą złowrogie ośrodki zagraniczne, a nawet – o dziwo – że nasz charakter narodowy – rzekomo pełen ułańskiej fantazji, wschodniego autorytaryzmu i zwykłej bylejakości – jest naszą tarczą przed nieznośnym zachodnim rozsądkiem, oszczędnością i cnotą przedsiębiorczości! Gdy słyszymy coś takiego z ust poważnych urzędników, powinniśmy naprawdę zacząć się martwić o powodzenie Rzeczypospolitej w najbliższych latach.

Ale jest jeszcze jeden powód do niepokoju. Słaby, bezwolny prezydent to dodatkowa władza dla partii politycznych, które z wyborów na wybory coraz lepiej opanowują arkana politycznego marketingu i są już w stanie sprzedać nam każdy niemal produkt – polityczny i politycznopodobny. Prezydent Duda jest tego najlepszym przykładem. Ku przestrodze.

 

*Ikona wpisu: ilustracja: Katarzyna Iwańska

SKOMENTUJ

Nr 385

(21/2016)
24 maja 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj