Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Pęknięcia] Humanizm

[Pęknięcia] Humanizm

Jan Tokarski

Uchodźca, podobnie jak przysługujące mu jakoby prawa człowieka, jest wynalazkiem nowoczesnej Europy. Jeżeli jakąś figurę człowieczeństwa da się uczynić symbolem XX-wiecznych doświadczeń naszego kontynentu, to tę właśnie.

1.

Europa zawsze była z siebie dumna. Ze swoich osiągnięć, ze swojej kultury. Nie tylko czuła się potęgą – polityczną, ekonomiczną, wojskową. Wierzyła również w swoją dziejową misję. W to, że w ramach właśnie jej kultury postawiono pytania o znaczeniu fundamentalnym. Ważne nie tylko dla niej samej, tu i teraz, ale dla wszystkich ludzi – żywych, umarłych, jeszcze nienarodzonych. Ona stworzyła przecież nowoczesną naukę, przemysł, kapitalizm, całą techniczną cywilizację. Dała światu pojęcie niezależnej jednostki i zapewniła jej nieznany nigdzie indziej zakres wolności. Ona wreszcie uwolniła ludzi od bogów i ideologii, które rządziły dotąd ich życiem. W ich miejsce, w centrum, postawiła samego człowieka. Być może nigdzie tak dobitnie nie określiła zarazem swego dorobku i swoich ambicji jak w doktrynie praw człowieka. Praw, które mają być niezbywalne. Które posiada każdy bez względu na okoliczności czasu i miejsca, w jakich się znalazł. Bez żadnej przyczyny, poza czyjąkolwiek decyzją. Po prostu dlatego, że jest człowiekiem.

2.

Prawa człowieka są dzieckiem humanizmu. Wytworem kultury umysłowej, która nie tylko koncentruje na człowieku swoją uwagę, ale i na wszystko inne patrzy przez jego pryzmat. W odniesieniu do człowieka oceniane są więc reguły kulturowego współżycia, wierzenia religijne, doktryny polityczne. To nie bogowie (religijni lub świeccy, nieważne) osądzają człowieka. To on jest ich sędzią. Aby jednak móc ową „władzę sądzenia” realizować, musi posiadać pewien uniwersalny, pozahistoryczny punkt odniesienia. Musi posiadać klucz do zrozumienia własnego człowieczeństwa. Kodyfikacją tej wiedzy mają być właśnie prawa człowieka.

Osobliwość ich natury polega na tym, że nie dbają o instytucje, które miałyby być ich gwarantem. Nieprzypadkowo – mają przecież być uniwersalne, a więc nieustanowione niczyim dekretem. W przeciwieństwie do innych praw nie mają natury kontraktu. Nie stanowią umowy pomiędzy rządzącymi a poddanymi lub między ogółem obywateli. Nikt nie może ich odwołać, a więc nikt też ich nie wymyślił ani nie stworzył. Obowiązywały od zawsze. Również przed tym, jak zostały skodyfikowane, a nawet zanim powstało samo pojęcie „praw”. Gdyby można je było dowolnie przekształcać dekretami władzy, stojący za nimi humanizm obróciłby się w perzynę. Stałby się własną parodią, gorzej: zaprzeczeniem.

Zwolennicy doktryny praw człowieka mają więc całkowitą rację, odzierając człowieka z wszelkich właściwości. Nie ma znaczenia, kim jest, gdzie mieszka, w jakiej epoce żyje, w co wierzy. Prawa, które posiada, są zawsze takie same. I zawsze tak samo niezbywalne. Wtórny wobec nich jest kolor jego skóry, płeć, orientacja seksualna, status społeczny. Każdy jest przede wszystkim człowiekiem. Dopiero w dalszej kolejności, „nienaturalnie”, by tak rzec, jest także bycie obywatelem jakiegoś państwa, wyznawcą jakiejś religii, osobnikiem pełniącym określoną funkcję społeczną, kobietą albo mężczyzną, dorosłym albo dzieckiem. U źródeł praw człowieka tkwi zatem przekonanie o realności bycia człowiekiem po prostu. Oraz o umowności wszelkich jego partykularnych samookreśleń.

Codzienne doświadczenie podpowiada nam jednak, że rzeczy mają się odwrotnie. Ludzka tożsamość jest zawsze konkretna. Kiedy odciąć od niej wszystkie przymiotniki, traci wszelki kształt, rozpada się. Człowiek „po prostu”, pozbawiony jakichkolwiek samookreśleń, to czysty abstrakt, widmo. Więcej: fikcja. Paradoks polega jednak na tym, że pozostaje ona realna tak długo, jak długo zachowuje swój abstrakcyjny, „widmowy” charakter. Kiedy tylko oblecze się w ciało – to znaczy, kiedy przed oczami stanie nam osobnik z krwi i kości, który jest już tylko człowiekiem – pryska jak mydlana bańka.

3.

Tą figurą czystego człowieczeństwa jest uchodźca. Spotkany „oko w oko” przeraża. To ktoś, kto utracił wszelkie punkty oparcia, które stabilizują nasze miejsce w świecie. Nie jest już ani pracodawcą, ani pracobiorcą; ani urzędnikiem, ani obywatelem. Nie ma najmniejszego znaczenia, czy pochodzi z dużego miasta czy z małej wsi. Nie jest ważne, czy jest kimś młodym czy starym, mężczyzną czy kobietą, dorosłym czy dzieckiem, osobą wykształconą czy niepiśmienną. Uchodźca jest „tylko” człowiekiem – i nikim więcej. Jego praw nie chroni żaden suweren. Nie ma również żadnej instytucji, do której mógłby się odwołać, aby bronić się przed niesprawiedliwością. Uchodźca – najpełniejsze ucieleśnienie idei praw człowieka, jakie możemy sobie wyobrazić – obnaża jednocześnie kryzys owych praw. Oto ktoś faktycznie wyzwolony z wszelkich więzów. Niepodlegający niczyjej władzy, nieprzywiązany do żadnej społecznej roli, niedający się wpisać w żadną znaną zależność. A przecież nie sposób powiedzieć o nim, że jest wolnym podmiotem.

Również uchodźca, podobnie jak przysługujące mu jakoby prawa człowieka, jest wynalazkiem nowoczesnej Europy. Jeżeli jakąś figurę człowieczeństwa da się uczynić symbolem XX-wiecznych doświadczeń naszego kontynentu, to chyba tę właśnie. Dwudzieste stulecie było czasem gigantycznych wędrówek ludów, szukających schronienia przed nowymi, nieznanymi dotąd formami politycznej tyranii. Epoką rozpadu ciał politycznych, w których toczyła się codzienna egzystencja milionów ludzi. Wreszcie, czasem dokonywanych na ogromną skalę politycznych transplantacji – sztucznego przesuwania granic państw oraz imperiów. Słowem, to Europa wymyśliła ideę wyposażonej w niezbywalne prawa jednostki i to Europa wcieliła ją w życie w postaci uchodźcy. A tym samym, nieumyślnie, podważyła jeden z własnych najbardziej kapitalnych i rewolucyjnych pomysłów.

Dlaczego? Bo w praktyce uchodźca jest nagim życiem. A to znaczy: jest nikim. Dopiero uznanie, jakie otrzymujemy ze strony innych, czyni nas osobami. Podobnie, tylko przemoc, jakiej ze strony innych doświadczamy, może obrócić nas w rzecz. Prawa, które jakoby posiadam, ale których realnie nie strzeże żaden suweren, są fikcją. To tylko piana, którą morze historycznych wydarzeń czasami wytwarza, kiedy indziej zaś – beznamiętnie ściera.

4.

Kim jest człowiek, widać dopiero w nieludzkich sytuacjach. Wiek XX dowiódł tego na wiele sposobów. Jak niewiele pozostaje z ludzkiej dobroci, jeśli poddać ją odpowiedniemu ciśnieniu, dowiedziono w laboratoriach takich jak Auschwitz czy Kołyma. Co gorsze, okazało się, że oprawcami w tych machinach zagłady mogą być nie zwyrodnialcy, lecz zupełnie normalni ludzie. Przykładni mężowie, cierpliwi ojcowie, sumienni urzędnicy. Człowiek okazał się najokrutniejszym ze zwierząt nie dlatego, że rządzą nim mroczne popędy, ale za sprawą swojego człowieczeństwa. To ono – a nie żadne zwierzęce instynkty – pcha go do wyrafinowanego, niespotykanego u żadnego innego gatunku okrucieństwa. Ono również pozwala mu mordować systematycznie, na masową skalę, w oparciu o chłodne kalkulacje i obiektywne dane. Z urzędniczą skrupulatnością; bez grama nienawiści.

Pod ciężarem tych poczynionych mimochodem, niejako na marginesie wielkiej historii odkryć, europejski humanizm mógł się z łatwością zawalić. Kto wie, czy nie przetrwał właśnie dzięki doktrynie praw człowieka. Od samego początku nosiła ona jednak w sobie fundamentalne pęknięcie. Po jednej stronie – człowiek, podmiot uniwersalnych praw, którego lokalna tożsamość jest zawsze czymś wtórnym, przypadkowym. Po drugiej – człowiek, istota z krwi i kości, wygnana ze swojego kraju, nie znajdująca się pod niczyją jurysdykcją i nie chroniona przez nikogo. Tu – czysty podmiot; tam – nagie życie. A między jednym a drugim – przepaść, którą nie wiadomo jak zasypać.

 


Żyjemy w czasach przesilenia. W „międzyepoce” o niewyraźnych, rozmytych konturach. W nowej serii felietonów Jan Tokarski zastanawia się, w których miejscach występują w naszym świecie pęknięcia oraz do czego mogą prowadzić. Do tej pory w cyklu „Pęknięcia” opublikowaliśmy następujące teksty:

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 466

(51/2017)
12 grudnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj